Ziemie zachodnieTablice pamięci

Redakcja3 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Znany regionalista dolnośląski Bronisław MJ Kamiński, coraz to zaskakuje społeczności lokalne niezwykłymi pomysłami. Zresztą jedno tylko określenie tej zacnej osoby mianem „regionalista” nie odzwierciedla całego spectrum cech, właściwości, umiejętności i talentów nietuzinkowej postaci jaką jest Bronisław MJ Kamiński.

Ja poznałem Go przed wielu laty, jako opromienionego  sławą absolwenta Uniwersytetu Jagiellońskiego młodego nauczyciela historii, wkraczającego w świat legnickiej Bohemy i elitarnej kadry pedagogicznej ogromadzonej wokół Franciszka Pałki, dyrektora I Liceum Ogólnokształcącego im. Henryka Pobożnego. Miałem zaszczyt być uczniem tejże szkoły, prawdopodobnie wówczas (lata 60-te) najlepszego liceum w Legnicy plasującego się w czołówce Dolnego Śląska, a nawet krajowej, jeśli idzie o ten typ szkół średnich.

Mogę z czystym sumieniem napisać, że na pewno uczyli mnie historii najlepsi nauczyciele tego przedmiotu jakich w życiu spotkałem. Byli to: śp. mgr Czesław Kowalak pochodzący z Wielkopolski i mgr Bronisław MJ Kamiński – Kresowianin z „krwi i kości”, którego wsią rodzinną był Wicyń w Ziemi Lwowskiej. W czasie serdecznych rozmów z aktualną dyrektor I LO (noszącego obecnie imię Tadeusza Kościuszki) mgr Haliną Tamiołą, przywołujemy wśród kilku innych zasłużonych pedagogów tej szkoły właśnie obydwu wspominanych nauczycieli historii, którzy zaznaczyli swoją niezwykłą aktywność intelektualną i społeczną w wielu innych  instytucjach i organizacjach. Mgr Czesław Kowalak był jednym z współorganizatorów szkół wyższych w Legnicy (Wyższa Szkoła Menadżerska i Wyższa Szkoła Medyczna), zaś Bronisław MJ Kamiński był „szefem” kilku instytucji, a ostatnią z nich było Muzeum Kultury Ludowej Pogórza Sudeckiego w Kudowie Zdroju.

Godzi się odnotować, że B. Kamiński zorganizował sieć „domowych muzeów” w regionie dolnośląskim. Natomiast swój najnowszy projekt autorski, swoją piękną ideę upamiętniania ludzi i wydarzeń z lat tuż powojennych na Ziemiach Odzyskanych zawarł B. Kamiński w artykule „Ściana pamięci w Lusinie i Konarach” zamieszczonym w 23 tomie periodyku „Dolny Śląsk”, wydawanym przez Dolnośląskie Towarzystwo Regionalne, któremu przewodzi wybitny regionalista i naukowiec wrocławski prof. Stefan Bednarek.

Wspomniany 23 tom wprawdzie poświęcony jest Odrze (pisałem o tym w jednym z poprzednich numerów Zielonego Sztandaru), ale zmieścił się tam artykuł B. Kamińskiego z przytoczonym wyżej tytułem. Czytamy w nim m.in.: „Jeżdżąc po wioskach dolnośląskich zauważa się to, czego nie ma. Wioski są do siebie podobne, przewaga dużych domów, wielkie walące się stare stodoły i obory, nie ma już bowiem snopków do gromadzenia w stodołach, kombajny zbierają i młócą, słoma nie jest potrzebna, bo w oborach nie ma zwierząt. Tamtej wsi sprzed 40-lat od strony stodoły i obory – już nie ma”.

Autor odnotowuje też pozytywy wsi dolnośląskich tj.: dobre drogi, zadbane i wprost artystyczne urządzone cmentarze, zrewitalizowane  kościoły i kapliczki. Ale dalej B. Kamiński pisze: „Jednak rzuca się w oczy brak tablic pamiątkowych w ważnych publicznych miejscach, na murach lub ścianach budynku. Mija 75 lat od przybycia tutaj i już czwarte pokolenie polskie gospodaruje tu po II wojnie światowej, a jakby tu nie było zmian po 1945 r., jakby nie było nikogo do upamiętnienia, ani dobrych nauczycieli, ani dobrych sołtysów ani duchów przeniesionych z dawnych Kresów, ani artystów ludowych, ani wydarzeń godnych zapisania trwale w kamieniu, metalu i rzeźbie. Nawet tragedii szarpiących serce – których nigdzie nie brakuje – nikt nie upamiętnia.”

  1. Kamiński słusznie upomina się o tablice upamiętniające ludzi, którzy w owych latach odegrali wyjątkową i zaszczytną rolę Pionierów, czyli tych którzy byli pierwsi, wyróżniających się aktywnością zawodową i społeczną. Rzeczywiście chodzi mu o dobrych nauczycieli, dobrych sołtysów, dobrych kapłanów, dobrych animatorów kultury, takich jak np. rolniczka ze wsi Jaczów k. Głogowa, która już w 1945 roku zorganizowała tam pierwszy polski obrzęd dożynkowy. Janina Mazur – obecnie wicestarosta Powiatu Legnickiego, która przez wiele lat była dyrektorem Szkoły Podstawowej w Bieniowicach k. Legnicy i nadała jej imię Ireny Kosmowskiej, całkowicie zasadnie podejmuje inicjatywę umieszczenia na budynku tej szkoły tablicy poświęconej Władysławowi Obertańcowi, organizatorowi i pierwszemu polskiemu kierownikowi tej placówki.

Mieczysław Kożuszko emerytowany nauczyciel z Malczyc – słynnej z radiowego komunikatu o stanie wód – miejscowości nad Odrą „odkrył”, że Tadeusz Gumiński, wielka postać życia intelektualnego i kulturalnego Legnicy (Honorowy Obywatel nr 1 tego miasta), pierwsze powojenne lata mieszkał właśnie w Malczycach. W tym kontekście zrodził się pomysł umieszczenia stosownej tablicy na malczyckim domu Tadeusza Gumińskiego. Tę ideę w rozmowie z Mieczysławem Kożuszko podchwycił skwapliwie, także pochodzący z Malczyc utalentowany dziennikarz i działacz społeczny, chlubiący się 25-letnim „stażem” w Ruchu Ludowym – Andrzej Niemiec. Byłem świadkiem narodzin tego pomysłu i znając od wielu lat obydwu zaangażowanych, twórczych i konsekwentnych w swoich działaniach społeczników,  jestem przekonany, że Mieczysław Kożuszko i Andrzej Niemiec złożonego sobie przyrzeczenia dotrzymają.

Przykładem godnego uczczenia pamięci dobrego nauczyciela i zarazem aktywnego organizatora szkolnictwa różnych szczebli (legnickie szkoły podstawowe, I LO im. H. Pobożnego, Wyższa Szkoła Medyczna) była decyzja rektora Wyższej Szkoły Medycznej dr. Ryszarda Pękały, o umieszczeniu na fasadzie budynku rektoratu tablicy ze stosowną inskrypcją zawierającą syntetyczną charakterystykę bogatej osobowości Czesława Kowalaka, będącego kanclerzem tej ugruntowującej swoją pozycję w Legnicy uczelni wyższej.

Z upamiętnieniem instytucjonalnym – tzn. podejmowanym przez instytucje lub organizacje w celu uczczenia osób, wydarzeń lub rocznic i jubileuszy nie jest może najgorzej. B. Kamińskiemu bardziej chodzi o utrwalenie pamięci o osobach zasłużonych, ale niesłusznie zapominanych lub celowo wymazanych z historii wiosek, miasteczek czy lokalnych społeczności. W swoim artykule B. Kamiński przywołuje taką oto sytuację:

„Gdy w jednej ze wsi zaproponowano w 2019 roku tablicę pamiątkową dla wybitnego nauczyciela, organizatora szkoły po 1945 r., do zainstalowania na budynku świetlicy wiejskiej i biblioteki, to padł sprzeciw: przecież to był komuch, on należał do partii i nie chodził do kościoła, a nieważne, że był dobrym nauczycielem, że zorganizował polską szkołę, że cementował nowopowstającą wspólnotę? Żenujący to przejaw IPN-owskiej „czujności”, która może zniweczyć najszlachetniejsze pomysły i motywacje. Takie sytuacje uczą młode pokolenia bezrefleksyjnego podejścia do dorobku poprzednich pokoleń i dewastują autorytety, bez których nie utrzyma się żaden ład społeczny i moralny. A wracając do sprawy tablic, idę tropem rozważań Bronisława Kamińskiego: „Może się jedynie marzyć, by jakiś wdzięczny uczeń lub rodzina tego nauczyciela wykonali na swoim własnym domu tablicę wdzięczności poświęconą takiemu nauczycielowi, jako tablicę całkowicie prywatną, do której nic nie ma żadna władza polityczna, samorządowa i jeszcze inna”.

Będąc zdegustowanym – jak się domyślam – brakiem wyobraźni i instynktu państwowego niektórych osób chcących uchodzić za strażników sumienia i poprawności politycznej, B. Kamiński stawia fundamentalne z punktu widzenia polskiej racji stanu pytanie: „Dokąd można zajść w kwestionowaniu legalizmu i historycznego znaczenia tworzenia się tutaj (Ziemie Odzyskane – przyp. mój) władz i instytucji państwowych polskich?” Od siebie dopowiem, że na pewno takie drogi prowadzą donikąd, zwłaszcza że w kwestionowaniu polskiej obecności na tych ziemiach szybko się znajdą nie bezinteresowni „sprzymierzeńcy”.

 

Wracając do tytułu omawianego artykułu spieszę wyjaśnić, że owe „ściany pamięci” to nowa formuła budowania i utrwalania pamięci zbiorowej danej wsi, parafii czy innej wspólnoty lokalnej. W konkretnym przypadku wiosek Lusiny i Konar to zebrane od mieszkańców wsi różne pamiątki, stare fotografie, dokumenty, obrazki, rzeźby i inne oryginalne przedmioty ulokowane na ścianach świetlicy. Warto dodać, że ludność Lusiny (gmina Udanin powiat Środa Śląska), wywodzi się w znakomitej większości z Kresów Wschodnich: z Ciemierzyniec i z Wycynia na Ziemi Lwowskiej. Mieszkańcy Ciemierzyniec dotkliwie odczuli ludobójcze działania UPA, podczas których prawie każda rodzina straciła bliskich bestialsko zamordowanych przez zaślepionych nienawiścią nacjonalistów ukraińskich. Ale na „ścianie pamięci” pokazano też udział Ciemierzyńczan w AK Obwodu Lwowskiego, czy też tamtejszych rzemieślników i artystów.

W swoistej recenzji tej wiejskiej ekspozycji w świetlicy w Lusinie, Bronisław Kamiński pisze: „Na starych fotografiach Ciemierzyniec widać piękno okolicy, nawiązywanie do długiej historii polskich rodzin od XIV wieku, kościół, cerkiew i wzmianki o wspólnej z Ukraińcami obronie przed Tatarami i Turkami, oraz znaczący rozwój pod gospodarskim okiem Grzegorza z Sanoka, arcybiskupa lwowskiego mieszkającego na zamku w sąsiednim Dunajowie.”

„Ściany pamięci” to nie jedyna formuła utrwalania i docierania do świadomości młodego pokolenia z przesłaniem o potrzebie dumy z własnych korzeni i troski o nie w wymiarze duchowym i materialnym. W realiach Dolnego Śląska bywa często styk pamięci tych, którzy przybyli tu ze Wschodu, z pamięcią tych którzy przed Nami byli gospodarzami tej ziemi. Na obecnym etapie rozwoju świadomości historycznej, zarówno po stronie polskiej jak też – mam taką nadzieję , że po niemieckiej, te dwa rodzaje pamięci nie muszą się wykluczać, nie muszą  się konfrontować, a mogą nawet się uzupełniać czy wzbogacać. Bo przecież wiadomo, że polskie Kresy Wschodnie już nie będą do Polski należały, tak jak pewne jest to, że Ziemie Odzyskane na stałe są nową Ojczyzną dla Kresowian, a dla ich potomków są już niezaprzeczalną i niepodważalną Ojcowizną.

Ale świadomość tych uwarunkowań nie powinna przekreślać obowiązku dbałości o ciągłość historii i jej potomków na ziemiach, których włodarze się zmienili wyrokiem historii. Pamiętam taki epizod, kiedy to uczestniczyłem w skromnej uroczystości (na dziedzińcu kościoła w Studnicy, gmina Miłkowice) odsłonięcia i poświęcenia tablicy upamiętniającej przedwojennych, czyli niemieckich mieszkańców tej wioski. Wtedy to naszła mnie taka oto refleksja, że przed kilkudziesięciu laty jej mieszkańcy wysłali swojego posła do Reichstagu w Berlinie, a teraz inni mieszkańcy tej samej wioski mnie wysłali do Sejmu RP w Warszawie. Zmienili się mieszkańcy, zmieniły się azymuty polityczno-geograficzne ich wybrańców. Niezmienny jest ten zabytkowy kościół, większość domów mieszkalnych i zabudowań gospodarczych i niezmienne te same, jak przed laty są okoliczne pola uprawiane kiedyś przez rolników niemieckich, a obecnie przez polskich wypędzonych z Ziemi Lwowskiej, Podola i Wołynia.

I teraz ci Kresowianie, którzy już korzeniami wrośli w Ziemię Dolnośląską upamiętniają swoich poprzedników gospodarujących tu przed nimi. Podobne upamiętnienie (tablica, plus mini – lapidarium) odnotowałem ostatnio we wsi Szczytniki nad Kaczawą (w gminie Kunice). Jej mieszkańcy w szlachetnym porywie serca i duszy wybudowali gustowny kościółek, z którego mogłaby być dumna nawet parafia w dużym mieście dysponująca znacznie większym potencjałem, niż skromna wioseczka o kresowym (Dawidów i Gańczary k. Lwowa) rodowodzie.

Piękną akcję renowacji tablicy i grobowca niemieckiego poety Carla Hauptmanna w Szklarskiej Porębie Dolnej, zainicjowała urocza muzealniczka i miłośniczka oraz znawczyni wszystkiego, co piękne – Julitta Zaprucka, żona aktywnego ludowca i wykładowcy Szkół Wyższych w Jeleniej Górze – Józefa Zapruckiego.

To co czyni Julitta Zaprucka w odniesieniu grobowca Carla  Hauptmanna, który miał twórczy współudział w tłumaczeniu na język niemiecki i wydaniu w tym języku „Chłopów” W.S. Reymonta, mieści się w głębokim i wielce humanistycznym przesłaniu prof. Józefa Lipskiego: „ Gdy przejmuje się zabytki kultury – można mówić tylko o depozycie. To co należy do kultury jakiegoś narodu, pozostaje na zawsze jej dorobkiem i chlubą . Depozytariusz zaś bierze na siebie zarazem obowiązki. Po tym czy je wypełnia, ocenia się jego kulturę. Rozliczyć go z tego ma prawo Europa i to, co stworzyli Niemcy, i to co stworzyli Polacy – należy do wspólnej kultury europejskiej.”

Z podobną motywacją do kwestii pamięci o poprzednich gospodarzach Ziemi Dolnośląskiej podeszli twórcy „Skweru Narodów” (Aleksander Kostuń i Henryk Babuśka – byli wójtowie gminy Legnickie Pole, Antoni Bucki – animator kultury w tej gminie, Adam Babuśka – starosta legnicki) w Nowej Wsi Legnickiej. Wspominany „Skwer Narodów” to przestrzeń, w której zmieściły się obeliski: jeden  ku czci Kresowian i drugi upamiętniający niemieckich mieszkańców tej wioski poległych w  I wojnie światowej, a także płyty poświęcone Pionierom Osadnictwa w tej miejscowości oraz Bohaterom wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r. Wypędzonych z Ojcowizny Kresowian, którzy osiedlili się w gminie Kunice uhonorowano stosowną tablicą przymocowaną do ogromnego głazu umieszczonego na małym skwerku pomiędzy tamtejszym kościołem i szkołą podstawową we wsi Spalona. Była to cenna inicjatywa Józefa Barana – syna Kresowian pochodzących z Dawidowa k. Lwowa.

Niestety takich przykładów jak Nowa Wieś Legnicka, Spalona, Lusina czy też Konary nie jest zbyt wiele. Natomiast Bronisław Kamiński uważa słusznie, że trwałe upamiętnienie tych, którzy „instalowali” polskość we wszystkich jej przejawach na Ziemiach Odzyskanych w pierwszych powojennych latach, powinno stać się zjawiskiem masowym. A jeśli w tym szlachetnym zamiarze na drodze ku jego realizacji miałaby stanąć poprawność polityczna i ideologiczne zacietrzewienie to stosowne tablice można umieszczać na ścianach własnego domu, bo przecież nikt nie może zabronić wnukowi uczcić w ten sposób pamięć o swoim dziadku, który w dramatycznych a bywało, że i w tragicznych okolicznościach wprost spod upowskiej siekiery uratował swoją rodzinę przywożąc ją na Ziemię Dolnośląską, by rozpocząć nowe życie w Piastowskiej krainie.

Bo jak trafnie zauważa Bronisław Kamiński, wybitny regionalista dolnośląski: „Tablice upamiętniające są znakami życia i powinny pojawić się w każdej miejscowości, by zaświadczać o drodze wybranej przez daną społeczność w budowie wspólnoty i tożsamości”. Oby ten swoisty apel B. Kamińskiego byłego dyrektora Muzeum Kultury Ludowej Pogórza Sudeckiego w Kudowie Zdroju, twórcy sieci „Muzeów domowych”, płodnego publicysty i kronikarza – trafił na dobry grunt intelektualny i społecznikowski i zaowocował mnóstwem materialnych znaków pamięci o ludziach, którzy sprawdzili się w czasach historycznego przełomu w dziejach wielu rodzin, a także całego narodu polskiego.

dr Tadeusz Samborski

Prezes Stowarzyszenia Kulturalnego „Krajobrazy” w Legnicy

Myśl Polska, nr 31-32 (1-8.08.2021)

Redakcja