Maria Wiernikowska to osoba z charakterem, potrafiąca iść pod prąd za tym co uważa za prawdę. Rzadki przypadek w obecnych czasach.
Najczęściej jej to szkodzi, a czasem; jak prowokacyjne chwalenie się licznymi aborcjami na pewno w niektórych wpływowych środowiskach pomaga. Tak było za czasów agresji na Jugosławię, aż po plakat z napisem „Go Home” w czasie wizyty Bidena i pandemii, kiedy w odróżnieniu od swojego obecnego szefa nie poszła na lep wielkich zysków kosztem zdrowia i życia rodaków, narażając się odważną i zgodną z rozumem postawą na ostracyzm tak zwanego środowiska.
Tym razem pojechała zrobić reportaż o Rosji o zgrozo… do Rosji i zgodnie z naturalistyczną konwencją zaczęła od tego co geograficznie najbliższe, czyli od Kaliningradu. Dla kogoś kto śledzi niezależną infosferę nie było w nim wiele odkrywczego, choć jak zwykle, gdy mamy do czynienia z silną osobowością autorki, która sama ma coś do powiedzenia, także w tym wypadku dzieło ma swój podpis – niepowtarzalny styl. Nieustająco zadziwiająca jest dobroduszność rosyjskich ludzi, którzy nie reagują niechęcią na kogoś z Polski, nie wiem czy w obliczu takiego stopnia quasi rasistowskiej wrogości i złośliwych, bezsensownych szykan sam umiałbym się tak zachować.
To chyba najważniejszy ludzki atut reportażu pokazujący Rosjan jako lepszych nie tylko od propagandowych projekcji, ale i od wielu Polaków. Nie wyobrażam sobie tak przyjaznych reakcji na reportaż kręcony przez Rosjankę w Polsce, nie wiem czy nie skończyłoby się aresztowaniem i wielką, pokazową akcją tak zwanych służb. Z reportażu wynika jednoznacznie, że Polacy prowadzą wojnę z Rosjanami znacznie bardziej niż Rosjanie z Polakami, a może Rosjanie są mądrzejsi, odporniejsi na przekaz mainstreamu? Czy widzowie Kanału Zero to zrozumieją? Z drugiej strony jest w tym wszystkim pewna popularna teza, która ma reportaż w oczach nienawykłego do prawdy widza Kanału Zero uczynić łatwiejszym do akceptacji: ludzie prości są dobrzy, tylko gdzieś wysoko są źli politycy, którzy wszystko psują.
Takim pojawiającym się w delikatnych dawkach znakiem tej politycznej grozy są ponure postacie żołnierzy – w odróżnieniu od dobrych prostych ludzi ci w mundurach nie odpowiadają na zaczepki Wiernikowskiej i nie dają się wciągnąć w rozmowy, jeden jest kaleką, wszyscy ponuro patrzą w smartfony jakby się czegoś bali albo wstydzili. Jeżeli tak jest, to źle by to świadczyło o Rosji. Czy jest jakiś łącznik między ich służbą, a stabilizacją i względnym dobrobytem jaki w reportażu widzimy? Rosjanie chyba pamiętają czasy Jelcyna i kojarzą jedno z drugim, wygląda na to, że Wiernikowska tego na razie nie uwypukla, a przecież wielokrotnie choćby wpisami w mediach społecznościowych udowadniała, że bardzo dobrze rozumie geopolityczne tło konfliktu na Ukrainie.
Kanał Zero to prawdopodobnie pisowska „niezależna” wypustka w świat nowych mediów. Poprawnie antyrosyjska i nachalnie forsująca ukraińską narrację także z aktywnym udziałem dziennikarek pochodzenia ukraińskiego. Po kompromitacji w starciu z zacnymi, ale jednak niezbyt wymagającymi przeciwnikami, jakimi byli Kamraci, Stanowski mógł chcieć nieco ocieplić wizerunek i pokazać, że proszę; potrafi inaczej. Ale przecież środowiska polityczne za nim stojące podsuwając taki pomysł niezbyt lotnemu komentatorowi sportowemu mogły mieć głębszy cel. Chorobliwa rusofobia do jakiej doszło w Polsce może być drażniąca i politycznie kłopotliwa dla hegemona, który dąży (kto to wie?) do normalizacji relacji z Rosją. Może więc warto przygotować elektorat na mini „reset dla Polaków”, w myśl którego Putin zły bardzo, ale wicie rozumicie zwykli Rosjanie to na obecnym etapie też ludzie?
Nie byłoby w tym nic złego, przeciwnie, należałoby się cieszyć. Istnieje niestety druga część, przekazywana niejako w pakiecie i którą ta sama platforma bardzo intensywnie promuje. A jest nią ukrainizacja Polski – autentyczny Ukropol, a może i Ukropolin lub oba w jednym. Byłoby to zgodne z rysującą się w twórczości samej Wiernikowskiej piękną, ale nieco naiwną, kto inny by powiedział lewacką, wizją braterstwa tzw. prostych ludzi wszelkich cywilizacji, ras itp. „Od Wołynia po Gazę”. Tymczasem groteskowe „dawanie Wiernikowskiej odporu” przez samego rzecznika rządu czy histeryczne ataki zawodowych wyjców z frakcji twardo globalistyczno – rusofobicznej napędzają oglądalność i Stanowski zyskuje. A politycznie być może jedna z walczących o międzynarodowe zakotwiczenie frakcji wierzy mocniej, że po listopadowych wyborach w USA wszystko wróci do paranoiczno – rusofobicznej normy. Druga, ta podczepiona pod obecnego Prezydenta USA zaczyna szykować wariant małego resetu dla Polaków, żeby jakoś złagodzić dysonans poznawczy na linii „prorosyjski” Trump – własna rusofobia. Talent, dobra wola, autentyczne poglądy i nazwisko Wiernikowskiej znakomicie się do tego zadania nadają.
Olaf Swolkień



