HistoriaRecenzjeMiędzy realizmem a kolaboracją

Redakcja1 miesiąc temu
Wspomoz Fundacje

Stowarzyszenie PAX – dzieło życia Bolesława Piaseckiego (1915-1979), największa organizacja katolików świeckich w Polsce Ludowej, zajmuje główne miejsce w zbiorze 16 artykułów profesora Tomasza Sikorskiego z Uniwersytetu Szczecińskiego, badacza tego zagadnienia*. Zawarty w tomie opis – wbrew  podtytułowi wskazującemu na lata 1956-1989 – faktycznie dotyczy całego okresu powojennego, od 1945 r. począwszy.

Nie licząc dwóch  tekstów wstępnych, w których mowa m.in. o ruchu katolików społecznie postępowych, składa się na to pięć odrębnych opracowań. Cztery z nich poświęcone są funkcjonowaniu organizacji w różnych okresach PRL: „Fronda. Rozłam w Stowarzyszeniu PAX w 1955 r.”, „Stowarzyszenie PAX wobec odwilży i polskiego Października 1956 r.”, „Siła rozwoju czy siła regresu? Stowarzyszenie PAX w latach 1970-1978”, „Ewolucja ideowo-polityczna Stowarzyszenia PAX w okresie pierwszych miesięcy karnawału Solidarności (sierpień-grudzień 1980 r.)”; określone cezury czasowe tych rozdziałów autor traktuje dość dowolnie, cofając się do wcześniejszych wydarzeń i wybiegając do późniejszych. W oddzielnym artykule Sikorski szkicuje pozorne sprzeczności drogi ideowej wodza „Falangi”, komendanta Konfederacji Narodu i założyciela PAX-u („Od radykalizmu narodowego do „ruchu nienazwanego”. Dwie wizje „tej samej” rewolucji w poglądach Bolesława Piaseckiego”).

Jak zaznaczono w przedmowie, poszczególne teksty tomu były już wcześniej publikowane w pracach zbiorowych i periodykach, niektóre jednak ukazują się po raz pierwszy. Brak przy artykułach adnotacji źródłowej powoduje, że informacja ta nie dociera do odbiorcy. Niestety, nie jest to jedyne uchybienie zasadom wydawniczym. Wyraźnie widać też, że ani autor, ani redakcja Wydawnictwa IPN nie zapanowały nad całością prezentowanej narracji, niezwykle chaotycznej, z ciągłymi zaburzeniami chronologii i powtarzaniem (niekiedy trzykrotnym) omawianych wątków, z cytatami włącznie (!). Na przykład do artykułu o stanowisku PAX-u w pierwszych miesiącach „Solidarności” Sikorski wplata bunt pokoleniowy w Stowarzyszeniu (s. 246-247), zreferowany już w poprzednim rozdziale (s. 236-238); listy wymienionych w obydwu miejscach osób różnią się wprawdzie kolejnością zapisu, ale mają wspólny błąd, bowiem w składzie grupy występuje Wojciech Janicki (rocznik 1933), który oczywiście był reprezentantem starszego pokolenia działaczy.

O braku panowania nad materiałem świadczą rozbieżne dane faktograficzne prezentowane w różnych partiach książki. Raz więc Sikorski stwierdza, że Stowarzyszenie PAX po wyborach w 1957 r. nie miało własnej reprezentacji w Sejmie PRL (s. 73), by następnie poprawić się, że „w popaździernikowym parlamencie” znalazł się tylko jeden członek PAX-u (s. 170). Najpierw podaje, że w 1956 r. w liczącym od 100 do 200 osób Zespole Stowarzyszenia wyższą formą organizacji było początkowo Rozszerzone Kierownictwo, a następnie Kolegium Funkcyjne, kolejnym zaś organem kilkudziesięcioosobowe Kierownictwo oraz kilkuosobowe wyodrębnione Kierownictwo Ogólne (s. 129-130). Później czytamy, że ścisłe kierownictwo stanowił Zespół Centralny Stowarzyszenia PAX, który w 1957 r. liczył 144 członków i kandydatów (s. 143). Jeszcze dalej autor pisze o pierwszym Zwyczajnym Walnym Zgromadzeniu Stowarzyszenia PAX w 1952 r., które powołało Zarząd i Komisję Rewizyjną (s. 145). Na szczęście jedno się zgadza: zawsze przewodniczącym był Piasecki.

Do tych przykładowo wymienionych niedociągnięć metodologicznych i redakcyjnych należy dodać zupełnie osobliwe – odbiegające od standardów – stosowanie przez autora przypisów. Rażące dla czytelnika są ich monstrualne rozmiary i nieproporcjonalna dominacja nad właściwym tekstem; nierzadko wypełniają niemal całą stronę tomu (vide ss. 32, 75, 93, 114, 122, 194, 242, 262, 263, 266, 283, 287, 395). Obiekcje budzi także konstrukcja przypisów, pozbawionych zazwyczaj wewnętrznej logiki, umiejscowionych nierzadko w oderwaniu od wskazywanych treści, podczas gdy często brak odnośników w miejscach tego wymagających. Poza jednym przypadkiem zabrakło przypisów biograficznych.

Generalnie tom wnosi niewiele do stanu wiedzy historycznej na temat Stowarzyszenia PAX, dość powierzchownie powielając przekaz podstawowych dla literatury przedmiotu pozycji Andrzeja Micewskiego („Współrządzić czy nie kłamać? PAX i Znak w Polsce 1945-1976”, Paryż 1978), Antoniego Dudka i Grzegorza Pytla („Bolesław Piasecki. Próba biografii politycznej”, Londyn 1990) oraz Ryszarda Skwarskiego („Za zieloną kurtyną. PAX lat 1975-1982”, Londyn 1990), które mimo upływu kilkudziesięciu lat zachowały swą wartość. Z bliżej nieznanych powodów autor pominął też część nowszych publikacji z tej dziedziny (w tym kilkanaście prac z tomów pokonferencyjnych IPN), mimo że bezpośrednio odnosiły się do poruszanych przez niego zagadnień i poszerzały dotychczasowe ustalenia badawcze. W niewielkim stopniu sięgnął także po Prymasowskie „Pro memoria” kard. Stefana Wyszyńskiego.

Na uwagę zasługuje źródłowe wykorzystywanie akt SB, aczkolwiek Sikorski posługuje się tymi specyficznymi materiałami w sposób nieporadny, selektywny i niezasługujący na zaufanie. M.in. opis sytuacji w PAX-ie lat 1955-1956 wzbogacają doniesienia agenturalne dwóch działaczy, przy czym TW „Malicki” – nie wiadomo dlaczego – występuje anonimowo jako jeden z najbardziej aktywnych i wpływowych agentów „na terenie katolickim” (s. 131) czy też jeden z najważniejszych informatorów z kręgu PAX-owskiego (s. 149). Personalia zaś TW „Pielecki”, innego ważnego współpracownika organów bezpieczeństwa, są podane (s. 132, 173), być może dlatego, że już wcześniej agenturalną tożsamość Jerzego Krasnowolskiego ujawnił Andrzej Friszke. Autor nie wahał się też poinformować, choć niezbyt dokładnie, o współpracy Ryszarda Reiffa z bezpieką (s. 242-243), natomiast w ogóle nie wspomniał o bliskich związkach z resortem Witolda Jankowskiego. Janusza Stefanowicza czy Macieja Wrzeszcza. Na postawione już kilkanaście lat temu pytanie o rolę i wpływ MSW na działalność Stowarzyszenia PAX i jego kierownictwa (w 1980 r. większość członków Prezydium stanowili tajni współpracownicy SB) Tomasz Sikorski nie dał żadnej odpowiedzi.

Okładkę tomu z trafnie dobranym tytułem „Węzeł gordyjski” zdobi podkolorowane zdjęcie Bolesława Piaseckiego. Propagując potrójne zaangażowanie: patriotyczne, socjalistyczne i katolickie oraz postulując wieloświatopoglądowość w PRL – według autora szkiców o PAX-ie – żył on iluzją, „liczył na to, że uda się z jednej strony namówić Kościół do opuszczenia okopów reakcyjnych, z drugiej – nawrócić marksistów na katolicyzm” (s. 318). Czy jednak te próby miały w ogóle szansę powodzenia? „Między realizmem politycznym a kolaboracją (serwilizmem, kapitulanctwem) była niewielka różnica, którą bardzo trudno uchwycić” (s. 10).

Z cytowanego przez Sikorskiego doniesienia tajnego agenta „Dr Agnia” z 1956 r. wynika, że w rozmowach towarzyskich w wąskim kręgu kierownictwa Stowarzyszenia PAX Piasecki miał mówić, że „socjalizm marksistowski w społeczeństwie polskim w szerokich jego masach na dłuższą metę się nie utrwali, ponieważ jest sprzeczny z psychiką Polaków, którzy w charakterze swoim mają głębokie poczucie własności prywatnej i nie lubią kolektywów” (s. 151). Jeśli więc przyjmiemy, że głoszone przez Piaseckiego hasła miały w istocie charakter wyłącznie taktyczny, obliczony na pozyskanie władzy komunistycznej, to w rezultacie lider PAX-u został tej władzy zakładnikiem, podczas gdy naród na hasło potrójnego zaangażowania odpowiedział tylko dwa razy tak: za Polską i Kościołem, a przeciw socjalizmowi i przyjaźni ze Związkiem Radzieckim, o którą aż do przesady zabiegał Piasecki.

Omawiany tutaj tom miał trzech recenzentów w randze doktorów habilitowanych (Rafał Łatka, Jarosław Rabiński i Paweł Skibiński) oraz dwie redaktorki i zarazem korektorki (Ewa Dulna-Rak i Katarzyna Ziębik). Mimo to książka zawiera całą masę błędów i nieścisłości, z których tylko niewielką część można sprostować w krótkiej recenzji.

I tak nazwy Stowarzyszenie PAX nie używano od 1947 (s. 142), lecz dopiero od 1952 r.;  w 1947, a nie w 1949 r. (s. 145) założona została natomiast Spółka Wydawnicza PAX, która w 1949 r. powołała Instytut Wydawniczy PAX, później zaś przejęła różne zakłady gospodarcze, w tym „Inco” i „Veritas”. W tych właśnie PAX-owskich zakładach, a nie tylko w Instytucie Wydawniczym PAX (s. 145) znaleźli zatrudnienie prześladowani w PRL żołnierze i działacze różnych formacji i orientacji. Przyznawana od 1948 r. Nagroda im. Włodzimierza Pietrzaka to wcale nie była „Nagroda Młodych” (s. 98); początkowo wręczano ją za osiągnięcia w dziedzinie nauki, literatury i publicystyki, a kategoria młodych pojawiła się w 1949 r. Koło Społecznie Postępowe Studentów KUL powstało w 1952, a nie w 1950 r. (s. 144). Zakładanie kółek rolniczych („kółek wiejskich”) przy spółdzielniach produkcyjnych było całkiem innym przedsięwzięciem (gospodarczym, a nie kulturalnym) niż uruchomienie redakcyjnej sieci klubów filmowych (s. 98, 227).

Wprawdzie Jan Dobraczyński przyjaźnił się z Piaseckim i sympatyzował z PAX-em, jednak nigdy nie był członkiem ani tym bardziej „starszym działaczem” (s. 247) czy „weteranem” Stowarzyszenia (s. 249). W 1976 r. liczba członków Prezydium miała się zwiększyć z 12 do 15, jednak w podanym przez autora składzie figuruje jedynie 11 (s. 233) bądź 12 osób (s. 241). Jan Król nie kierował Wydziałem Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, którego w 1974 r. nie było, lecz Centralnym Ośrodkiem Szkolenia Kadr; sympozja COSK-u odbywały się w Halinie, a nie w Halinowie (s. 246). Piotr Gołębiewski w 1980 r. nie był członkiem „zarządu młodzieżówki” (s. 254, tamże błąd w nazwisku). Do PAX-u nie należeli ani Józef Kossecki (s. 237), od 1974 r. członek PZPR, ani działacz opozycji antykomunistycznej Kazimierz Świtoń (s. 254).

Piasecki nie mógł „za przyzwoleniem władz praktycznie już od stycznia 1945 r.” dyskutować „z wysłannikiem władz mjr. Jerzym Borejszą” (s. 312), bo do lipca 1945 r. przebywał w więzieniu. Reiff uciekał z sowieckiego łagru jeden raz, a nie dwa (s. 242). Jego koncepcja wielkiej koalicji (Kościół, PZPR, „Solidarność”) została przedstawiona w wystąpieniu sejmowym 24 września, a nie 25 listopada 1981 r. (s. 262), a odpowiedzią władz PRL na ten projekt polityczny było wprowadzenie stanu wojennego, przeciw czemu Reiff wystąpił jako jedyny członek Rady Państwa.

Twierdzenie więc, jakoby w Stowarzyszeniu PAX „kontynuowano do 1989 r. koncepcję wielkiej koalicji [sic!], czyli nowej doktryny porozumienia opartego na mediacji, szukaniu wspólnych pól władzy, Kościoła i narodu” (s. 76-77), nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, bowiem nowe kierownictwo PAX-u z Zenonem Komenderem na czele odżegnało się od idei Reiffa, przystępując do czystki we własnych szeregach i wchodząc następnie do prorządowego PRON-u, by tkwić w tej fasadowej strukturze aż do końca PRL. Wsparcie dla „Solidarności” w latach 1980-1981 było dziełem całej organizacji, zarówno centrali jak i ogniw terenowych, nie zaś tylko „niektórych działaczy Stowarzyszenia” i oddziałów (s. 145); warto dodać, że za działalność w „Solidarności” internowano kilkudziesięciu przedstawicieli PAX-u.

Wiele błędnych informacji odnosi się do prasy środowiska. Pierwsze oddziały „Słowa Powszechnego” powstały w 1947 r. gdzie indziej niż to wymieniono (s. 143-144), nieścisłe są też dane dotyczące obsady personalnej, siedziby redakcji i drukarni (s. 146). M.in. pierwszym zastępcą redaktora naczelnego był pominięty przez autora Witold Bieńkowski, a redakcja od 1949 aż do zamknięcia gazety w 1997 r. mieściła się w gmachu centrali PAX-u przy ul. Mokotowskiej 43; władze nigdy nie zgodziły się na budowę przez Stowarzyszenie własnej drukarni. Grupa dziennikarzy, która w latach 1956-1957 opuściła „Słowo Powszechne”, wcale nie była duża (s. 146); Zdzisław Łączkowski nie był wówczas „szefem działu religijnego” (s. 150).

Tomasz Sikorski zapomina, że prasa w PRL podlegała cenzurze państwowej. Dziwi się, że w okresie odwilży „nieśmiało wzięto udział w debacie na temat Polskiego Państwa Podziemnego i roli Armii Krajowej” (s. 151), ale tę niesprawiedliwą ocenę później koryguje, podkreślając, że od jesieni 1955 r. następowało przywracanie pamięci „o wydarzeniach i bohaterach wymazywanych z historii, a najczęściej zwyczajnie zakłamywanych przez władze komunistyczne” (s. 155). Nieprawdziwe są stwierdzenia, jakoby w 1966 r. „zamieszczano homilie Prymasa Tysiąclecia, szczegółowe reportaże z obchodów milenijnych” (s. 94), bowiem w całym tym roku w prasie PRL nie opublikowano żadnego z kilkuset kazań kard. Stefana Wyszyńskiego (nawet w „Tygodniku Powszechnym”), a w „Słowie Powszechnym” nie ukazało się nawet jedno ich streszczenie, nie wolno też było drukować jakichkolwiek podobizn Prymasa.

Kolejna uwaga autora, że w czerwcu 1976 r. „brutalne działania milicji i ZOMO w Ursusie i Radomiu całkowicie przemilczano” (s. 235), również świadczy o nieznajomości realiów funkcjonowania mediów w PRL. Podczas strajków w sierpniu 1980 r. (s. 250) doszło natomiast do bezprecedensowej sytuacji, ponieważ władze  najpierw przekazały za pośrednictwem PAP okrojoną wersję homilii Prymasa, a po dwóch dniach zgodziły się na publikację pełnego tekstu w „Słowie Powszechnym”. Wśród pism codziennych w kraju gazeta Stowarzyszenia PAX zajmowała pierwsze miejsce pod względem liczby ingerencji cenzury, a w okresie „Solidarności” należała do najlepszych i najbardziej wiarygodnych dzienników w Polsce, dlatego opinia, jakoby w latach 1980-1981 ton publicystyki „Słowa Powszechnego” „był mniej serwilistyczny wobec władz, niż było wcześniej” (s. 76), nie zasługuje na poważne potraktowanie.

Jest rzeczą zaskakującą, że autor szkiców o PAX-ie zignorował wielką rolę w odkłamywaniu dziejów II wojny światowej odgrywaną przez tygodnik „WTK”, na którym wychowały się również zastępy historyków. Sikorski ma z tym tytułem kłopoty, gdyż chyba ani razu nie przytacza jego poprawnej nazwy (m.in. na ss. 126, 129, 146, 171). Przypomnieć więc trzeba, że pismo zaczęło wychodzić w 1953 r. jako „Wrocławski Tygodnik Katolicki”, w 1957 r. zmieniło nazwę na „Wrocławski Tygodnik Katolików”, a w 1958 r. przeniosło się do Warszawy, otrzymując profil ogólnopolski. Pojawiło się wówczas duże logo tytułowe w postaci skrótu WTK. Nazwę „WTK” wprowadzono do obiegu mimo braku zgody władz na zmianę tytułu, dodając jedynie niezbyt eksponowany podtytuł „Wrocławski Tygodnik Katolików”, z którego w 1962 r. usunięto pierwszy człon; nazwa „WTK” z podtytułem „Tygodnik Katolików” funkcjonowała do likwidacji pisma w stanie wojennym.

Zamieszczony na końcu książki indeks osób jest niekompletny, nie uwzględniono bowiem kryptonimów tajnych współpracowników; hasło Przetakiewicz Zygmunt Maria obejmuje dwie osoby – ojca i syna. Niewątpliwie walorem tomu są niepublikowane dotąd fotografie archiwalne proweniencji PAX-owskiej pochodzące ze zbiorów Jana Engelgarda.

Andrzej W. Kaczorowski

*Tomasz Sikorski, „Węzeł gordyjski. Katolicy świeccy w PRL (1956-1989)”, Warszawa 2021

Myśl Polska, nr 51-52 (19-26.12.2021)

Redakcja