FelietonyLęk wygrywa z nadzieją

Redakcja4 lata temu
Wspomoz Fundacje

Przyjaciel opowiadał mi przed laty jak spotkał swojego byłego pracownika, który się przekwalifikował na grabarza. Spytał go jak mu się wiedzie. Grabarz odpowiedział, że bardzo dobrze. Ludzie mrą aż miło – podsumował.

Jeśli wówczas grabarze mieli się dobrze, to obecnie mają nieustanne żniwa. W zasadzie prawie codziennie umiera ktoś znajomy albo znajomy znajomego. Zastanawiam się jaki to ma wpływ na naszą mentalność. Czy z czasem będziemy obojętnieć na informacje, że kolejni znajomi nagle zmarli, czy też przerodzi się to w lęk. Myślę również o konsekwencjach takich masowych nastrojów dla życia politycznego. Niestety nie mam dobrych przeczuć.

Zbigniew Mirosław Osiński w książce o zbiorowych lękach Polaków w wiekach XVI i XVII rozróżnił strach od lęku. Główna różnica między tymi uczuciami polega na tym, że strach jest krótkotrwały, a lęk może trwać latami. Przyglądając się zachowaniom Polaków można już chyba mówić o lęku na skalę masową. Osiński opisuje jak różne lęki opanowywały Polaków i zwłaszcza w okresie największych klęsk w latach 1648 – 1672 wręcz katastrofalnie wpływały na stan państwa i społeczeństwa. Sądzę, że lęki, które obecnie zaczynają władać Polakami, będą mieć w przyszłości fatalny wpływ na możliwości rozwoju Polski w różnych wymiarach.

Od 1989 roku były trzy uczucia, które w skali masowej miały wpływ na kształt życia politycznego w Polsce. Na początku była to nadzieja pomieszana z frustracją. W drugiej połowie lat 90. frustracja już zdecydowanie wzięła górę nad nadzieją. Frustracja stała się w skali masowej największą siłą napędową w polityce. To pod jej wpływem ukształtował się zwyczaj udziału w wyborach na zasadzie głosowania przeciw komuś i czemuś, a nie za kimś i czymś.

Trzecim uczuciem była i jest satysfakcja. Najlepiej to widać na przykładzie ostatnich dwóch zwycięstw wyborczych PiS-u. Można je podsumować jako marsz od frustracji do satysfakcji. Satysfakcja to najogólniej mówiąc odczucia beneficjentów 500+. Ten mechanizm działa w oparciu wyłącznie o negatywne odczucia. Otóż do utrzymania satysfakcji przez pewne grupy niezbędna jest już nie frustracja, ale lęk. Obecnie to lęk zaczyna mieć największy wpływ na nastroje i reakcje Polaków. Obserwując działania rządu, ale i sił politycznych będących w opozycji, jak i różnych mediów wobec epidemii koronawirusa, dochodzę do wniosku, że jest to konsekwentne nasączanie umysłów Polaków lękiem. Takie działania muszą prowadzić do paraliżowania samodzielnego myślenia, uzależniać od decyzji państwowych instytucji i wymuszać podporządkowanie. Na poziomie relacji międzyludzkich ten lęk niszczy zaufanie, rozbija więzi społeczne i ułatwia wywoływanie konfliktów. Ukoronowaniem tego może być prawna i instytucjonalna dyskryminacja niezaszczepionych.

Trzeba też zauważyć, że lęk wyklucza frustrację. Lęk obezwładnia i odbiera chęć działania. Frustracja może pobudzać do działania i to działania pozytywnego, twórczego. Tę część swoich przemyśleń podsumuję trafnym cytatem z książki Osińskiego: „Lęk w małych dawkach może mobilizować, ale zbyt silny i długotrwały – degeneruje ludzi i narody”.

Zatem co robić, by lęk nie degenerował nas jako narodu? Nie mam na to teraz zadowalającej odpowiedzi. Zastanawiam się jak i kiedy lęk może zastąpić frustracja, która doprowadzi do politycznej zmiany. Tylko, że główne siły polityczne, którą mogą się zamienić u sterów rządzenia Polską świadomie lub nie w jednakowym stopniu zainteresowane są utrzymywaniem się lęku. Najlepiej byłoby, gdyby udało się wskrzesić nadzieję nawet nie na miarę tej z początku lat dziewięćdziesiątych. Obawiam się jednak, że realia polskiego życia politycznego są takie, że spośród frustracji, satysfakcji i lęku nadzieja ma najmniejsze szanse.

Andrzej Szlęzak

 

Redakcja