PublicystykaTVN i polityka polska

Redakcja2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Napięcie w formacji nazywającej się Zjednoczoną Prawicą narastało od dawna. Wynikało to z konfliktu między Jarosławem Kaczyńskim i Jarosławem Gowinem, który to konflikt wszedł w fazę ostrą podczas przygotowań do wyborów prezydenckich, na wiosnę ubiegłego roku.

Od tego czasu, pomimo pozornego pojednania, było widać, że ostateczna rozgrywka miedzy tymi liderami jest nieunikniona. Do ponownego zaostrzenia relacji doszło wokół kontrowersji związanych z wprowadzaniem tzw. Polskiego Ładu, jak też próby ustawowego uregulowania działalności, a raczej wyeliminowania, telewizji TVN, będącej własnością amerykańskiej korporacji medialnej Discovery, gdzie szefem jest David Zaslav, magnat medialny, żydowskiego pochodzenia, wspierający Partię Demokratyczną, będącą obecnie u władzy.

Widać, że to wpływowa postać, bliska kręgów obecnego prezydenta Bidena, i uderzenie w jego interesy wywoła reakcję. Zaraz odezwał się też Departament Stanu i pojawiły się różne pogłoski, jakie to ostre działania, łącznie z wycofaniem wojsk amerykańskich, może podjąć administracja Bidena wobec Polski. Przy okazji Polacy zobaczyli na jakich fundamentach i zasadach opiera się amerykańska demokracja i co wart jest sojusz z tym krajem, gdzie ważna jest nie obrona wspólnych interesów, ale bardziej osobiste interesy pana Zaslava.

Ludzie z kręgu Kaczyńskiego, jak też elektorat PiS, zapewne uważają, że nie ma przyczyn, dla których interesy pana Davida Zaslava miałyby cieszyć się większą atencją w Polsce, niż to jak sprawa Nord Stream 2 została potraktowana w USA. Zatem chęć jakiegoś, choćby małego odwetu, jest tu silna. Pani Madeleine Albright w kontekście koncesji dla TVN stwierdziła: „Świat uważnie obserwuje rozwój wydarzeń w Polsce”. To gruba przesada. Świat jest zdecydowanie większy niż grupa osób zainteresowanych w powodzeniu biznesu pana Davida Zaslava.

Polacy mieli chyba, w swej większości, inny obraz relacji Polski i USA, jak też uważali, że opierają się one na wspólnych wartościach. Jednak nie ma tu zgodności co do tego jakie to są wartości.  Głównym jej wyrazem w USA są pieniądze. Takie pojęcie wartości to tam rzecz oczywista. Już w końcu XIX wieku, biznesmen i polityk Mark Hanna, który sfinansował wybory prezydenckie McKinleya, gdy został zapytany o amerykańską demokrację, odpowiedział: „W polityce są dwie ważne rzeczy. Pierwsza to pieniądze, a drugiej nie pamiętam”.

Kaczyński jest bystrym politykiem i wie, że większość Polaków miała dość aroganckich zachowań amerykańskich polityków wobec Polski. Wyskoki ambasador Mosbacher i Sekretarza Stanu Pompeo były z trudnością tolerowane, gdyż wszystko opierało się o osobiste relacje z prezydentem Trumpem. Ważne było to, co on zadeklaruje i ostatecznie zrobi, a nie to, co tam mówią jego urzędnicy. Obecnie, gdy te relacje z prezydentem znikły, to nasze władze muszą zmienić swoje podejście i reagować także na zachowanie pomniejszych urzędników Białego Domu, gdyż nie jest pewne, czy nie wyrażają one podejścia samego prezydenta.

Nie ma zresztą powodu, by Polska zachowywała się tak przesadnie strachliwie wobec USA. Inni, nawet bardziej zależni od USA, zachowują się o wiele odważniej. Ot, choćby taki prezydent Filipin, Rodrigo Duterte, poczyna sobie z Amerykanami zupełnie bezceremonialnie. Swego czasu posłał prezydenta Obamę do diabła, a córce byłego prezydenta Clintona, w odpowiedzi na jakiś jej uwagi, tłumaczył co jej tata robił w gabinecie owalnym z panią Levinski i zapewne innymi damami.

Wersal się skończył wszędzie na świecie i nie ma powodu udawać, że jest inaczej. Prezydent Filipin kilkakrotnie zapowiadał usunięcie amerykańskich baz i wypowiedzenie układów z USA, a całkiem niedawno żądał pieniędzy za stacjonowanie żołnierzy USA na swoim terytorium. Nasze terytorium ma takie samo, a może i większe, znaczenie strategiczne, niż Filipiny, trzeba tylko przestać ciągle dawać się straszyć jakimś rosyjskim zagrożeniem.

W takiej to sytuacji doszło w Sejmie do bitwy o TVN. W posiedzeniu Sejmu w dniu 11 sierpnia brało udział 456 posłów, gdyż dwoje z PiS i dwóch z Konfederacji było nieobecnych i nie uczestniczyli oni w żadnym głosowaniu.

W tej sytuacji, przy jawnym przejściu 5 posłów Gowina na stronę opozycji, obóz rządowy był w mniejszości, w stosunku 227 do 229. I taki też był wynik przegranego przez PiS głosowania o odłożenie obrad.

Przebieg i wynik tego głosowania (brak głosów wstrzymujących się) wskazywałby, że jednak mogło dojść do pewnych ustaleń co do wspólnego głosowania opozycji za odłożeniem obrad. Gdyby faktycznie do takiego rozstrzygnięcia doszło, to zostałaby, ze strony mediów opozycyjnych, rozpętana kampania propagandowa, której celem byłoby przekonanie wszystkich, że PiS nie ma już większości i potrzeba tylko jeszcze ostatniego kroku, by odsunąć go od władzy. Taka kampania, wsparta odpowiednio przez, sterowane z zagranicy, obce aktywa, mogłaby finalnie odnieść powodzenie.

Kluczowe dla całej sprawy było głosowanie o reasumpcję. Opozycja przyjęła taktykę niebrania udziału w tym głosowaniu, by w ten sposób doprowadzić do sytuacji, gdzie nie zostałaby osiągnięta liczba połowy wszystkich posłów, tak aby głosowanie było ważne. To się nie udało z powodu zachowania trzech posłów w koła Kukiz15, którzy poparli wniosek o reasumpcję. I stąd taki hejt na Kukiza, gdyż to jego posunięcie, w tym decydującym głosowaniu, doprowadziło do upadku planu opozycji, który, gdyby się udał, mógłby zakończyć się kryzysem i przesileniem politycznym.

Obecnie szanse na jakieś powtórzenie podobnego planu mocno się skurczyły, już choćby dlatego, że na Kukiza wylała się taka masa hejtu, że on sam nie pójdzie już na rozmowy z opozycją w sprawie jakichś akcji przeciwko rządowi. Na dodatek hejt spotkał też Konfederację, a jeden z jej posłów został fizycznie zaatakowany, przez grupę opozycyjnych aktywistów pod Sejmem.

Tak na zdrowy rozum, to jakikolwiek sojusz między liberalną opozycją a Konfederacją nie jest faktycznie możliwy. Co może Pan Tusk zaoferować tej partii na dłuższą metę? Co najwyżej pozycję koncesjonowanych faszystów. I oczywiście żadnych Marszów Niepodległości, bo to się nie spodoba w Brukseli. To jest niemożliwa do realizacji układanka.

Być może pan Bosak, chociażby z racji dawnych występów w „Tańcu z Gwiazdami”, ma jakiś sentyment wobec TVN-u, ale jego polityczne rozwinięcie nie jest realizowalne. Gdyby jacyś politycy Konfederacji poszli w tę stronę, to skończyłoby się to rozbiciem tej formacji, co zarówno PiS jak i PO przyjęliby z radością.

Z obecnego wyniku tej rozgrywki, Jarosław Kaczyński może czuć się usatysfakcjonowany. Jego wielki przeciwnik, Jarosław Gowin, został usunięty i pozbawiony znaczenia. Kaczyński uzyskał poparcie trzech posłów Kukiza, którego warunkiem, jak sam oświadczył, dalszej współpracy przy głosowaniu ustaw Polskiego Ładu, jest przyjęcie jego ustawy o zwalczaniu korupcji, co jest zapewne do zaakceptowania przez Kaczyńskiego

Na dodatek, obecne zamieszanie wywołało tak duże emocje, że całkowicie przykryło niedawną decyzję o podwyższeniu płac polityków, która, gdyby medialnie nadal się ciągnęła, mogłaby spowodować jakieś straty w poparciu dla PiS. Kaczyński odniósł zatem poważne korzyści z tego starcia i jakby to nie brzmiało absurdalnie, sprawa przyszłości TVN-u wydaje się mieć, dla niego, mniejsze znaczenie.

Oczywistym jest, że TVN to główny medialny wróg PiS-u i wielu polityków z tego obozu najchętniej widziałaby koniec tej telewizji. Dla przykładu, Joanna Lichocka stwierdziła, że PO „już dawno byłaby na jakimś dnie jeśli chodzi o poparcie gdyby nie stacja TVN”. Być może, tego rodzaju przecenianie roli tej telewizji jest dziś już niezgodne z prawdą, tym niemniej ma ona nadal znaczny wpływ na kształtowanie politycznych zachowań. Chodzi szczególnie o pewien segment ludzi oglądających telewizję, a mianowicie o osoby mające dostęp do telewizji wyłącznie przez nadajniki naziemne. Są to w większości ludzie biedniejsi i zamieszkujący mniejsze ośrodki, gdzie nie ma telewizji kablowej, zaś telewizja satelitarna jest dla nich za droga.

Według szacunków, w Polsce aż 8 milionów widzów na dostęp tylko do telewizji naziemnej, i te osoby straciłyby całkowicie dostęp do TVN i TVN7, gdyby te stacje straciły koncesje. Jest to jednak sprawa dalszej przyszłości, gdyż dla stacji TVN7 koncesja wygasa w lutym 2022 roku, zaś dla TVN, aż w kwietniu 2024 roku, czyli wychodzi poza termin następnych wyborów parlamentarnych, odbywanych nawet w normalnym terminie.

Z tego też względu, jeśli dziś Kaczyński idzie na wojnę z TVN, a pośrednio i z administracją Bidena, to dlatego, że daje mu to polityczne korzyści. Jego elektorat ma tak dość arbitralnego, i pozbawionego taktu, mieszania się urzędników waszyngtońskiej administracji w polskie sprawy, że chętnie poprze takie działania. Tym niemniej, całe to starcie jest bardziej udawane niż rzeczywiste i ostatecznie dojdzie pewnie do układu z rządem USA, albo poprzez wprowadzenie do ustawy kompromisowych poprawek, albo poprzez zawarcie umowy dwustronnej z Amerykanami. Jednak taki krótki okres napięć, wręcz konfrontacji z administracją Bidena, może być dla PiS politycznie korzystny.

Niewątpliwie jedynym pewnym przegranym w obecnym starciu jest Jarosław Gowin. Jego ostatnią nadzieją było spotkanie z prezydentem Dudą. Do spotkania doszło przy okazji wręczania mu odwołania z funkcji wicepremiera, jednak prezydent potraktował go szorstko, odmawiając nawet spotkania w cztery oczy i robiąc wyrzuty z tego powodu, że nie zwracał się o radę przy planowaniu swoich ostatnich posunięć, oraz wyrażając nadzieję, że za kilka tygodni nie będzie częścią totalnej opozycji. Gowin, jako polityk, znalazł się pod wodą i nie jest pewne, czy utrzyma przy sobie nawet tych czterech posłów, jacy mu jeszcze pozostali z dwudziestu, których miał w dobrych czasach. Wygląda, że to już koniec tego polityka. Wykazał brak lojalności wobec wszystkich, z którymi współpracował, i to się ostatecznie na nim zemściło, mimo że manewrować potrafił zręcznie.

Stanisław Lewicki

fot. Wikipedia Commons

 

Redakcja