19 marca Białoruś zwolniła około 250 więźniów uznawanych na Zachodzie za więźniów politycznych. Jeszcze nigdy władze w Mińsku nie uwolniły tak wielu tego rodzaju osób za jednym zamachem.
Zwolnienie było elementem szerszego procesu dyplomatycznego w relacjach Białorusi z USA. Dyplomacja dla normalnych państw i polityków oznacza wymianę. Białoruś uzyskała w tej wymianie znaczące korzyści. Goszczący w Mińsku specjalny wysłannik USA do spraw tego kraju, John Coal, zadeklarował Aleksandrowi Łukaszence zniesienie kolejnych sankcji – tych nałożonych na dwa państwowe banki: Biełinwestbank oraz Bank Rozwoju, a także bezpośrednio na białoruskie Ministerstwo Finansów.
Równie ważne, jeśli nie ważniejsze, jest zdjęcie sankcji wobec głównych państwowych przedsiębiorstw sektora nawozów potasowych – Biełaruśkaliju i Belarusian Potash Company. Białoruśkalij jest producentem nawozów i innych produktów potasowych, a BPC dystrybutorem jego produkcji. Ten konglomerat jest globalnym potentatem. Białoruś odpowiada za około 20 proc. światowego rynku nawozów potasowych. W 2019 roku, a więc przed kryzysem koronawirusowym i przed rozległymi sankcjami Zachodu, Biełaruśkalij osiągał zysk netto do 400 mln dolarów, generując około 8 proc. wpływów budżetowych państwa.
Na tym jednak nie koniec. Rozmowy Coala z przywódcą Białorusi oraz szefem KGB Iwanem Tiertielem miały dotyczyć między innymi wizyty Łukaszenki w Stanach Zjednoczonych – pierwszej w historii, która, jeśli dojdzie do skutku, podważy wcześniejsze próby izolacji Białorusi przez państwa zachodnie. Polityka drugiej administracji Trumpa wobec Mińska jest konsekwentnie nakierowana na normalizację relacji. Jest ona jednocześnie poligonem doświadczalnym dla relacji z Moskwą, ale też narzędziem nacisku na nią – sygnałem, że najbliższy sojusznik Rosji może stopniowo uniezależniać się od tej relacji.
Mimo szerokiego gestu Łukaszenki nawet wśród około 250 zwalnianych więźniów nie znalazło się miejsce dla Andrzeja Poczobuta, opozycyjnego publicysty oraz czołowego działacza Związku Polaków na Białorusi Andżeliki Borys. Podkreślmy, że Andrzej Poczobut jest nie tylko obywatelem Białorusi, lecz także obywatelem Polski, co rodzi formalne zobowiązania Warszawy.
Sytuacja ta pokazuje dwie rzeczy. Po pierwsze, jak silny jest antagonizm między Warszawą a Mińskiem – na tyle silny, że Mińsk nawet w tej sytuacji wyłącza ważnego dla Polski więźnia z układu. Po drugie, jak ograniczona jest samodzielna pozycja Polski wobec Białorusi, skoro nie jest ona w stanie w żaden sposób wpłynąć na włączenie Poczobuta do wymiany. Potwierdza to również, jak nisko Polska i jej interesy mieszczą się w agendzie polityki Waszyngtonu wobec poradzieckiego Wschodu.
Jak reagują polscy politycy na proces amerykańsko-białoruskiej normalizacji? W czasie, gdy elita litewska w wyrafinowany sposób, poprzez subtelnie budowaną presję, doprowadziła do wyjazdu z Wilna przywódczyni emigracyjnej opozycji białoruskiej Swietłany Cichanowskiej, ta została szumnie przywitana w Warszawie. Szczególnie demonstracyjnie podejmował ją i identyfikował się z jej sprawą prezydent Karol Nawrocki, który w zeszłym roku uznał za stosowne spotykać się z Cichanowską w kuluarach sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku, a 13 stycznia podejmował ją w Pałacu Prezydenckim, deklarując: „Polska nigdy was nie zostawi” – tłumacząc, że jest to rzekomo paradygmat polityki zagranicznej wspólny dla wszystkich sił politycznych.
Ideologiczny paradygmat demokratyczno-liberalny okazuje się w jego środowisku silniejszy niż jakiekolwiek elementy racjonalnego namysłu. Okazuje się nawet silniejszy niż równie dogmatyczny – a wynikający z tego samego paradygmatu – często demonstracyjnie okazywany przez obóz PiS wasalizm wobec USA. W tym jednym przypadku obóz ten nie kopiuje polityki Waszyngtonu, nie propaguje jej i zdaje się jej nawet nie rozumieć.
Tego samego dnia, w którym specjalny wysłannik USA zawierał z Łukaszenką kolejne uzgodnienia prowadzące do normalizacji relacji, były zastępca ministra-koordynatora służb specjalnych z ramienia PiS oraz doradca prezydenta Dudy alarmował, że Aleksander Łukaszenko pojawił się na granicy z Polską, by zainicjować nieokreśloną „operację” przeciwko Polsce.
Podczas gdy Waszyngton negocjuje i redefiniuje układ sił w regionie, Warszawa pozostaje zakładnikiem własnej retoryki.
Krystian Kamiński
Autor jest b. posłem na Sejm RP, członkiem władz Ruchu Narodowego
Fot. president.gov.by
Za: X



