AktualnościHistoriaNowa książka o zbrodniach OUN-UPA

Redakcja2 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Bandera, tworząc rząd we Lwowie, zdawał sobie sprawę, że jego proklamacja odnowienia państwa ukraińskiego i powołanie ukraińskiego rządu nie będą miały żadnego propagandowego znaczenia, jeżeli aktów tych nie poprze metropolita Szeptycki. Wiedział, że jeżeli duchowny stanie za nimi, to uczynią to samo pozostali biskupi i księża, co da banderowskiej OUN określone fory.

Z informacji, które docierały do niego, wynikało, że Cerkiew mimo prześladowań, represji i konfiskat majątkowych, nadal cieszy się ogromnym zaufaniem i poparciem wiernych. Przetrwała sowiecką okupację jako jedyna legalnie działająca siła. Jednak uzyskanie poparcia metropolity nie było wcale łatwo. On doskonale wiedział, kim jest Bandera, a także, że nie reprezentuje całej OUN, ale tylko część stanowiącą jej zbrodniczy nurt, którego terrorystyczne czyny Szeptycki wielokrotnie potępiał.

By pozyskać biskupa dla swoich planów, trzeba było go najzwyczajniej oszukać. Należało przekonać go, że działania banderowców mają poparcie całej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, a zwłaszcza stojącego na czele Prowodu Ukraińskich Nacjonalistów pułkownika Andrija Melnyka, którego biskup Szeptycki doskonale znał, starał się wciągać do współpracy i zatrudniał w swoich dobrach. Szeptyckiego należało też przekonać, że wysłannicy Bandery działają w ścisłym porozumieniu z Niemcami i mają na to przyzwolenie Hitlera. Zadanie oszukania metropolity Bandera zlecił księdzu doktorowi Iwanowi Hryniochowi, który wraz z batalionem „Nachtigall” jako jeden z pierwszych Ukraińców miał wejść do Lwowa.

Jak wspomina żołnierz batalionu Roman Bojcun: „Zadaniem kurenia było osiągnąć katedrę św. Jura i zabezpieczyć tamtejszych mieszkańców przed bolszewickimi represjami”. Opuszczając Lwów, Sowieci nie podejmowali jednak żadnych działań przeciwko schorowanemu Szeptyckiemu ani jego otoczeniu. Idący razem z ukraińskim batalionem kapitan doktor Theodor Ober-lander wymyślił dla propagandy bajeczkę, że batalion ugasił ogień podłożony pod katedrę św. Jura oraz uwolnił zakutego w kajdany Szeptyckiego. Bajeczkę tę nadal powtarzają niektórzy niemieccy badacze, np. Franz Kurowski. Żołnierze batalionu nie uratowali Szeptyckiego, a co najwyżej go obudzili. Jak wspomina jeden z oficerów batalionu, porucznik Jurij Łopatynskyj: „Do Cerkwi św. Jura przybyliśmy o piątej trzydzieści. Po godzinie metropolita Szeptycki przyjął delegację batalionu na czele z sotnikiem Romanem Szuchewyczem i niemieckimi oficerami, którzy z nim byli. Metropolitę wyniesiono na balkon, skąd udzielił błogosławieństwa zebranym na dziedzińcu żołnierzom i wiernym”.

Kost Pankiwskyj tak wspomina wejście batalionu „Nachtigall”: „Wiedziałem o tym, że już wczesnym rankiem 30 czerwca 1941 r. do katedry św. Jura przyszedł z pierwszymi niemieckimi oddziałami zastęp ukraińskich nacjonalistów, tak zwany legion „Nachtigall”, pod dowództwem Romana Szuchewycza i doktora teologii Iwana Hryniocha. Metropolita Szeptycki, którego oni odwiedzili, wysłuchał o. Hryniocha, którego znał jako swojego ucznia i kandydata na profesora teologii, błogosławił legionistów i udzielił błogosławieństwa „rządowi ukraińskiemu”, o którego powstaniu opowiedział mu o. Hrynioch”.

Według Zynowija Knysza, należącego do czołowego aktywu melnykowców, metropolitę banderowcy po prostu oszukali. Gdy dowiedział się o tym, że rząd Stećki nie jest rządem ogólnonarodowym, a partyjnym, miał wycofać swoje poparcie. Nie miało to wielkiego znaczenia, bo rząd Stećki Niemcy szybko rozpędzili. Wydaje się jednak, że nawet jeżeli banderowcy nie oszukaliby metropolity, to i tak otrzymaliby jego poparcie. Dla Szeptyckiego było ważne, że z banderowskim batalionem przyszli niemieccy oficerowie. Dwóm z nich Szeptycki udzielił nawet gościny w swoim pałacu. Jak pisze Kost Pankiwskyj:

„W pałacu metropolity zamieszkał znany we Lwowie profesor królewskiego uniwersytetu, specjalista od historii wschodniej Europy, były sotnik Ukraińskiej Armii Galicyjskiej, a w tym czasie kapitan w oddziale wojskowego kontrwywiadu, doktor Hans Koch. Razem z Kochem gościem metropolity był również współpracownik Kocha doktor R. Fiel – znawca spraw polskich i ukraińskich, którego myśmy wtedy jeszcze nie znali”.

Z dużą dozą prawdopodobieństwa można zaryzykować tezę, ze Koch razem ze swym towarzyszem został celowo podstawiony przez szefa Abwehry Wilhelma Canarisa, żeby pozyskać życzliwość metropolity dla wkraczającego Wehrmachtu. Koch miał przekonać arcybiskupa, że wkraczający do Lwowa Niemcy są tacy sami jak Austriacy, którzy władali Małopolską Wschodnią przez prawie półtora wieku. Niemcy robili wszystko, żeby pozyskać życzliwość Ukraińców. W dniu napaści na ZSRR i wejścia do Małopolski Wschodniej, jak przypomina Władysław A. Serczyk, wydali odezwę „Do narodu ukraińskiego”, obiecując w niej „wyzwolenie od panowania komunistów”.

Fragment książki Marka A. Koprowskiego, Rzeźnicy z OUN-UPA. Bandera, Szeptycki i ludobójstwo Polaków”, Wydawnictwo Replika, Poznań 2021, ss. 448.

Premiera 23 lutego 2021 – zamówienia: replika.eu

Patronat Myśli Polskiej 

 

 

Redakcja