FelietonyWęgierskie wybory pod presją Kijowa

Redakcja3 godziny temu
Wspomoz Fundacje

Na Węgrzech toczy się ostra walka między Fideszem a wspieraną przez Zachód opozycyjną partią Tisza. Szczególną rolę w tej próbie obalenia premiera Orbána odgrywa Ukraina.

Węgry, ledwie 10-milionowy kraj Środkowej Europy, stały się polem starcia sił zewnętrznych, które nie powinny mieszać się do wyborów, nad Balatonem zaś widać ich aktywność jak na dłoni. Ten mocny nacisk z zewnątrz dowodzi, jak dużą przeszkodą dla nich jest Viktor Orbán. Obecne wybory wydają się najważniejszym starciem w historii wyborczych starć Fideszu (+KDNP) ze wspieraną przez Zachód opozycją. W tym nacisku z zewnątrz Ukraina odgrywa kluczową rolę.

Już w styczniu Ukraińcy zablokowali dostawy rosyjskiej ropy rurociągiem Przyjaźń i do dzisiaj ich nie wznowili. Komisja Europejska stanęła formalnie po stronie Węgier, nie miała już innego wyjścia, ale nie użyła żadnych narzędzi nacisku na Ukrainę. Wręcz przeciwnie, twardo strofowała Budapeszt i Bratysławę, żądających uruchomienia rurociągu. Więc specjalistów unijnych, wysłanych dla zbadania stanu faktycznego rurociągu, Kijów po prostu nie dopuścił do rurociągu. Po wybuchu wojny z Iranem, sytuacja stała się wyjątkowo niebezpieczna, i Węgry stanęły w obliczu realnego zagrożenia już nie tylko wysokich cen, ale fizycznego braku paliw.

Viktor Orbán w odpowiedzi uderzył mocno – zawetował pomoc Brukseli dla Kijowa wysokości 90 miliardów euro. Węgry i Słowacja zablokowały też eksport na Ukrainę tak energii elektrycznej jak i gazu ziemnego.

To rozwścieczyło prezydenta Zełenskiego, który publicznie groził Orbánowi mówiąc, że „pewna osoba w EU blokuje nasze pieniądze na broń dla ukraińskiej armii. Damy naszym żołnierzom adres tej osoby, by porozmawiali z nim po swojemu”. Były generał ukraińskiej Bezpieki Omelczenko sięgnął wręcz do rodziny premiera, strasząc w telewizji: „Nie potrzebujemy adresu Orbána. Wiemy, gdzie mieszka, gdzie sypia, gdzie pije i z kim się spotyka. Jeśli nie zmieni swojego anty-ukraińskiego stanowiska, wkroczy do akcji tajna organizacja KARMA, stworzona dla eliminacji wrogów. Niech pamięta, że my nigdy nie przebaczamy zdrady. Przed KARMĄ nie ucieknie ani się nie schowa, nie wykupi miliardami. Niech Orbán pomyśli o swoich pięciorgu dzieci i sześciorgu wnuków”.

Budapeszt rozwścieczył ukraińskiego prezydenta przechwyceniem przez węgierskie służby nielegalnego konwoju gotówki (40 milionów dolarów i 35 mln euro) oraz 9 kg złota z Austrii na Ukrainę w dwóch opancerzonych pojazdach z 7 osobami ochrony (w tym były generał ukraińskich służb). Pieniądze zatrzymano i wszczęto dochodzenie o pranie pieniędzy. Co ciekawe, tylko w tym roku podobne konwoje przeszmuglowały przez Węgry 900 milionów dolarów, 420 mln euro i 146 kg złota. Viktor Orbán pytał wprost: Kogo nimi finansowano? Czy także opozycję węgierską?

Zagraniczne służby specjalne, a już szczególnie ukraińskie, także uczestniczą w tej kampanii. Podsłuchano i upubliczniono poprzez aktywistów z NGOs rozmowy ministra spraw zagranicznych Pétera Szijjártó z Siergiejem Ławrowem. Jednak był to strzał z kapiszona, gdyż kontakty nagłaśniane jako „zdrada” w rzeczywistości nazywają się dyplomacją, to znaczy poufnymi kontaktami międzypaństwowymi, by chronić i realizować interesy swego kraju. Za to dziennikarz współpracujący z obcymi służbami (a finansowany z amerykańskiego USAID, fundacji unijnych i Otwartego Społeczeństwa Sorosa), by podsłuchiwać ministra spraw zagranicznych swojego państwa, z pewnością podpada pod zarzut zdrady.

Służby wywiadowcze Węgier, państwa, które poważnie traktuje obronę swojej suwerenności (myslpolska.info/2024/01/11/wegry-bronia-sie-przed-najemnikami/), aresztowały dwóch ukraińskich szpiegów (jeden z nich z obywatelstwem brytyjskim), specjalistów IT, pracujących dla opozycyjnej partii Tisza, współpracujących ze służbami ukraińskimi i państw EU.

Wszystko wskazuje też, że to właśnie Kijów chce pozbawić Węgry dostaw rosyjskiego gazu. Ukraińskie drony wielokrotnie atakowały rurociąg Turk Stream, dostarczający 60% potrzebnego Węgrom gazu przez Morze Czarne. Jednak bez sukcesu. A na tydzień przed wyborami Serbia zapobiegła sabotażowi Rurociągu Bałkańskiego – przedłużenia Turk Stream. Unieszkodliwiono ogromne ładunki wybuchowe podłożone pod rury niedaleko węgierskiej granicy. Na Węgrzech wojsko zaczęło chronić infrastrukturę energetyczną.

Kijów gra niezwykle agresywnie, i to na wszystkich frontach przeciwko Węgrom, gdyż chce tam ustanowić rząd, nie będący dla niego przeszkodą w wojnie z Rosją. Moim zdaniem ta gra zakończy się porażką. Przekonamy się o tym 12 kwietnia.

Andrzej Szczęśniak

Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2026)

Redakcja