GospodarkaEl Dorado pod bokiem

Redakcja2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

O stosunkach politycznych Polski z Rosja pisaliśmy już wielokrotnie. Są to stosunki bardzo złe. Zaczęło się od PO i 2014 r., histerii proukraińskiej, ale PO np. nie ruszyła Małego Ruchu Granicznego z Obwodem Kaliningradzkim. To dopiero PiS doprowadził do faktycznego zamrożenia stosunków politycznych z Rosją.

Jakąkolwiek żywotność zachowują jedynie spory historyczne, prowadzące do nikąd wobec odmiennej wizji historii, bądź działania nieprzyjazne, głównie ze strony Polski, która jest na ogół pierwszym orędownikiem sankcji w stosunku do Rosji, głośnym krytykiem polityki rosyjskiej i głównym utyskującym na tzw. łamanie prawa międzynarodowego przez Rosję. Rosja wie, że gdziekolwiek głos Polski może być słyszalny (bez względu na możliwość jego przełożenia na rzeczywistość), będzie to głos wrogi Rosji. W praktyce Polska zachowuje się tak, jak gdyby zerwała stosunki dyplomatyczne z Rosją.

Wymiana handlowa z Rosją 2019 i 2020

Tymczasem, obok polityki, upolitycznionych inwestycji gospodarczych, jak Nord Stream 2 i czysto technicznych kwestii związanych z utrzymaniem infrastruktury po obu stronach, trwa wymiana gospodarcza pomiędzy naszymi państwami. Jak podaje GUS w 2019 roku, przed pandemią Covid-19, wymiana handlowa Polski z Rosją wyniosła ok. 21,9 mld Euro, z czego na eksport przypadło ponad 7,4 mld, zaś na import ponad 14,4 mld Euro. Eksport do Rosji wzrósł w stosunku do 2018 r. o 9,9% i stanowił 3,12% całości polskiego eksportu (7 miejsce na liście państw przyjmujących polski eksport; na 1 miejscu Niemcy – eksport o wartości nieco ponad 66 mld Euro i ponad 27,7% udziału w polskim eksporcie).

Import z Rosji spadł o 11,2% w stosunku do 2018 r. i stanowił 6,1% polskiego importu (3 miejsce Rosji; na 1 miejscu Niemcy – import o wartości 51,8 mld Euro i prawie 21,9% udziału w polskim imporcie). W 2020 r. za okres styczeń-listopad wyniki, już pod wpływem pandemii, wyglądają następująco: wymiana handlowa Polska-Rosja wyniosła niecałe 15,9 mld Euro, z czego na eksport przypadło ok. 6,5 mld, zaś na import nieco ponad 9,3 mld Euro.

Eksport w stosunku do okresu styczeń-listopad 2019 r. spadł o 4,6% i stanowił 3% polskiego eksportu (Rosja nadal na 7 miejscu; na 1 miejscu Niemcy 62,4 mld, prawie 28,8% udziału w eksporcie Polski, wzrost o 2,3% pomimo pandemii; jedyny wzrost obok Szwecji w pierwszej dziesiątce państw; pozostałe państwa – spadki polskiego eksportu).

Import z Rosji w stosunku do okresu styczeń-listopad 2019 r. spadł aż o 28,9% i stanowił ok. 4,5% polskiego importu (Rosja na 4 miejscu; na 1 miejscu Niemcy 44,8 mld, 21,8% udziału w polski imporcie i spadek o 7%; w pierwszej dziesiątce spadki za wyjątkiem Chin – 2 miejsce i Korei Płd. – 9 miejsce, tu spore wzrosty o odpowiednio o 9,7 i 7,3%; spadek importu z Rosji rekordowy). Polska eksportuje do Rosji głównie urządzenia RTV i AGD, maszyny i produkty przemysłu chemicznego, zaś importuje produkty mineralne (gaz, ropa), dzieła sztuki i antyki, metale nieszlachetne i ich pochodne. Polska żywność od czasu drugiego Majdanu i sankcji unijnych na Rosję (2014) objęta jest rosyjskim embargiem.

Jeżeli chodzi o inwestycje, to polskie inwestycje w Rosji stoją na bardzo niskim poziomie. Marek Ociepka, były radca handlowy Ambasady RP w Moskwie tak mówił o tym w grudniu 2019 r.: „Polskie inwestycje w Rosji są prawie żadne, na poziomie 300–400 mln dol., kiedy świat inwestuje tam 200–300 mld dol. Jest zakaz importu artykułów żywnościowych z Polski, ale gdyby znalazł się producent, np. pomidorów, kwiatów czy wyrobów mlecznych, który chciałby rozwijać produkcję na rynku rosyjskim, to nie ma ograniczeń, a nawet jest wsparcie ze strony rosyjskiej”. Zapotrzebowanie na produkty importowane jest w Rosji bardzo duże, a sprzedając produkty przemysłu naftowego kraj ten dysponuje dużymi środkami pieniężnymi. W Polsce, pomimo fatalnych kontaktów politycznych z Rosją, istniał program „Go To Brand” (zakończony w 2020 r.), który pomagał polskim firmom rozpocząć działalność za granicą, w tym w Rosji. Od sierpnia 2020 r. realizowany jest program „Internacjonalizacja Małych i Średnich Przedsiębiorstw”.

Ogromną rolę do spełnienia ma tu jednak państwo, co przy obecnym stanie stosunków dramatycznie ogranicza ewentualne pozytywne skutki np. wspomnianych programów na kierunku rosyjskim. Jak zauważył Ociepka: „Jak było wsparcie polityczne, to handel się rozwijał i przedsiębiorcom było łatwiej, jak tego wsparcia zabrakło, to przedsiębiorcy pozostali sami sobie. W innych krajach władza wspiera wszystkich przedsiębiorców bardzo mocno i w ten sposób gwarantuje bezpieczeństwo obrotu towarami, jak również rozwój inwestycji. Wątpię, żeby bez tego wsparcia nasi przedsiębiorcy zbyt hojnie chcieli lokować pieniądze na rynku rosyjskim. Mamy wielką szansę, jako sąsiedzi tak olbrzymiego rynku, mamy trudne do przecenienia możliwości lokowania produktu i inwestycji pod bokiem. To jest kraj, który jeszcze długo będzie potrzebował się rozwijać i jeśli polscy przedsiębiorcy chcą na tym zarobić, to na pewno będą mieli szansę”.

Postawa Niemiec

Warto zauważyć, że wymiana handlowa Niemiec i Rosji, i inwestycje  firm niemieckich w Rosji, pomimo wysokich liczb bezwzględnych, również nie odzwierciedlają siły i możliwości gospodarki niemieckiej szacowanej na sześć razy większą od gospodarki polskiej. W 2019 r. wg niemieckiego urzędu statystycznego Destatis eksport niemiecki do Rosji wyniósł 26,5 mld Euro (14 miejsce) a import 31,2 mld Euro (13 miejsce). Znacznie lepiej jest z inwestycjami niemieckimi w Rosji. Inwestycje bezpośrednie w 2018 r. osiągnęły pomimo sankcji najwyższy poziom od 2008 r. 3,2 mld Euro. Tylko w 2006 i 2007 wynik był wyższy. Ale już w 2019 r. nastąpiło obniżenie wskaźników, natomiast w pierwszym półroczu 2020 r. dały o sobie znać ograniczenia związane z pandemią, poziom inwestycji był najniższy od 20 lat. Nastąpił też odpływ firm. Niemniej nadal niemieckie firmy inwestujące w Rosji to na początku 2020 r. wielkość 21,1 mld dolarów, z czego 16,7 to kapitał firm niemieckich inwestujących w Rosji, a 4,4 mld, to udzielone im pożyczki.

Trzeba jednak pamiętać, że pomimo problemów, inwestycje niemieckie, np. Siemensa, to kontrakty na wiele lat i o bardzo wysokiej wartości. Siemens, pomimo sprawy z użyciem przez Rosję turbin jego produkcji na Krymie, co było złamaniem sankcji i po procesowaniu się z Rosją (sprawę przegrał), nadal dostarcza składy szybkich pociągów na rosyjskie tory oraz podpisał w lutym 2019 r. umowę o wartości prawie 5 mld dolarów na budowę Uralskiej Magistrali Prędkości, gdzie pociągi mają osiągnąć nawet 350 km/h. Jednocześnie, jak wynika z raportu Europejskiego Centrum Badań Ekonomicznych im. Leibniza w Monachium, w ankiecie przeprowadzonej wśród niemieckich firm rodzinnych, większość stwierdziła, że najlepsze warunki inwestycji oferuje właśnie Rosja.

Niemcy, jako państwo ewidentnie lawirują. I chciałyby i boją się. Wynika to z uwarunkowań międzynarodowych o skali światowej. Wszyscy zdają sobie doskonale sprawę, że sprzeciw USA wobec Nord Stream 2, wynika z walki o interesy ekonomiczne światowego hegemona. Można zaryzykować stwierdzenie, że jeżeli Trump chciał ukarać Niemcy za nieprzeznaczanie 2% budżetu na zbrojenia, publicznymi połajankami, ostrym sprzeciwem wobec NS 2, związanymi z tym sankcjami oraz wycofaniem części wojsk z Niemiec, to Biden, wstrzymując decyzję Trumpa, a jednocześnie pozostając negatywnie ustosunkowanym wobec drugiej linii gazociągu bałtyckiego, również traktuje to jako formę upomnienia Niemiec. Wewnętrznie Niemcy również nie są spójne. SPD przyjęło stanowisko poparcia dla sankcji unijnych (które są oczywiście popierane również przez rząd federalny, który jednak kontynuuje inwestycje na Bałtyku), które mają rzekomo zmusić Rosję do określonych zachowań związanych z Ukrainą itp. Wielu ekspertów i dziennikarzy, m.in. z Der Spiegel, występuje przeciwko ukończeniu NS 2.

Realizowana przez CDU polityka imigracyjna, uderzająca w podstawy tożsamości niemieckiej prędzej czy później doprowadzi do ostrego konfliktu wewnątrzniemieckiego i do radykalizacji postaw. Pomysł likwidacji niemieckich ciągotek do imperialnego i rasowego ekskluzywizmu poprzez zmianę tożsamościową może zatem przynieść zupełnie odwrotne skutki. Niemcy są też filarem Unii Europejskiej, ale Unia ze względu na dominację elementów ideologii radykalnie neo-lewicowej nad polityką i gospodarką, pozostaje partnerem międzynarodowym dalszego rzędu.

Pomysł na transformację tożsamości europejskiej poprzez imigrację oraz radykalny feminizm paraliżują Unię Europejską i Europę jako taką. A nic przecież nie wskazuje na zmianę tego trendu prowadzącego do autodestrukcji. Jeżeli obserwujemy próby prowadzenia innej polityki wobec Rosji, kontynuowania i planowania inwestycji, to dzieje się tak dlatego, że istnieją jeszcze siły, które chcą przeciwstawić się hegemonii USA, czy naiwnej polityce UE na rzecz realizmu politycznego i interesu narodowego w ekonomii, ale ich działania są wyjątkiem od panującej reguły, a nie regułą.

Sytuacja beznadziejnej słabości UE i sparaliżowania dogmatycznego państw nawet o takim potencjale jak Niemcy, to w pewnym przedziale czasowym ogromna szansa dla Polski. W przeciwieństwie do Niemiec i innych krajów UE zaangażowanych w niszczący nurt ideologiczny, Polska odrzucająca ten nurt, mogłaby politycznie i gospodarczo stać się liderem jeśli chodzi o politykę wobec Rosji i mówiąc wprost – spijanie z niej wszelkich korzyści. Niestety, w sposób karygodny tego nie czyni, przyklejona ślepo do USA, myśląca kategoriami świętej walki z odwiecznym wrogiem Rosją, w imię swoich przeszłych krzywd, w imię Ukrainy, w imię wydmuszek jak Cichanouskaja i czego tam jeszcze.

Wielkie pieniądze leżą na tacy, tylko trzeba chcieć je podnieść, a to wymaga rozsądku, realizmu i odrzucenia najbardziej destrukcyjnych tradycji narodowych. Głosy takie jak Marka Ociepki, to jednak wyjątki od reguły, która mówi, że dopóki u władzy w Polsce będą ugrupowania pochodne Solidarności, które chcą albo walczyć z Rosją albo ją przekształcać nie mając ku jednemu ani drugiemu żadnych możliwości i szans, dopóty nic się nie zmieni i w końcu przegramy swoją kolejną szansę.

Kaliningrad i Nowy Jedwabny Szlak

W 2016 r. rząd PiS zawiesił Mały Ruch Graniczny z Obwodem Kaliningradzkim pod pretekstem szczytu NATO, potem Światowych Spotkań Młodzieży, i trwa w tym postanowieniu podnosząc kwestie militaryzacji Obwodu Kaliningradzkiego i zagrożenia działalnością agentów. Niestety, faktyczna likwidacja MRG uderza głównie w Polaków, gdyż domniemani agenci rosyjscy, jeżeli mają wizę z jakiegokolwiek kraju strefy Schengen to i tak wjadą do Polski. Nawet jednak w dzisiejszych czasach ostrej rusofobii władz, eksperci od handlu międzynarodowego obiektywnie stwierdzają, że rynek rosyjski jest jednym z najbardziej perspektywicznych dla polskich eksporterów.

W Obwodzie od 1996 r. istniała wolna strefa Jantar, która przeżywała boom na przełomie wieków. W Obwodzie było zarejestrowanych 575 firm z polskim kapitałem. Mogły on tam bez cła sprzedawać swoje produkty do pozostałych części Rosji. Po wstąpieniu Polski do UE nic z tego nie zostało, ale krótki okres 2012-16 Małego Ruchu Granicznego był czasem nowego rozwoju polskiej aktywności handlowej w Obwodzie. Nieszczęsna decyzja z 2016 r. zniszczyła próbę odbudowy polskiej aktywności, decyzja, dodajmy, czysto polityczna i nieuzasadniona, za którą autorzy powinni odpowiedzieć w przyszłości nie tylko politycznie.

Obecnie w Obwodzie Kaliningradzkim istnieje Specjalna Strefa Ekonomiczna (ma funkcjonować do 2045 r.). Obwód przeżywa boom gospodarczy ze śladowym udziałem firm polskich. Na ich miejsce weszły firmy niemieckie i litewskie. Jak widać, nawet werbalnie większa od polskiej nienawiść Litwinów do Rosji, nie przeszkadza im robić interesów. Dla polskich przedsiębiorców największą przeszkodą jest brak wsparcia polskich banków, ubezpieczycieli i rządowych agencji.

W ostatnim czasie kolejowa trasa istniejąca w Obwodzie stała się alternatywą dla dotychczasowego przebiegu kolejowego Nowego Jedwabnego Szlaku. Wszystko dlatego, że polski terminal w Małaszewiczach, będący obecnie prawdziwą bramą do Europy zaczyna się zapychać. Występuje tam coraz częściej tzw. kongestia, czyli zjawisko większego natężenia ruchu od przepustowości istniejącej infrastruktury, czyli w praktyce rośnie ilość czasu oczekiwania na odprawienie, a czas jest rzeczą niezwykle ważną dla uczestników Nowego Jedwabnego Szlaku.

Niestety, w Polsce od 2016 r. nie zrealizowano żadnej inwestycji na Jedwabnym Szlaku, zaś modernizacja Małaszewicz, na którą kontrakt zawarto w 2017 r. wciąż nie ruszyła. Pod koniec stycznia b.r. spółka Cargotor z grupy PK Cargo złożyła wniosek o pozwolenie na budowę Portu Logistycznego Małaszewicze. Inwestycja ma kosztować 4 mld złotych. W efekcie nowy terminal ma przyjmować dłuższe składy (1050 metrów zamiast 750 dotychczas) oraz o większym nacisku na oś do 25 ton. Projekt obejmuje również przebudowę infrastruktury całego rozległego kompleksu Małaszewicz wraz z przyległościami (170 km sieci normalno- i szerokotorowej). Wykonawca ma być wybrany do końca 2022 r., zaś prace budowlane mają zakończyć się w 2026 r.

Tymczasem lądowa trasa Nowego Jedwabnego Szlaku rozwija się intensywnie. Na szerokotorowym odcinku Szlaku przewozy kolejowe realizuje spółka UTLC ERA, w skład której wchodzą Koleje Rosyjskie (RŻD), Koleje Białorusi i Koleje Kazachstanu. Wszystkie te państwa łączy nie tylko tor jednej szerokości, ale i są one członkami Euro-Azjatyckiej Unii Gospodarczej, co powoduje, że przy przekraczaniu granic między nimi nie są pobierane opłaty. Spółka ocenia swój udział w przewozach na Jedwabnym Szlaku z Chin na 90%. Przewozy rosną z dużą dynamiką.

W 2015 przewieziono koleją poniżej 45 tysięcy znormalizowanych kontenerów TEU, w 2019 r. 333 tysiące, a w 2020 r. w grudniu osiągnięto 500 tysięcy kontenerów. W planach jest zwiększenie liczby do miliona. Spółka chwali się, że obecnie czas przewozu od granicy chińskiej do granicy Unii Europejskiej wynosi 5 dni tak w jednym jak i drugim kierunku, co oznacza średnią dzienną 1058 km. W ciągu czterech lat w planach jest podniesienie średniej do 1350-1400 km dziennie.

Chociaż Małaszewicze są stacją końcową dla 90% transportu szerokotorowego, posiadają największy potencjał i perspektywy, to jednak UTLC ERA szuka innych tras, m.in. z powodu zdarzających się dwudniowych zatorów na polskiej stacji. Skład złożony na granicy chińskiej musi być też podzielony w Małaszewiczach na dwa (stąd w planach modernizacji jest możliwość tworzenia dłuższych składów). Jednym z pomysłów jest trasa Altynkol w Kazachstanie – Kaliningrad – Hamburg w ramach projektu Jedna Droga Jeden Pas. Trasa ma dwa warianty i ma być realizowana w 12-14 dni. Jeden, to wjazd pociągów do Polski przez przejście Braniewo-Mamonowo, drugi, to droga morska z Kaliningradu do Hamburga, realizowana przez firmę BIT-Germany. Ruch pociągów ma być zsynchronizowany z harmonogramem przewozów morskich. Początkowo jeździły 2 pary pociągów tygodniowo, ale w całym wrześniu 2020 r. przejechało już sto pociągów.

Na razie w tym wszystkim nie ma miejsca dla Ukrainy. To znaczy na przełomie 2019/20 zaczęto włączać Ukrainę w system przewozów. Zainteresowane tym są nie tylko poważne spółki chińskie gotowe subsydiować to połączenie, ale też… firmy rosyjskie, które również angażują się w organizację tych połączeń. Dlaczego? Bo chcą zarabiać.

Wnioski

Widzimy zatem, że tam gdzie w grę wchodzą pieniądze, proste schematy polityczne z przeszłości nie sprawdzają się. Przeszkodą do skorzystania z leżącego o wyciągnięcie ręki od Polski rosyjskiego El Dorado, jest blokada mentalna polskiej klasy politycznej. Odpowiedzialność za zmarginalizowanie Polski w dynamicznie rozwijającej się inicjatywie Nowego Jedwabnego Szlaku, jeżeli władze w Polsce nie otrząsną się z letargu, spadnie na nie. Także pozbawienie szansy na rozwój, inwestycje i zyski polskich dużych, ale i średnich i małych firm w Rosji będzie skutkiem przestarzałych założeń politycznych.

Jeżeli choćby oczami wyobraźni spojrzymy na system wzajemnych połączeń na Jedwabnym Szlaku, gdzie wszystko ma swoja cenę i przełożenie na zysk, lub jego brak, gdzie modernizacja i wydajność jest celem wszystkich uczestniczących stron z zupełnie naturalnych powodów, wówczas musimy uznać współczesne koncepcje polityczne naszych władz w postaci epigońskiej polityki odstraszania, czy już zupełnie absurdalnych pomysłów widzenia maszerujących Bramą Smoleńską i Przesmykiem Suwalskim wojsk, których celem jest zniszczenie Polski, za aberrację umysłową, za regresywną, patologiczną paranoję.

Na Nowym Jedwabnym Szlaku jest miejsce dla wszystkich i na zysk dla wszystkich. To, że projekt ten może nie być tak udany, jak wskazuje na to jego nieprawdopodobny potencjał, to także efekt aż niewiarygodnie wstecznej polityki USA (którą można zrozumieć jedynie w tym sensie, że USA nie są bezpośrednimi beneficjentami Szlaku), ale i Unii Europejskiej, i jej członków popierających politykę sankcji antyrosyjskich. Traci na tym również Ukraina, która może sobie wydrukowane uchwały Parlamentu Europejskiego o sankcjach przeciwko Rosji powiesić na kijowskim Majdanie albo najlepiej od razu wrzucić do kosza. Co się stało z polityką europejską? Z jej realizmem? Czas uwolnić siebie i innych, w tym zakładników tej nierozsądnej polityki, czyli Ukrainę, od jałowej pseudopolityki na usługach interesów USA.

Adam Śmiech

Bibliografia:

Iwona Trusewicz, Nieznana Rosja tuz za rogiem, „Rzeczpospolita” 22.12.2020.

Iwona Trusewicz, Niemieckie inwestycje w Rosji największe od dekady, „Rzeczpospolita” 15.04.2019.

www.dw.com

www.rynek-kolejowy.pl

www.rynekinfrastruktury.pl

 

Myśl Polska, nr 9-10 (28.02.-7.03.2021)

Redakcja