OpinieŚwiatPrigożyn: żadnych układów, tylko uczciwa walka

Redakcja12 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Prywatna Firma Wojskowa „Wagner” kontynuuje mielenie armii ukraińskiej w Bachmucie. Zełeński wysyła do tej maszynki do mielenia mięsa kolejne oddziały, spychając je do czarnej dziury, która zasysa najlepsze jednostki Sił Zbrojnych Ukrainy (SZU) i najemników.

Dlaczego Wołodymyr Zełeński tak uparcie trzyma się Bachmutu? Dlaczego od 20 grudnia, gdy rzuciłem mu żartobliwe wyzwanie przekazane przez artylerię „Wagnera”, on zachowuje się jak dzieciak? Mój intymny dialog z nim trwa już od czterech miesięcy. Obaj czerpiemy z niego przyjemność, lecz orgazm jeszcze nie nadszedł.

Tajemnica bachmuckiej maszynki do mielenia mięsa

Znaczenie strategiczne Bachmutu nie jest zbyt wielkie. Za Bachmutem leży Siewiersk, Sławiańsk, Kramatorsk, Konstantinowka, Drużkowka i Czasow Jar, miejscowości wchodzące w skład tzw. pierścienia donbaskiego i stanowiące rejon umocniony. Z jednej strony Bachmut jest częścią tego rejonu, lecz z drugiej – jego zdobycie nie zagwarantuje szybkiego zwycięstwa nad Ukrainą, marszu na Dniepr, ani nawet przejęcia Donbasu.

Najwyższe dowództwo ukraińskie nieustannie powtarza słowa o konieczności utrzymania Bachmutu. Z miasta tego próbują zrobić święty symbol. Rano mówią, że to święta sprawa, wieczorem podejmują decyzję o wycofaniu się, a kolejnego rana znów rzucają tam tysiące żołnierzy, i tak w kółko.

Armia ukraińska zebrała już wystarczające siły. Mają około 200 tys. dość dobrze przygotowanych żołnierzy, którzy przeszli dwu- lub trzymiesięczne szkolenia i gotowi są do działań bojowych. Ilość sprzętu i amunicji też jest w zupełności wystarczająca, by te 200 tys. ruszyło do natarcia na różnych kierunkach.

Gotowe do kontrataku wojska są już na pozycjach i wszystkiego mają pod dostatkiem. Pancerne kliny, które SZU próbują codziennie wbijać w linię obrony firmy „Wagner”, wiążą się ze stratą od 30 do 50 pojazdów dziennie, i nie jest to dla nich problem. A na ludzi, jak mawiają na froncie, nie mają ograniczeń.

A jednak kontrnatarcie zapowiadane najpierw na 20 grudnia, później na 1 stycznia, następnie na koniec stycznia, na 24 lutego, ostatnio na 3-5 kwietnia, a teraz na 15 kwietnia, za każdym razem jest przekładane. Ukraińska armia jest już w miejscach koncentracji, gotowa do wymarszu. Ale, jak mawiają, osioł, który stał długo w cieniu, na słońcu nie będzie pracować. Jeżeli kontrofensywa nie zacznie się w najbliższym czasie, SZU zaczną stopniowo tracić swój potencjał bojowy. Wojna znajdzie się w martwym punkcie i terytoria obecnie kontrolowane przez stronę rosyjską, mogą na lata pozostać do dyspozycji Federacji Rosyjskiej.

Aspekty polityczne Bachmutu

Politycznie Bachmut nie jest zbyt interesujący dla reżimu kijowskiego; stanowi raczej czynnik destabilizujący niż pozwalający na utrzymanie jego pozycji. Każdy krzyk w Bachmucie, każdy wzięty do niewoli żołnierz, każda kolejna setka poległych, raczej uderzają w Zełeńskiego i dowództwo armii ukraińskiej, niż uzasadniają utrzymywanie resztek tego miasta.

Jednocześnie długotrwała bitwa o Bachmut jest wyjątkowo korzystna dla wojsk rosyjskich, bo przecież przejęły dużą część terytorium Ukrainy już w 2022 roku. Jeżeli specoperacja zatrzyma się, plus-minus kilkadziesiąt kilometrów, na obecnych granicach, wiele zadań postawionych przed Specjalną Operacją Wojskową (SOW) uznać będzie można za zrealizowane. Bachmut daje rosyjskiej armii możliwość zebrania sił, zajęcia dogodnych do obrony pozycji, rozwiązania problemów wewnętrznych, wyszkolenia zmobilizowanych i oczekiwania w pełnej gotowości na dowolną ilość nacierających Ukraińców.

Dla nas Bachmut jest niezwykle korzystny, bo mielimy tam ukraińską armię i wstrzymujemy ich manewry.

Każdy dowódca średniego szczebla wie, że jeżeli udało ci się wywrzeć nacisk na przeciwnika w jakimś miejscu i masz wystarczające rezerwy, koniecznie trzeba wykonać manewr i uderzyć obok, tam gdzie przeciwnik nie jest gotów, gdzie można go złamać. Najbardziej logicznym krokiem ze strony SZU byłoby odskoczenie od Bachmutu i mocne uderzenia po skrzydłach naszych linii obrony. Tymczasem z Czasow Jaru codziennie idą nowe kolumny sprzętu, a setki żołnierzy ukraińskich giną nie zdążywszy nawet dotrzeć na linię frontu, ścieląc „drogę śmierci” i okoliczne pola tysiącami trupów i setkami spalonych pojazdów wojskowych.

Dramatyczna pauza

Jak wiadomo, działaniami zbrojnymi Ukrainy na poziomie taktycznym dowodzą ukraińscy wojskowi, zaś na strategicznym – tzw. koalicja zachodnia pod kierownictwem Anglii i Stanów Zjednoczonych. Na początku kwietnia doszło do przecieku dokumentów z Pentagonu. Ich treść nie stanowi dla nikogo żadnego strategicznego zagrożenia. Zebrano w nich wszystko, co udało się znaleźć na świecie, przy czym większość to materiały pochodzące z ogólnodostępnych źródeł. O przecieku zaczęto jednak szeroką dyskusję publiczną i zaraz po nim nastąpiła seria oświadczeń osób zbliżonych do Pentagonu w sprawie konieczności przełożenia zapowiadanej na 15 kwietnia kontrofensywy na okres letni. Dlaczego powstrzymano gotową do kontrataku armię, a kolejne „ostatnie chińskie ostrzeżenie” o 15 kwietnia znowu przeniesiono na lato? Przecież dla Rosji kontrnatarcie Ukrainy byłoby dużo bardziej bolesne w sferze wizerunkowej przed 9 maja, nawet jeśli przyniosłoby tylko minimalne sukcesy przesunięcia się o kilka kilometrów w głąb atakowanego terenu. Dlaczego zatem armia ukraińska znów „daje nam fory”? Przecież to właśnie koalicja zachodnia ogłasza „przerwy w spektaklu”, to ona za każdym razem przekłada kontrofensywę SZU.

Możliwe, że 21-letni Jack Teixeira ujawnił dokumenty z głupoty, może wykorzystali go bez jego świadomości, jednak jeżeli tego przecieku by nie było, pewnie na drugi dzień by go wymyślono. Podkreślam, że same w sobie te dokumenty nie mają znaczenia strategicznego i nie stanowią żadnego zagrożenia dla SZU. Oznacza to, że nie tworzą żadnego dodatkowego ryzyka dla armii ukraińskiej w przypadku jej kontrofensywy.

Na temat wydarzeń lat 1990., 2014 roku i Majdanu, przejścia Krymu pod kontrolę Federacji Rosyjskiej istnieje ogromna liczba teorii spiskowych. Są też rozmaite proroctwa opowiadające o sensie tych wydarzeń. Jedno jest wszakże jasne: Stany Zjednoczone i grupa anglosaska przez wiele lat przygotowywali plan zniszczenia ZSRR jako najważniejszego konkurenta geopolitycznego. Pod koniec lat 1980. i 1990. udało im się wprowadzić do radzieckiego kierownictwa ogromną liczbę swoich agentów wpływu, przekonać ją do nowych przekazów zmieniających dotychczasową ideologię, wzbudzić wśród ludności konsumpcjonizm i rozwalić Związek Radziecki. Rozpad ZSRR był najbardziej bolesnym i najcięższym przypadkiem upadku imperiów w ostatnich stuleciach, ale jednak nie poskutkował likwidacją Rosji i jej podziałem na małe księstewka. W kierownictwie amerykańskich służb specjalnych już dawno pojawił się plan dokonania kolejnego kroku w kierunku całkowitego rozbicia Rosji, który w pełni pokrywa się z obecną doktryną Stanów Zjednoczonych.

Podziały krajów afrykańskich, rozwalanie byłych krajów członkowskich Układu Warszawskiego. Im mniejszy kraj, tym łatwiej nim zarządzać; im bardziej zależny finansowo, tym bardziej posłuszny.

Podstawę obecnej polityki Stanów Zjednoczonych stanowi neokolonializm finansowy. Występuje on, gdy nawet najbogatsze w złoża surowców kraje nie wydobywają ich same, lecz całkowicie dopasowują się do łańcuchów produkcyjnych i finansowych zaproponowanych przez „partnerów zachodnich”, godząc się na rolę amerykańskich satelitów, podwykonawców i marionetek. Dlatego głównym celem Stanów Zjednoczonych w konflikcie ukraińskim jest uruchomienie w Rosji silnych tendencji odśrodkowych, doprowadzenie do osłabienia jej władz i narodowej samoświadomości w społeczeństwie, zmuszenia jej do zwrócenia się w kierunku Zachodu, jak miało to miejsce na początku lat 1990. Oczywiście, chcąc przejąć kontrolę nad sytuacją polityczną w kraju, muszą one w pierwszej kolejności przejąć stery nad instrumentami finansowymi wewnątrz systemu, mocami produkcyjnymi oraz złożami.

Obecnie, po tym jak rozpoczęła się operacja specjalna, lecz Federacja Rosyjska nie była w stanie uzyskać rezultatów, których oczekiwało społeczeństwo, u Stanów Zjednoczonych pojawiła się możliwość powrotu do tych pierwotnych planów. Przypomnę jeszcze raz, że plany te polegały na rozwaleniu Związku Radzieckiego, a następnie zajęciu się krajami wzdłuż granic Rosji, by odepchnąć od niej jej dawnych sojuszników. W ciągu trzydziestu lat udało się to zrobić z wieloma byłymi republikami. Najpierw straciliśmy nad nimi wszelką kontrolę, a później zniknęły stosunki dobrosąsiedzkie.

„Ukryte państwo”

Likwidacja Rosji metodami militarnymi nie jest możliwa. Lasy, bagna, ogromne przestrzenie i specyfika klimatu skutecznie chronią jej terytorium, czyniąc z niej jeden wielki rejon umocniony. W naszych dziejach każdy wróg, któremu udawało się dojść do Moskwy, wkrótce sromotnie uciekał, a jego „droga zwycięstwa” stawała się w kierunku odwrotnym „drogą śmierci”.

Dlaczego Anglosasi powstrzymują Zełeńskiego, tworząc konflikty wewnętrzne i wyhamowując kontrofensywę? Właśnie po to, by zdobyć podwójne trofeum – doprowadzić do rozpadu Rosji na liczne księstewka. Stanom Zjednoczonym nie jest potrzebna szybka wojna. Potrzebują wojny, która pozwoli na wzmocnienie „ukrytego państwa” i jego zwycięstwo.

„Ukryte państwo” to społeczność elit okołopaństwowych działających niezależnie od kierownictwa politycznego państwa i mających bliskie wzajemne powiązania oraz własne plany. Elity te pracują dla różnych panów: część dla istniejącej władzy, część dla tych, którzy są od dawna na emigracji, ale oni – dzięki swoim kontaktom – nawet po wyjeździe swoich szefów zostali na stanowiskach. Typowy przykład „ukrytego państwa” to resztki po Michaile Chodorkowskim, Arkadiju Dworkowiczu itd. Dworkowicz, o którym wielokrotnie wspominałem, po ucieczce za granicę zostawił po sobie cały ogon bydlaków, którzy kiedyś byli pod nim, albo nad nim, a dziś stanowią część owego „ukrytego państwa”. Formacja ta nieustannie przekazuje na zewnątrz informacje i gotowa jest do zawarcia dowolnego sojuszu w imię własnych interesów. Do „ukrytego państwa” łatwo dotrzeć, bo jest jak gąbka w środku państwa, z jednej strony czerwona, z drugiej czarna, z trzeciej biała, a z czwartej zielona. Mając łączność z jedną częścią tej struktury, bez trudu można dostać się do jej centrum. Rosyjskie „ukryte państwo” znajduje się dziś w poważnym kryzysie.

Wielu z tych, którzy jeszcze wczoraj popierali specoperację, dziś przeżywa wątpliwości, albo kategorycznie występuje przeciwko temu, co się dzieje. Reprezentantom „ukrytego państwa” chce się szybkiego powrotu do swojego poprzedniego życia, starych przyzwyczajeń i strefy komfortu. Są oni chytrzy i przewrotni, czego dowód stanowią słowa Josifa Prigożyna. Gotowi są udawać każdego. Są naszym wewnętrznym, przymilającym się, sprytnym, żądnym krwi kameleonem.

Milczą na naradach, co najwyżej wyrażając wątpliwości. Podejmując decyzje w ramach procedur biurokratycznych, opóźniają różne działania prowadzące w kierunku zwycięstwa w tej wojnie. Na poziomie takiej „legalnej biurokracji” można unicestwiać wszelkie decyzje najwyższego kierownictwa prowadzące do zwycięstwa, bo biurokracja w Rosji osiągnęła niespotykany poziom. To nasz wewnętrzny wróg. Według teorii Aleksandra Biegłowa, można to nazwać mianem „sita biurokratycznego”, w które można wpaść, lecz nie ma sposobu, by się z niego wydostać.

Wielka gra

Władza i społeczeństwo potrzebują dziś postawienia wyraźnej kropki w SOW. Idealną opcją byłoby ogłoszenie zakończenia operacji, zakomunikowanie wszystkim, że Rosja zrealizowała już zaplanowane przez siebie cele; przecież w pewnym sensie rzeczywiście je osiągnęliśmy. Przemieliliśmy ogromną liczbę żołnierzy SZU i możemy sobie powiedzieć, że zadania SOW wykonaliśmy.

Teoretycznie Rosją już postawiła tą kropkę, fizycznie likwidując dużą część aktywnej ludności męskiej Ukrainy, a drugą jej część, która uciekła do Europy, zastraszając. Rosja odcięła Morze Azowskie i sporą część Morza Czarnego, wzięła spory kawałek terytorium Ukrainy i stworzyła korytarz lądowy na Krym. Teraz pozostaje tylko jedno: ostatecznie okopać się, trzymać się pazurami tych terenów, które już mamy. Mamy tu jednak pułapkę – wcześniej Ukraina stanowiła część dawnej Rosji, a teraz mamy zorientowane jednoznacznie narodowo państwo.

Przed 24 lutego Unia Europejska skąpiła Ukrainie nawet dziesięciu milionów dolarów, a teraz rzuca się jej na wojnę dziesiątki miliardów. Bez wątpienia część tych środków trafia do kieszeni grupy rządzącej na Ukrainie, dla której konflikt ten jest opłacalny. Wielu z wczoraj jeszcze zmarginalizowanych dziś dostało nową szansę samorealizacji i wzbogacenia się.

Ukraina potrzebuje zwycięstwa, Stany Zjednoczone potrzebują trwania

Choć ukraińskie władze się bogacą, to jednak w związku z wielkimi stratami ludnościowymi na froncie i ogólnym zmęczeniem wojną, kierownictwu politycznemu potrzebne jest zwycięstwo. Rosja ciągle stoi przed ryzykiem, że wraz z rozpoczęciem kontrofensywy sytuacja na froncie może się pogorszyć. Układem, który Stany Zjednoczone mogą zaproponować rosyjskim władzom już dziś jest utrzymanie granic istniejących na dzień 24 lutego 2023 roku, rozumiane jako stanowisko negocjacyjne. Do tego potrzeba jest „przerwy w spektaklu”. Jeśli Moskwa odmówi, SZU ruszą do kontrataku. Wówczas możemy mieć różne scenariusze rozwoju wydarzeń. Jeden z nich zakłada, że wojska ukraińskie rozbiją się o obronę Federacji Rosyjskiej, poniosą poważne straty, po czym rozpocznie się gigantyczna kontrofensywa wojsk rosyjskich aż do osiągnięcia granic Donieckiej Republiki Ludowej, do Dniepru, albo do polskiej granicy. Biorąc jednak pod uwagę obecną sytuację i problemy, takie kontrnatarcie jest, łagodnie mówiąc, niezbyt prawdopodobne. Scenariusz drugi: armia ukraińska zacznie kontrofensywę i w niektórych miejscach przerwie obronę.

W takim przypadku armia, która przez lata uznawała się za jedną z najpotężniejszych na świecie, pogrąży się w nastrojach defetystycznych, po których dojdzie do pogorszenia sytuacji, jak to już bywało po zakończonych klęskami wojnach XX wieku – fińskiej i japońskiej – oraz w czasie tragicznych wydarzeń 1917 roku.

Doprowadzić może to do kardynalnych przemian w społeczeństwie rosyjskim. Naród już dziś poszukuje winnych tego, że nie jesteśmy najsilniejszą armią na świecie, a w takiej sytuacji zacznie się poszukiwanie „odpowiedzialnych za to”. I odpowiedzialność ta spadnie bez wątpienia na przedstawicieli „ukrytego państwa”. Czyli tych, którzy dzisiaj nie podejmują żadnego wysiłku na rzecz operacji wojskowej, znajdują się możliwie najdalej od teatru działań wojennych, próbują nie stracić swych kapitałów, żyć zgodnie ze swymi przyzwyczajeniami, co dla narodu znużonego wojną i nie czującego smaku zwycięstwa jest czymś absolutnie nie do przyjęcia.

Dążenie patriotów do sprawiedliwości może mocno uderzyć w „ukryte państwo” pogrążone w luksusie i biurokracji.

Jednocześnie najwyższym rosyjskim władzom nic nie zagraża, bo jest ona symbolem narodowej jedności oraz oporu wobec Zachodu, a to przecież sens obecnego istnienia i główne uzasadnienie wszelkich kwestii dla sił patriotycznych w Rosji.

„Ukryte państwo” będzie popychało najwyższe władze w kierunku poważnych ustępstw. I zgodnie ze swoją tradycją, próbowało będzie czerpać korzyści ze wszelkich przemian na wszystkie możliwe sposoby, w tym zdradzając interesy Rosji. Ich celem nie jest kraj i naród, lecz własna pozycja społeczna, poczucie komfortu i prywatny kapitał.

Dotrzeć na dno

Gdy upadasz w dół, a ciężar twoich problemów czyni twoją sytuację coraz gorszą, ciągnąc cię na dno, to pojawia się znane powiedzenie, że „trzeba dojść do dna, żeby mieć się od czego odbić i znów wypłynąć na powierzchnię”. Właśnie tego obawiają się Amerykanie. Boją się, że zbytnia presja na Rosję i zwielokrotnienie jej problemów wewnętrznych mogą pociągnąć ją na dno. A jeśli dotknie owego dna i się od niego odbije, zrzucając z siebie balast „ukrytego państwa”, to wypłynie na powierzchnię niczym wielki potwór morski, niszcząc na swojej drodze wszystko, w tym plany Stanów Zjednoczonych.

Mamy wiele takich przykładów w światowej historii. Chiny w połowie XX wieku, gdy były jednym z najuboższych krajów świata i znajdowały się pod częściową okupacją; Niemcy po I wojnie światowej; Japonia po II wojnie światowej; Turcja po upadku Imperium Osmańskiego. Wszyscy oni wypłynęli po tym jak odbili się od dna.

Radykalne emocje narodowe wybuchną jak po każdej porażce wojennej, rosyjski przemysł obronny zacznie podejmować dziesięciokrotnie większy wysiłek. Efektywność ekonomiczna zwycięży z nieefektywnym kapitałem państwowym. Państwo pozbędzie się biurokracji, procedury staną się przejrzyste, a Rosja krok po kroku przekształcać się będzie w groźne wojenne monstrum, z którym społeczność międzynarodowa będzie musiała się więcej niż liczyć; będzie musiała się przed nim kłaniać tak, że za każdym razem widzieć będziemy jej rozwarte pośladki.

Jeśli nie dowiedziemy, że jesteśmy silni militarnie, nikt z nami nie będzie się liczył i robić będą z nami co zechcą. Dla Ameryki byłoby skrajnie niekorzystnym zejście przez nas na dno i odbicie się od niego. Jej potrzebny jest powolny proces, w ramach którego dogadają się z elitami, z „ukrytym państwem”, a następnie przekonają najwyższe władze polityczne kraju, by krok po kroku godziły się na kolejne ustępstwa.

Jeśli rozpoczną się miękkie negocjacje, zgodnie z amerykańską zasadą stopniowalnego poniżania, najpierw do Rosji powrócą Fridmany i Czubajsy, a po nich Chodorkowscy i Dworkowicze. Następnie zacznie się liberalizacja elit i „ukryte państwo” przyjmie je w swe szeregi, kierując się instynktem przetrwania, przekształcając się z czarnego czy czerwonego w błękitne czy różowe.

Oczywiście, scenariusz taki nie jest korzystny dla Ukrainy i Zełeńskiego; oni muszą stawiać opór i walczyć. Ale jeśli wszystkie te procesy odbędą się odpowiednio szybko, zajmą rok lub dwa, zliberalizowane, zamerykanizowane i wpatrzone w Zachód „ukryte państwo” zmusi rosyjskie władze do ustępstw i, pod różnymi pretekstami, do zwrócenia Ukrainie tych terytoriów, które dziś są pod naszą kontrolą, a które Zachód uznaje za okupowane.

Wszystkim tym procesom towarzyszyć będzie pytanie „to po co walczyliśmy?” i bez wątpienia doprowadzi to do uruchomienia mechanizmu odśrodkowego w regionach. Amerykanie dopną swego. W tym scenariuszu zrealizowany zostanie główny plan Stanów Zjednoczonych, pod płaszczykiem nieźle na pierwszy rzut oka wyglądającego „miękkiego, spokojnego układu”.

Rosja nie może pozwolić sobie na żadne układy, lecz wyłącznie na uczciwą walkę. I jeżeli z tej walki wyjdziemy obici, to nic strasznego. Rosyjskie rejony umocnione nie pozwalają na dostanie się w głąb kraju. A naród rosyjski nigdy się nie załamał i się nie załamie. Dlatego: tylko uczciwa walka! I czym prędzej się zacznie, tym lepiej.

Podsumuję. Ukraińcy gotowi są do kontrofensywy. My gotowi jesteśmy na jej odparcie. Najlepszym scenariuszem dla scementowania Rosji, uzyskania jej jedności i przekształcenia w silne państwo jest ofensywa SZU, przy której żadne podszepty i układy nie będą możliwe.

I albo rozgromimy SZU w uczciwej bójce, albo to Rosja wyliże rany, zbuduje muskuły i rozerwie przeciwnika na strzępy w kolejnej uczciwej bójce. Dlatego sądzę, że z punktu widzenia przyszłości Rosji, opcja układów nie jest możliwa.

Do zobaczenia w Bachmucie.

Jewgienij Prigożyn

Źródło: https://telegra.ph/Tolko-chestnyj-boj-nikakogo-dogovornyaka-04-14

Redakcja