OpiniePolskaŚwiatLasecki: „Dwóch” papieży Franciszków

Redakcja8 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Papież Franciszek powiedział kilka pozytywnych słów do rosyjskich katolików i już ściągnął na siebie wściekłe ataki Systemu. Nawet służby prasowe Stolicy Apostolskiej ocenzurowały jego słowa (również w rosyjskiej wersji językowej), co dowodzi że zmaga się on nie tylko z dziedzictwem Benedykta XVI (religijnego konserwatyzmu), ale również Jana Pawła II (geopolitycznego i ideologiczno-cywilizacyjnego atlantyzmu i zblatowania Stolicy Apostolskiej z globalizmem USA).

Nie podejrzewam, by słowa papieża były powodowane sympatią do konserwatywnej polityki Rosji, bo sam papież zdaje się forsować w Kościele katolickim zgoła odwrotny niż Moskwa kierunek obyczajowy: Putin niedawno zakazał w Rosji zmiany płci, tymczasem papież zdaje się przychylać ku jakiejś formie uznania małżeństw dla wiadomo-kogo.

Myślę, że, po pierwsze, wchodzi tu w grę sympatia ludzi spoza Europy wobec Rosji jako przeciwwagi dla Zachodu. Widzimy to ostatnio w Afryce, widzimy w południowej i południowo-zachodniej Azji, nurt ten jest też jednak silny w Ameryce Łacińskiej. Mieszkańcy wielu krajów świata trochę czekają i mają nadzieję na wejście silnej Rosji do światowej polityki, by mieć punkt oparcia wobec uciskającego ich Zachodu. Myślę, że mniej czy bardziej świadomie, wizja ta obecna jest również w głowie papieża.

Po drugie, być może gdzieś w tle kołata się też odwieczne w Watykanie marzenie o podporządkowaniu sobie Rosji. Analogicznie jak konserwatyści katoliccy starają się obłaskawić USA, licząc że w XXI wieku kraj ten wejdzie w rolę Austro-Węgier i stając się katolicki, pozostanie największą globalną potęgą (będąc tym samym „mięśniami” na użytek Watykanu), tak być może gdzieś w głowach niektórych katolickich biurokratów tli się myśl w takiej roli widząca Rosję.

Dodajmy, że w odniesieniu do tego drugiego, najpewniej zarówno orientacja na USA jak i na Rosję jest dość karkołomna. Katolicyzm w USA został przesycony tamtejszą ideologią konstytucyjną już pod koniec XIX wieku i choć być może stanie się w kolejnych dziesięcioleciach rzeczywiście najliczniejszą konfesją chrześcijańską w tym kraju, to będzie miał oblicze Tomasza Terlikowskiego i Joe Bidena. Konserwatyści katoliccy chcieliby, żeby miał oblicze Marka Jurka ale to fantazja, nie uwzględniająca kulturowych realiów USA. Katolicyzacja Rosji jest zaś mniej więcej tak samo prawdopodobna jak katolicyzacja Anglii, gdyż do historycznej mitologii obydwu tych państw należy odpór globalistycznych pretensji Rzymu.

Polscy katolicy (od tradycjonalistycznych integrystów po liberalny „Tygodnik Powszechny”), jak łatwo było przewidzieć, po słowach papieża dostali z wściekłości skrętu kiszek, że ktoś może nie nienawidzić Rosji tak jak oni. W zasadzie, polski katolicyzm powinien ogłosić schizmę i połączyć się w unii z ukraińską Cerkwią greckokatolicką – rytem byłby NOM, językiem liturgicznym ukraiński i wszyscy byliby zadowoleni.

A tak poważniej, to uważam, że istnieje niejako „dwóch” papieży Franciszków. „Pierwszy” reprezentuje katolicyzm w stanie „pieriestrojki” – czy skończy się ona przeistoczeniem katolicyzmu w jakąś nową demokratyczną i pozbawioną „imperialistycznych” ciągot konfesję, czy jakimś integrystycznym „puczem Janajewa” i próbą rekonsolidacji (a może tym był już pontyfikat Benedykta XVI? – zakończony zresztą równie żałośnie jak „pucz Janajewa” właśnie), czy może rozpadem i „ściągnięciem flagi z masztu”, nie sposób przewidzieć. „Drugi” Franciszek to natomiast Latynoamerykanin, działający niejako „poza” doktryną religijną, na polu „geopolitycznym”, jako typowy przedstawiciel swojego (uciśnionego) kontynentu.

„Pierwszy” Franciszek-reformator katolicyzmu jest nam w zasadzie obojętny. Jego wizja Kościoła zawiera kilka elementów pozytywnych (ekologia, de facto rezygnacja z prozelityzmu na rzecz stania się przez katolicyzm jedną z „wielkich religii świata”), ale większość to jednak demoliberalna wspakultura (abolicjonizm, demokracja, egalitaryzm, metysaż etniczny, pacyfizm, cicha akceptacja obyczajowej degrengolady, ogólnie propaganda „moralności niewolniczej”). Drugi „papież-Latynos” jest zaś postacią w zasadzie pozytywną, bo – jak większość ludzi na świecie (czego może z Zachodu, a szczególnie z Polski nie widać) – mniej czy bardziej świadomie tęskniący za światem policentrycznym.

Ronald Lasecki

fot. public domain

 

Redakcja