FelietonyPublicystykaEwolucjonizm

Redakcja2 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Ewolucjonizm jako doktryna stał się jedną z istotniejszych duchowych podstaw nowożytności. Można by nawet ostrożnie orzec, iż bez darwinizmu wiele współczesnych ideologii nie osiągnęłoby swojej ideowej pełni. Nawet jeśli się do niego wprost nie odnoszą, jak choćby marksizm. Przy czym roztrząsamy tu o nim jako o zespole poglądów filozoficzno – antropologicznych, nie zaś biologicznych.

Należy nawet stwierdzić, że Darwin i jego uczniowie stoją wciąż w samym centrum rozmyślań o współczesności. Zgodnie bowiem z jej ideowymi  wytycznymi rozumieją świat jako samowystarczalną rzeczywistość, dowodząc, że biegnie ona wyłącznie w jednym kierunku : od prostej formy do coraz bardziej skomplikowanej.  Powyższe uogólnienia z czasem weszły także do kanonu różnych nauk społecznych, wnioskujących na tej podstawie o nieustannym postępie ludzkości. Jego rozwoju biologicznym i społecznym. Tezom tym towarzyszy skrajny determinizm.

Wynika z niego, iż to co się zdarzyło jest nieuniknione i zawsze musi być interpretowane, jako lepsze od wszystkich wcześniejszych bytów. Ewolucjonizm od ponad stu lat jest niekwestionowanym władcą całej naukowej przestrzeni. Kreacjonizm wszędzie przegrał. W katolicyzmie już od dawna nie istnieje, odchodząc do intelektualnych podziemi. Trzeba zwrócić uwagę i na to, iż w tej sytuacji cały ten zespół sądów, wskazujący na ciągłą zmienność form stał się podstawą tego, co winno zachować swoją niezmienność; czyli poglądów na naturę człowieka. Na tym właśnie polega jego niewątpliwie rewolucyjna skrajność, a w ślad za nim i szkodliwość. Błędny absolutyzm tych mniemań można sprowadzić w końcu do tak absurdalnej konkluzji, że nawet  kataklizmy należy uznać za konieczne dźwignie postępu. Logiczną konsekwencją powinno być kończące historię ubóstwienie człowieka. Taki wniosek wydaje się być  oczywistym następstwem postępowości, rozumianej jako kluczowe prawo dziejów.

Na czym zatem polega nielogiczność, a w konsekwencji absurdalność darwinizmu? Przede wszystkim ideologia ta wyrosła ze zbyt cząstkowych obserwacji, czynionych w niezbyt długim czasie na niewielkiej przestrzeni świata przyrody. Została następnie szybko uogólniona i ubrana we własną dogmatykę. Pasowała bowiem do klimatu epoki. Główne jej założenia opierają się na kilku mocno spekulatywnych tezach. Jedną jest jej podstawowe założenie, że przyroda posiada własne wewnętrzne rozwojowe mechanizmy, zaś jednym z kluczowych jest prawo doboru naturalnego. Nie kwestionując założenia o istnieniu mechanizmów adaptacyjno-dostosowawczych. Trzeba zastrzec, że nie jest to prawo o bezwzględnie obowiązującym charakterze. Życie okazuje się o wiele bardziej złożone, niż to w przedstawionej wyżej wersji. Po prostu, by mogło trwać musi także dopuszczać do istnienia w ramach gatunku i tego, co w ewolucjonistycznym podejściu jest słabsze.

Ułomność oraz różnego stopnia i rodzaju niedoskonałość jest jego przecież fundamentalną częścią oraz niezbędną składową. Naturę świata należy pojmować jako o wiele bardziej złożoną niż proponowany schematyzm. Wynika z tego niezbicie, że w świecie ożywionym obok kierunku prącego ku gatunkowemu doskonalenia się, współistnieje również zjawisko odwrotne – uwiąd, czyli tak zwana dewolucja (atrofia). Po prostu nie ma uniwersalnych dziejowych prawideł, stosujących się do każdej sytuacji. Konkludując trzeba stwierdzić, że ewolucjonizm nie może aspirować do roli odkrywcy naukowej prawdy o wszelkich żywych istotach, a w tym i o człowieku.

Antoni Koniuszewski

Myśl Polska, nr 47-48 (21-28.11.2021)

Redakcja