HistoriaZiemie zachodnieLato nad Bałtykiem w II RP

Redakcja3 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

I znów wakacje, i znów pociągi wypełnione turystami i samochody, które przemierzają nasz kraj w kierunku miejscowości letniskowych. Góry, pojezierza czy miejscowości nadmorskie cieszą się niesłabnącą popularnością wśród tych, którzy po rocznej pracy pragną odpoczynku. A w tym roku mają jeszcze nadzieję na oderwanie się choć na chwilę, na owe magiczne dwa tygodnie spróbować odetchnąć od pandemicznej atmosfery.

Jeden ze szlaków letnich wędrówek prowadzi na wybrzeże morskie. Dziś ten ruch turystyczny rozkłada się na pięćset kilometrów – od Świnoujścia po kraniec Mierzei Wiślanej. I choć mamy do wyboru wiele miejsc, to i tak w tych najbardziej popularnych panuje tłok, co nie przeszkadza spragnionym morskich i słonecznych kąpieli na rozgrzanym piasku bałtyckich plaż, obierać właśnie taki kierunek letnich wędrówek. Moda na urlop nad polskim morzem zrodziła się w latach dwudziestolecia międzywojennego. Wówczas ten znacznie skromniejszy obszar wybrzeża w miesiącach letnich przyciągał wielu wczasowiczów. Co prawda nie wszystkich było stać na wyjazd nad Bałtyk.

Jeśli chcemy na to zagadnienie spojrzeć z perspektywy historycznej musimy pamiętać, że zainteresowanie tym regionem rozpoczęło się  jeszcze przed I wojną światową. Wówczas Pomorze znajdowało się w granicach zaboru pruskiego. Toteż głównie polscy obywatele cesarstwa niemieckiego mogli korzystać z uroków Bałtyku. „Odkrywcą” i doskonałym popularyzatorem tego kierunku wyjazdów letnich był poznański adwokat i działacz społeczny Bernard Chrzanowski. Już pierwszy jego pobyt na Pomorzu, w Sopotach jak to się wówczas mówiło, zauroczył go na trwałe. Przez całe swoje życie nieprzerwanie prowadził działalność propagującą Pomorze, region kaszubski i Wybrzeże. I to nie tylko w kontekście wypoczynku. Ogromną rolę przykładał do spuścizny kulturowej mieszkańców Wybrzeża i Pomorza (szczegółowo na ten temat zobacz „MP” nr 2339/2340 z br.).

Kontynuatorem tego dzieła był zasłużony dla polskiego krajoznawstwa dr Mieczysław Orłowicz. Jego działalność w zakresie popularyzacji morza i Pomorza przypada na lata międzywojenne oraz 40. i 50. ubiegłego wieku (więcej informacji czytelnik znajdzie w „M.P.” nr 2345/2346 z b.r.). Obu łączyły dwie cechy wspólne. Jedna był zachwyt nad Pomorzem i niestrudzona działalność na rzecz popularyzacji wybrzeża Bałtyku. Drugą równie ważną cechą wspólną była działalność publicystyczna. Są autorami przewodników i artykułów zamieszczanych w prasie, które miały na celu propagowanie krótszych lub dłuższych pobytów nad Bałtykiem.

Rok 1920 a konkretnie dzień 10 lutego był przełomowym dla całego społeczeństwa polskiego. I to nie tylko w zakresie gospodarczym czy militarnym. Niewątpliwym bodźcem do rozwoju całego, przynależnego do II RP Wybrzeża była budowa miasta i portu w Gdyni. Ten wielki plac budowy przyciągał wielu ludzi, począwszy od robotników, którzy w tamtych trudnych latach szukali zarobku na budowach, po przedstawicieli inteligencji oraz przemysłowców. Ci ostatni dysponując kapitałem wykupywali działki z zamiarem budowy willi – pensjonatów.

Pod tym względem najdogodniejszą lokalizacją okazała się Kamienna Góra, z której roztaczał się widok na powstający port i miasto. Prym w tej dziedzinie wiedli przedstawiciele warszawskiej inteligencji, lekarze i adwokaci. Tereny te nie uszły również uwadze przemysłowcom z Zagłębia Dąbrowskiego i Górnego Śląska. Jak podaje w swoim przewodniku Mieczysław Orłowicz, do roku 1924 w tej części Gdyni zbudowano 52 większe i mniejsze wille. Tak powstało letnisko. Miejsce to przyciągało również elitę kulturalną kraju, by wspomnieć tu tylko Wacława Sieroszewskiego prezesa Polskiej Akademii Literatury. Do dyspozycji letników był również „Hotel Kaszubski” przed którym na skwerze wybudowana została muszla koncertowa.

Skoro wypoczynek nad morzem, nie mogło się obyć bez atrakcji morskich. Oczywiście podstawą był pobyt na plaży w celu złapania „morskiej” opalenizny. Ten czas przeznaczony był również na kąpiele morskie. Ale pobyt nad morzem nie mógł obyć się bez rejsów wycieczkowych. W pierwszym okresie zapewnieniem tej atrakcji trudnili się miejscowi rybacy użyczając swych łodzi na wycieczki po morzu. Jednak postępujący rozwój ruchu turystycznego spowodował niejako rozwój tej formy wypoczynku. Armatorem, który odpowiedział na takie zapotrzebowanie była „Żegluga Polska”. Wśród posiadanych jednostek miała również statki wycieczkowe. Jak głosi jeden z plakatów reklamowych, statki wycieczkowe pływały na trasie Gdynia – Jastarnia – Hel – Gdańsk – Sopoty – Orłowo. Armator oferował również dłuższe rejsy których celem były sąsiednie państwa bałtyckie – Dania i Szwecja.

Dynamika rozwoju turystyki w kierunku nadmorskim powodowała, że zaczęły powstawać różne projekty rozbudowy infrastruktury turystycznej. Planowano na przykład zbudowanie autostrady na Hel. Planom tym w zdecydowany sposób przeciwstawił się Mieczysław Orłowicz. Z jednej strony opowiadał się za rozwojem turystyki skierowanej na Wybrzeże. Z drugiej zaś dążył by ten rozwój rozkładał się w miarę równomiernie na całe Pomorze i Wybrzeże. W październiku 1927 roku był jednym z organizatorów konferencji w Gdyni, której plonem była publikacja „Plan rozwoju wybrzeża morskiego”. W odniesieniu do turystyki wysunięte zostały trzy postulaty: zapobieganie spekulacji nadmorskimi gruntami inwestycyjnymi, budowa dróg dojazdowych do miejscowości pozbawionych komunikacji kolejowej i sprzeciw wobec wspomnianej powyżej budowy autostrady na Hel. Był również przeciwny inwestowaniu w infrastrukturę turystyczną w samej Gdyni na rzecz innych miejscowości.

I te postulaty zostały wysłuchane. Rozbudowa połączeń kolejowych do Gdyni a następnie przez Puck i Władysławowo aż do Helu, miała niewątpliwy wpływ na rozwój Jastarni, Juraty czy wreszcie samego Helu. Do tej chwili ciche, spokojne i niemal zagubione na północnych kresach Rzeczypospolitej osady rybackie otrzymały szansę rozwoju, a społeczność lokalna nowe choć tylko sezonowe, źródło dochodu. Ówczesny Hel uznawano za idealna oazę klimatyczną. Tak o nim pisał w swoim przewodniku Mieczysław Orłowicz:

Na południowo wschodnim krańcu półwyspu leży Hela, od niedawna nazwana urzędowo Helem, która to nazwa jeszcze się nie utarła, niegdyś miasteczko, później wieś o 5000 mieszk., niemal wyłącznie Niemców ewangelików. I tu rybactwo jest głównem zajęciem mieszkańców. Cała wieś składa się z jednej szerokiej ulicy, przy której stoją wśród sadów owocowych schludne domki  z pruskiego muru, bokiem do ulicy, które mają charakterystyczne dobudówki z piecami do suszenia ryb. Budynki gospodarcze zachowane są zazwyczaj z resztek rozbitych okrętów(…) Dzięki letnikom zaczęli się już miejscowi Niemcy uczyć po polsku. Już sam przejazd pociągiem przez półwysep był wówczas postrzegany jako niemała atrakcja turystyczna. Swoje refleksje na ten temat spisała córka Stefana Żeromskiego, Monika: Pociąg toczy się między dwoma morzami po wąskim skraweczku ziemi, blask bije od drobnych fal po obu stronach i tylko szare, ostre trawy przysłaniają tę śliczną, bliską wodę.  Wysiedliśmy na Helu i przez znajomą zachwycającą wioseczkę, w zapach dymu z wędzarni i świeżego chleba pieczonego z samego rana, dotarliśmy poprzedzani przez wózek wiozący nasze  walizki do „Kurhausu”.

Na Hel trafiali również przedstawiciele ówczesnych elit. Był wśród nich marszałek Sejmu Maciej Rataj. Gośćmi miejscowego „Kurhausu” był również aktor Kazimierz Kamiński i architekt Bohdan Pniewski. Urokami Helu nie gardziły również rodziny arystokratyczne. Jedną z willi wynajmowała rodzina książąt Czetwertyńskich.

Linia kolejowa przyczyniła się również do powstania nowych miejscowości letniskowych. Doskonałym przykładem jest tu Jurata, która swój rozkwit przeżyła niemal sto lat temu. Od 1928 roku w ciągu następnych trzech lat przeprowadzono inwestycje, których efektem było własne ujęcie wody i budowa wodociągów z wieżą ciśnień a także elektrownia. A w zakresie typowo sportowo-rekreacyjnym powstało molo spacerowe i korty tenisowe. Nowy zakład kuracyjny dysponował restauracją i platformą dancingową z widokiem na pełne morze. Zbudowano również hotel „Lido” o wysokim standardzie usług. To zbudowane od podstaw z takim rozmachem letnisko przyciągało swoimi atrakcjami oraz komfortem wypoczynku polityków, stołecznych przemysłowców i ziemian. Chętnie przebywali tutaj również artyści, by wymienić tutaj choćby Wojciecha Kossaka, który spędzał letni czas wypoczynku w towarzystwie córki Magdaleny Samozwaniec czy Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Pobyty malarza tak skomentował ówczesny tygodnik „As” na swoich łamach:

Codziennie wczesnym rankiem, gdy większość mieszkańców Juraty pogrążona jest jeszcze w słodkim śnie po wesołych dancingach i nocnych… przechadzkach – aleje i dróżki śródleśne  przemierza równym, sprężystym krokiem wysoka postać męska. Wspaniała postawa, piękne sarmackie oblicze, dystynkcja bijąca z każdego ruchu – ależ to nie kto inny tylko mistrz Wojciech Kossak, który od szeregu lat spędza wywczasy nad polskim morzem. Mistrz mieszka w willi prywatnej w otoczeniu najbliższej rodziny. Widzimy go często na spacerze w towarzystwie wnuczki. Spotykamy go nad morzem i na zatoce, gdy udaje się na przejażdżkę łodzią motorową, a wieczorem – na „brydżyka”. W godzinach południowych zdąża w stronę lasu z akcesoriami malarskimi w ręku. – Tato nie może spędzić dnia bez pracy. Właśnie teraz przeprowadza studia nad paprocią i  codziennie przesiaduje parę godzin na polanie w pobliżu zatoki – mówi nam urocza pani Magdalena Samozwaniec, która przebywa tu także od paru tygodni”.  

Jeśli wspominamy letników wypoczywających w dwudziestoleciu międzywojennym na polskim wybrzeżu nie sposób pominąć generała Józefa Hallera. Jego związki z morzem rozpoczęły uroczyste Zaślubiny Polski z Morzem 10 lutego 1920 r. w Pucku. Choć ten historyczny i tak znamienny dzień nie sprzyjał poznaniu piękna i uroków bałtyckich plaż, to jednak zaślubiny te  były na tyle mocne, że wydaje się iż generał faktycznie pozostał wierny owej „symbolicznej małżonce”. W 1922 roku na parceli ofiarowanej przez ppłk. Henryka Bagińskiego została wybudowana niewielka drewniana willa. Działka została zakupiona od mieszkańca Wielkiej Wsi (dziś Władysławowa) Leona Terlikowskiego. To w niej generał wypoczywał podczas letnich wakacji. Tu również zapraszani byli harcerze oraz członkowie innych organizacji młodzieżowych. Obecność w tym miejscu tak ważnej dla polskiego Wybrzeża postaci zaowocowała powstaniem wokół tej posiadłości letniska. Doceniając znaczenie generała oraz jego przywiązanie do Wybrzeża nazwano je Hallerowo.

Warto tutaj wspomnieć o jeszcze jednym czynniku, który miał wpływ na popularność morskiego wypoczynku. Były nim względy ekonomiczne. Otóż porównanie cen pobytu w miejscowościach górskich zdecydowanie wskazuje, że przewyższały one ceny wypoczynku nad morzem. I tak dla przykładu w Wielkiej Wsi (Władysławowie) w domach rybackich lub pensjonacie całodobowy pobyt kosztował od 6 do 8 złotych. W Karwi, gdzie znajdują się jedne z najpiękniejszych polskich plaż od 5 do 7 zł. Po przeliczeniu całomiesięczny koszt wynajęcia pokoju wynosił 45-60 zł. W Kuźnicy od 6 do 7 zł co miesięcznie wynosiło 80-100 zł. Droższy był pobyt w Helu, gdzie dzienny koszt kształtował się w granicach 7-10 zł. Najdroższymi miejscowościami była Jastrzębia Góra i Jurata. Ale tutaj zadecydował fakt, że oba te kurorty powstały od zera na bazie kapitału prywatnego a baza noclegowa i rekreacyjne cechowała się wysokim standardem.

Powstanie licznych kurortów, miejsc letniskowych na polskim wybrzeżu w dwudziestoleciu międzywojennym była jednym z aspektów polskiej polityki morskiej. Choć w tym kontekście była to działalność uboczna. Jednak odegrało to istotną rolę w polskiej polityce morskiej państwa. Przybywając nad polskie morze, na Wybrzeże rozciągające się od Świnoujścia po Mierzeję Wiślaną miejmy na uwadze ów pionierski czas. Tak szybko jak zbudowano Gdynię – miasto i port, to równie dynamicznie rozwinęła się na owym niewielkim skrawku ówczesnego wybrzeża infrastruktura turystyczna.

Andrzej Kotecki

Tekst został przygotowany na podstawie: Maja i Jan Łozińscy: „W kurortach Przedwojennej Polski. Narty – dancing – brydż”; Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012; Małgorzata Abramowicz: „Jurata kurort z niczego”; „30 Dni”, nr 9(23) wrzesień 2000, s. 26-33; Tadeusz T. Głuszko: „Jastarnia, czyli kaszubska osobność”; „30 Dni”, nr 3(107) maj-czerwiec 2013, s. 18-27.

Myśl Polska, nr 31-32 (1-8.08.2021)

Redakcja