KresyRok 1939: wrześniowy prolog banderowskiego ludobójstwa

Redakcja4 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Wojna na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej we wrześniu 1939 roku obfitowała w wiele dramatycznych a często wręcz tragicznych wydarzeń zarówno w aspekcie militarnym jak też i w wymiarze nieszczęścia osobistego  ludzi których los przywiódł w owe dni w te rejony państwa polskiego.

Np. ta krótka relacja generała Władysława Andersa daje się porównać do kadru filmu o niewyobrażalnym okrucieństwie Niemców w stosunku do osób cywilnych, tym bardziej  wstrząsającym, że dotyczył dzieci: „Widzę jak lotnik niemiecki kołuje nad gromadą liczącą koło setki małych dzieci. Zniża się na 50 metrów, rzuca bomby i strzela z karabinu maszynowego. Dzieci rozpryskują się ja wróble, ale kilkanaście barwnych plam zostaje na polu”.

Prawdopodobnie były to dzieci z kolumny ewakuacyjnej przybyłej na Kresy z głębi Polski i udającej się na któreś z przejść granicznych z Rumunią lub Węgrami. Niestety śmiertelne zagrożenie ze strony Niemców, a po 17 września także Armii Radzieckiej nie były jedynymi nieszczęściami jakie dotknęły uchodźców, ale także żołnierzy polskich z rozbitych oddziałów, a w licznych wypadkach nawet miejscowych Polaków. Mam w tym momencie na uwadze bojówki nacjonalistów ukraińskich, a także zwykłych chłopów ukraińskich polujących na polskie ofiary z różnych motywów; najczęściej z chęci rabunku mienia osobistego nieszczęsnych uciekinierów. Gwoli ścisłości należy zauważyć, że jeśli zbrodnie dokonywane przez Niemców i czerwonoarmistów były „dziełem” agresorów zewnętrznych, to śmierć Polakom na kresowych drogach września 1939r. zadawana była także rękoma sąsiadów i współobywateli tego samego państwa czyli Rzeczypospolitej Polskiej. To powiększało skalę tragedii narodowej,  i było przejawem nieoczekiwanej a przez to bardzo bolesnej zdrady.

I tak jak publicystycznie często agresję ZSRR na Polskę 17 września określa się mianem „czerwonego noża w plecy” to zachowania nacjonalistycznych bojówkarzy ukraińskich i chłopów już od pierwszych dni września można kwalifikować jako „OUN-owski nóż w plecy Polaków wojskowych i cywilnych”. Nie ma wątpliwości, że żadne opisywanie świata  kresowego pierwszej połowy XX wieku nie może nie uwzględniać problematyki ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na ludności Kresów Wschodnich RP w latach 1939-1947.

Jak trafnie określił prof. Bolesław Hadaczek: „Województwa kresowe przypominały kocioł pełen kipiącej nienawiści, nad którym stali nasi sąsiedzi ze Wschodu i Zachodu realizujący starorzymską zasadę >>divide et impera.<< [1]

Najogólniej rzecz  ujmując kresowi Polacy byli bardzo boleśnie i tragicznie doświadczani przez ludobójców  niemieckich, radzieckich i ukraińskich spod szyldu OUN-UPA. Oczywistym jest, że pewna liczba zbrodni dokonanych przez Ukraińców na Polakach była rezultatem propagandowych nawoływań do takich działań (ulotki, odezwy władz radzieckich, wiece organizowane przez komisarzy wojskowych) w imię walki z wrogami klasowymi jakimi mieli być oficerowie polscy i z bandytami jak określano w tych haniebnych dokumentach stawiających opór żołnierzy Wojska Polskiego. W okresie „przejściowym” kiedy władz polskich już na pewnych obszarach nie było, a radzieccy najeźdźcy jeszcze nie  ustanowili swoich struktur, podburzone przez agitatorów grupy miejscowej ludności dokonywały aktów pospolitego bandytyzmu i grabieży. „W wyniku takich działań – jak to ocenił Piotr Szubarczyk [2] – ucierpiało zwłaszcza polskie ziemiaństwo i polscy osadnicy wojskowi, przy czym okrucieństwo napastniczych band przerosło nawet sceny zapamiętane z okresu rewolucji bolszewickiej i wojny polsko bolszewickiej”.

Przywołany przeze mnie autor zacytował wstrząsającą relację wójta gminy Urszulin pod wytycznym Józefa Klaudy. Oto jak to tragiczne wydarzenie zapamiętał wójt kresowej miejscowości „Na drodze w pobliżu mego domu leżał żołnierz polski, ranny w brzuch. Miejscowi Ukraińcy bili go i kopali. Przed śmiercią powiedział mojej sąsiadce, Polce, że nazywa się Władysław Matusik i pochodzi z Pruszkowa. [….] W pobliżu zabudowań dworskich bolszewicy rozstrzelali trzech bezbronnych wziętych do niewoli żołnierzy polskich […..] Po boju bolszewicy polecili rannych wnieść do Domu Ludowego gdzie zamknęli ich na klucz, nie udzielając żadnej pomocy lekarskiej. [….] wszyscy zmarli z upływu krwi. Poległych i zmarłych odarto z mundurów a dokumenty złożono na stosie i spalono”. Powyższy, wcale nie odosobniony przykład ukazuje, że zbrodnie dokonywane na Polakach były także wspólnym haniebnym „dziełem” regularnych oddziałów Armii Czerwonej i podburzonych odezwami i przemówieniami radzieckich dowódców grup miejscowej ludności ukraińskiej. Radziecka propaganda – od momentu wejścia Armii Czerwonej na terytorium RP szczuła miejscową ludność „po linii klasowej i narodowościowej” nawołując do zemsty za rzekome krzywdy wyrządzone jej przez „polskich panów”, księży katolickich, oficerów W.P., policjantów, urzędników i wszystkich tych którzy kojarzyli się z polską państwowością. W tym kontekście pojawiają się w ukraińskiej przestrzeni publicznej nawet takie absurdalne poglądy jak ten głoszony przez Osypa Nazaruka, iż klęska Polski w 1939 roku to kara Boska, która spotkała nasz kraj za prześladowania Ukraińców [3]. Od takiej przewrotnej tezy już tylko krok do rozgrzeszenia nacjonalistów ukraińskich nie tylko ze zbrodni popełnionych przez nich we wrześniu 1939 r., ale także z całego ludobójstwa jakie zgotowali Polakom w latach 1939-1947.

Moją uwagę pasjonata Kresów skoncentrowałem w tym artykule na tragicznych dla Polski i Polaków dniach wrześniowych 1939 r. kiedy to dla większości naszych rodaków „zawalił się świat” w wymiarze osobistym i państwowym. Świadomość skali nieszczęścia spotęgowana była realną groźbą utraty życia w czasie przemieszczania się po drogach Kresów Wschodnich, które nagle stały się krainą nieprzyjazną, kryjącą wiele podstępnych i śmiertelnych pułapek czyhających na zmaltretowanych psychicznie i fizycznie Polaków: żołnierzy, cywilów, urzędników państwowych a często także zwykłych obywateli II RP. Ich jedyną „winą” było to, że byli Polakami. Dla nacjonalistycznych zbrodniarzy ukraińskich od pierwszego dnia wojny stali się obiektem szykan, napadów rabunkowych i okrutnych morderstw.

Historycy wojskowości podkreślają, że od 10 września ludność ukraińska coraz częściej rozbrajała żołnierzy polskich idących luźno lub w małych grupach uzyskując w ten sposób broń dla swoich band i grup dywersyjnych. Np. w nocy z 12 na 13 września miasto Stryj zostało opanowane przez uzbrojone grupy nacjonalistów ukraińskich. W następnych dniach zbrojne wystąpienia Ukraińców odnotowano prawie w każdym powiecie położonym na wschód od Bugu. Jak utrzymuje W. Rezmer [4] „ruch ten nie przybrał jednak form masowych i na ogół był przez oddziały polskie łatwo i szybko tłumiony, chociaż tu i ówdzie walka prowadzona przez Ukraińców była bardzo zacięta”.

Taka chłodna ocena wrześniowej rzeczywistości na Kresach nie oddaje jednak grozy sytuacyjnej jeśli spojrzy się na wszystko z perspektywy osamotnionego człowieka, który został osaczony przez okazjonalnych bandytów żądnych łupów lub przez nacjonalistów ukraińskich z żółto-niebieskimi opaskami na rękawach zorganizowanych w tzw. Straży Obywatelskiej i ukierunkowanych na zabijanie i niszczenie wszystkiego co polskie lub Polskę symbolizujące. Scena palenia polskiej atrybuty ki, czyli „pogrzeb” Polski w filmie „Wołyń” W. Smarzowskiego jest znakomitą ilustracją złowieszczych nastrojów jakie zawładnęły Ukraińcami w tragicznym momencie naszych narodowych dziejów.

Pozwolę sobie na refleksję nad aktualnymi wydarzeniami na Ukrainie, która doświadcza brutalnej agresji ze strony Federacji Rosyjskiej. Uchodźcy ukraińscy podążają do Polski chroniąc się przed atakami rakietowymi, pociskami i bombami. Okazujemy im współczucie, ale także realną, wymierną pomoc nie tylko instytucjonalną, ale przede wszystkim tę płynącą z głębi serca i ze szlachetnych pobudek poszczególnych ludzi. Jakże to odmienny obraz od tego jaki można było zaobserwować na Kresach Wschodnich we wrześniu 1939 roku, kiedy to na bezbronnych polskich uchodźców polowali nie tylko „dzielni” piloci z Luftwaffe, ale także podstępni złoczyńcy ukraińscy, którzy z różnych motywów ( nacjonalistyczne przekonania, chęć rabunku i wzbogacenia się, zemsta osobista) bezlitośnie ich zabijali. I mimo to Polacy nigdy nie głosili hasła o potrzebie „odpłacania pięknym za nadobne” i konsekwentnie wcielali w życie piękną maksymę „nie o zemstę lecz o pamięć wołają ofiary”.

W tym wołaniu o pamięć upominamy się o tych, którzy we wrześniu 1939 r. zginęli z kainowej ręki w trakcie ucieczki do Rumunii lub na Węgry i nawet najbliżsi nie wiedzą gdzie spoczywają ich doczesne szczątki. Pragniemy pamiętać o tych żołnierzach Wojska Polskiego, którzy w poczuciu klęski i bezsilności wobec przeważającego wroga czyli Niemców i Rosjan, utrudzeni i śmiertelnie znużeni podstępnie zwabieni do wiejskich zagród zostali bezlitośnie zamordowani przez Ukraińców, obywateli tego wspólnego państwa którego honoru i niepodległości bronili chociaż w tamtej sytuacji było to zadanie niewykonalne.

Na tle tego co było udziałem polskich uchodźców na Kresach – bądź co bądź w granicach własnego państwa ich sytuacja i samopoczucie stało się diametralnie inne po wjeździe do Rumunii. Gdy polscy tułacze dotarli do małego miasteczka w Rumunii, tam na zatłoczonym targowisku miejscowi chłopi wyrażali niepokój z powodu wydarzeń w Polsce okazując Polakom wiele spontanicznej sympatii. Obficie i hojnie obdarowali ich arbuzami, kukurydzą, winogronami, śliwkami, gruszkami oraz wiśniami. Następnie zaprowadzili ich do pustego domu przy rynku gdzie przybysze z Polski po raz pierwszy od kilkunastu dni spędzili bezpiecznie noc.

Natomiast  prawdy o tym jak nacjonaliści ukraińscy, a także znajdujący się pod ich ideowym wpływem zwykli Ukraińcy zachowywali się wobec Polaków we wrześniu 1939 roku  należy szukać nie tylko w urzędowych notatkach, sprawozdaniach polskich władz lokalnych czy w meldunkach i rozkazach wojskowych, ale można ją znaleźć w osobistych wspomnieniach i pamiętnikach oraz w utworach literackich gdyż niemal wszystkie jako kanwę miały autentyczne wydarzenia i losy konkretnych osób.

Prawie zawsze we wspomnieniach opublikowanych po 1989 roku [5], czy też w relacjach świadków spisywanych i gromadzonych przez różne stowarzyszenia [6] i instytucje obecny jest wątek napadów nacjonalistów i chłopstwa ukraińskiego na Polaków. Napady te na ogół kończące się śmiercią napadniętych i rabunkiem mienia osobistego dotknęły w pierwszej kolejności cywilnych uciekinierów z innych regionów Polski, których na kresowe drogi przywiodło wojenne nieszczęście oraz pojedynczych lub podążających w małych, luźnych grupach żołnierzy polskich niemiłosiernie znękanych dotychczasowymi niepowodzeniami w walce z niemieckimi najeźdźcami.

Drugą grupą, która została boleśnie dotknięta zdradziecką napaścią – często sąsiedzką – byli kresowi Polacy mieszkający tam od wielu lat, chociaż warto podkreślić, że ze szczególną zaciekłością byli atakowani polscy osadnicy wojskowi i funkcjonariusze różnych służb państwa polskiego. Do grupy miejscowych Polaków atakowanych przez bojówki ukraińskie i podburzone chłopstwo ukraińskie należeli właściciele ziemscy, działacze społeczni, osoby duchowne, nauczyciele. Ataki na tę kategorię społeczności kresowej przybrały na sile po wkroczeniu w dniu 17 września Armii Czerwonej, którą spontanicznie witali liczni Ukraińcy i część biedoty żydowskiej. To ci witający czerwonoarmistów i stawiający bramy powitalne Ukraińcy i Żydzi wyszukiwali i wskazywali przybyłym enkawudzistom funkcjonariuszy i urzędników polskich instytucji państwowych i publicznych oraz uciekinierów z zachodnich i centralnych województw szukających tu schronienia przed Niemcami, po czym następowały masowe ich aresztowania i deportacje.

Przykładem tragedii jakie były udziałem polskich żołnierzy może być zbrodnia dokonana na całej rodzinie oficera zamieszkałej na Podolu w Kolonii koło Woli Gołuchowskiej. To w jego domu zatrzymało się na nocleg czterech oficerów W.P. powracających z frontu. Rankiem mieli wyruszyć do swoich rodzin, lecz w nocy na dom ten napadła banda ukraińska i wszystkich wymordowała mimo, że oficerowie do końca się bronili. Rankiem autorka wspomnień [7] – wówczas mała dziewczynka – razem z siostrą Wandą dołączyły do grupy polsko – ukraińskich dzieci, które poszły zobaczyć to co się tam stało. Zapamiętała to w sposób następujący: „kiedy dotarłyśmy na miejsce zbrodni, widok był nie do opisania. To nie mieściło się w normalnych umysłach ludzkich. Mogli to zrobić tylko ludzie o bardzo niskiej kulturze narodowej, którzy są wyuzdani z wszelkich ludzkich uczuć. Takich ludzi można zaliczyć do dzikich narodów o skrajnych umysłach. Przytoczę jeden z tragicznych widoków jaki miał miejsce. Była to kobieta ciężarna, której jama brzuszna została przekłuta bagnetem. Dziecko w okropnych bólach i mękach konało w jej łonie. Babcia leżała przytulona do swojego pięcioletniego wnuczka, na niej wykonali harakiri, a chłopiec został zastrzelony. Kobieta kona po wielkich cierpieniach. […] Był to napad rabunkowy oraz okrutne morderstwo. Pogrzeb zamordowanych odbył się przy pomocy polskich kolonistów. Kondukt żałobny prowadził jedenaście trumien.[…] Takie morderstwa popełniano codziennie na polskich rodzinach i polskich żołnierzach, którzy wracali z wojny. Te wydarzenia są zarejestrowane w mojej pamięci, jak byłoby to wczoraj”.

Wybitny dziennikarz pisarz, dyplomata Tadeusz Olszański tak opowiadał swojemu synowi Michałowi [8]: „natychmiast po zajęciu Stanisławowa sowieci dali miejscowej ludności ukraińskiej trzy dni „swobody”, w czasie której tzw. komitety rewolucyjne mogły robić z Polakami, co im się podobało. Straszne to było. Ci którzy jeszcze kilka dni temu byli z nami zaprzyjaźnieni, pojawili się z widłami i kosami, darli polskie flagi”.

Żeby ubiec kogoś kto chciałby w relacjach Polaków dopatrzeć się stronniczości  lub polskiej nadwrażliwości w ocenie wydarzeń z września 1939 roku posłużę się cytatem autorstwa lekarza, kresowego Żyda Barucha Milcha. Był on naocznym świadkiem tego co działo się na Kresach w czasie tych kilku dni po wejściu Armii Czerwonej na terytorium Polski. Napisał o tym tak: „ukraińscy chłopi , jak zwykle ciemne elementy w takich momentach, w różnych wioskach i miasteczkach rzucili się do rabunku i mordów, specjalnie na polskie folwarki. Gołocili wszystko, a właścicieli, którzy nie zdołali uciec, zabijali w okrutny sposób. Dużo wówczas przysporzyli cierpień polskim osadnikom i uciekającemu wojsku. Strasznie znęcali się nad uciekającym polskim wojskiem, Huculi, dzikie plemię ukraińskie z Podkarpacia, którzy Polaków do naga rozbierali, bili i mordowali, a oficerom okrutne męczarnie zadawali, wydłubując im oczy, wyrywając język, wybijając zęby i pomału obcinając ręce i nogi wraz z organem przyrodzonym. Mieli na to dość czasu, gdyż przez kilka dni posuwające się naprzód wojsko sowieckie nie pozostawiało prawie nigdzie władzy lokalnej. W niektórych nawet miejscowościach Ukraińcy sami stworzyli władzę, ustanawiając komitet miejscowy i milicję, rządząc się we właściwy im sposób” [9].

Oceniając ukraińskie pogromy Żydów Baruch Milch pisze wprost: „Ukraińcy pierwsi dali przykład i pokazali drogę, tak że nie na darmo Niemcy wyrazili się, że niejednego jeszcze od Ukraińców mogą się nauczyć” [10]. Cóż za przerażająca opinia jednych ludobójców o innych ludobójcach!

Janina Jaworska cytowana także przez Tadeusza Olszańskiego [11] napisała w swoim pamiętniku: „wczesnym rankiem z różnych stron ciągnęły na miasto duże grupy ukraińskich chłopów z nożami za cholewami butów, siekierami w ręku i workami przerzuconymi przez plecy. Rozbijali szyby sklepów, rabowali, mordowali napotkanych przechodniów. W mieście zapanował chaos, groza […] To była straszna prymitywna czerń. Cios z nieba, bo to przecież byli ci sami dobrotliwi ukraińscy chłopi, z którymi mieliśmy do czynienia na targowisku i kupowaliśmy od nich jajka, masło, kukurydzianą kaszę”.

Niezwykle tragiczne wydarzenia w owe wrześniowe dni 1939 roku rozgrywały się w kresowych leśniczówkach. Chłopi ukraińscy z właściwym sobie okrucieństwem bezpardonowo mordowali leśniczych, gajowych, robotników leśnych, pracowników administracji leśnej. Tym ludobójczym akcjom sprzyjało oddalenie leśniczówek od większych skupisk ludzkich co praktycznie wykluczało możliwość udzielania im pomocy przez mieszkańców wsi sąsiednich czy też wycofujących się oddziałów Wojska Polskiego. Inną przyczyną nienawiści chłopów ukraińskich do polskiej służby leśnej było zdaniem Ryszarda Czarnowskiego to iż jej funkcjonariusze przed wojną surowo karali chłopów za uprawiane przez nich kłusownictwo, do którego zmuszało ich chroniczne ubóstwo. Wspomniany powyżej znawca zagadnienia Ryszard Czarnowski, autor wielu książek historycznych poświęconych Kresom zebrał cenne relacje i dane dotyczących tego wycinka wrześniowej tragedii. Oto niektóre z nich:

„Już 17 września, czyli w czasie wkraczania wojsk radzieckich do Polski ukraińskie bandy napadły na leśniczówkę w Puszczy Słomnickiej w powiecie tarnopolskim gdzie zamordowano leśniczego Polusza (nie ustalono imienia) oraz na leśniczówkę w majątku Sercechów (gmina Bielska Wola w powiecie Sarny na Wołyniu) mordując leśniczego Serbow (imię nieznane). W powiecie brzeżańskim, w gminie Buszcze napadnięto (17 września) na leśniczówkę Urmań. Najpierw zamordowano leśniczego Jana Smolińskiego – uprzednio  torturując. Następnie uśmiercono syna leśniczego na oczach matki, którą bandyci zgwałcili i także zamordowali” [12].

Dokończenie w nr następnym

Tadeusz Samborski

 

[1] Bolesław Hadaczek, „Historia Literatury Kresowej”, Kraków 2011.

[2] Piotr Szubarczyk, „Czerwona Apokalipsa”,  2014

[3] Ryszard Czarnowski, „1939. Początek końca Polskich Kresów”. Maszynopis 2022 r. s. 59

[4] Waldemar Rezmer [w:] „Polska-Ukraina: Trudne pytania”, tom IV s. 31 1999.

[5] np. Władysław Hermaszewski, „Echa Wołynia”, Bellona 1998 s. 50.

[6]  np. Czasopismo historyczno-publicystyczne „Na Rubieży” wydawane przez Stowarzyszenie Upamiętnienia Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu. Józef Wyspiański, „Barbarzyństwa OUN-UPA”, Lubin 2009.

[7] Kazimiera Rakowicz z d. Kłosowska, „Zesłanie czyli droga przez mękę”, 2014, s.13.

[8] Michał Olszański, „Godzina prawdy”, O.W.  Przybylik, s. 100.

[9] Baruch Milch „Testament”, Ośrodek Karta, Warszawa 2001, s.80.

[10] Tamże, s. 104.

[11] Tadeusz Olszański, „Stanisławów jednak żyje”, s. 43.

[12] Ryszard Czarnowski, „Początek końca polskich Kresów”, maszynopis 2022 s. 114.

Myśl Polska, nr 41-42 (9-16.10.2022)

Redakcja