AktualnościOpinieTen kryzys służy PiS

Redakcja4 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Teoretycznie jest dramatycznie – polska granica wschodnia  jest szturmowana przez imigrantów z terytorium Białorusi,  media rządowe nadają alarmujące komunikaty, politycy PiS ostrzegają przed eskalacją napięcia, przed wojną „hybrydową”, „agresją Rosji” itp. Jednak wnikliwy obserwator dostrzeże łatwo, że tak naprawdę a gabinetach partyjnych PiS-u i gabinetach rządowych w sumie panuje zadowolenie. Paradoks? Pozorny – ten kryzys służy bowiem nikomu innemu, tylko PiS.

Przede wszystkim od kilku dni na plan dalszy zeszły takie niewygodne dla partii Jarosława Kaczyńskiego tematy, jak wzrastająca inflacja, konflikt z UE, sprawa śmierci Izabeli z Pszczyny i związane z tym protesty. Teraz mówi się tylko o sytuacji na granicy wschodniej, a w tym temacie PiS ma wyjątkowo mocne karty.

Najmocniejsza karta to przekonanie większości Polaków, że rząd robi dobrze uszczelniając granice, a opozycja robi źle, że to krytykuje. Po serii kompromitujących happeningów posłów PO i Lewicy, a także po całej serii kuriozalnych wpadek tzw. salonu wspomaganego przez TVN, TOK FM, Gazetę Wyborczą itp. – PiS otrzymało wyjątkowy prezent, dzięki któremu łatwo przedstawia w swoich mediach całą opozycję jako stado nieodpowiedzialnych, oderwanych od realnych problemów narodu pięknoduchów, idiotów, a w dużej części zdrajców. Twarzą opozycji nie są poważni politycy zatroskani o los państwa i narodu, tylko szaleńcy i jajcarze, oszczercy polskich żołnierzy i pograniczników, tacy jak Szczerba, Joński, Sterczewski czy Jachira. Donaldowi Tuskowi nie udało się zmienić tego wizerunku. Także wzmożona aktywność salonu i środowisk artystyczno-celebryckich jakby nie było idzie na konto opozycji, pogłębiając obraz upadku i degrengolady.

Na tym polu PiS zyskało więc dodatkowe punkty. Konflikt mu wyraźnie służy, bo zmagania na temat inflacji, drożyzny, czy aborcji był dla tej partii raczej niekorzystne. Mówiąc o kontekście wewnętrznym trzeba też powiedzieć o tym, że PiS dostało do ręki także „argumenty” na rzecz swojej geopolitycznej narracji. Występy pana prezydenta, premiera, ministra Kamińskiego i Błaszczaka,  nie mówiąc już o kolejnych kuriozalnych teoriach Antoniego Macierewicza – o tym świadczą. Wszystkie nici wiodą rzecz  jasna do Kremla, to tam jest centrum decyzyjne, tam jest wcielenie zła, czyli Władimir Putin. A celem Kremla jest, jak wiadomo, „destabilizacja” Unii Europejskiej, odbudowa ZSRR, podbój Ukrainy, a potem być może Polski itp.

Żadnej refleksji na temat polskiej polityki wschodniej i jej prowokacyjnego charakteru. Wydaje się, że politycy rządowi wierzą w to wszystko, o czym mówią, przynajmniej większość z nich, bo to jest ich świat, ich postrzeganie rzeczywistości, czują się więc jak ryba w wodzie.  Nareszcie mamy dowód! A nie mówiliśmy! Dlaczego więc wyciągać jakieś wnioski, dlaczego zastanawiać się nad naszymi błędami? Po co, to jest krucjata. Znowu barw nabiera „przepowiednia” Lecha Kaczyńskiego z Tbilisi, powtarzana po stokroć przy każdej nadarzającej się okazji: „Dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę”.

„Będziemy granicy bronili. Współdziałamy z naszymi sojusznikami. Premier jest w stałej konsultacji z Komisją Europejską i z Radą Europejską. Ja jestem w stałym kontakcie z sekretarzem generalnym NATO. Dzisiaj rano pan Jens Stoltenberg prosił mnie o to, żebyśmy byli właśnie na takiej gorącej linii”  powiedział Andrzej Duda na spotkaniu w BBN. O czym to świadczy? Ano o tym, że Zachód, UE i NATO, które czepiały się nas przez wiele ostatnich miesięcy – zmiękł. No bo przecież nie mogą nas atakować, kiedy ich bronimy, bronimy Europy, UE, NATO. To logiczne, przecież gdyby granica pękła, albo gdybyśmy sami ją otworzyli, to tysiące imigrantów zaleją Niemcy i inne państwa UE. Oni o tym wiedzą, więc ucichli, a nawet zaczęli na kokietować. Ba, do Polski grzecznie przyjechał przerażony szef Rady Europejskiej Charles Michel, raczej nie sympatyzujący z obecnym rządem w Polsce.

Tak więc wszystko wskazuje na to, że operacja władz białoruskich jest tak czy inaczej korzystna dla PiS-u, Aleksander Łukaszenka chcąc nie chcąc podał rękę Jarosławowi Kaczyńskiemu. I taki jest – co by nie mówić – uboczny skutek tej akcji.

Jan Engelgard

Na zdjęciu: Charles Michel i Mateusz Morawiecki

Fot. profil fb KPRM

Redakcja