HistoriaPolskaBirczańskie reminiscencje

Redakcja1 godzinę temu
Wspomoz Fundacje

17.01.2026 roku odbyło się w Birczy, niewielkiej, ale znanej na Podkarpaciu miejscowości widowisko historyczno-teatralne Bircza 1946.

Bircza, mimo kilkusetletniej historii, zasłynęła w szczególności tym, że w 1939 roku nieopodal walki obronne toczyła polska 24 DP, a następnie w latach 1945-1946 odparła trzykrotnie napady band UPA na to niewielkie miasteczko stanowiące oazę bezpieczeństwa wśród terenów opanowanych przez bandytów z tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii. Formacji terrorystycznej, złożonej z byłych policjantów ukraińskich w służbie niemieckiej tzw. Ukrainische Hilfspolizei, członków rozbitej przez Armię Czerwoną 14 Dywizji SS Galizien i ukraińskich mieszkańców rekrutujących się z przyległych terenów.  To właśnie ci mieszkańcy, którzy z jednej strony posiadali znakomite rozpoznanie w terenie, wstępując najczęściej na ochotnika stanowili większość członków band. Trzeba też zaznaczyć, że byli też tacy, którzy pod karą śmierci dla nich i ich rodzin werbowani do UPA byli siłą, a miejscowe komórki upowskiej bezpieki  z gorliwością pilnowały na swój sposób ładu i porządku.

Wobec słabości nowo budowanego państwa polskiego (wszak zmieniał się ustrój) komórkom OUN – UPA udało się opanować czasowo większość terenu wokół Birczy i na południe od Przemyśla. Mordowano polską ludność cywilną, napadano na posterunki, małe oddziały wojska polskiego, urządzano zasadzki na konwoje. Mordy na polskiej ludności cywilnej spotkały się z odwetem ze strony polskiej samoobrony, oddziałów poakowskich. Banderowcy musieli zacząć liczyć się z tym, że to już nie był Wołyń czy tereny Małopolski Wschodniej gdzie bezkarnie mogli rżnąć, mordować i rabować.

Dlaczego poświęcam uwagę temu, że większość członków band rekrutowała się z miejscowych Ukraińców? Zaraz po tym jak odbyło się  widowisko historyczno – teatralne Bircza 1946, uruchomiło się przemyskie lewactwo na czele z głównymi propagandzistami i obrońcami „ukraińskości”, którzy w swoich wynurzeniach usiłowali przedstawić okolicznych ukraińskich mieszkańców jako piewców wolności, miłości do bliźniego, a UPA jako formację powstałą w wyniku przeciwdziałania wysyłania Ukraińców w głąb Związku Radzieckiego. Według autora tych wynurzeń UPA to taka forma samoobrony.

Tak, wiem, że to idiotyczne, ale przytaczam tylko w skrócie sens tudzież bezsens owych przemyśleń autora, choć jestem przekonany, że inspiracja wyszła z innego kierunku podobnie jak z artykułem na portalu z okiem w nazwie.

Otóż, ci miłujący pokój i spokój ukraińscy obywatele najpierw z ogromną gorliwością wyłapywali i mordowali lub oddawali w niemieckie ręce polskich żołnierzy z rozbitego pod Borownicą 17 pp. Następnie tworzyli listy proskrypcyjne dla NKWD podczas okupacji sowieckiej, a po zmianie okupanta w 1941 roku stali się zapleczem dla tworzenia ukraińskiej policji pomocniczej  (niem. Ukrainische Hilfspolizei). W celu zapewnienia ładu i porządku ochoczo wymordowali najpierw ludność żydowską z Birczy i okolic, a następnie wzięli się za represje i mordowanie polskiej ludności do tego stopnia, że czasami sami Niemcy musieli zaciągać im hamulec ręczny. Ci, którzy nie załapali się do policji zasilili zastępy 14 Dywizji SS Galizien, a następnie wspólnie i w porozumieniu zasilili szeregi band UPA. Jedni szybciej, drudzy ciut później.

Nadejście Armii Czerwonej zmusiła lokalny kureń do chwilowego przejścia w rejon Bieszczad, ale już na jesień 1944 roku po przejściu frontu bandyci wrócili na tereny wokół Przemyśla kontynuując rozpoczęte dzieło oczyszczania „ukraińskich ziem” z polskiego żywiołu.

Upowcy trzy razy bezskutecznie napadali na Birczę starając się wymordować zarówno obrońców jak też ludność cywilną. Tuż przed trzecim napadem większość cywilów ewakuowała się z wojskiem do Przemyśla, a w miasteczku zostali nieliczni, którzy zdecydowali się opuścić swoje okoliczne domy, aby znaleźć schronienie u boku polskich żołnierzy i milicjantów.

Trzeci atak, który nastąpił w nocy z 6/7 stycznia 1946 roku także został odparty przy znaczącej roli ognia moździerzy, którymi kierował por. Witold Grabarczyk, ukrywający jeszcze wtedy swoje akowskie pochodzenie – był żołnierzem 27 Wołyńskiej DP AK i dobrodziejstw, miłości ze strony owych pokojowych Ukraińców zakosztował już wcześniej na Wołyniu.

Od wielu lat uczestniczę w obchodach rocznic kolejnych napadów i bohaterskiej obrony, które organizują władze gminy ze smutkiem obserwując jak kurczy się grono uczestników, a pamięć zaczyna zanikać. Więc postanowiłem przypomnieć o naszych bohaterach organizując widowisko z udziałem rekonstruktorów z Polski i Słowacji. Jako ciekawostkę podam, że Większość moich słowackich przyjaciół to Rusini, którzy krócej, ale też doświadczyli działalności rezunów z UPA na swoim terenie. I jakoś ich za to nie lubią.

Obecna Pani Burmistrz Anna Szymaszek z atencją podeszła do tematu i ruszyliśmy z przygotowaniami, a że gmina nie dysponuje powalającym budżetem ogłosiła zbiórkę, która pozwoliła na pokrycie kosztów widowiska z czego wszyscy rekonstruktorzy biorący w nim udział przyjechali nie pobierając żadnego wynagrodzenia za swój udział czy zwrotów kosztów dojazdu. Zrobili to dla idei i przypomnienia tych wydarzeń za co należą im się wyrazy jak najgłębszego szacunku.

Scenariusz przygotowany został na podstawie znakomitego opracowania historycznego dr. Artura Brożyniaka, pracownika IPN Oddział w Rzeszowie. To niezwykle ważne, bo oparty na dokumentach archiwalnych był nie do podważenia przez tych, którzy jak zakładałem będą szukać dziury w całym. I się nie pomyliłem.

Zadziwiająca była cisza przed widowiskiem. Szowinistyczne środowiska ukraińskie nie uruchomiły swoich dyżurnych dziennikarzy, aby nie robić reklamy widowisku. Wyciągnęli po prostu lekcję z historii z Radymna w 2013 roku gdy rozpętana przez nich histeria zapewniła nam widownie w liczbie 10 000 widzów na miejscu i setek tysięcy przed telewizorami. Trzymany w pewnym balonie bezpieczeństwa temat ludobójstwa na Wołyniu został wtedy przebity i świadomość bestialstwa ukraińskiego przedarła się do szerokiej świadomości społecznej.

Tym razem zareagowali po widowisku co świadczy wyłącznie o tym, iż wspólnie z władzami Birczy wykonaliśmy dobrą i potrzebną pracę.  Niezawodne jak zwykle w takich sprawach okazało się oko.press, który to organ zadał 6 pytań władzom Miasta i Gminy Bircza przy czym nie czekając na żadną odpowiedź opublikował materiał będący mieszanką różnych urojeń autorki, której nazwiska nie wymieniam, bo nie jest warta, aby robić jej reklamę.

Autorka w swojej desperacji dziwi się że nikt nie protestował, nie sprzeciwiał się scenom jakie były pokazane podczas widowiska, rozmawia z dyżurnymi psychologami (według nowomowy psycholożkami) i przemyską aktywistką co dla mnie jest aż nadto wymownym tropem skąd wyszło zlecenie napisania tych bzdur mających wstrząsnąć sumieniami Polaków. Oczywiście autorka w cyklu swoich urojeń używa nieodłącznego i zdartego już niczym stara płyta argumentu o toczącej się wojnie na Ukrainie, uczuciach, nieodpowiednim czasie, sposobie itp.

Próżno jest dyskutować z ludźmi, którzy są  zadaniowani, otrzymują granty na prowadzenie sprofilowanych portali, prowokatorami, bo nie ma to też najmniejszego sensu. Budują swoją fałszywą narrację grając na ludzkich uczuciach, litości wobec Ukraińców, którzy dziś padają ofiarą wojny na wschodzie.

Dlaczego przy takich wydarzeniach uruchamiany jest aparat propagandy, nacisku, podprogowego szantażu emocjonalnego?

Wytłumaczenie jest bardzo proste. Budowana na Ukrainie od dziesiątków lat propaganda misji narodowo – wyzwoleńczej UPA, wlewana wiadrami także do Polski ustami albo sprzedajnych, albo po prostu bezdennie głupich polskojęzycznych polityków, usłużnych dziennikarzy, publicystów czy inne sztucznie wykreowane „autorytety” potrzebuje spokoju i każda forma przypomnienia o zbrodniczej, ludobójczej, terrorystycznej działalności tej formacji zaburza proces jej legitymizacji.

To także strach przed tym, że polskie społeczeństwo, zaczadzone jeszcze w dużej mierze codziennie serwowaną nam propagandą mediów głównego nurtu otworzy oczy na to , że ich ciężko zapracowane pieniądze, zabierane w formie podatków idą na finansowanie do cna skorumpowanego państwa, które na każdym kroku pluje nam w twarz czcząc ludobójców, wynosząc ich na pomniki, rozkradając trafiającą tam pomoc.

Jednak największą obawę budzi u nich fakt, że świadome, odporne na kłamliwą propagandę  polskie społeczeństwo dokona wreszcie właściwych wyborów, które odetną ich od wpływów, bezkarności, pieniędzy, niszczenia polskiego przemysłu, usług, uniemożliwi lub przynajmniej utrudni penetrację przez ukraiński wywiad naszego państwa. I tu moim skromnym zdaniem jest pies pogrzebany.

Co należy robić? Uświadamiać, uświadamiać i jeszcze raz uświadamiać społeczeństwo, sukcesywnie działając w swoich obszarach.. Nie zamierzam wchodzić w jakąkolwiek polemikę z autorami wymienionych wyżej urojeń i wynurzeń. Nie są tego warci.

Mirosław Majkowski

Myśl Polska, nr 7-8 (15-22.02.2026)

Redakcja