KulturaŚladami Andrzeja Brychta

Redakcja7 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Andrzej Brycht był pisarzem o tyle ciekawym i godnym przypomnienia, że oprócz niewątpliwego wkładu w polską prozę po 1956 roku, wymykał się wszelkim klasyfikacjom i podziałom – zarówno artystycznym, jak i środowiskowym oraz politycznym.

Co prawda powszechnie uznawany jest za pisarza pokolenia „Współczesności”, jednak bardziej z uwagi na ramy czasowe, w których był aktywny, niż ze względu na podobieństwa i punkty styczne z innymi twórcami tego okresu. Chybione są porównania jego twórczości do dorobku Marka Hłaski – choć obaj pisarze czerpali z „estetyki peryferii”, to jednak minimalizm formy Brychta i jego „suchy” niemal reporterski styl był niepowtarzalny. Sukces Andrzeja Brychta był krótkotrwały, a jego popularność szybko wygasła.

Po niespodziewanym wyjeździe z Polski w 1971 roku został skazany na zapomnienie – i to zarówno ze względu na zapisy cenzury, którymi został objęty, jak i na własną „niemoc twórczą”, wpisaną niejako w trudy życia na emigracji. Problemy Brychta wynikały również z wyjątkowej łatwości wywoływania różnego rodzaju skandali i robienia sobie wrogów. Pod koniec życia był skłócony praktycznie ze wszystkimi, czuł się obco zarówno na emigracji gdzie nie miał przyjaciół, jak i w kraju gdzie po transformacji ustrojowej nie mógł się odnaleźć. Przed śmiercią kazał spalić wszystkie swoje notatki, zapiski i nieopublikowane teksty.

Trudne dzieciństwo, burzliwa młodość

Andrzej Brycht urodził się w 1935 roku w Warszawie. Jego ojciec zginął w czasie okupacji, co w pełni tłumaczyło późniejsze antyniemieckie nastawienie pisarza. Po wojnie osiedlił się wraz z matką w Łodzi. Po ukończeniu szkoły podstawowej, kontynuował edukację w Oficerskiej Szkole Artylerii Przeciwlotniczej, skąd został usunięty za pobicie kaprala. Po powrocie do Łodzi kontynuował naukę w liceum wieczorowym, pracując jednocześnie w elektrociepłowni.

W tym czasie podjął pierwsze próby literackie drukując wiersze w „Dzienniku Łódzkim”, „Nowej Kulturze” i „Życiu Literackim i tygodniku „Dziś i Jutro” [1]. Wtedy też po raz pierwszy Andrzej Brycht trafił do więzienia za próbę rozboju. Karę zamieniono mu na służbę w Wojskowym Korpusie Górniczym, z którego po pewnym czasie zdezerterował, a zatrzymany usiłował popełnić samobójstwo. Ostatecznie został skierowany na obserwację psychiatryczną i uznany za niezdolnego do służby w korpusie. Do okresu tego Brycht nawiązał później w opowiadaniu „Czerwony węgiel”, przedstawiając katorżnicze warunki pracy w kopalni. W 1958 roku Andrzej Brycht ponownie trafił do aresztu, tym razem za udział w bójce podczas spotkania autorskiego Stanisława Grochowiaka i Romana Śliwonika.

Andrzej Brycht – poeta , prozaik .
PAP/CAF/archiwum

Wsparcia udzieliło mu wtedy środowisko literackie. Talent Brychta dostrzegli uznani autorzy – między innymi Marian Piechal i Jerzy Krzysztoń, a jego pierwsze zbiory opowiadań: „Suche trawy” i „Ulica pomarańczowa” zostały przychylnie przyjęte przez krytyków. Młody pisarz współpracował w tym czasie z tygodnikiem kulturalnym „Kierunki” wydawanym pod auspicjami Stowarzyszenia PAX oraz pismem „Współczesność”, gdzie poznał czołowych twórców tego okresu. W 1962 roku Andrzej Brycht otrzymał nagrodę Fundacji Kościelskich za działalność literacką. Pasmo sukcesów pisarza zostało jednak przerwane przez kolejny incydent – podczas jednego ze spotkań pisarz wdał się w bójkę z krytykującym jego twórczość studentem i złamał mu szczękę (Brycht wcześniej trenował z pewnymi sukcesami boks). Tym razem został skazany na karę 2 lat pozbawienia wolności, choć kara ostatecznie została skrócona.

Dancing i Raport

Przełomowym momentem w życiu Andrzeja Brychta było wydanie zbioru opowiadań „Dancing w kwaterze Hitlera” w 1966 roku. Książka podejmowała temat zacierania się pamięci o niemieckich zbrodniach w czasie II wojny światowej oraz kwestię bezrefleksyjnych i materialistycznych zachowań tzw. „bananowej młodzieży”. Książka okazała się dużym sukcesem wydawniczym (w ciągu 4 lat wydano ją 7 razy), a ponadto na jej podstawie zrealizowany został film w reżyserii Jana Batorego.

Podobnym sukcesem był wydany w 1967 roku „Raport z Monachium”, za którą to książkę Brycht otrzymał nagrodę Stowarzyszenia Księgarzy Polskich i prezesa RSW Prasa-Książka-Ruch. W ówczesnym plebiscycie książka uzyskała więcej głosów niż słynne „Barwy walki” Mieczysława Moczara, a adaptację „Raportu” na potrzeby teatru Eref-66 przygotował Ryszard Filipski. W ciągu zaledwie kilku lat Andrzej Brycht stał się jednym z najbardziej znanych i cenionych pisarzy młodego pokolenia. Książki Brychta doskonale wpisywały się w antyrewizjonistyczną politykę „późnego Gomułki”.

Nie wszyscy jednak tę linię popierali. Niechętni Brychowi pisarze i publicyści jeszcze długo wypominali mu antyniemieckie uprzedzenia i fobie. „Autor ukazał RFN jako kraj ludzi pałających żądzą zemsty za przegraną wojnę i odebranie im Śląska oraz Pomorza. Dla pisarza wszyscy Niemcy byli neohitlerowcami, a za niebezpiecznych uważał nawet studentów tamtejszych uczelni, albowiem… zanadto przykładali się do nauki” – pisał Sławomir Koper [2]. Co ciekawe, pisarzowi zarzucano także antysemityzm, do czego pisarz wiele lat później nawiązał w książce „Azyl polityczny” – „Mój tomik reportaży pt. Raport z Monachium, wydany w 1967 roku, spopularyzowany poprzez telewizyjny monodram znakomitego Ryszarda Filipskiego, stał się przyczyną gwałtownej nienawiści osób pochodzenia żydowskiego do mojej skromnej osoby. Zupełnie nie wiadomo dlaczego — reportaż bowiem wymierzony był przeciw odradzającym się w Niemczech ruchom faszystowskim, a przecież to Żydzi byli jednymi z najbardziej poszkodowanych ofiar faszyzmu!” [3]

 

Choć pisarz nie był nigdy członkiem PZPR-u, to łączony był z frakcją „partyzantów” Mieczysława Moczara. Ponadto, zwłaszcza po marcu 1968 roku, zyskał wielu wrogów, którzy zarzucali mu współpracę z SB. W rzeczywistości pisarz nie chciał angażować się w politykę, a jego poglądy na rzeczywistość Polski Ludowej były dosyć ambiwalentne.

Życiowe problemy i fatalna decyzja

Andrzej Brycht miał przedziwną umiejętność komplikowania sobie życia i prowokowania różnych problemów. Przykładem tego może być wydanie opowiadania „Relacja”, w którym w negatywnym kontekście umieścił imiona, nazwiska i adresy rzeczywistych osób, świadomie mieszając prawdę z fikcją literacką. Zakończyło się to sprawą sądową o zniesławienie i wyrokiem skazującym. Pisarz był rozżalony i obwiniał otoczenie o swoje problemy. Najwyraźniej brakowało mu też weny twórczej, gdyż nie wywiązywał się z umów zawieranych z wydawnictwami, choć pobierał na konto przyszłych projektów zaliczki. Andrzej Brycht był nieufny wobec nowego kierownictwa PZPR, jak również negatywnie wyrażał się o Edwardzie Gierku.

Do tego okresu nawiązał później w „Azylu politycznym”: „Pan Edward Gierek i jego „otwarcie na Zachód”, jego pożyczki, jego inwestycje! Jakaż to parodia — zarówno zdrowego rozsądku, jak i litery leninowskiej idei! Zasadniczy błąd tego wszystkiego polega na tym, że mali prostaczkowie, którzy siłą naturalnej rotacji kadr wdrapują się kolejno na swoje karuzelowe, wirujące krzesełka „władzy”, wyobrażają sobie, że są ucieleśnieniem idei, że każda krytyka w nich skierowana jest krytyką samej idei, „ustroju”, jak to określają, a to jest niedopuszczalne”. [4].

W 1971 roku Andrzej Brycht wyjechał wraz z żoną Aleksandrą Gaganaszwili na wycieczkę statkiem „Dolny Śląsk” do północnej Afryki, gdzie miał napisać cykl reportaży. Aleksandra Gaganaszwili – snobizująca studentka ASP pochodzenia gruzińskiego od dawna marzyła o wyjeździe na Zachód i prawdopodobnie pod jej wpływem pisarz zdecydował się nie wracać do kraju. Andrzej Brycht wraz z żoną najpierw przebywał we Włoszech, a później wyjechał do Belgii, gdzie wystąpił o azyl polityczny. Fakt ten wzbudził dużą sensację, gdyż dotychczas pisarz postrzegany był jako zaufany PRL-owski pisarz.

W kraju z dnia na dzień nazwisko Brychta objęte zostało zapisami cenzury, a jego książki wycofane z obiegu. Jednocześnie środowiska emigracyjne traktowały Brychta co najmniej z nieufnością. Smutnym refleksjom na temat kondycji moralnej i mentalnej środowisk emigracyjnych pisarz dał później wyraz w książce „Azyl polityczny”. Dotyczyło to również środowiska paryskiej „Kultury” i samego Jerzego Giedroycia, którego postawę i sposób bycia pisarz prześmiewczo zobrazował w swojej książce:

„Jadłem tę sztukę mięsa, żylastą jak Bruce Lee, i patrzyłem kątem oka na Giedroycia, który wyprostowany, z łokciami sztywno przy sobie, z serwetą pod brodą, z miną lekko wyniosłą i nieobecną łykał kawałki tych ścięgien z taką łatwością, jakby od dzieciństwa niczym innym nie był karmiony. Po prostu cztery do pięciu ruchów szczęk i dyskretne przełknięcie, i nowy kawał opony wędruje do ust księcia. Cóż to jednak znaczy być arystokratą!” [5]. Sytuacja pisarza była trudna, gdyż w kraju „spalił za sobą mosty”, a w przypadku powrotu groziła mu kara dwóch lat więzienia. Dodatkowo porzuciła go także żona. Andrzej Brycht pisał do matki, że za granicą czuje się samotny, pozbawiony przyjaciół i środowiska zawodowego. W tej sytuacji postanowił wyjechać do Kanady, gdzie uzyskał wizę.

Nowe życie w Kanadzie

Okres kanadyjski w życiu Andrzeja Brychta nie należał do udanych twórczo. Jak pisał Henryk Dasko: „jego skromne i typowe doświadczenia emigracyjne również niełatwo dawały się spożytkować w Kanadzie jako budulec literacki. Prace, jakie wykonywał, były przypadkowe, a do Kanady przyjechał bez znajomości angielskiego, co automatycznie skazywało go na środowisko niemal wyłącznie polskie” [6].

Andrzej Brycht miał zresztą bardzo negatywne zdanie na temat środowisk emigracyjnych, czemu niejednokrotnie dawał wyraz. „Co się przeżywa, kiedy człowiek styka się na co dzień z tajemniczym, wymarzonym światem Zachodu — i ten świat jak świąteczne ciasto naładowany jest rodzynkami rodem z kraju ojczystego, zgniłymi rodzynkami donosicielstwa, zawiści, głupoty, ciemnoty, lizusostwa, strachu tak samo potężnego i powszechnego, jak ten, który panował w stalinizmie? Co się przeżywa, kiedy na każdym kroku spotyka się prawomocnych obywateli Zachodu, już | nowym nazwiskiem, nowym obywatelstwem, którzy jeszcze niewiele lat temu zrywali paznokcie klientom w kazamatach UB?” [7].

Kolejne literackie próby Brychta nie spotykały się z większym zainteresowaniem. Niepowodzeniem i rozczarowaniem zakończyła się również realizacja serialu „Proces Jezusa”, którego reżyserem był polski emigrant Tadeusz Jaworski. Brycht miał napisać scenariusz do tego projektu, jednak uznał, że jego rolę w przedsięwzięciu zmarginalizowano. W rezultacie utrzymywał się w Kanadzie jako pracownik fizyczny, kierowca autobusu, czy też ochroniarz. Przyjaciół na emigracji nie przysparzały mu też jego poglądy. Miał niechętny stosunek zarówno do Kościoła, jak i do „Solidarności”. Ponadto uznawany był za antysemitę, pomimo że od antysemityzmu się odżegnywał, jak również pozostawał w bliskiej przyjaźni z przebywającym w Kanadzie emigrantem marcowym Henrykiem Dasko.

Brycht jasno dawał do zrozumienia, że chodzi mu jedynie o stalinowskich oprawców żydowskiego pochodzenia, którzy po 1956 roku przedzierzgnęli się w liberalne szaty. „Pomyślmy: dzięki polityce i nakazowi Stalina Żydzi w okresie stalinizmu rządzili Polską! Tworzyli tak silną grupę, że nawet po śmierci Stalina, po październiku 1956 roku, po ujawnieniu zbrodni Światły, Romkowskiego, Fejgina, Brystygierowej i całej masy krwawych sadystów — nawet po ujawnieniu sporej części ich zbrodni, pozostali trzymali się mocno, zasiadając jak gdyby nigdy nic na stołkach ministrów, członków KC i wciąż władając tym głupim, niefrasobliwym społeczeństwem Polaczków… I oto w marcu, kiedy rozsądni ludzie próbowali przywrócić należytą proporcję (bo gdzie jeszcze na świecie trzydziestotysięczna mniejszość mogłaby być dopuszczona do dyktatorskiego rządzenia prawie czterdziestomilionowym narodem?), kiedy próbowali odsunąć od władzy tę skompromitowaną mniejszość, to wtedy podniósł się krzyk na cały świat, krzyk uciśnionych odsuwanych od władzy nad Polakami stalinowskich najemników!””. [8]

Nieudany powrót i tragiczny finał

Jeszcze przebywając w Kanadzie Brycht nawiązał kontakt z „Wydawnictwem Łódzkim”, w którym wydał „Opowieści z tranzytu”. Książka nie miała dobrych recenzji, na co wskazywał między innymi tytuł tekstu w „Polityce” – „Czy Andrzej Brycht umie pisać?” We wrześniu 1987 roku Andrzej Brycht po 16 latach nieobecności w kraju przyjechał do Polski, co związane było z chorobą jego matki. Jego przyjazd nie wzbudził większego zainteresowania, na co wskazywała między innymi nikła frekwencja na spotkaniach z czytelnikami. Nie potrafił odnaleźć się również w rzeczywistości końca lat osiemdziesiątych, gdy socjalizm powoli był demontowany.

Choć pisarz początkowo planował powrót na stałe do kraju, to rozczarowany transformacją ustrojową i brakiem zainteresowania jego twórczością, powrócił do Kanady. W latach dziewięćdziesiątych jeszcze kilkakrotnie odwiedzał Polskę. Ostatnią ważną książką Brychta był wydany w 1989 roku „Azyl polityczny”, demaskujący rzeczywistość polskiej emigracji na zachodzie i będący próbą rozrachunku z tamtejszym zakłamaniem i hipokryzją. Andrzej Brycht w 1996 roku zachorował na nowotwór szpiku kostnego – pomimo prób terapii zmarł w dniu 8 marca 1998 roku w Hamilton w Kanadzie. Przed śmiercią zniszczył wszystkie notatki, zapiski i rękopisy, jak również wyczyścił pamięć komputera – tak jakby chciał, aby nie pozostał po nim żaden ślad.

Michał Radzikowski

[1] „Portret z historią – Andrzej Brycht” – wywiad Czesława Czaplińskiego  www.czczaplinski.com

[2] Sławomir Koper: „Jak ktoś leżał, to on musiał kopać – ciemna strona Andrzeja Brychta” – Historia Do Rzeczy 30-04-2015

[3] Andrzej Brycht: „Azyl polityczny” – Krajowa Agencja Wydawnicza 1989;

[4] tamże

[5] tamże

[6] Henryk Dasko: „Jeszcze pokaże wszystkim skurnolom” Gazeta Wyborcza – 26/08/1999

[7] Andrzej Brycht: „Azyl polityczny”,  Krajowa Agencja Wydawnicza 1989

[8] tamże.

Myśl Polska, nr 19-20 (8-15.05.2022)

 

Redakcja