KulturaMarzec 68 z Moczarem w tle

Redakcja2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Trochę przypadkowo natrafiłem na Canal Plus na film Krzysztofa Langa „Marzec 68”. Film jest melodramatem o miłości młodych ludzi – Hani Bielskiej (Vanessa Aleksander) i Janka Wolickiego (Ignacy Liss).

W tle Marzec 68. Interesowało mnie jak to będzie przedstawione od strony politycznej, tym bardziej, że ojciec Janka (Roman Wolicki) jest pułkownikiem MSW (gra go bardzo dobrze zresztą Ireneusz Czop – na zdjęciu), przyjacielem Mieczysława Moczara z partyzantki. Film jest w sumie nieźle zrobiony, nie ma tzw. przegięć, czy patosu, ogląda się dobrze, a aktorzy, zwłaszcza ci starsi znakomici (np. Edyta Olszówka jako matka Janka) czy  ojciec Hanki Jerzy Bielski (Mariusz Bonaszewski). Bielski jest Żydem, lekarzem zwolnionym z pracy w 1967 roku za organizowanie w pracy przyjęcia na cześć zwycięskiej armii izraelskiej (choć jak wiadomo, takie przyjęcia i toasty były). On sam twierdzi, że było to przyjęcie z okazji jego doktoratu. Kiedy dochodzi o Marca 68 syn płk. Wolickiego znajduje się po stronie prostujących studentów, tak jak i jego sympatia.

Na czym według mnie polegają uroszczenia historyczne w tym filmie? Po pierwsze, autor scenariusza idzie na skróty – ociec Hanki jest Żydem uratowanym z getta, który po ucieczce schronił się w… AK. Już samo to jest naciągane. W 1967 i 1968 na celowniku MSW byli Żydzi o zupełnie innych życiorysach i drodze życiowej, ludzie stanowiący trzon władzy w epoce stalinowskiej,  a i potem zajmujący eksponowane stanowiska w państwie. Dla wielu Polaków było to znienawidzona „żydo-komuna”. Po drugie, scenarzysta sugeruje, że Marzec był od początku do końca prowokacją MSZ Moczara łącznie z rozpowszechnianiem ulotek o śmierci studentki (w literaturze przyjmuje się raczej, że była to pogłoska celowo spreparowana przez tzw. komandosów, których w filmie praktycznie nie ma).

Po trzecie, w filmie Hanka jest zmuszana do wyjazdu z Polski, co pokazano bardzo obrazowo – oficer MSW niszczy jej dowód osobisty i wręcza dokument wyjazdu, mówiąc: „Nie jest już pani obywatelką Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Ma pani trzy tygodnie na wyjazd”. Tymczasem nawet prof. Jerzy Eisler jasno twierdzi, że nie było przypadków zmuszania do wyjazdu w ten sposób, jeśli ktoś sam nie złożył wniosku o wyjazd. To dziwne, bo prof. Eisler był konsultantem tego filmu. Wreszcie obraz ludzi z aparatu bezpieczeństwa. To z reguły chamy, ale nie aż tacy jak w filmach o „wyklętych”. Sam płk Wolicki jest raczej inteligentny, ponosi zresztą konsekwencje po zatrzymaniu jego syna, a jego rozmowa z Mieczysławem Moczarem jest dramatyczna.

Jest w filmie kilka scen, które można by uznać za niepoprawne politycznie, z punktu widzenia dzisiejszej narracji o Marcu 68. Studentka przemawiająca na wiecu w dniu 8 marca 1968 mówi z wyraźnym akcentem żydowskim, a Jerzy Bielski, kiedy jego żona przekonuje go, że sytuacja zaczyna przypominać tę z getta w czasie wojny, z oburzeniem rzuca: „Nie można tego porównywać! Tu nikt do nas nie strzela!”.

W sumie, można obejrzeć, ale nie jest to obraz, który oddaje złożoność Marca 68. Na pewno była część Żydów, którzy pod wpływem sytuacji wyjechali z poczuciem krzywdy, a nawet tacy, którzy nie działali wcześniej na szkodę Polski. Ale, jak napisał Stefan Kisielewski, „wyjechali nie ci, którzy powinni wyjechać”. Być może to film o takich właśnie.

Jan Engelgard

Fot. filmweb.

„Marzec 68”, reż. Krzysztof Lang, prod. TVP, 2022.

Redakcja