PublicystykaŚwiatManifest z Ventotene (1)

Redakcja1 miesiąc temu
Wspomoz Fundacje

„Dziś otwarcie się przyznaje, że budowane są Stany Zjednoczone Europy, a przywództwo sprawuje kilka najsilniejszych państw. Reszta ma słuchać i się podporządkować. Grupa wielkich, trzymająca władzę, sprawuje ją za pomocą zhierarchizowanej, upolitycznionej Komisji. I ona, i inne instytucje unijne zostały zawłaszczone, uprowadzone przez europejskie mocarstwa” – powiedział Jacek Saryusz-Wolski, poseł do Parlamentu Europejskiego w wywiadzie opublikowanym na łamach tygodnika „Sieci”.

Dalej stwierdził:

– „To przejmowanie władzy nad resztą przez kilka państw i kilka wybranych nurtów politycznych. Kosztem uszczuplenia lub wręcz likwidacji realnie działającej wspólnoty suwerennych państw i mechanizmów demokracji”.

– „Brytyjczycy wyszli z UE, oczywiście m.in. także ze względu na ustrojowe uzurpacje Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W końcówce opinia publiczna w tamtej debacie koncentrowała się na kwestiach migracyjnych, one także były dla Londynu ważne, podobnie niemożność zablokowania wyboru Junckera na przewodniczącego Komisji, ale w gruncie rzeczy przeważyły kształt i ewolucja ustroju UE. Brytyjczycy czuli się wypychani, kiedy inni – naginając traktaty – przejmowali coraz więcej władzy. Stała się w efekcie rzecz zła, brexit, który dramatycznie osłabił Unię, zmienił w niej układ sił, naruszył równowagę polityczną i instytucjonalną, a nam, Polsce, bardzo zaszkodził”.

– „Nie ma kraju bardziej niż Polska obiektywnie zainteresowanego, by prawdziwa Unia, rozumiana jako pokojowa wspólnota, trwała. Gdyby jej nie było, to my, ze względu na nasze miejsce na mapie i naszą historię, byśmy ją wymyślili. (…) Pierwowzorem takiej wspólnoty była unia lubelska, o czym mówił nasz Ojciec Święty. Dziś integracja europejska, która wyrosła z chrześcijańskich korzeni i motywacji i która była wielkim darem dla naszego kontynentu, jest niszczona przez Niemcy, na spółkę z Francją i akolitami typu Holandia, Belgia”.

Nie ulega wątpliwości, że od lat następują poważne przemiany ustrojowe Unii Europejskiej, które wbrew literze traktatów europejskich prowadzą do jej federalizacji. Docelowo z ograniczeniem roli państw narodowych, a nawet ich likwidacją. Poważna dyskusja na ten temat jest tłumiona przez tzw. media głównego nurtu. Każdego kto próbuje taką dyskusję podjąć media te stygmatyzują jako wroga integracji europejskiej, który chce wyprowadzić Polskę z UE. Dlatego obecny kryzys w stosunkach Polska-UE i takie wypowiedzi jak ta powyżej, autorstwa Jacka Saryusz-Wolskiego, uruchomiły histerię mediów głównego nurtu, które niemal codziennie alarmują, że PiS chce podobno wyprowadzić Polskę z UE. „Polexit”, „PiS-exit” – straszą te media, żerując na fakcie, że 80% obywateli polskich opowiada się za członkostwem w UE i odwracając w ten sposób uwagę opinii publicznej od meritum sprawy.

A to meritum wygląda tak jak to opisał powyżej Jacek Saryusz-Wolski – próbuje się odgórnie wymusić federalizację i unifikację ideologiczno-prawną UE oraz pacyfikuje potencjalnych tego przeciwników. Takie jest właśnie podłoże konfliktu rząd polski – Komisja Europejska.

Dlaczego tak się stało? Dlaczego integracja europejska poszła w takim kierunku? (Przed czym zresztą ostrzegano w różnych kręgach już 20, a nawet więcej lat temu). Żeby to zrozumieć trzeba się cofnąć do tzw. manifestu z Ventotene – czyli dokumentu zatytułowanego „O wolną i Zjednoczona Europę”, który sporządzili w czerwcu 1941 r. Altiero Spinelli i Ernesto Rossi podczas internowania na wyspie Ventotene i ogłosili trzy lata później. Ventotene to gmina we Włoszech, w regionie Lacjum, w prowincji Latina. Gmina ta obejmuje m.in. wyspę pochodzenia wulkanicznego o tej samej nazwie, znaną w starożytności pod nazwą Pandataria lub Pandateria. To właśnie na tej wyspie w okresie faszystowskich rządów Mussoliniego znajdował się obóz internowania jego przeciwników politycznych, w którym więzieni byli Spinelli i Rossi.

Odwoływanie się do manifestu z Ventotene, jako genezy obecnych tendencji federalistycznych UE, nie jest z mojej strony bynajmniej przejawem głoszenia jakiejś teorii spiskowej. W 2017 r. Komisja Europejska opublikowała „Białą Księgę w sprawie przyszłości Unii Europejskiej”. W dokumencie tym to właśnie manifest z Ventotene został wymieniony jako jedyny fundament ideowy Unii Europejskiej. Nie wymieniono tam ani traktatu paryskiego z 18 kwietnia 1951 r. (ustanawiającego Europejską Wspólnotę Węgla i Stali), ani traktatów rzymskich z 25 marca 1957 r. (ustanawiających EWG), ani traktatu z Maastricht z 7 lutego 1992 r. (ustanawiającego UE), ani traktatu nicejskiego z 26 lutego 2001 r., którym skuszono Polskę do wstąpienia do UE, ani traktatu lizbońskiego z 13 grudnia 2007 r., będącego poważnym krokiem w kierunku eurofederalizmu Odwołano się wyłącznie do manifestu z Ventotene – czyli twórczości trockisty (marksisty ortodoksyjnego) Altiero Spinellego i wojującego ateisty Ernesto Rossiego.

Dlatego właśnie tzw. manifest z Ventotene wymaga dokładnego przeanalizowania. Tylko w ten sposób będziemy bliżej zrozumienia do czego zmierza odwołująca się do niego oficjalnie od 2017 r. biurokracja brukselska. Analizy tej dokonali autorzy (Tymoteusz Zych – red., Jacek Bartyzel, Konrad Dyda, Filip Ludwin, Dobromir Sośnierz, Bartosz Zalewski) publikacji pt. „Altiero Spinelli – Ernesto Rossi. Manifest z Ventotene wraz z przedmową E. Colorniego. Tekst – Tłumaczenie – Komentarz”, wydanej w 2019 r. w Brukseli przez Fundację Ośrodek Analiz Prawnych, Gospodarczych i Społecznych im. Hipolita Cegielskiego (80 stron). Będę się opierał wyłącznie na tej publikacji, gdyż jest to jedyna taka analiza w języku polskim, a nie wiem czy dotąd powstały analizy historyczno-doktrynalno-ustrojowe manifestu z Ventotene w innych językach i innych autorów.

Już we wstępie wspomnianej publikacji Dobromir Sośnierz tak pisze o manifeście z Ventotene: „A o co chodzi w tym całym Manifeście ? No cóż, nie zawsze wiadomo, bo dokument po wszystkich autorskich przeróbkach jest trochę niespójny i to co w nim uderza na pierwszy rzut oka, to przede wszystkim ideowy eklektyzm. Niby marksizm, a jednak bez rewolucji, niby demokracja, a jednak dyktatura, niby komunizm, a jednak własność prywatna…”

No cóż, zaczyna się ciekawie. Dalej Sośnierz pisze: „To co jest jednak wyraźne, to wrogość wobec idei państw narodowych. Zniesienie podziału Europy ma być według Manifestu receptą właściwie na wszystkie bolączki, na czele w widmem wojny między państwami, które z natury do takiego konfliktu dążą i bez zjednoczenia są na niego skazane. Co więcej, zjednoczenie Europy jest tylko półśrodkiem. Bo zjednoczona Europa nadal mogłaby się przecież pokłócić na śmierć ze zjednoczoną Azją, a to raczej nie byłoby dla nas dobrym pomysłem. Więc dopiero rząd światowy może zaradzić temu problemowi, przynajmniej do czasu odkrycia życia na innych planetach… Co bardzo razi w Manifeście, to niefrasobliwa powierzchowność wywodów, ignorujących wszelkie ostrzeżenia które niewypowiedziane kłębią się między wierszami tak intensywnie, że autorzy bali się tam zajrzeć z obawy, że coś wrednego boleśnie ich ugryzie. Bo przecież opowiadając o tym, jak zjednoczenie Włoch czy Niemiec doprowadziło do dwóch krwawych wojen, aż się proszą o pytanie, do jakiej wojny może doprowadzić zjednoczona Europa. O ile potyczki małych księstw niemieckich nie należały wcale do bezkrwawych, to jednak pozostawały niegroźne dla stabilności kontynentu i egzystencji krajów sąsiednich, a zjednoczone Niemcy w ciągu 40 lat podniosły problem na wyższy poziom. Skąd więc niewzruszone przekonanie, że zjednoczona Europa będzie zawsze miłującym pokój imperium (…). To prawda, że docelowy rząd światowy już nie będzie miał komu wypowiedzieć wojny, ale etapy pośrednie mogą się przecież okazać bardziej niebezpieczne niż problemy, którym mają zaradzić”.

Następnie Sośnierz stwierdza: „Kolejne zagrożenie, które Spinelli z Rossim zupełnie ignorują, to tyrania wewnątrz utopijnego superpaństwa. Im dalej jest do granicy, tym trudniej uciec spod władzy despotycznego rządu – a nic w Manifeście nie przemawia za tym, że zjednoczona Europa miałaby być w jakiś cudowny sposób zaimpregnowana na despotyzm. Jeśli wystarczy się przeprowadzić 10 km dalej, żeby w sąsiednim księstwie zapłacić niższe podatki albo korzystać z nieocenzurowanego internetu, to konkurencja wymusi łagodne traktowanie poddanych, nawet w sytuacji pewnych deficytów demokracji. A ostateczny rząd światowy nie będzie się już musiał martwić żadną konkurencją. Czy to na pewno bezpieczniejsza wizja dla obywateli? To co jednak chyba najbardziej zaskakuje, to że Manifest nie kryje się z antydemokratyzmem i że UE, która sztukę deklinacji słowa »demokracja« opanowała w stopniu nie mającym sobie równych w całym cywilizowanym świecie, nie miała jakoś kłopotu, żeby na kolanach pielgrzymować (na kolanach swoich najznakomitszych przedstawicieli) do grobu autora, żeby wyciąć go z tektury i postawić na honorowym miejscu i żeby powiesić jego nazwisko nad drzwiami…”

We wprowadzeniu do tekstu manifestu z Ventotene dr Tymoteusz Zych zauważył, że Spinelli i Rossi „widzieli w fakcie istnienia państwa narodowego źródło najważniejszych problemów swoich czasów – totalitaryzmu i militaryzmu”, a co za tym idzie tragedii drugiej wojny światowej. I tutaj muszę dodać od siebie, że Spinelli i Rossi – tak jak i inni poszukiwacze złotego środka zbawienia ludzkości – zaprezentowali tym samym uproszczoną wizję rzeczywistości, czyli wyszli z fałszywej przesłanki. Mogli zatem dojść tylko do fałszywej konkluzji. Świat jest bowiem skomplikowany w stopniu przekraczającym wszelkie wyobrażenia różnej maści doktrynerów, a jego problemów nie można sprowadzić do faktu np. istnienia państw narodowych (wrogich klas społecznych, sprzeczności rozwojowych etc.). Spinelli i Rossi nie znaleźli żadnego złotego środka uszczęśliwienia ludzkości. Wdepnęli w te same koleiny utopii, tylko z innej strony, w jakie przed nimi weszło wielu znanych ideologów lewicowych i prawicowych, których nazwisk nie trzeba wymieniać. Koleiny utopii stworzenia wspaniałego świata.

W doktrynerstwie Spinellego i Rossiego brakuje – jak zauważa Tymoteusz Zych – „głębszej refleksji nad rzeczywistymi, dużo głębszymi przyczynami tych zjawisk czy nawet oczywistymi intelektualnymi podobieństwami pozornie bardzo różnych totalitarnych ideologii. Nawet, gdy w manifeście mowa o Związku Sowieckim, okazuje się, że to kraj, który jedynie realizuje swoje »interesy narodowe«. Na szczególne potępienie zasługuje fakt, że Sowieci »instrumentalizują komunistów«. Ten uproszczony obraz rzeczywistości prowadzi do przekonania, że wraz z likwidacją suwerennego państwa narodowego niczym za pociągnięciem czarodziejskiej różdżki znikną podstawowe problemy nowoczesnej cywilizacji”.

Dokładnie tak samo jak miały zniknąć dzięki likwidacji „antagonistycznych klas społecznych” u Lenina i Stalina, „mniej wartościowych narodów” u Rosenberga i Hitlera etc. To jest ten sam sposób myślenia, tylko inna utopia. Tym razem jako środek do prowadzący do idealnego świata proponuje się nie walkę klas, ale walkę z państwem narodowym i wszystkim co go konstytuuje – tradycyjną kulturą, świadomością historyczną, religią – czego jesteśmy przecież świadkami.

W wywodach Spinellego i Rossiego widać wpływy zwulgaryzowanego trockizmu i marksizmu. Jak pisze T. Zych: „Nie ma znaczenia, jeżeli ich przekonania nie odpowiadają rzeczywistym przekonaniom obywateli – zdaniem Spinellego i Rossiego masy ludowe »pragną przywództwa, a nie plebiscytów«. Paternalistycznie dodają, że »społeczeństwo ma co prawda podstawowe potrzeby, które musi zaspokoić, ale nie umie określić dokładnie, czego chce i co powinno robić«. »Prawdziwą demokrację« ma stworzyć dopiero »dyktatura partii rewolucyjnej« [brzmi znajomo? – BP]. Nie przeszkadza to Spinellemu i Rossiemu zapewniać, że »reżim rewolucyjny« nie »stanie się nowym despotyzmem« [Lenin też tak twierdził – BP]. Autorzy Manifestu zarysowują strategię, która ma pozwolić na wdrożenie ich ideologii. Aby zakładane cele mogły zostać skutecznie zrealizowane, musi powstać szeroka koalicja obejmująca przedstawicieli różnych odległych sobie sił politycznych [coś w rodzaju nowego Frontu Ludowego – BP], a izolująca jedynie »reakcjonistów« wyraźnie opowiadających się po stronie państwa narodowego. Wkrótce po wydaniu Manifestu jego autorzy zaczęli precyzować konkretne rozwiązania, które ich zdaniem cementowałyby »europejską federację« – wspólny rząd, bezpośrednio wybieraną reprezentację parlamentarną, wspólną walutę i siły zbrojne”.

Bohdan Piętka

Fot. European Parliament

Myśl Polska, nr 43-44 (24-31.10.2021)

Redakcja