Utrzymuje się, co już wiemy, że cywilizacje i związane z nimi imperia oraz mocarstwa żyją na wzór organizmów biologicznych. Rodzą się, wzrastają, mężnieją, by w końcu obumrzeć. Niektóre bezpotomnie, inne mają swoją kontynuację, jak choćby ta rzymska.
Znalazła swój – dość niespodziewany – dalszy ciąg w chrześcijaństwie. Jak każdy byt, tak i te wyodrębnione ludzkie związki, żyją na swój specyficzny sposób. To znaczy jakby tak samo, ale jednak inaczej. Po prostu wielkie bogactwo istnienia! Wszystko to podlega zatem ciągłym zmianom i prawom wiecznych przekształceń. Świat ludzki przypomina zatem gigantyczną budowlę i żywy przy tym organizm. I jak wszystko bez wyjątku, nic nie trwa wiecznie. Cmentarzyska różnych kultur są nawet przepełnione. Jak to więc konkretnie wygląda? Na ogół cywilizacje rodzą się bez wielkiego rozgłosu, gdzieś najczęściej w geopolitycznej ciszy. Tam trafiając na dobre glebowe warunki kiełkują, zapuszczają swoje korzenie, zaczynając wzrastać. Czym na początku był Rzym? Archeolodzy utrzymują, że zlepkiem szałasów.
Kim byli Frankowie? Wyłonili się z północnych, chłodnych i wilgotnych lasów. Zapewne pchły po nich skakały w najlepsze. Popatrzmy też na Moskwę, jak skromnie zaczynała. Gdzieś bardzo daleko za nieprzebranymi lasami, od świata oddzielona trzęsawiskami oraz mokradłami. Imperialna Hiszpania wyrosła z plemiennego Królestwa Wizygotów. Nie znamy jednak losu tych, którym zwyczajnie jednak nie udało się. Nie ta gleba, nie ten klimat i nie ta epoka. A popatrzmy na Wielki Step. Tę prawdziwą wylęgarnię mocarstwowych bytów: Tatarów, czy choćby Turków Osmanów. Ich kariery są zdumiewające i w każdym przypadku, bez wyjątku najpierw jest rozwój, niebywały wzrost znaczenia potęgi, by później nastąpił ich upadek. A choćby idąc dalej Imperium Brytyjskie. Taka w końcu nędzna Anglia zapoczątkowała pierwsze mocarstwo i cywilizację o prawdziwie globalnej naturze. I co? I już po wszystkim. Na końcu centrum tego świata: Londyn, stał się ojczyzną kolorowych ludów.
Dlaczego tak jest? Ruiny starych światów jednak najczęściej nie zarastają. Na miejsce schodzących ze sceny pojawiają się barbarzyńcy, którzy zaczynają całą rzecz od nowa. Wszystko kręci się jakby od początku. Na czym to jednak polega? Skoro społeczne wspólnoty żyją na wzór organizmów, to i podlegają prawom starzenia się i śmierci. Instytucje po wzroście mają zwyczaj karłowacieć, elita po prostu psieje, a lud po okresie rozpasanej konsumpcji nie chce ani ciężko pracować, ani walczyć. Kultura zaś coraz bardziej udziwnia się. I to już koniec. Wystarczy tylko kopnąć nogą. Taką ostateczną przyczyną upadku jest najczęściej przysłowiowe wielkie żarcie, niepohamowana konsumpcja tego co pod słońcem. W tych warunkach przychodzą barbarzyńcy i są prawdziwym zrządzeniem losu, nową nadzieją, że ten kołowrót rozpocznie się od początku. Ta odwieczna karuzela! I wszystko będzie tak jak zawsze. Jednak teraz jest coś, co może niepokoić. Co będzie gdy w pewnej chwili zabraknie zastępów nowych barbarzyńców bowiem ich rzesze będą już nasycone. Przesadnie obojętne i szczęśliwe. Kto odnowi świat? Może właśnie na tym będzie polegał jego koniec?
Antoni Koniuszewski
Myśl Polska, nr 7-8 (15-22.02.2026)



