Donald Trump znowu rozrabia, bawi się w Brutusa i stawia fundamentalne pytanie: zdradza czy nie zdradza? To jeszcze sojusznik czy już tylko biznesmen na włościach? Ciężko się do tego odnieść na trzeźwo i bez ryzyka połknięcia własnego języka. Czas najwyższy wezwać na pomoc Zbigniewa Brzezińskiego. Inaczej nasza, pożal się Boże, scena polityczna, opiniotwórcza i ekspercka w tych swoich karkołomnych szpagatach nabawi się potężnej kontuzji – a na leczenie w budżecie przecież nie ma.
Wszak kto jak kto, ale dla polskojęzycznych „elit” państwowych prof. Brzeziński to w dziedzinie geopolityki absolutna, ponadpartyjna wyrocznia. Dla KO – autorytet totalny. Dla udających lewicę – ważny punkt odniesienia, bo przecież intelektualista, światowiec i modernizator. Dla PiS-u – skoro skutecznie wojował z komuną i ZSRR, to swój chłop. Konfederacja niby patrzy sceptycznie, ale kunsztu analitycznego odmówić mu nie potrafi. Najgorzej wypada u narodowców, co nie zmienia faktu, że dla miażdżącej większości warszawskiego salonu jawi się jako ikona i świecki święty polskiej racji stanu.
Więc, szanowny polskojęzyczny establishmencie, „elito” z Bożej łaski! Zamiast histeryzować, obrażać się na rzeczywistość, wygrażać pięściami w eterze i na własne życzenie szukać guza – wspomnijcie wreszcie słowa swojego mentora. Przeczytajcie je powoli, na głos i ze zrozumieniem: „Polska musi wreszcie dorosnąć i zrozumieć, że polityka zagraniczna USA nie opiera się na sentymentach, lecz na chłodnej kalkulacji interesów. Ewentualnych ustępstw Waszyngtonu wobec Moskwy w zamian za strategiczne korzyści w innym rejonie świata nie należy postrzegać w kategoriach zdrady. Trzeba się wyzbyć myślenia emocjonalnego na rzecz racjonalnego dbania o pozycję własnego kraju.” – Zbigniew Brzeziński, „Rzeczpospolita”, 2009 r.
Zrozum i zapamiętaj to sobie, histeryczna piaskownico: globalna dyplomacja mocarstw rządzi się twardymi prawami i trzeba umieć przyjąć to na klatę. Czas najwyższy wyrosnąć z infantylnego, życzeniowego myślenia. Polityka USA to nie kółko różańcowe ani klub bezinteresownych przyjaciół, ale brutalna gra o własne wpływy.
Ja rozumiem, że można ostentacyjnie nie słuchać argumentów wrzucanych do szufladki z napisem „ruskie onuce”. Ale nie znać wytycznych i ignorować słowa własnego, absolutnego autorytetu, a jednocześnie chcieć uchodzić za poważnych graczy? To jawna kpina i zniewaga dla inteligencji.
Tego dzisiejszego popłochu nie da się wytłumaczyć dysonansem poznawczym. Nie da się też ściemniać, że mentor nie przewidział obecnego scenariusza – bo taką ewentualność brał pod uwagę czarno na białym już w 2009 roku. Minęło tyle lat, przetoczyło się tyle lekcji, a u nas w kwestii dojrzałości geopolitycznej ciągle głębokie, obsikane przedszkole…
SŁOWNIK NOWOMOWY IMPERIALNEJ
Hasło: „Partnerstwo”
Skoro już ustaliliśmy, że musimy pilnie dorosnąć do mocarstwowej lekcji prof. Brzezińskiego, warto przy okazji zaktualizować podręcznikowy słownik. Kiedy zza oceanu słyszymy piękne, odmieniane przez wszystkie przypadki słowo „PARTNERSTWO”, w wersji pozbawionej PR-owego lukru oznacza ono dokładnie taki zestaw „wspólnych wartości”:
P – Poddaństwo (przepakowane w ładny, prozachodni marketing)
A – Asymetria (oficjalnie nazywana „równością w różnorodności”)
R – Rozkaz (zamaskowany jako „serdeczna sugestia nie do odrzucenia”)
T – Tresura (bo niegrzeczni partnerzy dostają po łapkach cłami i sankcjami)
N – Narzucenie (własnych standardów jako jedynych słusznych na świecie)
E – Eksploatacja (twojego rynku, żeby tamtejsze koncerny miały zysk)
R – Rezygnacja (z własnych interesów narodowych w imię wyższej konieczności)
S – Serwilizm (oczekiwany od mniejszych graczy, najlepiej na kolanach)
T – Transakcyjność (gdzie ty dajesz bazy i ludzi, a oni dają ci fakturę do zapłaty)
W – Wiernopoddaństwo (podniesione do rangi najwyższej cnoty moralnej)
O – Obowiązek (ślepego popierania cudzych wojen i kupowania wszystkiego z nalepką „Made in USA”)
Więc głowa do góry, drogie „elity”! Odrzućcie te swoje lęki. CIA przecież nie szpieguje sojuszników, amerykańskie korporacje nie walczą o bezwzględną dominację, a Waszyngton wcale nie wykorzystuje zależności politycznych, technologicznych i militarnych do rozstawiania was po kątach.
To przecież czyste, kryształowe „partnerstwo”.
A wy, „ruskie onuce”, odrzućcie te swoje cyniczne podejrzenia, teorie spiskowe i antyamerykańskie fobie! Śpijcie spokojnie, starszy brat czuwa.
Bożena Gaworska-Aleksandrowicz



