FelietonyOpinieWojna a agresja

Redakcja7 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Pojęcie, co to jest „wojna” nie wymaga opisu ze względu na naturę felietonu. Każdy bowiem Czytelnik z dużą łatwością wie co się pod tym zjawiskiem kryje. Słowo „agresja” jest natomiast o wiele bardziej skomplikowane. Może oznaczać różne zjawiska ze świata przyrody i socjologii oraz społecznej psychologii. Zdefiniujmy je więc na potrzeby tego tekstu.

Znaczenie owego rzeczownika można rozpoznawać z bardzo wielu punktów odniesienia, ale dwa z nich są zasadnicze: jako indywidualna  cecha ludzi lub przymiot różnych zbiorowości: od małych grup przygodnych, a na narodach kończąc. Agresja jest również w każdym przypadku mierzalna, czyli podlega stopniowaniu. Poddaje się także ocenie ze strony etycznej. Wystarczy jednak gdy powiemy, że jest ona składnikiem życia, odbijając się na postępkach zbiorowości. W skrajnym wymiarze prowadzi do niesprowokowanych morderstw, często popełnianych ze szczególnym okrucieństwem.

W wystąpieniach społecznych wiedzie do rewolucji i wielkich irracjonalnych rzezi. Bywa, że jest organizowana i zręcznie sterowana. I teraz nadszedł już czas, by wrodzoną agresywność związać z zagadnieniem wojen.  Na pierwszy rzut oka powyższe połączenie wydaje się być prawdziwe, ale czy na pewno? Zaznaczmy przy tym, iż wojna jest zorganizowaną działalnością państw. Nie chodzi zatem – o niezwykle krwawe – starcia prymitywnych ludów, różnych religijnych zrzeszeń lub nawet zapamiętałych (współcześnie) kibiców! Wojnę rozpatrujemy tutaj jako instytucję. Z armią, politycznym kierownictwem, itd., itp. Najbardziej klasyczna definicja owego fenomenu wyszła od Clausewitza, pruskiego oficera, uczestnika wojen napoleońskich.

W oświeceniowym duchu powiada on, że militarny konflikt jest kontynuacją  międzypaństwowej polityki i wybucha wówczas, gdy strony, a przynajmniej jedna z nich, dążąc do określonego celu, nie może osiągać założonego skutku, inaczej niż przez wywołanie zbrojnego starcia. Zdarza się czasem, że takie myślenie nie jest poprawne, ale to inna sprawa. Widzimy w tym przypadku daleko posuniętą racjonalizację i chyba utopijną jednak wiarę, że wojny są kontrolowane oraz dość przewidywalne. To był dziewiętnasty wiek. Dwudziesty przyniósł zgoła całkiem inne doświadczenia. Ich powszechny charakter, totalne zaangażowanie wszystkich sił i środków czyli pełną mobilizację. Na przykład podczas tak zwanej pierwszej światowej wojnie, mocarstwa wyznaczyły sobie bardzo małe cele.

Współcześnie z kolei militarne agresje próbuje się sprowadzić do karnych ekspedycji dla poskromienia nieposłusznych. Nie dziwmy się więc, że w takich czasach więcej uwagi poświęca się roztrząsaniu fenomenu wojen, pojmowanym jako skutek upośledzenia naszej natury, przez cechy wrodzonej agresywności. Pewnie w tych różnych teoriach i rozważaniach tkwi poniekąd ziarno prawdy, lecz czy taka rzeczywistość jest istotą wszystkich wojen, które były, są i kiedyś wybuchną? Jednym słowem chodzi o etos wojny? Czy on faktycznie istnieje? Cały złożony przecież problem można skonkludować w następujący sposób: ludzie rodzą się, żyją i umierają, zaś wojny są składnikiem ich ziemskiego bytowania. Tak po prostu! Być może nawet świat ich pozbawiony  jest zwykłą niemożliwością! Szkoda tylko, że zniknęła klasa wojowników, czyli ludzi, dla których bitwy są egzystencjalnym przeznaczeniem. Wina tkwi więc wyłącznie w masowości.

Antoni Koniuszewski

Myśl Polska, nr 5-6 (30.01-6.02.2022)

Redakcja