FelietonyHistoriaPolskaKoniuszewski: Piłsudczyzna

Redakcja44 minuty temu
Wspomoz Fundacje

Przyznam już z góry, że tytuł tekstu jest mylący. W rzeczywistości jego bohaterami będą właściwie endecy, piłsudczycy zaś to – jak myślę – dobre tło dla przedstawienia obmyślonej sprawy.

O co zatem chodzi? Zacznijmy jednak od końca. Wydaje się, że piłsudczyków w tym przypadku i ich ideowych następców, już właściwie nie ma.  Dominowali w międzywojennym dwudziestoleciu, na historii Polski położyli się głębokim cieniem. Odeszli  w niesławie i to – pomijając ich błędy – jako formacja anachroniczna i schyłkowa. Trudno więc do nich nawiązywać, wciągać na sztandary, cytować i naśladować.

To są fakty! Jednak trumna Józefa Piłsudskiego, mimo że nie eksponowana, na swój ukryty sposób wciąż uczestniczy w naszej politycznej grze. Jest w niej duchowo obecna. Wynika to przede wszystkim z tego, że  była ona dzieckiem polskiego politycznego mesjanizmu. Naiwnego snu, że dawną wielkość można odtworzyć. Odbudować Wielką Epokę, a przy okazji unieważnić czasy klęski i upadku. Jednak tak się nie da. To bowiem tylko miły, ale głęboko utopijny sen. Gdyby tylko! Nasz narodowy dramat można sprowadzić do tego, że ta szkodliwa i ostatecznie bardzo niebezpieczna szkoła przeżyła czas swojego upadku, by odrodzić się jako niekwestionowany zwycięzca, dzierżyciel polskich dusz po roku 1989.

Nic wielkiego i złego, by z tego nie było, gdyby nie obecna międzynarodowa sytuacja, jej uwarunkowania i wynikające z nich trudności. Powielanie bowiem starych prometejskich błędów może prowadzić do nowych nieszczęść. Na szczytach polskich władz trwa przerażający taniec politycznych ślepców. I chochoł z „Wesela” majaczy na naszym horyzoncie. A co z drugim skrzydłem orła? Co z endecją? Jej główny twórca Roman Dmowski; elokwentny erudyta, błyskotliwy analityk i uzdolniony mówca, chciał by była na wskroś racjonalna, europejska i rozważna. Był człowiekiem Zachodu. Stworzył wielką szkołę polityczno-ideową. Wydawało się, że trzyma rząd dusz, że jego ruch przezwycięży chorobę narodowego mesjanizmu. Wydawało się? A jednak nie. I za Ewangelistą można powiedzieć, że wracają zadawnione schematy. Istota sprawy sprowadza się jednak nie do narzekania, ale szukania odpowiedzi na pytanie: właściwie dlaczego?

Czy tak zadziałały jakieś żelazne uwarunkowania? Odpowiedź brzmi – nie. Endecja bowiem w kilku zasadniczych chwilach nie stanęła na wysokości zadania. Zwyczajnie zawiodła. Przede wszystkim w chwilach majowego zamachu, którego wynik wcale nie był przecież przesądzony, nie podjęła walki. Zwyczajnie uchyliła się. Była przecież niemała szansa, by egzaltowanych zamachowców zmiażdżyć, a zbuntowanych żołnierzy odesłać do ich miejsc zakwaterowania. Nie uczyniono tego. Podobno w imię wyższych racji? Podobno! I kilka lat wcześniej, w 1920 r., gdy bolszewicy zbliżyli się do Warszawy, zdruzgotany Piłsudski złożył rezygnację, która nie została przyjęta, rzekomo z powodów wyższej racji. Wielka szkoda, bo dymisja należała się jemu. A skoro w Bitwie Warszawskiej jego dowodzenie nie miało wielkiego znaczenia, to po wygranej byłby skończony raz na zawsze. Zaniechania endecji miały więc – jak widzimy – historyczny wymiar.

Antoni Koniuszewski

Myśl Polska, nr 3-4 (18-25.01.2026)

Redakcja