Opinie16 lat po Smoleńsku

Przemysław Piasta2 godziny temu
Wspomoz Fundacje

To, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku, zmieniło nas na zawsze.

Tymczasem nigdy nie powinno było do tego dojść. Nigdy nie powinna mieć miejsca sytuacja, w której głowa państwa, znacząca część najważniejszych w Polsce polityków i dowódcy najwyższego szczebla lecą jednym pasażerskim samolotem, na dodatek solidnie wysłużonym. Nigdy nie powinno dojść do próby lądowania wymuszanej na pilotach, wbrew wszelkim regułom sztuki, procedurom i zdrowemu rozsądkowi. Nigdy polityczne widzimisię decydentów nie powinno być ważniejsze niż przyjęte procedury bezpieczeństwa. To wszystko nigdy nie powinno się było wydarzyć.

A jednak się wydarzyło. Można dziś rzec: dziw bierze, że dopiero wtedy. W końcu, po gruzińskiej szarży, było to drugie podejście Lecha Kaczyńskiego do wejścia z przytupem na karty historii.

Na miejscu zginęło 88 pasażerów i 8 członków załogi, to jednak nie koniec. Tak naprawdę wszyscy jesteśmy ofiarami katastrofy smoleńskiej. Gdyby prezydencki Tu-154 się nie rozbił, Lech Kaczyński wystartowałby w wyborach prezydenckich w 2010 roku i najpewniej by je przegrał. Prawo i Sprawiedliwość, pozbawione smoleńskiego paliwa, dryfowałoby po równi pochyłej i prędzej czy później podzieliłoby los Porozumienia Centrum.

Zamiast tego otrzymaliśmy kuriozalną quasi-religię – kult smoleński, ze swoimi kapłanami, rytuałami i świętym męczennikiem. Nienawiść, która i bez tego rozpalała nasze serca, stała się głównym motorem napędowym polskiej polityki na następne kilkanaście lat. Zamiast kierować energię na budowę przyszłości, pogrążyliśmy się w chocholim tańcu rytualnej, plemiennej wojny. Wojny całkowicie bezproduktywnej.

Podtrzymywanie mitu zamachu smoleńskiego stało się dla PiS celem samym w sobie. Bez niego Jarosławowi Kaczyńskiemu zabrakłoby mitu założycielskiego i politycznego paliwa. Dlatego nawet najbardziej absurdalne, kuriozalne i oderwane od rzeczywistości teorie były nam serwowane z pełna powagą i uporem godnym lepszej sprawy. Nie było czynów tak niedorzecznych czy niegodziwych, których nie dałoby się usprawiedliwić w imię religii smoleńskiej. Granicy nie stanowiła ani przyzwoitość, ani prawo.

Ale i druga strona nie była bez winy. Obrazem tego była wulgarna tłuszcza odgrywająca na ulicach polskich miast swoje obsceniczne spektakle. Oraz żenujący, nic nie wnoszący celebryci, popadający w obleśny rechot nad trumnami.

O Smoleńsku trzeba pamiętać. Jednak nie o „zamachu”, lecz o narodowej traumie. O wydarzeniu, które uczyniło nas gorszymi ludźmi. A może tylko pokazało, jacy naprawdę jesteśmy.

Przemysław Piasta

Przemysław Piasta

Historyk i przedsiębiorca. Prezes Fundacji Narodowej im. Romana Dmowskiego. Autor wielu publikacji popularnych i naukowych.