Kultura„Lenin”  Ferdynanda A. Ossendowskiego

Redakcja1 miesiąc temu
Wspomoz Fundacje

W ciągu dwudziestego wieku twórczość literacka Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego popadła w zapomnienie. Wiele było przyczyn tego. Jego powieści wyparły głównie nowe, które napisane zostały nowszym językiem. Spośród wielu jego utworów nadal dobrze czyta się  reportaż geograficzny „Przez kraj bogów, zwierząt i ludzi”.

Z innego powodu mało znana jest w Polsce jego zbeletryzowana biografia Włodzimierza Lenina, która w okresie dwudziestolecia międzywojennego budziła kontrowersje, ponieważ przedstawiła w negatywnym świetle poglądy oraz działalność polityczną wodza rewolucji bolszewickiej. Wywołała ona wściekłość władz sowieckich, czego wyrazem było doprowadzenie w 1932 roku do wycofania jej tłumaczenia z włoskich księgarń. W tej sytuacji nie może dziwić  przekazanie na makulaturę z bibliotek publicznych w powojennej Polsce wszystkich utworów Ossendowskiego.

W związku z tym polscy czytelnicy mogli sięgnąć po „Lenina” dopiero po przewrocie politycznym z roku 1990, kiedy wydało ją Wydawnictwo „Alfa”. Książka nie wzbudziła większego zainteresowania czytelników, chociaż ma wymowę antykomunistyczną. Być może wynikło  to z jej rozwlekłości i stronniczości wstawek beletrystycznych. Wasz dróżnik dwukrotnie przedzierał się przez tekst tej książki i uznał, że warto Czytelnikom „Myśli Polskiej” zaprezentować kilka jej fragmentów.

Źródła postawy rewolucyjnej Włodzimierza Uljanowa znalazł Ossendowski w jego dzieciństwie. Wychowany był w dobrobycie miejskiej rodziny nauczycielskiej, więc miał niewielki kontakt z rzeczywistością wsi rosyjskiej. Warunki życia i los rosyjskich chłopów poznał dzięki temu, że w czasie wakacyjnych pobytów mieszkał na wsi. Bawił się tam z chłopcami wiejskimi i słuchał ich opowieści o słynnych przywódcach antyfeudalnych powstań chłopskich. Jeden z nich, S. Razin był takim rosyjskim Janosikiem. Ograbiał kupców rosyjskich i perskich, a „swoją zdobycz rozdawał ubogim chłopom, wykupywał ich z niewoli, bronił przed wojewodami carskimi biedaków, uciekających od nieznośnego jarzma.” („Lenin” s. 19). Opowiadający o tym wiejski chłopiec, swoją opowieść kończył słowami: „Gdyby tak teraz  jaki Razin albo Pugaczow przyszli! Poszlibyśmy za nimi i poigrali z urzędnikami, policją! Siedzą oni tu nam na karku.” (tamże).

Owi chłopcy powtarzali to, co usłyszeli w domach rodziców. Młody Ulianow  dostrzegł ogrom biedy i nienawiści ubogich chłopów i komorników do ludzi zamożnych i ich chęć zmiany niesprawiedliwych stosunków społecznych. Postanowił zmienić ten stan rzeczy. Lektury literatury prosocjalistycznej skłoniły go do wniosku, że niesprawiedliwość społeczną można znieść jedynie na drodze krwawej rewolucji. Utwierdziła go w tym przekonaniu bezowocna śmierć starszego brata Aleksandra, który za przygotowywanie zamachu na cara Rosji, został osądzony i powieszony.

Ossendowski przedstawił proces formułowania przez Ulianowa (późniejszego Lenina) koncepcji przeprowadzenia rewolucji proletariackiej w zacofanej gospodarczo, rolniczej Rosji. Odrzucił pogląd K. Marksa, że rewolucja antykapitalistyczna najpierw wybuchnie w najbardziej rozwiniętych krajach Zachodu, gdyż jest tam liczny proletariat miejski i nabrzmiały konflikt społeczny. Lenin uznał, że w Rosji siłą rewolucyjną są małorolni i bezrolni chłopi, bowiem za obietnicę otrzymania pańskiej ziemi sami zlikwidują obszarników i podzielą się ich  majątkiem. Wiedział z obserwacji, że „nasz lud jest dziki, krwiożerczy i niczego nie żałuje, nie ma przywiązania do przeszłości, gdyż była ona dla niego, jak i teraźniejszość, macochą i nie ma żadnych zasad i nie zna innej przeszkody, prócz brutalnej siły, przed którą się tylko ugnie.” (s. 44). Potwierdziło się to w całej rozciągłości w czasie rewolucji bolszewickiej, kiedy sprawiedliwość czyniły sądy ludowe, które postępowały zgodnie z hasłem: „Grab zagrabione!” Ossendowski pokazał to na przykładzie wsi Rozina i rodziny Bołdyriewów. Chociaż przed rewolucją miała ona niewielki dwór i małe gospodarstwo, a  wieś żyła w zgodzie, to bolszewiccy propagandyści poszczuli miejscowych chłopów na starych ziemian. W wyniku tego, chłopi nie tylko obrabowali  dom, ale także spalili gospodarzy żywcem i zmarnowali dobytek gospodarczy. Szczegółowy opis tego  bolszewickiego procederu na Ukrainie zawiera wspomnienie Zofii Kossak-Szczuckiej „Pożoga”.

Zdaniem Lenina rewolucja socjalistyczna powinna mieć charakter totalny, a takiej „nie może dokonać nasz  głupi, ciemny naród, lecz jedna, dobrze zorganizowana i porwana hasłem  partia.” (s. 48). I taką partię Lenin stworzył, opierając się na obcokrajowcach i biorąc pieniądze od każdego, kto je chciał dać bolszewikom (także od niemieckiego wywiadu w czasie wojny). Dowodzi tego liczny udział we władzach partii bolszewickiej Żydów, Łotyszy, Polaków i innych mniejszości narodowych zamieszkałych w Rosji oraz postawienie na czele politycznej bezpieki okrutnego Polaka Feliksa Dzierżyńskiego. W dążeniu do zdobycia władzy, partia ta posługiwała się krwawym terrorem, więc likwidowała wszystkich tych, którzy mieli inny niż Lenin pogląd polityczny, nawet w drobnych sprawach.

Ossendowski przedstawił Lenina jako bezwzględnego i okrutnego fanatyka rewolucji, który łamał wszelkie umowy i zasady moralne, byle zdobyć władzę absolutną. Zarazem autor potrafił pokazać jego elastyczność polityczną. Przykładem tego była zmiana stosunku Lenina do kadry inżynieryjno-technicznej w przemyśle i norm pracy. Najpierw bolszewicy oddali zarządzanie fabrykami w ręce robotników. Owocem ich rządów była wyprzedaż surowców i urządzeń technicznych przedsiębiorstw oraz ustawiczne wiecowanie. W wyniku tego nastąpiło zahamowanie produkcji fabrycznej, a przecież wyroby przemysłowe były niezbędne do funkcjonowania miast i prowadzenia wojny. Robotnicy przez wiele godzin „naradzali się i spierali zażarcie o sposobach kontroli nad fabryką, opracowywali fantastyczne plany prowadzenia własnymi siłami przedsiębiorstwa, ustanawiali godziny zajęć, śpiewali „Międzynarodówkę”, w międzyczasie niszcząc maszyny lub wymieniając części maszyn, lub surowce i półprodukty na artykuły spożywcze. Inżynierów, protestujących przeciwko temu, robotnicy nazwali burżujami i zamknęli w aresztach.” (s. 272).

Do jednaj z takich fabryk przybył premier rządu bolszewickiego Lenin i zapytał robotników, dlaczego przerwali pracę. Odpowiedzieli mu, że mieli ważne wiece i nie mają materiałów do produkcji, gdyż zostały wymienione na żywność. Następnie Lenin zapytał ich, ile godzin dziennie pracowali. Okazało się, że tylko dwie godziny. Na to wódz oświadczył: „Kradzież majętności publicznej, szkodliwe marnotrawienie czasu pracy, sabotaż, przykryty rewolucyjnymi hasłami wiecowymi, to przestępstwa. Dyktatura proletariatu została wprowadzona po to, aby zdeptać burżuazję, dlatego niezbędna jest wytężona praca każdego robotnika. Nie sześć, nie osiem, a dziesięć, czternaście godzin pracy! Słyszycie!” (s. 273). Na to rozwydrzeni bezkarnością życia rewolucyjnego robotnicy zakrzyczeli: „To gorsza katorga niż przy burżujach! Gdzież zdobycze rewolucji? Gdzież raj socjalistyczny?” (tamże). Nic to nie dało, a Lenin zapędził rewolucjonistów do pracy.

Rozumiał, że warunkiem powstania raju konsumpcyjnego w Rosji jest intensywna i efektywna praca wszystkich ludzi, uczestniczących w procesie produkcyjnym. I robotników, i majstrów, i inżynierów, a także czynności wykonywane przez organizatorów zbytu wyrobów i pracowników służb administracyjno-finansowych. Robotnicy tego nie rozumieli i dawali się łatwo napuszczać demagogom, uznającym klasę robotniczą za awangardę społeczeństw. Tak było w Rosji w czasie bolszewickiej rewolucji i po niej. Tak było także w powojennej Polsce  oraz  później w czasie przesileń politycznych, kiedy robotnicy domagali się wyższych płac, kosztem obniżenia ich pracownikom umysłowym. Nie przyjmowali oni do wiadomości tego, że w fabrykach trzeba wymieniać zużywany park maszynowy i modernizować proces produkcyjny. W końcu, rządząca Polską partia komunistyczna, zrobiła to samo, co Lenin w porewolucyjnej Rosji. Najpierw nakazał on robotnikom produkować tyle, ile przed rewolucją, pod groźbą oskarżenia o sabotaż i ukarania śmiercią. Później wprowadził Nową Politykę Ekonomiczną i sprowadził do rosyjskich przedsiębiorstw inżynierów z USA, którzy potrafili wymusić efektywną pracę robotników.

Zanim to nastąpiło, fabryki zlikwidowano, a robotnicy schronili się na wsi, lub wstąpili do Armii Czerwonej, albo „otrzymali posady w niezliczonych urzędach nowej Rosji, zmieniającej się na państwo biurokratów, żerujących na ciele narodu.” (s. 275). Środki finansowe na ich opłacenie uzyskiwał Lenin z wyprzedaży skarbów kultury narodowej, ograbiania ludzi z wszelkiego dobytku oraz niewolniczej pracy w gułagach, gdzie wydobywano cenne kruszce. Ossendowski opisał ciężkie warunki życia mieszkańców Rosji, głód, choroby i demoralizację społeczeństwa oraz wzorcowe wsie i przedsiębiorstwa do pokazywania zagranicznym dziennikarzom i pisarzom.  Do społeczeństw zachodnich nie docierały takie książki jak „Lenin” Ossendowskiego czy „Przedwiośnie” S. Żeromskiego, toteż wierzyły one w sukces rewolucji bolszewickiej i uwielbiały Lenina, chociaż był bezwzględnym tyranem i stworzył państwo gorsze niż było przed rewolucją. Bolszewicy prowadzili bezwzględną walkę z religią, więc odbierali ludziom także nadzieję, że po śmierci spotka ich nagroda życia rajskiego.

Dla polskiego czytelnika interesujące mogą być, zawarte w książce o Leninie, rozważania na temat polskiego charakteru narodowego.  Ossendowski ujął je w formę rozmowy trzech przywódców rewolucji bolszewickiej. W jej trakcie Lenin doszedł do wniosku, że do tępienia polskości w Rosji najbardziej przydatny będzie szef Czeka Feliks Dzierżyński, ponieważ był przekonanym internacjonalistą i wrogiem patriotyzmu. Świadczą o tym jego następujące słowa: „Jestem Polakiem z duszą pełną nienawiści i pragnienia zemsty  nad Rosją carską, która rzuciła siew spodlenia do narodu polskiego. Magnatów potrafiła przywiązać do tronu, a lud wieśniaczy zmusiła do samowolnego nałożenia kajdan niewolniczego, ślepego umiłowania ziemi i tradycji.”(s. 209). Podejrzenie Lenina, że Dzierżyński jest polskim nacjonalistą, rozwiał on słowami: „Chcę widzieć Polaków w pierwszych hufcach proletariackiej armii, tymczasem jest to obecnie niemożliwe, bo ojczyznę miłują do fanatyzmu.” (tamże). L. Trocki potwierdził przydatność Dzierżyńskiego do przeprowadzenia rewolucji i skomunizowania Polaków.

Dzierżyński chciał tego dokonać osobiście, dlatego żądał od Lenina postawienia go na czele rządu Polskiej Republiki Sowieckiej. Uzasadnił to następująco: „Wy nie znacie polskiego ludu! To nie Rosjanie! Polacy miłują sercem każdą grudkę ziemi, każde drzewo, każdą cegłę kościoła … Oni mogą się kłócić i za bary wodzić, lecz, gdy o kraj pójdzie, gorze temu śmiałkowi, który nań się targnie! … Tam tylko ja oszukać, omamić , uśpić baczność i trwogę potrafię! Tylko ja.” (s. 413).

Nie doszło do tego, ponieważ wojska bolszewickie przegrały wojnę z Polską, gdyż patriotyzm Polaków był silniejszy niż ich internacjonalizm. Okazję do wytrzebienia polskości otrzymali polscy komuniści dopiero w 1944 r. po niepowodzeniu Akcji „Burza” i klęsce powstania warszawskiego. Szło to im opornie, ponieważ internacjonalistom przeszkadzali polscy komuniści-nacjonaliści i tak zostało do dziś. Świadczy o tym występowanie we współczesnej Polsce dwóch tradycji ideowych – kosmopolitycznej i narodowej. Tradycję komunistyczną zastąpił po 1990 r. zachodni liberalizm, który przypisuje opcji narodowej tendencje faszystowskie, bowiem utożsamia nacjonalizm z szowinizmem.

Za paradoks historyczny można uznać to, że chociaż F. Dzierżyński marzył o skomunizowaniu i zrusyfikowanie Polski, to jako szef bolszewickiej bezpieki wymordował rosyjską inteligencję, co ułatwiło  rządowi II RP walkę z sowiecką agenturą i prowadzenie polityki zagranicznej. Trzeba o tym wiedzieć.

Piotr Zaborny

Myśl Polska, nr 5-6 (31.01-7.02.2021)

Redakcja