OpinieŚwiatJankowski: prorosyjskiej prawicy tragedia pomyłek

Redakcja6 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Coroczne wspominanie przykrych losów ostatniego cara Imperium Rosyjskiego, Mikołaja II i jego rodziny, zwłaszcza wśród polskiej formacji patriotycznej, obnaża nadmierne przywiązanie do etykiety, bez analizy tego czym była w swoich ostatnich latach carska Rosja i przed czym ją w istocie uratowali bolszewicy.

Suwerenność na papierze

Zamiłowanie części polskiej prawicy do Rosji i rosyjskości w ogóle, zasadza się bardzo często na przekonaniu, że oto mamy do czynienia z państwem niezależnym, broniącym się przed wpływami świata zachodniego. Rozumowanie w ten sposób w odniesieniu do ery Władimira Putina jest w pełni uprawnione, natomiast ekstrapolowanie go na czasy ostatniego z Romanowów zupełnie nie broni się przed historią. Jeżeli Mikołaja II pogrążyła nieudolność caratu w zarządzaniu I wojną światową, to trzeba sobie wprost powiedzieć, że już sam udział Rosji w tej wojnie, był efektem pogrążania się państwa pod ciężarem zachodnich wpływów. W końcu wystąpienie Moskwy przeciwko Cesarstwu Niemieckiemu było jednak historyczną nowością, długo niemającą precedensu bo i wcześniej postrzegano to jako polityczną aberrację.

Sojusz z Francją, a zwłaszcza z Wielką Brytanią, był elementem włączenia Rosji w orbitę brytyjskich wpływów imperialistycznych, wcześniej przecież będących dla Moskwy zagrożeniem jej żywotnych interesów. Po drugie, rzecz niebagatelna, dynastia Romanowów w formie samodzierżawia zupełnie nie odpowiadała wyzwaniom XIX wieku, nie rozumiejąc jak wielkim zadaniem dla nowoczesnego państwa jest ochrona interesów ekonomicznych w dobie rodzącego się kapitalizmu. Industrializacja w carskiej Rosji postępowała, ale bogacili się na niej głównie przedstawiciele zachodniego kapitału, czego carat jakby w ogóle nie odnotowywał, opierając swoją władzę cały czas na strukturach arystokracji i biurokracji. Tymczasem kapitalizm, jak żaden inny ustrój w historii, pokazywał, że za pieniędzmi idzie władza. Niezauważenie, poprzez zaniechanie Romanowów, salony rosyjskie zostały opanowane przez rzeczników interesów zachodnich kapitalistów, a samo państwo stało się dla tejże formacji dojną krową.

Bolszewicy wchodzą na arenę dziejów

Koleżanki i koledzy z prawicy mają skłonność do nadmiernie idealistycznego oceniania bolszewików i ich historycznego dzieła. Skrupulatnie analizują internacjonalistyczne hasła, leninowski antyklerykalizm i zapowiadane „złamanie świata tradycji”, sugerując do tego ciągłość z wytworami nowoczesnego progresywizmu w typie ruchów LGBT+ czy już kompletnie odjechanego od materialistycznych podstaw transgender. A przecież marksizm na materializmie się zasadza i dokładnie tak samo było z leninizmem. Negacja świata przedrewolucyjnego była w wykonaniu bolszewików nie tyle jakimś diabelskim planem zdewastowania wartości rodzinnych, co obnażeniem jego hipokryzji, najlepiej obrazowanej przez rodziny arystokratyczne zresztą.

W wypadku ery ostatniego z Romanowów, niech symboliczna będzie tu historia swobodnego hasania po dworze niejakiego Grigorija Rasputina. Po drugie, to właśnie rewolucja bolszewicka pozwoliła Rosyjskiemu Światu wyzwolić się spod zachodnich wpływów i wystąpić z wojny, w której Rosja krwawiła za obce interesy, tracąc tysiące i miliony swoich najlepszych synów. Z punktu widzenia narodowej suwerenności, Związek Radziecki nie ma precedensu w rosyjskiej historii. Młode państwo radzieckie było nie tylko izolowane, ale też długo nieuznawane przez zachodnich władców. Odmawiało spłaty długów, uznając je za nie tyle „rosyjskie”, co zaciągnięte w złej woli przez sprzedajne elity. W erze stalinizmu ZSRR budował praktycznie niezależne imperium ekonomiczne, które było na tyle odcięte od zachodniego kapitalistycznego świata, że nie dotknął go Wielki Kryzys. Która formacja państwowa była więc bardziej niezależna?

Jednak Polska, a nie kraj przywiślański

Wreszcie dochodzimy do „słoń, a sprawa polska”. Stosunek caratu do niepodległości Polski znamy. Nie był on może aż tak skrajnie negatywny, jak to podaje się obecnie w historiografii III RP, a i jego kwantyfikatorami bardzo często była postawa polskich elit, wyjątkowo naiwnie wiążących sprawę polską z brytyjskim imperium i gotowych w tym celu bezsensownie lać krew, ale jednak trudno jest przyjąć założenie, jakoby Romanowowie byli jakimiś przyjaciółmi polskości. To, co dobrego działo się z Polską w rosyjskim zaborze (industrializacja, kariery Polaków w Sankt Petersburgu), działo się przeważnie wbrew woli caratu lub za jego niewiedzą; nie było to w każdym razie jego celem. I nie ma co Moskwie czynić z tego zarzutu, w końcu o Polskę powinniśmy dbać przede wszystkim my, a nie liczyć na innych.

W wypadku bolszewików mieliśmy tu jednak zmianę jakościową. Jednym z pierwszych kroków Władimira Lenina było anulowanie traktatów rozbiorowych i uznanie rządu Ignacego Daszyńskiego. Lider bolszewików wytrącił z rąk chytrego Zachodu sprawę polską, czym podniósł jednak jej status na arenie międzynarodowej. Później długo pertraktował z nową władzą, oferując nam lepsze granice na wschodzie, niż ostatecznie dostaliśmy je po wojnie 1920 roku. Wreszcie, nawet w największej wojnie jaką świat znał, to 600 tysięcy radzieckich żołnierzy poległo przy wyzwalaniu polskiej ziemi, a w uznaniu postawy narodu polskiego, dowództwo ZSRR pozwalało nam zdobywać Berlin i bardzo pilnowało spraw dla Polski prestiżowych, jak zaślubiny z morzem czy wkroczenie do Warszawy.

W radzieckim systemie sojuszy zostaliśmy państwem nr 2. Josif Stalin zagrał grę na Polskę, choć mógł na Niemcy, pozostawiając nam kadłubowe państewko, niezdolne do samodzielnej egzystencji. Jakkolwiek mamy prawo mieć zastrzeżenia, bo relacje polsko-radzieckie to również 17 września czy zbrodnia katyńska, to jednak w porównaniu z caratem różnica jest widoczna gołym okiem.

Realizm zamiast katechonizmu

Jest więc jednak – jak to pisał Julian Brun o twórczości Stefana Żeromskiego – „tragedią pomyłek”, rehabilitacja Mikołaja II pod kątem dostrzegania u niego zewnętrznych atrybutów władzy i rysowanie ciągłości między Romanowami, a dzisiejszą Rosją. Rewolucja październikowa, w swojej istocie była bowiem rewolucją narodową, rosyjską. Przejęciem władzy nad środkami produkcji i pracą narodu rosyjskiego przez jego emanację, którą w tamtym momencie stanowili bolszewicy. Rewolucją, której ostrze wymierzone było we wszystkie te formacje polityczne, które Rosję oddały we władanie obcych. Na czele z caratem.

Tomasz Jankowski

Redakcja