OpiniePolitykaPolskaSzyszkowska: Wolność – ale dla korporacji

Jan Engelgard47 minut temu
Wspomoz Fundacje

Michał Radzikowski wyprzedził mój tekst, publikując znakomity artykuł w nr 33-34 „Myśli Polskiej”. Skoncentruję więc uwagę nie na ustawie przyjętej przez sejm RP, lecz na problemie medycyny naturalnej.

Dodam tytułem wstępu, że w państwach demokratycznych prawodawcami bardzo często nie bywają ci, których spontanicznie uznalibyśmy za autorytety. W katalogu praw człowieka – nie wdając się w ocenę ich skuteczności – brakuje prawa do wyboru metody leczenia: akademickiej albo niekonwencjonalnej. Wygłaszałam niedawno referat o tym w czasie Międzynarodowej Konferencji Praw Człowieka w sejmie RP.

Nauka jest jednym z rodzajów poznania, ale nie jedynym. Ponadto teorie naukowe zmieniają się. Wiele problemów nie znajduje jednoznacznego rozstrzygnięcia w kategoriach naukowych. Spory jak mamy się odżywiać różnią zwolenników wegetarianizmu i zwolenników spożywania mięsa. Funkcjonują w wielu istotnych sprawach przeciwstawne poglądy. W myśl jednego z nich, człowiek jest istotą mięsożerną, a w myśl drugiego roślinożerną. Wielu sporów nie udaje się rozstrzygnąć na drodze naukowej.

Wierzymy w moc naszego rozumu, a brakuje odpowiedzi jednoznacznych dotyczących sposobu leczenia. Medycyna akademicka ufając jedynie „szkiełku i oku” podważa metody lecznicze, które są skuteczne i mają za sobą wielowiekową tradycję, bądź znacznie krótszą jak homeopatia.

Nauka nie wystarcza do tego, by wyjaśnić w pełni zjawisko zdrowia i choroby. Profesor medycyny Zbigniew Garnuszewski w swoich pracach naukowych twierdził, że dzięki akupunkturze i lekarstwom homeopatycznym zmienia się korzystnie pole elektromagnetyczne komórek i tkanek. Przypomnę, że wprowadził do Polski akupunkturę i pozwolono mu w czasach Polski Ludowej otworzyć wiele poradni gdzie leczono tą metodą. A wszak dominowało wówczas biologiczne ujęcie człowieka. Profesor ten twierdził, podobnie jak profesor medycyny Julian Aleksandrowicz, że nasze myśli wywierają wpływ na czynności narządów wewnętrznych i kierują naszym zdrowiem. Profesor medycyny Kazimierz Imieliński używał terminu sztuka leczenia, podkreślając, że nie wystarczają lekarstwa, by choremu przewrócić zdrowie. Zachodzi niezbędność uwzględniania psychiki pacjenta. Niewłaściwe dziś kształtowanie świadomości lekarzy sprawia, że sztuka leczenia w naszych czasach została porzucona. Owa sztuka leczenia uruchamia mechanizmy samoregulujące i samonaprawcze.

Na przykład uznanie psychonerwic za przejaw przyspieszonego prawidłowego rozwoju wywołuje wciąż sprzeciw ze strony wielu psychiatrów. Jednakże z punktu widzenia profesora medycyny Kazimierza Dąbrowskiego i powołanej przez niego do życia nauki higieny psychicznej – nie należy tych stanów leczyć, lecz uczyć się nimi kierować. Ze wszystkimi wymienionymi tu profesorami medycyny ściśle współpracowałam w czasach PRL. Profesor Dąbrowski był m.in. redaktorem naczelnym kwartalnika „Zdrowie psychiczne” wydawanego przez PAN mimo, że nie był marksistą. Dodam, że wymienieni wyżej profesorowie pełnili zaszczytne funkcje w międzynarodowych organizacjach skupiających lekarzy.

W czasach Polski Ludowej panowała wolność w obszarze wyboru metody leczenia. W telewizji pojawiał się bioenergoterapeuta Kaszpirowski, w kościołach oficjalnie leczył bioenergoterapeuta Anglik Harris. Rozwijało się ziołolecznictwo, by przypomnieć słynnego zakonnika ojca Klimuszkę. Ostra krytyka metod leczniczych innych niż oferuje medycyna akademicka, wyraża się na przykład w kpinach z leczenia bańkami. Słyszałam wypowiedzi w telewizji w myśl, których w czasie przygotowywania lekarstw homeopatycznych przenika je moc diabelska.

Korporacje farmaceutyczne są nastawione na zysk, co jest sprzeczne z przysięgą Hipokratesa. Produkowane przez firmy farmaceutyczne lekarstwa są przeznaczone dla milionów osób różniących się wszak między sobą parametrami jak wiek, waga, przebyte choroby, cechy dziedziczne, etc. Medycyna akademicka w Polsce podważa metody lecznicze, które są skuteczne, nie wywołują ubocznych skutków, ale są oceniane jako nienaukowe  i mają być ścigane prawnie. Uczeni rozmaitych specjalności z medycyną i farmacją włącznie nie są zgodni w swoich poglądach. Już ten fakt powinien uprawniać pacjentów do wyboru sposobu leczenia.

Powstaje pytanie – dlaczego nagle państwo troszczy się o nasze zdrowie? Jest to podejrzane. Mieliśmy próbkę tego w okresie niedawnej epidemii. Wszak w epoce neoliberalizmu ekonomicznego oficjalnie twierdzi się, że państwo nie pełni funkcji opiekuńczych wobec obywateli. Zajmuje się głównie ściąganiem podatków, polityką zagraniczną i wojskiem. Uprawniona staje się hipoteza, że korporacje farmaceutyczne wymogły za pośrednictwem lobbystów nacisk na parlamentarzystów, by uchwalili ustawę „Lex szarlatan”. Chcą tą drogą pozbyć się konkurencji w postaci medycyny naturalnej, co zwiększy ich i tak wielkie dochody. A powinno się pielęgnować metody lecznicze naturalne łącznie z właściwą uprawą ziół, metody, które dotrwały do naszych czasów. Dodam , że doznałam pozytywnych skutków bioenergoterapii, a niedawno po raz pierwszy doświadczyłam również skutecznego leczenia pijawkami. Mój dziadek, który był lekarzem, stosował czasami lecząc pacjentów placebo z pozytywnym skutkiem.

Interesujące, że rzekomi obrońcy naszego zdrowia byli autorami wspominanej tu ustawy, ale nie sprzeciwili się reklamowaniu lekarstw i tzw. suplementów diety w mediach. Niezrozumiałe jest milczenie w tej sprawie lekarzy i aptekarzy, szerzej farmaceutów, zważywszy składaną przez te środowiska przysięgę Hipokratesa. Kraje Dalekiego Wschodu: Chiny, Japonia, Korea, Wietnam, Indie przyczyniły się do rozwoju akupunktury. Punktem wyjścia tej metody jest uznanie nierozłącznej całości, którą tworzy człowiek z Kosmosem, a także pogląd, że cały organizm choruje, gdy niedomaga jakiś jego organ. Akupunktura bywa stosowana także w medycynie weterynaryjnej.

Akupunktura i akupresura nie obciąża pacjenta ubocznym działaniem lekarstw, co ma miejsce, gdy zażywa się lekarstwa produkowane przez firmy farmaceutyczne. Podobnie lekarstwa homeopatyczne, wynalezione w XVIII wieku przez Samuela Hahnemanna, nie wywołują ubocznych objawów.  Profesor Garnuszewski w książce  „Akupunktura we współczesnej medycynie” pisał, że odwracanie się od medycyny ludowej, pogardzanie nią, a nawet wyszydzanie, nie jest uzasadnione. Profesor Aleksandrowicz wyjaśniał, że zakłóca zdrowie sposób uprawy roślin zespolony obecnie z nawozami sztucznymi. Zakłóca zdrowie także niewłaściwy pokarm, w tym mięso zwierząt spożywających antybiotyki. Warunki w jakich hoduje się bydło na rzeź oraz warunki w farmach kurzych działają niekorzystnie na mięso, które potem spożywamy.

Zdrowie powinno być stanem oczywistym. W XXI wieku stanem oczywistym stały się choroby. Stąd przy spotkaniach  pada tak często pytanie, które mnie drażni: jak pana, czy pani, zdrówko? Pod wpływem reklam wiele osób doszukuje się w sobie chorób, stając się lekomanami. Julian Aleksandrowicz pisał w swoich dziełach publikowanych w drugiej połowie XX wieku, że wiele groźnych chorób ma przyczynę w pazerności, w zawiści, w zagrożeniach, które niesie cywilizacja. Demokracja miała charakteryzować się wieloświadopoglądowością. Jednakże wpływ koncernów farmaceutycznych, siła ich reklam w mediach, doprowadził niestety do zepchnięcia na obrzeże naturalne metody lecznicze. A obecnie metody te mają być zakazane.

Koncerny farmaceutyczne dążąc do zysku wymogły zgodę – a środowisko medyczne nie sprzeciwia się – na sprzedawanie lekarstw w domach towarowych, na poczcie, czy na stacjach benzynowych, a więc często w niewłaściwych warunkach. Drapieżna chęć zysku tych firm, szkodliwa dla człowieka, nie znajduje protestu ze strony rządzących. Ustawa tzw. „Lex szarlatan” nie powinna wejść w życie. Głęboko narusza ona wolność człowieka. Jeśli rząd chce naprawdę chronić zdrowie obywateli, to powinny być wprowadzone rzeczywiste kontrole jakości produktów przez nasz spożywanych.

Prof. Maria Szyszkowska

Jan Engelgard