Przyjaciel opowiadał mi przed laty jak spotkał swojego byłego pracownika, który się przekwalifikował na grabarza. Spytał go jak mu się wiedzie. Grabarz odpowiedział, że bardzo dobrze. Ludzie mrą aż miło – podsumował.
Jeśli wówczas grabarze mieli się dobrze, to obecnie mają nieustanne żniwa. W zasadzie prawie codziennie umiera ktoś znajomy albo znajomy znajomego. Zastanawiam się jaki to ma wpływ na naszą mentalność. Czy z czasem będziemy obojętnieć na informacje, że kolejni znajomi nagle zmarli, czy też przerodzi się to w lęk. Myślę również o konsekwencjach takich masowych nastrojów dla życia politycznego. Niestety nie mam dobrych przeczuć.
Zbigniew Mirosław Osiński w książce o zbiorowych lękach Polaków w wiekach XVI i XVII rozróżnił strach od lęku. Główna różnica między tymi uczuciami polega na tym, że strach jest krótkotrwały, a lęk może trwać latami. Przyglądając się zachowaniom Polaków można już chyba mówić o lęku na skalę masową. Osiński opisuje jak różne lęki opanowywały Polaków i zwłaszcza w okresie największych klęsk w latach 1648 – 1672 wręcz katastrofalnie wpływały na stan państwa i społeczeństwa. Sądzę, że lęki, które obecnie zaczynają władać Polakami, będą mieć w przyszłości fatalny wpływ na możliwości rozwoju Polski w różnych wymiarach.
Od 1989 roku były trzy uczucia, które w skali masowej miały wpływ na kształt życia politycznego w Polsce. Na początku była to nadzieja pomieszana z frustracją. W drugiej połowie lat 90. frustracja już zdecydowanie wzięła górę nad nadzieją. Frustracja stała się w skali masowej największą siłą napędową w polityce. To pod jej wpływem ukształtował się zwyczaj udziału w wyborach na zasadzie głosowania przeciw komuś i czemuś, a nie za kimś i czymś.
Trzecim uczuciem była i jest satysfakcja. Najlepiej to widać na przykładzie ostatnich dwóch zwycięstw wyborczych PiS-u. Można je podsumować jako marsz od frustracji do satysfakcji. Satysfakcja to najogólniej mówiąc odczucia beneficjentów 500+. Ten mechanizm działa w oparciu wyłącznie o negatywne odczucia. Otóż do utrzymania satysfakcji przez pewne grupy niezbędna jest już nie frustracja, ale lęk. Obecnie to lęk zaczyna mieć największy wpływ na nastroje i reakcje Polaków. Obserwując działania rządu, ale i sił politycznych będących w opozycji, jak i różnych mediów wobec epidemii koronawirusa, dochodzę do wniosku, że jest to konsekwentne nasączanie umysłów Polaków lękiem. Takie działania muszą prowadzić do paraliżowania samodzielnego myślenia, uzależniać od decyzji państwowych instytucji i wymuszać podporządkowanie. Na poziomie relacji międzyludzkich ten lęk niszczy zaufanie, rozbija więzi społeczne i ułatwia wywoływanie konfliktów. Ukoronowaniem tego może być prawna i instytucjonalna dyskryminacja niezaszczepionych.
Trzeba też zauważyć, że lęk wyklucza frustrację. Lęk obezwładnia i odbiera chęć działania. Frustracja może pobudzać do działania i to działania pozytywnego, twórczego. Tę część swoich przemyśleń podsumuję trafnym cytatem z książki Osińskiego: „Lęk w małych dawkach może mobilizować, ale zbyt silny i długotrwały – degeneruje ludzi i narody”.
Zatem co robić, by lęk nie degenerował nas jako narodu? Nie mam na to teraz zadowalającej odpowiedzi. Zastanawiam się jak i kiedy lęk może zastąpić frustracja, która doprowadzi do politycznej zmiany. Tylko, że główne siły polityczne, którą mogą się zamienić u sterów rządzenia Polską świadomie lub nie w jednakowym stopniu zainteresowane są utrzymywaniem się lęku. Najlepiej byłoby, gdyby udało się wskrzesić nadzieję nawet nie na miarę tej z początku lat dziewięćdziesiątych. Obawiam się jednak, że realia polskiego życia politycznego są takie, że spośród frustracji, satysfakcji i lęku nadzieja ma najmniejsze szanse.
Andrzej Szlęzak



