OpinieW obronie pokoju

Red.2 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Rżnij karabinem w bruk ulicy!

Twoja jest krew, a ich jest nafta!

I od stolicy do stolicy

Zawołaj broniąc swej krwawicy:

Bujać − to my, panowie szlachta!”

Julian Tuwim: „Do prostego człowieka”

Gdy w październiku 1929 roku Julian Tuwim opublikował swój wiersz „Do prostego człowieka” wywołał skandal i oburzenie. Środowiska prawicowe zarzuciły mu nawoływanie do defetyzmu i naruszanie etosu polskiego żołnierza, a także podważanie sensu walki zbrojnej. Po dekadzie od odzyskania przez Polskę niepodległości było to traktowane niemal jak obrazoburstwo i kalanie świętości. Dość powiedzieć, że wszczęte zostało postępowanie prokuratorskie w tej sprawie. Głosy krytyczne skierowane przeciw Tuwimowi pojawiły się również ze strony endeckiej, co było rzecz jasna wynikiem naturalnych różnic politycznych, ale również konsekwencją niezrozumienia przesłania poety. Sens wiersza, co wyjaśniał zresztą sam Tuwim, nie odnosił się do deprecjonowania polskiego czynu zbrojnego i gotowości do obrony ojczyzny, lecz do wojny jako metody rozwiązywania konfliktów międzynarodowych oraz zysków plutokracji i wielkiej finansjery z ich prowadzenia.  Nie chodziło zatem o demonstrowanie postawy antypaństwowej, lecz o wyraz sprzeciwu wobec traktowania obywateli jako przysłowiowego „mięsa armatniego” i cynicznego szafowania ich życiem. Przesłanie miało charakter uniwersalny, co potwierdza fragment wiersza: „Gdy wyjdzie biskup, pastor rabin, pobłogosławić twój karabin (…)”

Czy w dzisiejszych czasach słowa poety pozostają nadal aktualne? Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Po upadku „żelaznej kurtyny” do roli globalnego hegemona zaczęły pretendować Stany Zjednoczone, próbując narzucić światu „jedynie słuszną” ideologię i „jedyny słuszny” styl życia. W imię obrony tak zwanych „praw człowieka” i „wartości demokratycznych” (nie mających zresztą z klasyczną demokracją nic wspólnego) – rozpętano szereg konfliktów. Bombardowania Jugosławii, inwazje na Irak i Afganistan, czy też późniejsze „kolorowe rewolucje”… Preteksty były różne – walka o demokrację, walka z terroryzmem, czy też walka z „krwawymi dyktaturami”. W rzeczywistości chodziło o kwestie czysto geopolityczne i finansowe. Jaskrawym przykładem cynizmu USA było zaatakowanie Iraku za rządów Saddama Husajna pod pretekstem posiadania broni chemicznej, której nigdy nie znaleziono. Oczywiście sojusznicy USA jak Izrael, czy Arabia Saudyjska mogli spać spokojnie, pomimo ewidentnych przypadków łamania praw człowieka w tych krajach.

Od dłuższego czasu zarówno władze III RP, jak i część środowisk opiniotwórczych chętnie posługuje się retoryką wojenną. Środowiska te bardzo często straszą zagrożeniem ze strony Rosji i Białorusi. Zdaniem prezydenta Andrzeja Dudy – „Rosja nie jest normalnym krajem, nie jest państwem, które się normalnie zachowuje, jest państwem – agresorem” [1]. Jeszcze dosadniej ujął to niedawno zmarły historyk i publicysta Jerzy Targalski, który porównał Rosję do drapieżnika [2]. Takie wypowiedzi można mnożyć. Czy jednak nakręcanie spirali strachu do czegoś konstruktywnego prowadzi? Czy polityka taka poprawia bezpieczeństwo Polski i Polaków? Czy w polskim interesie leży angażowanie się w nie swoje wojny i w obce konflikty? Wyżej wspomniane środowiska często odwołują się do maksymy: „chcesz pokoju, szykuj się do wojny”. Czy jednak podobnej retoryki nie używały władze przedwojennej Polski, buńczucznie prężąc muskuły? A może mądrzej byłoby posłuchać rady zmarłego w 1986 roku, wieloletniego prezydenta Finlandii Urho Kekkonena, który postulował aby nie szukać przyjaciół daleko, a wrogów blisko?

Michał Radzikowski

[1] „Duda: Rosja nie jest normalnym krajem. Jest agresorem” – www.gazetaprawna.pl – 26 maja 2021.

[2] Dr Jerzy Targalski: „Rosja to jest drapieżnik” – Dziennikarski Poker /vod.gazetapolska.pl/.

Red.