HistoriaRoman Dmowski w świetle „Dziennika” Juliusza Zdanowskiego

Redakcja7 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Dziennik Juliusza Zdanowskiego jako ważne źródło historyczne jest znane historykom zajmującym się dziejami II RP od wielu – korzystali z niego m.in. Andrzej Garlicki, Roman Wapiński, a po 1989 roku Ewa Maj, Krzysztof Kawalec i Witold Wojdyło.

Wszyscy podkreślali wyjątkowość tego przekazu – prowadzony od 1915 do 1935 dziennik, pisany na pewno nie do publikacji, zawiera z jednej strony ogromną ilość informacji na temat życia politycznego i społecznego, z drugiej szereg bardzo szczerych i ostrych ocen na temat polityków wszystkich obozów. Historycy uznają, że oceny formułowane przez Zdanowskiego są  kontrowersyjne i często niesprawiedliwe, ale właśnie dlatego przekuwają uwagę, bowiem na tle uładzonych pamiętników pisanych po latach – uderzają jednoznacznością, często emocjami, jędrnym językiem, nie unikaniem ocen ludzi nawet mu bliskich politycznie.

„Dziennik” Juliusza Zdanowskiego, przechowywany w Bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu w formie maszynopisu, został upowszechniony dzięki wysiłkowi uczonych ze Szczecina, którzy w latach 2013-2015 opublikowali całość tego materiału. Jest więc obecnie dostępny także we wszystkich większych bibliotekach w Polsce.

Juliusz Zdanowski (1874-1937) nie był postacią powszechnie znaną, choć jego rola polityczna w latach 1919-1926 jest niebagatelna. Nie doczekał się jednak ani biografii, ani większego artykułu biograficznego, nie ma również jego hasła w Polskim Słowniku Biograficznym, a nawet w słowniku internetowym senatorów RP. Stąd najpełniejszą informacją na jego temat jest wstęp do wspomnianej już edycji jego „Dziennika”. Zdanowski był przedstawicielem pokolenia, które weszło w orbitę wpływów Narodowej Demokracji po 1905 roku, jako ziemianin lokował się ideowo po stronie raczej konserwatywnej niż liberalnej. Pochodził z Galicji, dlatego powinny mu być bliższe poglądy takich polityków, jak Stanisław Głąbiński, Stanisław Rymar czy Jan Zamorski. W okresie przed 1914 rokiem grupa ta była sceptyczna wobec orientacji geopolitycznej Romana Dmowskiego, i – jak się wydaje – także Zdanowski nie był jej entuzjastą. Z zapisków w jego „Dzienniku”  wynika, że nie bardzo martwiła go klęska wojsk rosyjskich w 1915 roku. Na wieść o odbiciu Lwowa przez wojska austriackie zapisał w dniu 14 czerwca 1915, że „po tym co Rosjanie we Lwowie urządzali, po tych chrztach i propagandzie, ma się jednak uczucie, że  dobrze, że te nauczkę dostali”.

Uzasadnione wydaje się sformułowanie wniosku, że Zdanowski w okresie wojny światowej zajął pozycję centrową, pomiędzy polityką Romana Dmowskiego  a polityką czołowych polityków narodowych w Galicji. Widać też wyraźnie, że był działaczem gotowym do zajmowania stanowiska całkowicie samodzielnego, które było zgodne z jego własnymi przemyśleniami. Nie bez znaczenia była w tym przypadku jego troska o los własnego majątku, którego nie chciał porzucać. Wybrał więc drogę aktywności na miejscu, w szeregach narodowo-demokratycznego Zjednoczenia Międzypartyjnego (tzw. pasywiści). Nie było to niezgodne z poglądami Romana Dmowskiego, który uważał, że pewna aktywność polityczna pod okupacją niemiecką i austriacką nie jest niewskazana, tym bardziej, że bardzo długo wynik wojny wcale nie był przesądzony.

Zakończenie wojny i początki budowy zrębów niepodległej Polski otwierały przez Zdanowskim zupełnie nowy okres życia. To wtedy, po 1920 – jego relacje z Romanem Dmowskim stały się bardzo ożywione, wreszcie mógł go poznać bliżej, gdyż sporadyczne spotkania przed 1914 rokiem – na to nie pozwoliły. Zdanowski wszedł nawet do pierwszego kręgu polityków mających stały kontakt z Dmowskim. I właśnie z tego okresu (1920-1926) pochodzi najwięcej zapisków w jego „Dzienniku” poświęconych Dmowskiemu. Można je podzielić na dwie kategorie – pierwsza, to jego krytyczne uwagi na temat zachowania Dmowskiego, jego cech charakteru i niektórych wygłaszanych poglądów, a druga, to krytyka jego polityki i kierowania Związkiem Ludowo-Narodowym (ZLN).

Punktem wyjścia do formułowania przez Zdanowskiego swoich sądów o Dmowskim stał się jego przyjazd do Polski w dniu 15 maja 1920, po pięciu latach nieobecności. Tego samego dnia autor „Dziennika” zapisał:  „Przyjechał dziś Dmowski. Przyjechał bez zapowiedzenia się, prawie incognito. [Kazimierz] Lutosławski zdał mi relację ze spotkania. Wrażenie zrobił przykre. Postarzał się i robi wrażenie człowieka speszonego bardziej niż to chce pokazać i bardziej niż przypuszczał, że nim będzie. Zmroziła mnie ta, przyznam, wieść”.

O tym, czy to jest do końca prawda przekonał się osobiście  już 16 maja 1920 roku. Tego samego dnia zapisał: „Nie widziałem Dmowskiego przez 6 lat. Więc oglądałem go jak nowego, z całym doświadczeniem ostatnich przejść, a bez opatrzenia, jakie stałe dawniej widywanie się z nim dawało. Uderza w nim nade wszystko wielki cynizm i to zamiłowanie do dowcipu, dla którego poświęci każdego, każdy stosunek i każdy nastrój. Z tą wadą człowiek nie jest w stanie skupić koło siebie ideowców i działa demoralizująco na otoczenie, które by chciało się doń upodabniać. Snobizm w tym kierunku idący fatalne wydaje karykatury. Wysoki ton grupy, który jej nadali Balicki i Popławski, jednak Dmowski w części zmarnował. Daje nie uczniów, a epigonów”.

Zdanowski odnotował też poglądy Dmowskiego dotyczące  bieżącej sytuacji, w tym to, że „uznaje opatrznościowość Piłsudskiego w tej chwili”, co zdeklarowanemu antypiłsudczykowi Zdanowskiemu do gustu nie przypadło. Wszyscy spotykający się z Dmowskim w tym czasie oczekiwali na jego deklarację aktywności politycznej i przywództwa. Nic takiego nie nastąpiło, zarówno podczas spotkania dniu 20, jak i 22 maja, podczas rautu w Resursie Obywatelskiej.

Następne zapisy odnoszące się do Dmowskiego nie są bardziej optymistyczne. W dniu 30 maja Zdanowski gościł w mieszkaniu  Jerzego Gościckiego, członka Ligi Narodowej od 1902 roku i b. posła do Dumy. Był obecny także Roman Dmowski. Zebrani grali w brydża, co było jedną z ulubionych rozrywek lidera Narodowej Demokracji. Zdanowski był raczej rozczarowany, zapisując, że „Dmowski nie ten, co dawniej”. Według niego „powrót z komfortu paryskiego w bezmieszkaniowe i biedne warunki warszawskie nogi mu podcina”. A już po Bitwie Warszawskiej, zapisał pod datą 21 września 1920 roku, że Dmowski stał się „za bardzo sybarytyczny, żeby robotę, czy organizacyjną, czy polityczną, prowadzić i za mało liczy się z organizacją, aby się wyrzekł indywidualnych powiedzeń czy poczynań”. Przewidywał też, że jego decyzja o stałym zamieszkaniu w Poznaniu sprawi, że „wygłaszane tam zdania, sprzeczne z tym, co się tu robi, albo będą zniedołężniały naszą tu rzutkość, albo wprowadzały dezorganizację”.

Czy ten sarkastyczny ton i pesymizm były powszechne? W oficjalnych wypowiedziach nikt z czołowych działaczy nie formułował takich ocen, nawet ci, którzy po cichu podzielali obserwacje Zdanowskiego. Zresztą on sam też publicznie takich opinii nie głosił. Oficjalnie Dmowski był fetowany jako zwycięzca z Wersalu, polityk, który doprowadził Polskę do niepodległości. Liczne w pierwszym okresie po powrocie rauty i spotkania były pełne hołdów i mów dziękczynnych, których zresztą Dmowski nie lubił.

O polityce bieżącej mówił z reguły sam Dmowski, ale wnioski jakie formułował nie budziły entuzjazmu. Dawał on bowiem do zrozumienia swoim najbliższym współpracownikom, że to co robią w Związku Ludowo-Narodowym nie ma większego znaczenia, trzeba nastawić się na długi marsz, myśleć globalnie i raczej nie przeszkadzać Piłsudskiemu. Budziło to zdumienie wielu polityków kierujących pracami ZLN od 1919 roku. Poczuli się zdeprecjonowani i zlekceważeni. Inna rzecz, że nie mogli poszczycić się zbyt wielkimi sukcesami, bo pomimo posiadania największej liczby mandatów w Sejmie nie mieli większego wpływu na politykę państwa.

Roman Wapiński, biograf Dmowskiego, pisał, że krytycyzm Zdanowskiego był „przesadny”, ale „reprezentatywny dla niemałej części elity endeckiej”.  Uznał także, że „miękki” stosunek Dworskiego do Piłsudskiego był uzasadniony, przynajmniej w latach 1919-1920, gdyż chodziło o stabilizację państwa i zapobieżenie radykalizacji lewicy, w tym także PPS. Tymczasem większa część działaczy ZLN w kraju uważała, że z Piłsudskim należało postępować twardo, nawet przy pomocy siły, którą widziano w armii gen. Jozefa Hallera. Takie nadzieje w 1919 roku były powszechne, tymczasem Dmowski z takim rozumowaniem stanowczo się nie godził. Po latach Stanisław Rymar, wybitny działacz Narodowej Demokracji z Krakowa, stwierdzi, że choć uległość wobec Piłsudskiego była motywowana troską o kraj, to jednak „linia Dmowskiego na tym odcinku wiele następnie Polskę kosztowała”.

Z  kolei Ewa Maj jest skłonna szukać przyczyn takiej postawy Dmowskiego po powrocie do kraju gdzie indziej, usprawiedliwiając ją tym, że czuł się on niedowartościowany jako polityk. I dodaje: „Przybył do kraju wówczas, gdy w ZLN doszło już do okrzepnięcia organizacyjnego i gdy umocniło się znaczeni takich działaczy, jak S[tanisław] Głąbiński, W[ładysław] Jabłonowski, ks. K[azimierz] Lutosławski, A[leksander] Skarbek, B[Bohdan] Wasiutyński, J[Juliusz] Zdanowski], a nade wszystko S[tanisław] Grabski”.

Także Krzysztof Kawalec zwraca uwagę na obiektywne przyczyny postawy Dmowskiego, a nie tak jak Zdanowski wysuwający na plan pierwszy cechy osobowe czy „sybarytyzm”. Kawalec pisze, że Dmowski był rozczarowany mizernymi osiągnięciami politycznymi ZLN, który „miał relatywnie miał mały wpływ na wypadki”, a ponadto wszedł w niepotrzebny konflikt z ruchem ludowym.

Zdanowski i inni politycy, którzy podzielali jego stanowisko szybko przekonali się, że Dmowski bynajmniej nie wycofał sie całkowicie z odgrywania decydującej roli politycznej wewnątrz swojego obozu. Począwszy od 1921 roku zaczął on zabiegi o stworzenie koalicji z PSL „Piast” i ugrupowaniami chadeckimi. W tej grze posługiwał się lojalnymi wobec niego politykami ZLN. W dniu 20 marca 1921 roku Zdanowski zanotował swoje wrażenia z pięciogodzinnej rozmowy z Dmowskim i Stanisławem Grabskim:

„Dmowski robi jakieś dziwne wrażenie. Twierdzi, że czuje instynktem, że zanosi się w lat jakieś 10 na wielkie rzeczy na świecie. Ze nadchodzi starcie między cywilizacją aryjską a Żydami. Że jego całego cała ta sprawa teraz pochłania. Uważa, że wszelkie dzisiejsze zabiegi na gruncie politycznym tu w kraju robią na nim wrażenie mrowiska, na które nadjeżdża ciężki wóz, niewidoczny jeszcze dla mrówek. Rozwodził się dalej obszernie w tym sensie, że ludzie, którzy pracowali nad ideologią kierunku, nie nadają się do praktycznego wykonywania zadań bieżącej polityki i prowadzenia interesów państwa. Że on zatem do tego wcale nie dąży, i cierpkim był dla Grabskiego, dowodząc mu, że i on sobie ambicje o tworzeniu rządu i udziale w nim winien wybić z głowy. Za ludzi typu rządu uważa Dmowski Witosa i Korfantego. A jednak, słuchając tego wszystkiego, nabrałem przekonania, że Dmowski w głębi myśli co innego, że ma żal do Grabskiego [za to], że jego winą jest rozbicie Związku [ZLN] i mały wpływ Związku na wypadki, że szuka koncepcji, która by mu pomogła nawiązać przyjazne stosunki z dwoma siłami politycznymi, którymi są bezwzględnie i Witos, i Korfanty”.

W tym fragmencie „Dziennika” pojawia się po raz pierwszy kwestia relacji pomiędzy Dmowskim i Stanisławem Grabskim. Tak jasno zarysowany przez Dmowskiego sceptycyzm wobec polityki Grabskiego był zapowiedzią jego wyeliminowania z gremiów kierowniczych ZLN, co nastąpiło jednak dopiero w 1926 roku. Sam Grabski uznał, że Dmowski był po powrocie do kraju „bezbrzeżnie przemęczony czy zniechęcony” i upatrywał przyczyn negatywnego stosunku do niego z jego strony w tym, że „Głąbiński nie odstąpił mu prezesury Klubu, a ja przewodnictwa w Komisji Spraw Zagranicznych”. Jerzy Wojdyło, biograf Grabskiego zastanawia się, czy przyczyną tej animozji były rzeczywiście zgłaszane przez Dmowskiego różnice w ocenie polityki i kwestie ideologiczne? Uważa, że nie. Twierdzi, że różnice programowe i ideowe między obu politykami były „minimalne” i „bez praktycznego znaczenia”. Jest skłonny do postawienia tezy, że dla Dmowskiego motywem przewodnim było poszukiwanie winnego za klęski polityczne ZLN i wątek osobisty – chęć „wykluczenia z polityki postaci cieszącej się uznaniem i znacznym autorytetem w kręgach intelektualnych elity endeckiej”.

Jakie stanowisko wobec tego konfliktu zajmował Juliusz Zdanowski? Analiza dalszych jego zapisów w „Dzienniku” odnoszących się do tej kwestii nie pozostawia wątpliwości – w tym sporze stał po stronie Grabskiego. Tak uważa także Jerzy Wojdyło. Zdanowski, który był rzeczywiście ideowo bliższy Dmowskiemu niż Grabskiemu, jak słusznie piszą Tomasz Sikorski i Adam Wątor – w tej sprawie z Dmowskim się nie zgadzał. Z jednej strony z Grabskim łączyła go przyjaźń, z drugiej decydowało pewne poczucie uczciwości nakazujące bronić go przed niesłusznymi zarzutami.

Warto w tym miejscu dodać, że od roku 1919 Grabski zamieszkiwał przez jakiś czas w obszernym mieszkaniu Zdanowskiego przy ul. Foksal 13 w Warszawie. Zachował go też we wdzięcznej pamięci pisząc po latach swoje wspomnienia. Juliusza i Anielę Zdanowskich określił mianem „ogromnie zacnych i wysokiej inteligencji” i dodał, że gospodarz domu „czuł się dobrze tylko w otoczeniu ludzi pracy umysłowej”.  Jak się wydaje, Grabski dobrze czuł się w gronie „ludzi wysokiej inteligencji” i tak jak Zdanowskiemu – nie podobała się prezentowana nie raz przez Dmowskiego skłonność do formułowania prostych formułek ideologicznych. Grabskiego bronił na kartach swojego „Dziennika” często, na przykład w dniu  5 sierpnia 1925 roku zapisał:

Ale nie dając nic pozytywnego, przeszkadzać tylko w robocie człowiekowi [czyli Stanisławowi Grabskiemu – J.E.], który jednak ma parę dobrych egzaminów za sobą, jest nonsensem. Program, którego w życiu wykonywać nie można, o którym mówi się tylko na poufnych zebraniach, bo warunki nie pozwalają go urzeczywistnić, ma widoczną wadę, że jest tylko programem. Co znaczy hasło „nic Żydom”, jeśli jego konsekwencją jest na przykład zamurowanie w Chludowie. Dmowski zawsze twierdzi, że nie może wejść do rządu, bo go Żydzi nie znoszą. Więc program doprowadza do oddania rządów innym, takim, których znoszą”.

A w dniu 7 lutego 1926 roku sarkastycznie odnotował, że „spór Dmowski-Grabski odświeża się”, przy czym uznał, że przyczyną tego jest „bezczynność” lidera Narodowej Demokracji: „Jego drażni spokój, zresztą rozumiem, że go może drażnić bezczynność rządu w czasie dwu głupich strajków. Dmowski stał z boku całej roboty bieżącej i rozmyślaniami doszedł do nowych wniosków”. Już po zamachu majowym Dmowski oskarżył Grabskiego o doprowadzenie do katastrofy politycznej ZLN, co oznaczało koniec kariery tego ostatniego w strukturach obozu narodowego. Ofiarą krytyki padł jeszcze Stanisław Głąbiński, co także spotkało się z dezaprobatą Zdanowskiego. Według niego to nie Głąbiński odpowiadał za błędne decyzje ZLN: „Ale przecież Panie Romanie, Pan wie doskonale, że Głąbiński nie dzierżył kierownictwa, że każda ważniejsza decyzja zapadała za aprobatą Pana, czy gdy Pan tu przyjeżdżał, czy nawet w Poznaniu, a przecież Pan wie, że Głąbiński był zawsze parawanem” – konstatował.

Pomimo krytycyzmu, Zdanowski nadal pozostawał w kręgu bliskich współpracowników Dmowskiego, choć stopniowo zaczął wycofywać się bieżącej działalności politycznej. Nie aprobował nowych metod walki politycznej, którą preferowano w Obozie Wielkiej Polski. W dniu 27 listopada 1926 napisał, że Dmowski „rozbija Związek”, a w zamian nic nie zbuduje, bo „oprze się na ludziach, których nie zna i nie umie ocenić”. Ci ludzie, których tak nietrafnie, według autora, oceniał Dmowski, to m.in. Zygmunt Berezowski Karol Wierczak. O Berezowskim napisał złośliwe: „Typowy doktryner namawiający do rozumu i pracy przy leżeniu godzinami brzuchem do góry”. A do Dmowskiego miał taką pretensję: „Nie mam zaufania do tego, że Pan dobierze ludzi, którzy ponad walącymi się gruzami stworzą inny aparat, na który delikatnie odpowiedzialność przeniosą, a idei samej nie naruszą. I do tej roboty bierze się Pan mając lat 63. Czy nie ma w tym szczypty uczucia, że apres moi le deluge”.

Przez Zdanowskiego przemawiała gorycz, bo identyfikował się z działalnością ZLN, który Dmowski uznał za strukturę niezdolną do dalszego istnienia. W dodatku na miejsce starych i doświadczonych działaczy ZLN wysuwał młodszych polityków bez większego dorobku. Uważał, że w ten sposób prace jego i jego kolegów z ZLN Dmowski wyrzuca się na śmietnik historii i w dodatku całkowicie deprecjonuje. Wieszczył więc, trochę życzeniowo, rychły krach OWP: „Według mnie kryzys w Obozie, o ile nie ma bezpośredniej akcji, a tej dotąd nie widać, musi nadejść. Za mała jest dotąd kuźnica ruchu. W broszurze Dmowskiego czy Rybarskiego nie widzę nic twórczo nowego” (zapis z 29 marca 1927 roku). Dlatego ze zdziwieniem konstatował, że bynajmniej większość członków obozu narodowego nie podziela jego sceptycyzmu: „Czyżby Dmowski trafniej oceniał ludzi? Spotkałem już kilku ludzi zachwyconych powstaniem organizacji z wyraźnym jednoosobowym kierownictwem i z jasnym ekonomicznym poglądem, i co więcej – organizacji pozapartyjnej (!)” (zapis z 7 grudnia 1926 roku).

Po roku 1927 Zdanowski znalazł się na politycznym bocznym torze. Nie był już w pierwszej linii, choć nadal był szanowanym i chętnie zapraszanym na różne spotkania działaczem szeroko pojętego obozu narodowego. Bez wątpienia zaliczyć go wypada do tzw. starych, którzy nie do końca akceptowali nowe metody działania politycznego SN, a także zdecydowany zwrot w kierunku antydemokratycznym. Wyrazem jego prawdziwych odczuć na początku lat 30. XX wieku jest zapis z 1 lutego 1934 roku, kiedy choroba już praktycznie eliminowała go z politycznej aktywności. Napisał wtedy, że przez całe życie był „w naszym obozie zawsze na najdalszym od liberalizmu skrzydle”, że z trudem tolerował takich galicyjskich działaczy jak Stanisław Głąbiński czy Stanisław Rymar, jednak obserwując to, co wyprawia rządząca sanacja, „to myślę, czym się nie mylił i czy to wszystko nie jest niebezpieczniejsze od owego liberalizmu, na którym się już psy wiesza lat parę”.

Termin „liberalizm” jest w tym przypadku pojęciem nieostrym, autor Dziennika ma na myśli demokrację parlamentarną. Działacze obozu „starych” uważali, że nie można kwestionować jej zasad, i że ześlizgiwanie sie ku totalizmowi jest drogą donikąd. Dotyczyło to zarówno sanacji, jak i tendencji jeszcze bardziej radykalnych wewnątrz obozu narodowego. Grupa ta nie akceptowała też powszechnych sądów o „końcu kapitalizmu” i początku budowy nowego  świata.

Takim poglądom sprzeciwił się  np. Roman Rybarski, pozostający do 1935 toku szefem Klubu Parlamentarnego Stronnictwa Narodowego. Zdanowski także daleki był od entuzjazmu „młodych” i Dmowskiego wieszczących nową epokę w dziejach świata. Zresztą, jak wynika z lektury „Dziennika”, zawsze był sceptyczny wobec kasandrycznych wizji Dmowskiego, i to już na początku lat 20. Był zbyt racjonalny, nagle skonstatował, że jednak łączy go więcej z pogardzanymi kiedyś „liberałami” Głąbińskim i Rymarem, o Stanisławie Grabskim nie mówiąc – niż z młodszymi kolegami z tego samego obozu politycznego, i – co ważne – z Romanem Dmowskim.

Na zakończenie można zadać pytanie zasadnicze – jaki był prawdziwy stosunek  Zdanowskiego do Romana Dmowskiego?

Przytoczone tutaj fragmenty mogłoby czynić wrażenie, że byli to sobie ludzie obcy. Nic bardziej mylnego – Zdanowski był do końca życia działaczem obozu narodowego i na swój sposób wierny także Romanowi Dmowskiemu. Niemal symboliczny jest zapis w jego Dzienniku z 24 grudnia 1934 roku, kiedy odbyło się „tradycyjne wigilijne śniadanie” w gronie starych działaczy Ligi Narodowej. Byli na tym spotkaniu założyciele Ligi z końca XIX wieku – m.in. Zygmunt Wasilewski, Władysław Jabłonowski, Karol Raczkowski, Stanisław Głąbiński, Stanisław Kozicki,  Bohdan Wasiutyński, i oczywiście Roman Dmowski.  Zdanowski zapisał:

„Jak patrzę po takim gronie, to jednak nie zdarza mi się i nie zdarzyło w żadnej grupie politycznej widzieć tylu ludzi z takim szczerym i bezinteresownym stosunkiem do spraw, które nas łączą, i tyle wspólnych uczuć i tyle ciepła we wzajemnych stosunkach”. Zauważył też ze smutkiem, że w przypadku Dmowskiego, przygniecionego starością  „znikła tryskająca humorem werwa”.

Nagle to, co kiedyś irytowało Zdanowskiego, i było postrzegane przez niego jako „cynizm” – stało sie czymś, za czym zatęsknił.  Zdanowski zawsze z sentymentem wspomniał okres sprzed 1914 roku, kiedy Narodowa Demokracja składała się prawie wyłącznie z inteligentów, którzy prowadzili ze sobą dysputy na wysokim poziomie i kiedy przyszłość wydawała się czymś na co należy oczekiwać z optymizmem. Potem Dmowski napisze, że niepodległość  przyszła za  wcześnie, zanim dokończył swoją pracę nad przebudową narodu polskiego, a Zdanowski dojdzie do wniosku, że okres przed 1914 był czymś wyjątkowym.

„Dziennik” Juliusza Zdanowskiego jest znakomitym źródłem pozwalającym poznać mechanizmy funkcjonowania takiego obozu politycznego, jakim była Narodowa Demokracja. Różnica zdań i spory były w tym obozie czymś naturalnym, nie budzącym kontrowersji. Co więcej, ta różnica zdań, nieraz bardzo ostra – nie powodowała wzajemnego „wycinania” się i eliminowania przeciwników i adwersarzy. Tacy ludzie jak Zdanowski, Głąbiński czy Rymar pozostawali w szeregach tego obozu politycznego do samego końca, mimo że ich czas jako liderów sie skończył. W przypadku Zdanowskiego pewnym paradoksem jest to, że wbrew temu co można by sądzić po lekturze jego Dziennika – był on postrzegany, także przez samego Dmowskiego – jako bliski współpracownik i przyjaciel.

Krytyczne sądy, a nawet obraźliwe sformułowania pod adresem lidera Narodowej Demokracji – pozostawały jednak tylko na kartach „Dziennika”. Zdanowski nigdy nie posługiwał się nimi publicznie, mimo że w wielu kwestiach nie zgadzał się z Dmowskim i mówił mu to wprost. Być może jedynym świadkiem tych zapisów była długo tylko żona Zdanowskiego Aniela, która zresztą w latach 50. XX wieku podjęła decyzję o ich przepisaniu na maszynie. Ona też, razem z dr. Józefem Zielińskim, zdecydowała o ich oddaniu do Biblioteki Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, co było równoznaczne z ich udostępnieniem dla badaczy.

Jan Engelgard

Jest to obszerny fragment tekstu zamieszczonego w tomie „Roman Dmowski. Niepodległość – Dziedzictwo – Pamięć” (red. Jan Engelgard, Tadeusz Skoczek), Dom Wydawniczy Myśl Polska – Muzeum Niepodległości w Warszawie, Warszawa 2022, ss. 182. Są to materiały po konferencji pod tym samym tytułem jaka odbyła się w 2018 roku w 100-liecie Nieodległości Polski.

Zamówienia: Sklep | Myśl Polska (myslpolska.info)

Myśl Polska, nr 17-18 (24.04-1.05.2022)

Redakcja