HistoriaMiędzy aberracją a amnezją

Redakcja2 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

40. rocznica wprowadzenia przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego stanu wojennego w Polsce, stała się przyczynkiem do kolejnych dyskusji na temat tego wydarzenia historycznego.

Zresztą dyskusje, to zbyt dużo powiedziane. Mieliśmy do czynienia z monologami, głównie ze strony zaciętych przeciwników stanu wojennego i gen. Jaruzelskiego. Analizowanie oderwanych od rzeczywistości stwierdzeń nie ma sensu. Warto natomiast zwrócić uwagę na pewne wybrane wypowiedzi, jako oddające przede wszystkim mentalność i stan umysłów ludzi je wypowiadających.

Zaczynając od samej góry i Prezydenta RP. Dowiedzieliśmy się od Andrzeja Dudy, że „W 40. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego trzeba nie tylko mówić, ale trzeba krzyczeć, że gen. Jaruzelski po prostu był zwykłym tchórzem i zdrajcą Polski, i cała sitwa, która była wokół niego, to była zwykła junta bandyckich emisariuszy Moskwy, którzy domagali się wtedy sowieckiej interwencji”.

Powiedzmy sobie szczerze, jest to nie tylko wypowiedź nie oddająca tamtej rzeczywistości, nie tylko nieprawdziwa i krzywdząca, ale najzwyczajniej prymitywna. Andrzej Duda znany jest z równie kategorycznych sądów, będących apologią polskich klęsk narodowych, jak powstanie listopadowe, powstanie warszawskie, czy tzw. żołnierze wyklęci. Przesłanie jest oczywiste – Prezydent RP jest nie tylko sercem po stronie tragicznych błędów polskiej historii, po stronie straceńczej walki, bezpłodnej ofiary dla rzekomego pobudzenia sumień świata, ale te wydarzenia i sposób myślenia tych, którzy do nich doprowadzili, stawia za wzór współczesnym pokoleniom Polaków, w tym polskiej młodzieży.

To prawdziwy paradoks historii, że w ustach hiperpatrioty Andrzeja Dudy, którego władza jest wciąż następstwem porozumienia, jakie władze PRL zawarły z częścią opozycji, i którego prawo do wypowiadania nawet głupstw jest pochodną tego porozumienia, ten, który władzę oddał, czyli gen. Jaruzelski, żołnierz frontowy, który przeprowadził stan wojenny sprawnie i z niewielką liczbą ofiar (za które wielokrotnie przepraszał), jest tylko „zwykłym tchórzem i zdrajcą oraz emisariuszem Moskwy”. Spotyka to ze strony Prezydenta RP człowieka, który w odróżnieniu od idoli Andrzeja Dudy przerwał ciąg historycznych nieszczęść narodu polskiego i zapobiegł kolejnej hekatombie ofiar. Jest to także znęcanie się nad człowiekiem nieżyjącym, który już nie może się bronić, zresztą, jak pokazują ostatnie lata życia Generała, nawet tysiące stronic argumentów wydanych przez niego drukiem, nie ma dla jego zapiekłych wrogów żadnej wartości. Liczy się prymitywna zbitka haseł „zdrajca-tchórz-namiestnik Moskwy”. Dla głoszących takie poglądy – niektórych ludzi, którzy żyli w czasie stanu wojennego, ale głównie dzisiejszych historyków i propagandzistów, którzy byli małymi dziećmi w 1981 r. albo urodzili się po stanie wojennym – ważne jest jedynie lżenie, z jawnie okazywana satysfakcją, nieżyjącego i znienawidzonego wroga.

Z kolei Anna Fotyga, europarlamentarzystka, była minister SZ Polski, wystąpiła na forum PE w debacie nt. tzw. zagrożenia rosyjskiego dla Ukrainy z patetycznym okrzykiem  „Wara od Ukrainy“. Przy tym opowiedziała bajki, w które sama najpewniej wierzy. Otóż, rzekomo, w 1981 r. „kolektywny Zachód” zagroził jakimiś bliżej nieokreślonymi konsekwencjami Kremlowi, gdyby ten zachciał anektować Polskę (zatem, najwyraźniej, Jaruzelski z Zachodem uratowali Polskę przed aneksją do ZSRR!). No, drodzy Państwo, to już najzwyklejsza aberracja umysłowa. Trudno w 1981 r. mówić o kolektywnej reakcji Zachodu. Wiele państw europejskich przyjęło stan wojenny z ulga, bojąc się eskalacji napięcia i otwartego konfliktu z ZSRR. Ronald Reagan, owszem zareagował najostrzej, ale nawet on szybko wycofał się z części sankcji, natomiast premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, nie dość, że rozważała  poparcie dla rządu gen. Jaruzelskiego jeszcze przed stanem wojennym, nie dość, że była w konflikcie z Reaganem odnośnie sankcji, to osobiście uważała Generała za patriotę, była pod wielkim wrażeniem jego odwagi i patriotyzmu.

Co ciekawe, taki pogląd wyznawała osoba premier brytyjskiej, która była jak najdalszą od komunizmu. Jest to dowód na to, że Thatcher była realistką i politykiem pragmatycznym w starym dobrym, europejskim stylu, jakich dzisiaj ze świeczką szukać. W tym kontekście ostatnia histeria tzw. prawicy w Polsce wokół dawnej wypowiedzi Adama Michnika, który nazwał Jaruzelskiego patriotą, najzwyczajniej ośmiesza prawicę. Nie trzeba być ani zwolennikiem Michnika, ani wstydzić się, że myśli się o Jaruzelskim jako o patriocie. Adam Michnik należał zresztą wraz z Jackiem Kuroniem, ale i Andrzejem Gwiazdą do jastrzębi konfrontacji z władzą w Solidarności z roku 1981 r. Polscy narodowcy i inni realiści polityczni popierali stan wojenny już wówczas, kiedy Michnik dążył do konfrontacji. To, że później doszedł on do wniosków zbieżnych z wnioskami wypływającymi z realizmu, może być tylko poczytane Michnikowi za wyraz rozsądku politycznego, choć doszedł do niego lata później od innych. Nie jest to żaden skandal, ani hańba – szacunek i miano patrioty z pewnością należy się gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu za sprawę podstawową – powstrzymanie niekontrolowanego wybuchu i uratowanie Polski i Polaków przed kolejną masakrą. Wcześniej i później można Go oceniać różnie. 13 grudnia 1981 r. stanął na wysokości zadania, czego zabrakło w historii Chłopickim, Bór-Komorowskim i wielu innym.

Tymczasem Pan Andrzej Gwiazda udzielił wywiadu portalowi wPolityce.pl nt. stanu wojennego. Padają tam m.in. następujące stwierdzenia:

– „Wałęsa był agentem bezpieki, kiedy przez cały okres jego działalności to było widoczne gołym okiem, iż reprezentuje ich interesy”,

– „Wałęsa dostał w zasadzie uprawnienia dyktatorskie, bo mógł wybrać sobie prezydium, czyli nie było w „Solidarności” władzy, która mogłaby pisnąć słowo bez jego wiedzy”.

Pomimo tego jednak:

– „Celem stanu wojennego, na co zresztą mamy dokumenty, była zmiana kierownictwa „Solidarności”.

– „Uważam, że stan wojenny jest świadectwem totalnej klęski agentury, która nie wywiązała się w żadnym stopniu ze swojego zadania. Czyli można powiedzieć świadectwem moralności, a tym samym zwycięstwa idei „Solidarności”.

Creme de la creme wypowiedzi Gwiazdy jest stwierdzenie:

– „Jaruzelskiego oceniałem od chwili jak się w ogóle pojawił jeszcze długo przed „Solidarnością” i wiemy, że był bardzo skutecznym dowódcą oddziałów radzieckich, które likwidowały polską partyzantkę niepodległościową w okolicach Wilna. I tam wsławił się jako agent radziecki działający przeciwko niepodległości”.

Aż strach pomyśleć, czego o Jaruzelskim dowiemy się jeszcze w przyszłości. Może, że walczył po stronie niemieckiej pod Stalingradem, broniąc cywilizacji zachodniej przed dziczą azjatycką, ale zdradził i przeszedł na stronę sowieckiego wroga? W świecie, w którym rządzą „zasady” rodem z Tworek, wszystko jest możliwe.

Jednocześnie na wPolityce.pl cieszą się, bo „zaledwie” po 40 latach absolutnie jednostronnej propagandy, sondaż Social Changes na ich własne zlecenie wykazał, że:

– „Decyzję Jaruzelskiego poparło 27 proc. badanych. Co ważne, zaledwie 6 proc. odpowiedziało, że ocenia ją ‘zdecydowanie pozytywnie’. Wprowadzenie stanu wojennego krytycznie oceniła niemal połowa – 47 proc. badanych; 25 proc. wybrało odpowiedź ‘zdecydowanie negatywnie’. 26 proc. badanych nie ma zdania w tej sprawie”.

Jest jednak małe „ale”. Oto, co mówi sondaż CBOS na ten sam temat: „Na początku trzeciej dekady XXI wieku, po czterdziestu latach od tego wydarzenia, opinie Polaków się odwróciły – nieco większy jest odsetek osób uznających, że wprowadzenie stanu wojennego było nieuzasadnione i błędne (37 proc.), niż uważających, że w ówczesnej sytuacji politycznej było to posunięcie słuszne (33 proc). 30 proc. respondentów odpowiedziało: ‘trudno powiedzieć’. Wśród młodszych respondentów poniżej 35 roku życia wyraźnie dominuje przekonanie, że stan wojenny był niesłusznie wprowadzony. Taka opinia przeważa również w grupie o dekadę starszej, od 35 do 44 roku życia, czyli wśród badanych urodzonych niedługo przed lub kilka lat po wprowadzeniu stanu wojennego, między 1976 a 1986 rokiem (38 proc.)”.

Czyli negatywne oceny dominują wśród ludzi, którzy wiedzę o stanie wojennym odebrali prawie wyłącznie z czarnej propagandy (za mali, by mieć własne wspomnienia, lub urodzeni po stanie wojennym). Dodatkowo badanie CBOS wykazało, że niespełna połowa Polaków pamięta datę wprowadzenia stanu wojennego (47%), a 19% w ogóle jej nie zna! W związku z tym należy uznać entuzjazm wPolityce za przedwczesny.

I na zakończenie jeszcze jedno – prowincjonalny, łódzki wyraz prawdziwie chrześcijańskiego stosunku do wydarzenia historycznego i jego uczestników. Zaproszenie Republikańskiego Klubu Dyskusyjnego w Łodzi na spotkanie z dawnym przywódca łódzkiej Solidarności Andrzejem Słowikiem. Spójrzmy:

„O ponurych i podłych czasach komuny, zdrajcach sprzedających Polskę sowieckiej swołoczy, o Jaruzelskim, Kiszczaku, Wałęsie, Geremku i Mazowieckim porozmawiam z Andrzejem Słowikiem, legendą Solidarności, bohaterem opozycji antykomunistycznej.  Spotkamy się w przeddzień haniebnej 40. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego przez moskiewskiego zbrodniarza, którego doczesne szczątki jeszcze są na Powązkach”.

Klub tworzą ludzie związani z Fundacją Życie (prezes zarządu Michał Owczarski, zapraszający na spotkanie). Fundacja jest polecana na łamach katolickiego tygodnika „Niedziela”, zaś spotkanie Klubu przez Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy o. w Łodzi. Wydaje się, że od ludzi działających w kręgu Kościoła Katolickiego i jego nauki tak radykalne stwierdzenia, których nie powstydziliby się jakobini, nie powinny były paść.

Niestety, Kościół, którzy wykazał się tak wielkim rozsądkiem w grudniu 1981 r., wzywając wiernych do spokoju, zezwala dziś, w swoim szeroko rozumianym kręgu wpływu na głoszenie poglądów nie tylko pełnych agresji i nienawiści, ale wręcz absurdalnych, jak wymienienie jednym tchem jako sowieckiej swołoczy Jaruzelskiego, Kiszczaka, Wałęsy, Geremka i Mazowieckiego, czy zapowiedź wyrzucenia Jaruzelskiego z grobu. O Generale już mówiliśmy. Do pozostałych możemy mieć różne, nawet poważne zastrzeżenia, ale sugerowanie, że wszyscy oni w 1981 r. byli na żołdzie moskiewskim i wspólnie działali na rzecz zniszczenia Solidarności, to przekracza granice zdrowego rozsądku i dobrego smaku.

Adam Śmiech

Myśl Polska, nr 1-2 (2-9.01.2022)

Redakcja