HistoriaRecenzjePiłsudski w oczach Konopczyńskiego

Redakcja12 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Dzisiaj rano w skrzynce przesyłka – książka Władysława Konopczyńskiego „Piłsudski a Polska”. Od wydawnictwa Giertych, a pewnie osobiście od prof. Macieja Giertycha.

Swego czasu pewien historyk „kolaborujący” z PiS-em zachęcał mnie, by Myśl Polska wydała to nieznane dzieło Konopczyńskiego, bo on nie chciał się narażać. Wtedy nie było to jednak możliwe, bo rodzina Mistrza blokowała jej publikację, uważając, ze książka jest „nieopracowana”, a powód był inny – rodzina obawiała się skandalu, bo Konopczyński Piłsudskiego nie oszczędzał. Prof. Giertych we wstępie wyjaśnia, że po upływie 70 lat od śmierci autora – prawa rodziny do dysponowania maszynopisem wygasły. W tym miejscu należy podziękować Wydawnictwu za trud wydania tego dzieła, nie było to proste, bo tekst wymagał poprawek i korekt. Książka Konopczyńskiego o Piłsudskim jest spełnieniem jego zbeczenia by ujrzała światło dzienne, on nie pisał jej do szuflady, tylko dla przyszłych pokoleń, ku przestrodze. Z tego punktu widzenia ma ona także znaczenie dla naszej obecnej sytuacji, kiedy w opinii wielu ludzi rządy PiS-u, to powtórka metod sanacyjnych.

Książka ta nie jest klasyczną biografią, lecz raczej esejem, w którym Konopczyński – na podstawie tych źródeł jakie miał dyspozycji pisząc to dzieło (lata 1940-1942) – przedstawia swój osobisty pogląd na tę postać. Nie jest to więc praca ściśle naukowa, choć autor stara się operować materiałem źródłowym zgodnie z zasadami obiektywizmu. Jednak mamy tutaj także wyraźny rys polemiczny (inni powiedzą, że to paszkwil). Konopczyński był świadkiem tego wszystkiego, był przez pewien czas czynnym politykiem Narodowej Demokracji, posłem (1922-1927), niejako na własnej skórze odczuł rządy sanacji i upadek Polski. Pisał w czasie, kiedy Polska Piłsudskiego runęła. Nie mogło to nie wpłynąć na ostrość sądów. Pokolenie, które przeżyło upadek II RP – wprost oskarżało Piłsudskiego i cały jego obóz o to, co się stało. Był to okres największego upadku mitu Piłsudskiego, który obecnie znowu święci triumfy. Dla ludzi znajdujących się  pod jego wpływem, ta książka będzie szokiem.

Czy jest to obraz sprawiedliwy? To zależy od punktu widzenia. Na pewno praca czysto historyczna wolna byłaby od wielu wniosków i ocen, jakie przedstawia Konopczyński w tej książce. W wielu fragmentach jest to także nie tyle książka o Piłsudskim, ale o epoce Piłsudskiego, a także o samym Konopczyńskim i jego poglądach na Polskę i jej historię. Jest to książka subiektywna, ale na tym polega też jej walor. To jest bowiem obraz pokolenia, któremu przyszło żyć w epoce Piłsudskiego, pokolenia, które uznało, że zabrał im Polskę.

Konopczyński najwięcej miejsca poświęca okresowi rządów sanacji, co jest zrozumiałe. To jakby rozliczenie z systemem, który – w opinii wielu Polaków – doradził do upadku państwa. O istocie systemu sanacyjnego pisze m.in. tak:

„Korzystając z dobrodziejstw powyższej symbiozy, oparta na szarganiu organów państwowych i organizacji politycznych, mafia rozsiadła się nad społeczeństwem i używa nad nim pełni władzy. Czasem zerknie na lewo, czasem na prawo. Mieni się kolorami czerwieni, bieli, błękitu. Nie służy zaiste żadnej partii ani klasie społecznej – wszystkich zmusza do służby „państwu”, tj. samej sobie. Jeżeli który stan jest z niej całkiem zadowolony, to chyba garść (parę tysięcy) arystokratów i plutokratów, tudzież garść (kilkanaście tysięcy) „rewolucyjnego” proletariatu” (…)  Pustkę między skrajnymi filarami wypełnia obustronnie pogarda, a nad pustką wznoszą się wiązania biurokratyczne, obrośnięte sztuczną tkanką społeczną, a podparte siłą zbrojną.”.

Ale autor nie unika też ocen dotyczących własnego obozu. Widać wyraźnie, że nie akceptuje zwrotu młodych i samego Dmowskiego  ku antydemokratyzmowi. I pomimo tego, że dalej identyfikuje się jako przedstawiciel obozu narodowego – wyraźnie pisze, że jego sympatie w tym okresie (lata 30.) były po stronie Wojciecha Korfantego i Wincentego Witosa, którego wręcz gloryfikuje. Dotyczy to także oceny polskiej polityki i polityki obozu narodowego w obliczu upadku Czechosłowacji.

Oto jego ocena dotycząca tej kwestii, ale i refleksja nad tym, jak do tego doszło:

„Natomiast zdezorientowali się częściowo i chwilowo tak zwykle trzeźwo i szeroko ujmujący sprawy zagraniczne narodowcy. Dumni ze swego pierwszeństwa w tworzeniu doktryny nacjonalistycznej w porównaniu z Niemcami, Wiochami i Francuzami, ani się spostrzegli, jak im ta doktryna zasłoniła mapę Europy. Realista Dmowski, co swego czasu umiał pertraktować i z masonami, i z Żydami, pod koniec zajął wobec Żydów i masonów w kraju i za granicą tak nieprzejednane stanowisko, że jego uczniowie o innych wrogach Polski poczęli zapominać. Przykład Hiszpanii, którą istotnie masoneria rzuciła na pastwę komunizmu, działał niesłychanie sugestywnie – a tam właśnie lepszą robotę spełniali Niemcy, niż Francuzi i Anglicy. Beznadziejny marazm francuskiej demokracji odstręczał od niej nawet takich przyjaciół, jak Kozicki, Folkierski, a ponieważ wiedziano, jakie wpływy mają wolnomularze w Czechach i przeceniano tam (pod sugestią niemiecką) zdobycze komunizmu, więc i w prasie narodowej nie brak było głosów takich, z których cieszyć się mogły chyba Berlin i Budapeszt. Podczas konfliktu z Litwą młodzież narodowa rywalizowała z prorządową w szowinistycznych występach”.

To bardzo ważny cytat pokazujący pogląd tzw. starych na to, co działo się obozie narodowym w drugiej połowie lat 30.

A oto końcowe wnioski, jakie sformułował autor książki, dotyczą oczywiście oceny Józefa Piłsudskiego:

„Czyste uczciwe wybory były dlań świętością w latach dziewięćdziesiątych: po trzydziestu latach pokazał Polsce i światu system wyborczy Składkowskiego.

Czyste ręce: potępia „wszystkie zamachy na pieniądze skarbowe” i jednocześnie sięga po osiem milionów na użytek partyjny. Pomawia sejm Rataja o korupcję, a sam używa owych milionów na przekupywanie obywateli i opłacenie hien wyborczych.

„Honor bóg wojska”: ależ on znaczy tylko, że wojsko ma się mścić za krzywdy wodza i swoje własne: ten honor pozwala zbrojną kupa napastować bezbronnych.

Miał przewrót majowy podnieść poziom moralności w wojsku – podniósł tylko gażę przewrotowców. Walka z oszczerstwem. Tyle o niej ostrych słów (Warszawa stolica oszczerstwa), a jednak niemal wszystkie posądzenia, jakie formułowali przeciw Piłsudskiemu jego nieprzyjaciele, w sumie były zbyt słabe w porównaniu z jego „rzeczywista rzeczywistością”. A on sam jak sponiewierał byłych generałów austriackich, co mówił o Trąmpczyńskim i połowie sejmu, co o uwięzionych posłach w Brześciu, co o całym narodzie?

Zasady polityczne. Walkę z caratem głosił i prowadził przez lat trzydzieści – a potem wyszukał sobie Cara, który wszystkie przepisy tłumaczył dlań w duchu niewoli.

Oświata ludu. Piłsudski bolał nad dziećmi bez szkoły. Najdłużej trzymał na urzędzie takiego ministra, co kneblował naukę, odpychał od oświaty lud wiejski, tolerował i niemal pielęgnował analfabetyzm.

Dla walki z Rosją zaniedbywał obronę przed Niemcami, sam był kulturalnie mocno zruszczony, sypał rusycyzmami, roznosił w polityce wewnętrznej zapach dziegciu.

Miał w pogardzie „partiów kawałek” – i stworzył Blok, naczynie wszystkich partyjnych grzechów bez walorów partyjnych.

Węszył i tropił obce agentury: ale z masoneria narodowa współpracował zgodnie, Żydów ochraniał, a bodaj i niektórym mocarstwom wyrodzil na przekór polskiej racji stanu.

Mniejszościom słowiańskim najpierw świecił w oczy ideą jagiellońską, po tym sprawił pacyfikację.

Przedziwne te skłonności i talenty znalazłyby może płodne zastosowanie w innych epokach, pod innym niebem: w pałacu drobnego włoskiego tyrana z czasów Machiawella, pod żaglami wikingowskiej wyprawy za słupy Herkulesa do Tunisu czy na Cypr, albo w namiotach potężnej hordy, zalewającej Indie czy Mezopotamię. Piłsudski potrafiłby zbudować państwo z półdzikich wyzwoleńców na przeciąg 1-2 pokoleń. Może by dobrze odegrał swa rolę nad Wisłą i Wartą za czasów Krzywoustego i Zbigniewa. Tak przecież argumentowali na jego korzyść pochlebcy: że założyciele państw nieraz większe popełniali barbarzyństwa, że francuski Ludwik XI dał władcom przykład paristwowotwórczego bezwstydu.

Ale Polska powersalska miała za sobą dziesięć wieków duchowego rozwoju i chciała żyć jeszcze lat tysiące. Polacy wszyscy bez różnicy stanu, a nie tylko ich prezydent po roku 1935, odpowiedzialni byli przed Bogiem i historią. Polska przepojona była cywilizacją chrześcijańską, zachodnioeuropejską, składała się z obywateli moralnie wolnych i myślących. Przyświecała jej idea postępu przez duchów szlachetnienie. Zwalczała w sobie sztucznie przez zaborców pielęgnowany rozbrat. Łaknęła solidarności społecznej i braterskiej miłości, i nawet w walkach partyjnych i klasowych obowiązywała jej synów ludzkość, uczciwość. Takiemu narodowi człowiek wyższy nad prawo i prawdę, ziejący nienawiścią i pogardą na wszystkie strony, na Króla Ducha i wychowawcę się nie nadał. Żył o kilkanaście lat za długo, i może by lepiej było, gdyby nie żył wcale”.

Jan Engelgard

Na zdjęciu: Józef Piłsudski na froncie wschodnim (1919). Koloryzacja zdjęcia Mirosław Szponar.

Władysław Konopczyński, „Piłsudski a Polska”, Wydawnictwo Giertych, Kórnik 2023, ss. 460.

Redakcja