OpinieList z Moskwy do polskich przyjaciół

Redakcja2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Drodzy polscy przyjaciele!

Mamy trudną, wspólną historię i wzajemne prawo, by się nie lubić.

Różne punkty widzenia

Z jednej strony już od ośmiu miesięcy patrzycie jak Ukraina znajduje się w stanie wojny, którą nie ona zaczęła, lecz musi ją prowadzić – wojny z Rosją. Polityka Federacji Rosyjskiej od dawna jest przedmiotem uzasadnionej krytyki wspólnoty europejskiej i dlatego Polska w miarę możliwości pomaga Ukrainie – przyjmuje uchodźców, dostarcza sprzęt wojskowy. To przejaw gościnności typowej dla słowiańskiej duszy.

Z drugiej strony, ostatnie miesiące to historia uścisków dłoni, żądań, myślenia życzeniowego, niezauważonych sygnałów i pretensji w związku z niedotrzymanymi obietnicami, a także wyraźny przykład, jak niektóre kraje próbują zerwać ze swoją zależnością od Stanów Zjednoczonych.

Jedyna opcja

Mieszkańcy naszych krajów mają od stuleci odmienny sposób myślenia. My stoimy na styku dwóch cywilizacji, mentalności rosyjskiej i zachodniej. Mentalności te oparte są na diametralnie odmiennych wartościach, które mogą jednak współistnieć. Walka z Rosją w ciągu ostatnich trzech dekad po rozpadzie ZSRR polegała na próbie narzucania naszym duszom wartości niczego nam nie dających. Wszyscy jesteśmy za pokojem. Ale nastąpił czas, w którym nie można siedzieć okrakiem. Opadły maski. Bronić interesów Rosjan i rosyjskiego świata nie może nikt, poza nami samymi.

Wielu Polaków zaraz po rozpoczęciu działań wojennych ciągle pytało mnie o stosunek do tych wydarzeń; niektórzy, nie doczekawszy się nawet mojej odpowiedzi, zaczynali zachowywać się agresywnie, obrażali mnie.

Proponuję, byśmy obecne wydarzenia uznawali za systematyczne dążenie do odbudowy rosyjskiej mocarstwowości, zniszczonej przez Anglosasów i ich zwolenników. Jeśli popatrzymy na to z takiego punktu widzenia, wszystko stanie się jasne.

Obecne zdarzenia to jedyny sposób, by Rosja mogła żyć i rozwijać się. Wiem, że realizacja tego celu wymagać będzie jeszcze czystek w samej Rosji, stworzenia nowego systemu przekazywania władzy i wychowania narodu.

Czasy są wymagające. Rosja ruszyła z martwego punktu. Dostrzegamy wszystkie błędy, w tym błędy naszych przywódców. Czy da się je naprawić? Raczej tak.

Różnice

Często pytają mnie, skąd biorą się różnice między nami.

Jeśli chodzi o nas i Ukraińców, wszystko jest jasne: Ukraińcy mają wobec nas kompleks „młodszego brata”.

A co nie pozwala nam na wzajemne zrozumienie? Oczywiście – historycznie ukształtowane relacje związane z dominacją w Europie Wschodniej.

Wy uważacie, że to Zachód obronił państwowość Polski po II wojnie światowej. Że Josif Stalin musiał przyjąć reguły gry narzucone mu przez Franklina Delano Roosevelta i Winstona Churchilla, nalegających na powstanie niepodległej Polski. Polska stała się największym państwem Europy Wschodniej i jednocześnie krajem o wyjątkowej strukturze etnicznej. Była największa nie tylko pod względem powierzchni, ale też liczby ludności. Niezależnie od tego, jakbyście nas nie wyklinali, po II wojnie światowej to na mocy decyzji Związku Radzieckiego z obszarów, które weszły w skład nowej Polski, przesiedlono około 9 milionów Niemców (do Niemiec) i Ukraińców (do ZSRR). W ich miejsce pojawili się Polacy z zachodniej Białorusi i Ukrainy. W kształtowaniu polskiej monoetniczności ważną rolę odegrało też ludobójstwo oraz emigracja Żydów. Poza tym, Związek Radziecki nie nalegał na kolektywizację rolnictwa w Polsce. I to było podstawą przemian w polskim społeczeństwie w latach 1980., tego, że mogliście czuć się gospodarzami na swojej ziemi, swoich gospodarstwach i fermach. W ZSRR poczucie bycia „gospodarzem” zniknęło w wyniku kolektywizacji wszystkiego, co się dało.

Wydarzenia mijającego roku stawiają pod znakiem zapytania monoetniczność Polski, bo przecież miliony przybyłych do Was Ukraińców przynoszą z sobą wzorce zachowania i mentalność ukształtowaną jeszcze w czasach ZSRR, która dla Was jest obca.

Trzy lata temu mieliście szczęście, że fala migrantów z krajów Bliskiego Wschodu nie trafiła do Polski, lecz teraz, drodzy Przyjaciele, współczuję Wam.

Analogie

W ostatnich miesiącach zderzamy się z natłokiem informacji na temat konfliktu zbrojnego na Ukrainie. Można znaleźć mnóstwo nagrań, które powinny wywoływać pytania pod adresem władz ukraińskich. Na niektórych z nich widzimy obrońców Ukrainy, których całe ciała wytatuowane są nazistowskimi hasłami i symboliką, na innych widzimy trupy ubranych po cywilnemu ludzi ze związanymi z tyłu rękoma, wrzucane do zbiorowej mogiły. Widzimy, jak bez żadnego postępowania i sądu dokonywane są egzekucje na ludności cywilnej; ludziom związuje się ręce, rozstrzeliwuje i wrzuca ciała do dołu. Niektórzy z nich są być może jeszcze żywi i umierają chowani żywcem, dusząc się od przysypującej ich ziemi. Takie traktowanie niedopuszczalne jest ani w stosunku do jeńców wojennych, ani cywilów, ani nawet zbrodniarzy wojennych – w XXI wieku o ich losie powinien decydować sąd lub trybunał. Wielu obrońców Ukrainy mówi otwarcie i swoich nazistowskich przekonaniach. Na przykład, doradca administracji ukraińskiego prezydenta, Aleksiej Arestowicz oświadczył po odzyskaniu kontroli nad terenami obwodu charkowskiego zajmowanymi wcześniej przez Rosjan, że wszyscy mieszkańcy, którzy przyjmowali pomoc humanitarną od Federacji Rosyjskiej, uznawani będą za kolaborantów i „czeka ich albo więzienie, albo śmierć”.

Drodzy Przyjaciele, czy niczego Wam to nie przypomina? Czy nie budzi to w Waszej pamięci skojarzeń z wydarzeniami sprzed 80 lat, gdy w czasie II wojny światowej niemieccy faszyści również dokonywali egzekucji na ludności cywilnej, wrzucając ciała zabitych do rowów i dołów?

Do tego na terytorium Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej w egzekucjach tych brali udział w szeregach Einsatzgruppen członkowie ukraińskich organizacji nacjonalistycznych. Ci sami, którzy w 1943 roku zorganizowali w Polsce rzeź wołyńską, akt ludobójstwa, w wyniku którego Ukraińcy z UPA barbarzyńsko wymordowali dziesiątki tysięcy Polaków, w tym niemowlęta i kobiety w ciąży. Dziś historia się powtarza.

Czy naprawdę pomagacie tym, którzy tej pomocy potrzebują? Czy jesteście pewni, że powinniście wspierać potomków i zwolenników nazistowskich katów, którzy w latach 1940. utopili Polskę we krwi? I czy współcześni ukraińscy nacjonaliści nie wezmą się znów za Polaków, jeśli uda im się zwyciężyć w wojnie przeciwko Rosji? Dziś ich głównym przeciwnikiem są Rosjanie, lecz czy to nie Polacy będą następni? Przecież, sądząc po ostatnich wydarzeniach, ich koncepcje wyższości Ukraińców nad innymi narodami i metody walki z nimi sprzed 80 lat nie znikły, a wręcz przeciwnie – tylko się rozwinęły, wzmocniły i wspierane są teraz oficjalnie na poziomie rządowym.

Od Kijowa do Rygi

Wielu z Was pamięta tzw. pakt Józefa Piłsudskiego i Semena Petlury z 1920 roku, na mocy którego do sojuszu z Polską przystąpiła Ukraińska Republika Ludowa (URL), która, co prawda, rezygnowała jednocześnie z Wołynia i Galicji. To wówczas ponad stutysięcznej polskiej armii, w szeregach której walczyło niespełna 15 tysięcy wojskowych URL, udało się na kilka tygodni zająć Kijów. Wkrótce jednak bolszewicy odbili stolicę Ukrainy, a następnie doszli do Warszawy. W efekcie wojna polsko-radziecka zakończyła się pokojem ryskim zawartym w marcu 1921 roku, na mocy którego Polska uznawała nie tylko Rosyjską Socjalistyczną Republikę Radziecką, ale również USRR, oraz zobowiązała się do niepopierania prób powrotu petlurowców do władzy.

Dziś Polska szkoli otwarcie na swoim terytorium ukraińskich wojskowych i działania te zaczęły się na długo przed ogłoszeniem mandatu Unii Europejskiej w tej sprawie, co przyznał polski premier Mateusz Morawiecki.

Po ponad stu latach misja wojskowa UE daje Polsce okazję do „ofensywy zimowej” na Ukrainie. Analogii jest sporo: obozy szkoleniowe na terenie Polski dla ukraińskich wojskowych, którzy podjąć mają walkę zimą (szkolenie trwa zazwyczaj dwa do trzech miesięcy, więc pierwsi ukończą je w styczniu – lutym), no i ten sam przeciwnik – Rosja… Jedyna różnica polega na tym, że za szkolenie płaci Unia Europejska, ale dla Polski pogrążonej w rusofobii nie ma to znaczenia.

Quo vadis, Polsko?

Lidia Kowaliewa

(Moskwa)

Redakcja