OpinieŚwiatOd kapitalizmu oligarchicznego do kompradorskiego

Redakcja2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje
Tektoniczne zmiany własnościowe

Ukraina była przez wszystkie trzy dekady swojego istnienia modelowym przykładem kapitalizmu oligarchicznego. Zdecydowana większość majątku narodowego, w tym kluczowych, całkiem nieźle rozwiniętych w czasach radzieckich sektorów przemysłu, znalazła się w rękach oligarchów. Konsekwencją przewrotu dokonanego pod kuratelą tzw. Zachodu w 2014 roku było przejście do nowych zasad dystrybucji majątku.

Nie chodzi tu przy tym wyłącznie o kwestie pojawiających się nagle operatorów zagranicznych, w rodzaju Burisma Holdings, w której organach statutowych zasiadali syn obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych Hunter Biden, a także kilku innych byłych polityków i lobbystów. Nie chodzi też o desant zagranicznych menedżerów do spółek publicznych, wcześniej kontrolowanych nieformalnie przez nominatów poszczególnych klanów oligarchicznych. Chodzi przede wszystkim o zainstalowanie mechanizmów ustrojowych pozwalających na sprawowanie bezpośredniej kontroli i nadzoru przez ośrodki zewnętrzne nad istotnymi z punktu widzenia prowadzenia jakiejkolwiek działalności gospodarczej instytucjami.

Nadzorcy

Najpierw pod taką kuratelę dostały się ukraińskie służby specjalne, w tym nadzorowane przez Amerykanów Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU). Teraz przyszła kolej na wymiar sprawiedliwości. Ukraińska Rada Najwyższa przyjęła właśnie dwie ustawy z tego obszaru: pierwszą o Wyższej Komisji Kwalifikacyjnej Sędziów Ukrainy w czerwcu; zaś drugą, kilka dni temu, o Wyższej Radzie Sprawiedliwości.

Wyższa Komisja Kwalifikacyjna Sędziów Ukrainy ma za zadanie zatwierdzanie nominacji sędziowskich w sądach wszystkich szczebli i rodzajów. Decydujący głos w wyborze jej składu będą mieć eksperci zagraniczni. Procedura została wprowadzona zgodnie z zaleceniami Komisji Weneckiej, organu doradczego Rady Europy.

Wyższa Rada Sprawiedliwości składa się, według obowiązującej konstytucji, z 21 członków. Połowę z nich wybiera ogólnokrajowy zjazd sędziów, po dwóch prezydent, parlament, zgromadzenia adwokatów i prokuratorów oraz uczelniane wydziały prawa. Z urzędu wchodzi w jej skład prezes Sądu Najwyższego. Przyjęta właśnie z inicjatywy prezydenckiej partii Sługa Narodu nowelizacja przepisów zakłada, że wszystkich członków i kandydatów na członków opiniować będzie od tej pory Rada Etyki. Wejdzie w jej skład trzech przedstawicieli organizacji międzynarodowych, z którymi Ukraina współpracuje w zakresie rządów prawa i walki z korupcją. Każda wiążąca opinia rady będzie musiała uzyskać poparcie co najmniej dwóch z nich. Nowelizacja to także efekt zaleceń wspomnianej Komisji Weneckiej.

Kluczowe dla przyjęcia obu poprawek do ustaw było jednak stanowisko George’a Kenta, zastępcy asystenta sekretarza stanu Stanów Zjednoczonych, który przybył właśnie z dwutygodniową wizytą na Ukrainę. Co ciekawe, ten amerykański dyplomata zbliżony do Demokratów ma swojej karierze zawodowej pracę w Polsce, a także w Kijowie, gdzie podczas Pomarańczowej Rewolucji 2004 roku pełnił funkcję zastępcy radcy politycznego ambasady. To zatem, bez wątpienia, doświadczony nadzorca.

Korporacje versus oligarchia

Przyjęcie wspomnianych przepisów mających wpływ na kształt ukraińskiego sądownictwa świadczy o kilku procesach. Po pierwsze, tzw. Zachód nie ma najmniejszego zaufania do procedur utrwalonych w dobie funkcjonowania ukraińskiego kapitalizmu oligarchicznego. Po drugie, rozdaje karty, bowiem to od niego zależy czy nad Dniepr spłyną kolejne, będące kroplówką dla umierającej ukraińskiej gospodarki transze kredytów Międzynarodowego Funduszu Walutowego i innych pożyczek. Po trzecie, opanowanie ukraińskiego sądownictwa przez instytucje zewnętrzne ma zabezpieczyć proces przejmowania resztek jej gospodarki przez kapitał zewnętrzny. A to oznacza ograniczenie strefy wpływów miejscowej oligarchii.

Z punktu widzenia suwerenności sprawa jest bezdyskusyjna: Ukraina nie jest, już nawet formalnie, podmiotem suwerennym. I jest to długofalowy skutek przewrotu dokonanego w 2014 roku. Prezydent Władimir Putin zauważył w swoim głośnym artykule, że ukraińska państwowość nie może istnieć bez zachowania więzi z Rosją, która paradoksalnie jest gwarantem jej niezależności. Istotnie, Rosja była gwarantem kapitalizmu oligarchicznego, który – choć barbarzyński i przestępczy z natury – przez lata organizował jakoś życie mieszkańców Dzikich Pól.

Możemy dziś odnotować pewne analogie pomiędzy trajektorią transformacji, czy – jak określa to prof. Grzegorz Kołodko – szoku bez terapii nad Wisłą i nad Dnieprem. Przypomnijmy, że polska klasa oligarchiczna mogła powstać w latach 1990. wyłącznie w oparciu o kapitał nomenklaturowy. Akumulacja kapitału przez te środowiska została jednak powstrzymana wraz z deregulacją i liberalizacją rynku pod dyktando tzw. Zachodu, dokonaną w latach 1997-2001 przez neoliberalny rząd Jerzego Buzka. Bankrutujący kapitał miejscowy, zaczynający dopiero budowę swych struktur, został wówczas zrównany z ziemią przez kapitał zewnętrzny, głównie korporacji transnarodowych. Wołodymyr Zełeński to dziś odpowiednik właśnie Buzka.

Jest jednak pewna różnica. Otóż przed Polską istniały już wówczas realne perspektywy członkostwa w Unii Europejskiej, które miało przyczynić się do awansu cywilizacyjnego i uruchomić napływ inwestycji, co rzeczywiście się stało po roku 2004. Przed Ukrainą takich perspektyw nie ma. A to oznacza, że przyjmowane właśnie ustawodawstwo ma na celu trwałe umocowanie prawne systemu kolonialnego u naszego południowo-wschodniego sąsiada.

Mateusz Piskorski

 

Redakcja