Nie będziemy udawać, że się nie znamy. Będę się więc zwracał do Ciebie w sposób naturalny po imieniu. Iwan Komarenko – wróg numer jeden. Media głównego nurtu albo Ciebie atakowały, albo trwał okres przemilczania. Wyrugowano Twoją twórczość z przestrzeni publicznej. Jak myślisz – co było głównym powodem?
– Media głównego nurtu od początku mojej kariery mnie nie lubiły. Sprawa, niby banalna, a jednak kluczowa: jestem artystą niezależnym. A wielki biznes tępi niezależne jednostki. Do tej pory nie podpisałem żadnej umowy ani z radiem, ani z telewizją, ani nawet ze swoim byłym menadżerem, z którym przepracowałem 18 lat. Już w 2004 roku biorąc udział w konkursie „Drzwi do kariery” w Reality Show Michała Wiśniewskiego „Jestem jaki jestem”, zdobywając 4 miejsce odmówiłem podpisania kontraktu na wyłączność z Universal Music Polska i z Radiem Zet. Dobrze pamiętam rozmowę z pewną Panią (nazwiska nie ujawnię), która mi pogroziła – cytuję – „dołożymy wszelkich starań, aby uniemożliwić panu dalsze funkcjonowanie na scenie w Polsce”. Pozostałem niewzruszony i wyszedłem z pokoju. Nie żałuję, bo za kilka miesięcy wydałem singla „Jej czarne oczy” z zespołem „Delfin”. Intuicja mnie nie zawiodła. Po tego typu doświadczeniach biznesowych stać mnie było na wyrażanie sprzeciwu wobec łamania praw obywatelskich podczas pandemii.
Uściślijmy. Nie jesteś antyszczepionkowcem negującym istnienie chorób czy sprzeciwiającym się szczepieniom. Chodziło o konkrety czas, decyzje wtedy podejmowane. Byłeś od początku stronnikiem dobrowolności w tym temacie.
– Nie, absolutnie nie jestem przeciwko szczepieniom. Jestem przeciwko preparatowi genetycznemu mRNA zwanym „szczepionką” Covid19. Zresztą byłem szczepiony wiele razy. Dosłownie przed pandemią w 2019 zostałem pogryziony przez psa i przyjąłem 4 dawki szczepień na wściekliznę. Jeszcze wcześniej przyjąłem serię szczepień na przeziębienie. Były momenty w mojej karierze, gdy organizm nie wytrzymywał dużej ilości koncertów i nie nadążał się regenerować. Ktoś mi polecił terapię szczepionkową na wzmocnienie. Przyjąłem wtedy Broncho-Vaxom i Poliwaxin. Uderzenie było tak mocne, że organizm się zbuntował. Nabawiłem się choroby autoimmunologicznej. Straciłem 1/3 włosów na głowie, prawie nie miałem brwi. Leczyłem się sterydami przez ponad 10 lat. To był pierwszy powód dlaczego odrzuciłem opcję obowiązkowych szczepień na Covid. Czas działał na moją korzyść. Po 2-3 tygodniach już wiedziałem czym tak naprawdę była akcja zwana „Pandemią”. Bądźmy szczerzy, ludzie, którzy używają określenia „antyszczepionkowiec” doskonale wiedzą, że to nieprawda. Aktualnie termin ten stał się synonimem wyrazu głupiec, dureń. W kontekście pandemicznym dodaje zabarwienia naukowego, co daje tym osobom, często zakompleksionym, poczucie wyższości i fałszywej kompetencji. Odwagi im również dodają telewizyjni „eksperci” ze świata celebryckiego.
W lutym 2022 roku nasilił się konflikt rosyjsko-ukraiński. Cały mainstream oczekiwał od Ciebie deklaracji potępiającej jedną ze stron wojny. Doszło do kuriozalnej sytuacji. To jakby oczekiwać od Gołdy Tencer przed każdym przedstawieniem w Teatrze Żydowskim im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w Warszawie potępienia polityki premiera Benjamina Netanjahu. Jak tłumaczysz to szaleństwo?
– Łukaszu, to była świetna okazja dla dziennikarzy z mainstreamu wylać na mnie całą swoją frustrację w zemście za udział w antycovidowych demonstracjach. Kuriozum polegało na tym, że w sprawach covidowych nie miałem prawa się wypowiadać, bo nie byłem specjalistą. Natomiast w sprawach wojny miałem natychmiast zostać geopolitykiem, zważyć sytuację polityczną na świecie i wyrazić publiczny sprzeciw, nie zważając na moją rodzinę po obu stronach frontu. Albowiem część mojej rodziny (mama, siostra, brat) mieszkają w Rosji, a druga część (ciocia i całe kuzynostwo) na Ukrainie. Dziennikarze o tym doskonale wiedzieli a jednak zorganizowali perfidną nagonkę. Taka ich podła natura. W pewnym momencie proceder ten ukróciłem. Wynająłem kancelarię prawną i złożyliśmy pozwy przeciwko: Radiu Zet, portalowi „poświęconemu” Fronda oraz pozew cywilny przeciwko dziennikarce Radia Zet Łucji Siennickiej.
Współczuję. Z tego co pamiętam oprócz „Myśli Polskiej”, tylko „Najwyższy Czas!” nie ulegał w tamtym czasie tej paranoi. Ale chciałem zapytać o środowisko artystów. Czy ktoś z tego świata miał odwagę wtedy publicznie stawać w Twojej obronie? Przecież Ci ludzie Ciebie znali i wiedzieli, że nie jesteś stronnikiem wojny.
– Krótko i na temat – Nie! Czasami Edyta Górniak delikatnie „mrugała” w moim kierunku w social mediach i dawała do zrozumienia, że ze mną sympatyzuje.
Może to być trudne pytanie dla Ciebie – ale muszę je zadać. Spośród wielu państw Europy zamieszkałeś w naszym kraju. Polska stała się Twoim wyborem. Pokochałeś ten kraj. Zawsze dobrze mówiłeś o Polsce i Polakach. Znakomicie znasz naszą historię. Jednak tutaj w Ciebie uderzano. Czy zawiodłeś się na Polsce, na Polakach? Czy Twój stosunek do naszego kraju i do nas się zmienił? Czy Polska 2026 roku jest dalej fajnym krajem?
– Ależ oczywiście, że Polska jest dla mnie szczególnym krajem. Ja tu mieszkam 38 lat. Tylko z tą różnicą, że już nie idealizuję jej, jak to robiłem na samym początku mojego pobytu. Zresztą nie ma takiej potrzeby. To by świadczyło o mojej naiwności. A naiwniaków się wykorzystuje. Pomimo tego, że żyje w tym kraju grupa ludzi, która chciała by mnie bardzo dotkliwie skrzywdzić, to jednak jest on dla mnie wyjątkowy. Tu spędziłem większość swojego życia, spełniłem swoje marzenia: stałem się znanym artystą, tu mam dom, przyjaciół, bez których bym sobie nie poradził w życiu i wreszcie fanów ceniących mój dorobek artystyczny. Ja nie muszę kochać wszystkich Polaków, aby kochać Polskę.
Właśnie. Iwan – zawsze uważałem, że jesteś polskim artystą. Karierę zrobiłeś w Polsce. Śpiewasz głównie po polsku. Reprezentowałeś Polskę w 50. Konkursie Piosenki Eurowizji w Kijowie. Z dumą patrzysz na naszą flagę narodową. W 2022 roku nagle zostałeś w mediach piosenkarzem polsko-rosyjskim, a z czasem rosyjskim. Publicznie wyliczano procenty rosyjskiej krwi, które w Tobie płyną? Doszukiwano się krewnych w Rosji, zapominając o tych na Ukrainie. Czy Twoim zdaniem mamy do czynienia z rusofobią czy zwykłą głupotą? Ja się skłaniam ku temu pierwszemu.
– Tak, to jest typowa rusofobia. Ludzie zawsze się czegoś lękają. A w dobie kryzysu cywilizacyjnego lęk się wzmaga. Działa paraliżująco, a wtedy nawet mądrzy ludzie potrafią mówić bzdury. Niestety, politycy i dziennikarze nie ułatwiają życia i dolewają oliwy do ognia, nie zważając na cierpienie zwykłych obywateli, bo tak się opłaca. Czas jest najlepszym lekarzem i wyleczy każdego z każdej fobii. Nawet dziennikarzy i polityków. Tak działa ludzka psychika.
Podziwiam Twoje stalowe nerwy, opanowanie, umiejętność niewdawania się w absurdalne dyskusje z prowokatorami. Częściowo się wycofałeś. Nie wierzę jednak, że odsunąłeś się od tego co kochasz, czyli muzyki. Czy w tym czasie powstały jakieś nowe utwory? Czy czeka nas jakaś premiera w najbliższym czasie?
– Och, jak ja nie lubię absurdalnych dyskusji. Podczas nagonki dziennikarskiej przykro było patrzeć na hejterów, którzy się desperacko i beznadziejnie dwoili i troili prowokując mnie na Instagramie i Facebooku. To było żenujące. Te osoby pokazały swoje zwierzęce oblicze. Ani razu nie odpowiedziałem. To hejterów bardzo bolało. Natomiast z całą pewnością, nie zniechęcono mnie do tworzenia muzyki. Wręcz przeciwnie: zachęcono! Agresywny hejt z groźbami karalnymi włącznie uświadomił mi, że mocno tkwię w umysłach Polaków i że jestem ważną postacią w tym kraju. Tak się składa, że wkrótce wydaję nową piosenkę z teledyskiem. Premiera utworu „Nasza miłość nie ma lat” zaplanowana jest na 20 lutego na wszystkich moich kanałach i platformach społecznościowych (Youtube, Facebook, Instagram, Tik Tok, Spotify, iTunes itd.). Serdecznie zapraszam!
To bardzo cieszy. A jak wygląda sytuacja z koncertami. Czy Twoi fani mają szansę posłuchać Ciebie dzisiaj na żywo? Ludzie na to czekają, o czym przekonałem się przechadzając się z Tobą po krakowskim rynku.
– Powoli wychodzę na prostą. Coraz częściej do mnie dzwonią, piszą i pytają o terminy koncertów. W zeszłym roku zagrałem dożynki w Starej Błotnice, gdzie pod sceną z entuzjazmem przywitało mnie kilka tysięcy osób. Również odbył się koncert na Mazurach. W Boże Narodzenie grałem dla Polaków w Ejszyszkach na Litwie. Pod koniec stycznia wystąpiłem na imprezie zamkniętej. Tak, jak powiedziałem wcześniej, czas jest najlepszym lekarzem. Ostatnie lata były trudne, ale wracam na swoje miejsce silniejszy i mądrzejszy.
Praktycznie zawsze odmawiasz wywiadów – niezależnie czy jest to telewizja, powszechnie znany portal czy wielkonakładowe czasopismo. Dlaczego zgodziłeś się porozmawiać z „Myślą Polską”?
– Zgadza się. Po wybuchu wojny przestałem udzielać jakichkolwiek wywiadów. Poziom propagandy jest przerażający. W takich warunkach nie ma miejsca na obiektywną i uczciwą rozmowę. Obserwujemy wszechogarniający chaos. Ludzie są agresywni i przekrzykują się nawzajem. A tam, gdzie rządzą emocje nie ma słuchania i zrozumienia. Proszę mojego wycofania się nie mylić z izolacją. Ja bynajmniej się nie izoluję. Po prostu nie chcę rozmawiać z ludźmi, którzy mnie traktują jak wroga. W redakcji „Myśli Polskiej” wyczułem natomiast przyjazne nastawienie.
Dziękuję za wywiad, proszę o kilka słów do czytelników „Myśli Polskiej”, wśród których zapewne jest wielu Twoich fanów.
– Przede wszystkim, pracownikom redakcji życzę zdrowia i wytrwałości w walce o prawdę. Ostatnie wydarzenia pokazały, że aby być Polakiem i myśleć po polsku nie wystarczy urodzić się nad Wisłą. Nasze dusze nie są neutralne. Są nieustannie barwione i kształtowane przez treść naszych myśli. Jak mawiał wielki stoik, Marek Aureliusz: „Nasza dusza przybiera barwę myśli”. Zatem niech nasze myśli będą polskie. A wtedy, nie tylko będziemy biernie tu mieszkać, ale i kreować duchową tożsamość narodu.
Rozmawiał: Łukasz Jastrzębski
Iwan Komarenko – polski niezależny piosenkarz rosyjskiego pochodzenia. W latach 2002–2007 wokalista zespołu Iwan i Delfin, z którym wydał dwa albumy studyjne: „Iwan i Delfin” (2004), jak również jego reedycję pt. „Czarne oczy” (2005) i Dwa żywioły (2006), „Stawką jest wolność” (2022) oraz reprezentował Polskę w 50. Konkursie Piosenki Eurowizji w Kijowie (2005). Od 2007 artysta solowy, wydał dwie płyty: Tango Saute (2010) i Sens życia (2014).



