FelietonyOrbána sojusz z amerykańskimi konserwatystami

Redakcja5 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Viktor Orbán prowadzi wielowektorową politykę zagraniczną, próbując równoważyć wpływy rożnych centrów siły. Jest to gra dla zawodników znacznie wyższej wagi. By nie zostać zmiecionym z ringu, musi prowadzić zręczną grę na wielu fortepianach. Jednym z wektorów jego działań jest sojusz z amerykańskimi konserwatystami, a szczególnie z Donaldem Trumpem.

Premier Węgier dostąpił w sierpniu zaszczytu wystąpienia  w Teksasie na konferencji CPAC. To prestiżowe miejsce, w bardzo konserwatywnym stanie, organizowane przez  American Conservative Union. Orbán przedstawił się prawicy amerykańskiej jako „staromodny wojownik o wolność” i wskazał wspólnotę losów, jako „jedyny antyimigracyjny polityczny lider na kontynencie, przywódca kraju, który każdego dnia atakowany jest przez lewicowych liberałów.” A że ma wiele sukcesów w tych starciach, mógł też śmiało zaoferować swoje doświadczenie: „Powinniśmy zjednoczyć siły z amerykańskimi konserwatystami, ponieważ my, Węgrzy, wiemy, jak pokonać wrogów wolności na politycznym polu walki”.

Próbując nie przekraczać cienkiej czerwonej linii między stosunkami państwowymi a relacjami partyjnymi, Orbán postawił demokratycznym administracjom USA poważne zarzuty: presję ideologiczną, wywieraną na Europę, nacisk prezydenta Obamy na usunięcie z  Konstytucji Węgier wartości chrześcijańskich i narodowych. Iskrzy między sojusznikami i dzisiaj, ostatnio Departament Stanu publicznie skrytykował wypowiedź Orbána o imigracji.

Premier Węgier szuka więc wsparcia w konflikcie z liberalną administracją Joe Bidena, której ostatnio mocno nadepnął na ogon. Zawetował w Brukseli przyjęcie przez Unię globalnego podatku dochodowego od korporacji, pomysłu samego prezydenta. Waszyngton ukarał za to Budapeszt, wycofując się z 43-letniej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania.

Ale Węgrzy mają swoje argumenty, bronią własnych interesów, nie chcąc podcinać korzeni rozwoju i oddawać podatków w łapy globalnych elit. Fundamentem gospodarki węgierskiej są specjalne stosunki z inwestorami, najniższe podatki korporacyjne w Europie. Dlatego Minister Szijjártó ostrzegał, że „stracilibyśmy całkowicie przewagi konkurencyjne”. Już dzisiaj bowiem „konkurencyjność europejska jest w ruinie, głównie z powodu wysokich cen energii,  a wprowadzenie globalnego minimalnego podatku przyniosłoby dramatyczne skutki”. Więc „niezależnie od presji, jakiej jesteśmy poddani – oczywiście nie poprzemy globalnego podatku w Europie”.

A amerykańscy Republikanie także są przeciwko temu podatkowi. Dlatego Orbán oferuje im sojusz:  „Węgry – naród stary i dumny, ale mały jak Dawid stojący przed lewicowym globalistycznym Goliatem, proszący o solidarność amerykańskich konserwatystów”.

Zaproszenie na tak prestiżową imprezę nie przyszło samo. Jest efektem wielu lat budowania sojuszu z amerykańską prawicą. W maju tego roku, Węgry zorganizowały pierwszą zagraniczną konferencję ACU w Budapeszcie. Zaproszono wielkie nazwiska amerykańskich konserwatystów, Donald Trump chwalił swojego węgierskiego sojusznika przez telełącza, a Viktor Orbán przedstawił 12 punktów wspólnych celów politycznych sojuszu konserwatystów węgierskich (i szerzej – europejskich, których wielu gościło na budapesztańskim kongresie) i amerykańskich.

Orbán gra szczególnie na Trumpa, który jest podobnym enfant terrible amerykańskiej sceny politycznej, jak Orbán – europejskiej. W czasie sierpniowy pobytu w USA, spotkał się z Trumpem, poinformował o wspólnych celach i interesach USA i Węgier, a przede wszystkim życzył wszelkich sukcesów… I doceniał jego strategię polityczną, deklarując w sprawie Ukrainy coś w Polsce niewyobrażalnego. Że „gdyby Trump był prezydentem USA, a Angela Merkel – kanclerzem Niemiec – do wojny by nie doszło, gdyż rozważyliby oni gwarancje bezpieczeństwa, jakich oczekiwał Putin”.

Znalazło się także miejsce na wspólnego wroga, którym oczywiście nie mógł zostać nikt inny niż… George Soros. Dla złagodzenia wrażenia, zwany „Gyuri bácsi”, czyli „wujkiem Jurkiem”. Nic tak nie jednoczy jak wspólny wróg, a akcja wykreowania „politycznego zła wcielonego” to naprawdę pokazowa lekcja techniki politycznej Orbána. Na dodatek dobrze spopularyzowana w Ameryce dzięki dokumentowi Tuckera Carlsona pt: „Węgry contra Soros: Bój o cywilizację”.

Orbán szuka też sojusznika w amerykańskich prawicowych mediach. I sięgnął po gwiazdę z najwyższej półki.  Tucker Carlson z FoxNews został zaproszony w sierpniu 2021 r. na Węgry, skąd nadawał swoje programy publicystyczne, zrobił kilka relacji z węgierskich miast i z prowincji, przeprowadził wywiad z

węgierskim premierem. Viktor mówił o nim jako o „przyjacielu”, że jego program powinien być nadawany 24 godziny przez siedem dni w tygodniu. Wciąż bowiem poszukuje sojuszników, przeciwwagi dla medialnej potęgi „Fake News Corporation”, jak ją określił w Teksasie.

Andrzej Szczęśniak

Fot. profil fb Viktora Orbana

Myśl Polska, nr 35-36 (28.08-4.09.2022)

 

Redakcja