KulturaOpiniePolowanie na czarownice trwa w najlepsze

Redakcja2 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Ukraińcy przebywający w Polsce czują się coraz pewniej, ci którzy mieli okazję pobyć na Ukrainie choć trochę dłużej odnieść mogą nawet wrażenie, że czują się pewniej u nas niż czuli się przez ostatnie 30 lat we własnym państwie.

Ukraińskie apetyty rosną i są coraz bardziej wyrafinowane. Jedną z najświeższych ich inicjatyw jest lincz na Małgorzacie Szlagowskiej-Skulskiej, która od ponad dekady organizowała cyklicznie przegląd rosyjskiej kinematografii w Polsce, w formie festiwalu. Impreza z każdym kolejnym rokiem rozszerzała swój zasięg z początkowo imprezy dedykowanej stolicy jako Sputnik na Warszawą docierając w kolejnych latach do kolejnych ośrodków miejskich w Polsce stając się „Sputnikiem nad Polską”. Wkrótce impreza zyskała drugi ważny filar, mianowicie coroczny przegląd polskiej kinematografii w Rosji. Co ciekawe kopie polskich filmów na festiwal w Moskwie leciały nawet tragicznym lotem do Smoleńska. Dzieło Skulskiej popierała wtedy i kancelaria Lecha Kaczyńskiego i dyplomaci z PO. Potem Szlagowska dołożyła do tego organizację przeglądów polskiego kina w kilku republikach postsowieckich jak np. Armenia czy Kazachstan. Nic tak nie zbliża narodów jak kultura i organizowane przez nią festiwale były tego doskonałym przykładem. Szlagowska wzięła na siebie promocję polskiej kultury wyręczając gnuśne i leniwe polskie ambasady. Prowadząc organizację pozarządową otrzymywała na ten cel ze zmiennym szczęściem dofinasowanie państwa zarówno za czasów PO jak i PiS.

W tym roku na skutek rozpętanej w Polsce antyrosyjskiej wręcz rasistowskiej histerii festiwal nie mógł się odbyć. Szlagowska idąc z duchem czasu postanowiła zorganizować festiwal kina polsko-ukraińskiego, na który dostała dotację z Ministerstwa Kultury. To przelało czarę goryczy i czciciele Bandery postanowili Szlagowską moralnie wyprostować. Nie godzi się żeby Szlagowska dostała dotacje skoro kilka ukraińskich organizacji jej nie dostało, ponieważ Szlagowska swoimi rosyjskimi filmami promowała Putina i dorobek kulturowy ZSRR! Festiwale były pod patronatem Ambasadora Rosji, gwałtu rety tak nie może być! Ukraińcy wiedzą lepiej co dla nas dobre.

Do Festiwalu mam mocno emocjonalny stosunek czego nie ukrywam ponieważ była to co roku, jedna z tych niewielu imprez kulturalnych w Polsce na którą czekałem cały rok. Absurdalność ataków na Szlagowską nie mieści mi się w głowie. Bywałem na tym festiwalu co niemal co roku i za każdym razem na kilku filmach. Na festiwalu owszem puszczano filmy radzieckie, ale była to klasyka kina światowego, były to te filmy radzieckie, które każdy człowiek powinien zobaczyć. Jeśli idzie o kino rosyjskie, to było dokładnie odwrotnie, filmy bowiem miały wydźwięk antyputinowski i uderzały w przywary państwa rosyjskiego, korupcję, nepotyzm, bałagan, brak perspektyw czego najlepszym przykładem były film Lewiatan autorstwa jednego z najwybitniejszych reżyserów na świecie Andrieja Zwiagincewa. Część filmów były to współprodukcje rosyjsko-ukraińskie. Na prezentowane filmy nawet już po anektowaniu Krymu przez Rosję przychodzili również Ukraińcy, mało tego wolontariuszami byli również Ukraińcy. Jak widać wszystko to nie wystarczyło żeby ustrzec się łatki ruskiej onucy.

Czytam właśnie niezwykle ciekawe wspomnienia Lecha Jęczmyka, który jako człowiek pamiętający wojnę napisał, że ludzie w trakcie wojny tracą często głowy i robią rzeczy, których wstydzą się potem po wojnie, w tym wypadku jego aluzja dotyczyła jego własnej postawy i postawy otoczenia względem Niemców. Przypomina mi się również wątek z życiorysu Tadeusza Gajcego wybitnego polskiego poety, który nim zginał z rąk niemieckich w Powstaniu Warszawskim znając biegle język niemiecki dokonał genialnych podobno tłumaczeń niemieckich literatów a było to w tym samym czasie kiedy, Niemcy zabijali kolejno jego redakcyjnych kolegów. Gajcy potrafił zachować rozsądek i człowieczeństwo rozumiejąc, że kultura jest ponad tym co dzieje się wokół niego. Dziś próbuje się niszczyć wszelkie przejawy kultury rosyjskiej w Polsce, zapominając, że takie postawy pogłębiają tylko rowy wzajemnej niechęci i wrogości. A przecież ta wojna, podobnie jak II wojna światowa kiedyś się skończy, nie wymaże się takiej czy innej Rosji z globusa i nie nakaże zapomnieć ludziom o Dostojewskim, Czajkowskim czy Zwiagincewie. Świat z nami albo bez nas i tak wróci do dialogu z Rosją. Dla nas lepiej żebyśmy byli w gronie tych narodów i państw, które pierwsze wejdą na ścieżkę poprawy relacji bo czołgi i rakiety to powinna być ostateczność a nie plan A na wzajemne relacje.

Oburzony jestem faktem, że Ukraińcy narzucają nam w jaki sposób mamy wydawać pieniądze z naszych podatków, z kim, kiedy i jakie chcemy mieć relacje. To, że szargają Polaków zasłużonych dla budowania relacji z sąsiadami i promujących naszą kulturę w świecie. Brutalnie potraktowano już Jaromira Nohavicę, wielkiego czeskiego przyjaciela Polski i Polaków, którego zlinczowało w Polsce połączone lobby Ukraińców i durnych Polaków, choć nazywanie ich Polakami, to słowo zdecydowanie nieadekwatne do ich postawy dla mnie to tylko obywatele państwa polskiego.

Arkadiusz Miksa

Redakcja