FelietonyDom Dobrze Rządzony

Redakcja5 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Ta udziwniona dla nas nazwa jest określeniem własnym, używanym przez islamską monarchię, w tym przypadku państwo Turków Osmanów. Ich potężne imperium, powstałe na gruzach Bizancjum, trwało około pięciu wieków. Nie chodzi tutaj jednak o dzieje tego mocarstwa. Badanie przyczyn sukcesu i późniejszych niepowodzeń, ale o namysł nad obowiązującym w Stambule oryginalnym systemem sprawowania politycznej władzy.

Ów ustrój wiele nam może bowiem powiedzieć o samej naturze i najgłębszej jej istocie. Co ciekawe, a zarazem intrygujące, te społeczne urządzenia powstały na gruncie muzułmańskiej konfesji, w ramach jej sakralnej kultury. Na marginesie trzeba zauważyć, że po okresie słabości, trwającym gdzieś od bitwy wiedeńskiej, współczesne czynniki zbiorowego życia na powrót zaczynają jej sprzyjać. I to nie tylko  wpływ węglowodorów, których na przykład ani Turcja, ani Pakistan nie mają.

Cywilizacyjne zmiany, odnoszące się właściwie do całego globu i ich dynamizm, a nawet dramatyzm świadczą o tym, że coś – jak to się mówi – wisi w powietrzu? Dodajmy jeszcze, iż bardzo podobny system wykształcił się w Egipcie, pod rządami kasty wojowników – niewolników, tak zwanych mamelukami.  Tak więc osmańskie państwo było własnością tureckiego sułtana, który w wyniku wielkich militarnych sukcesów, mógł później przybrać religijny tytuł kalifa. Oczywiście – jak to zazwyczaj bywa – sytuacja była bardziej zniuansowana. Władztwo należało do rządzącego tym stepowym ludem klanu Osmanów. Powiązanych ze sobą licznymi koligacjami, wspomaganych przez więzi, który możemy nazwać haremowymi.

Ta rodowa arystokracja i pomniejsi wojownicy, tworzący bezpośrednie zaplecze tak wyłonionej elity, pod przywództwem ich sułtana tworzyli to, co dziś moglibyśmy nazwać głębokim państwem. Korzystali z przydziałów ziemi, latyfundiów, które nadawali kolejnym beneficjentom. Jednak grunty rolne nie przestawały być sułtańską własnością. Za prawo władania – obowiązek bezwzględnej lojalności. Ta warstwa zwolniona też była z wszelkich podatkowych obowiązków. Pozostawał udział w zbrojnych – tak licznych – ekspedycjach. Jednak nie była to już horda, która zdobywała. Tu ów pierwotny schemat został  obudowany instytucjami władzy, by raz zdobyte materialne korzyści dalej – dzięki owym instytucjom – owocnie służyły zdobywcom. Na czym to polegało? Aparat wykonawczy był narzędziem wyłącznie w ręku władcy. Do pracy na rzecz systemu sułtan rekrutował urzędników tylko spośród niewolników, pochodzących z wielu tak licznie podbitych ludów, głównie chrześcijańskich, przede wszystkim z Bałkanów.

Zagarniano chłopców, których odrywano od ich środowiska, by w Stambule poddać ich intensywnemu szkoleniu. Uczono języka, historii, islamizowano. Mieszkali oni w skoszarowanych warunkach. Wielu robiło kariery wojskowe i polityczne, mniej uzdolnionych ćwiczono na silnie motywowanych wojowników. Niewolnicy bywali nawet wezyrami. Polacy znają ich jako janczarów. System, modyfikowany i dostosowany do zmiennych okoliczności, trwał przez wieki. Jednak jego najgłębsza istota polegała na tym, że nie stawał się dziedziczny, ale przez rekrutację odnawiał się w każdym pokoleniu.

Zapewniało to  ciągłość władzy.  Jej słudzy nie mogli budować rodowych oligarchii, czerpiąc swoje prawa z historycznych zasług. Państwo miało właściciela w osobie każdorazowego sułtana, ale wykonawcy byli anonimowi. W razie konieczności kogoś takiego dało się łatwo usunąć, zastępując kimś innym. Imperium przez wieki rzeczywiście należało do domów dobrze rządzonych.

Antoni Koniuszewski

Myśl Polska, nr 9-10 (28.02-7.03.2021)

Redakcja