FelietonyOpinieSamorządy wyrodnieją…

Redakcja2 lata temu
Wspomoz Fundacje

Starostwo powiatowe w Stalowej Woli zwróciło się do mnie jako radnego sejmiku wojewódzkiego o wsparcie sprzeciwu wobec działań władz samorządu wojewódzkiego, zmierzających do przekazania mu w zarząd ciągu głównych ulic w Stalowej Woli.

Ta sprawa i jeszcze jedna to smutny tryumfu socjalizmu w wydaniu z czasów PRL-u. Ten problem pokazuje zarazem wyrodnienie idei samorządu. Sprawa przekazania drogi krajowej – bo taką kategorię mają (?) miały (?) wspomniane ulice – wygląda póki co tak, że nie szuka się rozwiązania problemu, a odsunięcia go jak najdalej od siebie. Tak głównie działała administracja w PRL-u. Druga zasada działania władzy w PRL-u, niemal całkowicie przejęta przez rządy III RP i rozwijana zwłaszcza przez rządy PiS-u, polega na tym, że jak nie potrafimy zaradzić jakiemuś problemowi, to najlepiej trzeba powołać specjalną instytucję, która ma się nim zajmować. Efekt jest taki, że problemu się nie rozwiązuje, a powołana do tego instytucja im dalsza jest od znalezienia rozwiązania, tym bardziej się rozrasta i coraz więcej kosztuje. Tak to przynajmniej wygląda w Stalowej Woli i w Rzeszowie, jako siedzibie samorządu województwa.

Przez wszystkie lata pracy w samorządzie, a zwłaszcza w okresie pełnienia funkcji prezydenta Stalowej Woli starałem się patrzeć na różne problemy nie tylko jak na niepożądany kłopot, ale również, jak na szansę znalezienia rozwiązań, mogących przynieść dochód. Raz się udawało, raz nie. W przywołanej sprawie wszyscy zainteresowani widzą tylko kłopot. Ta sprawa nie jest dla mnie nowa. Gdy byłem prezydentem planowałem po wybudowaniu obwodnicy miasta, która miała stać się drogą krajową, przejąć jako gmina ulice biegnące środkiem miasta, będące dotychczas drogą krajową oraz jego główną osią komunikacyjną.

Uważałem, że trzeba je przebudować a, pozyskane tereny udostępnić prywatnym przedsiębiorcom. W ten sposób miasto zyskałoby coś w rodzaju centrum, którego nigdy nie miało i duże wpływy do budżetu, a mieszkańcy atrakcyjny teren dla rekreacji, zakupów i spotkań. Dla mnie to był nie kłopot, a szansa. Teraz okazuje się, że ciąg tych ulic jest jak gorący kartofel, który przerzucają między sobą trzy szczeble samorządu. Przy czym nikt nie myśli o współpracy, ale tylko o tym, jak nie dać sobie wcisnąć tych dróg do utrzymania. Szczególnie smuci i dziwi mnie zachowanie samorządu Stalowej Woli. Rozumiem, że powiat, który samorząd województwa chce uszczęśliwić tym ciągiem ulic ma najmniej tu do czynienia.

Niepokoić jednak musi brak współpracy samorządu województwa z samorządem miasta. Problem jest wspólny i wspólnie powinien być rozwiązany. Taka była przecież jedna z głównych idei powołania samorządu gminnego, a potem wojewódzkiego. W tej sprawie z tej idei współpracy różnych szczebli samorządu nic nie wynika. Jak widać jest odwrotnie. Metodą działania jest nie rozwiązanie problemu, a pozbycie się go. Sukces polega na tym, jeśli przerzuci się ten problem na sąsiada albo na inny szczebel samorządu. Zatem nie musimy wydawać swoich pieniędzy i mamy święty spokój.

Ta druga kwestia dotyczy reaktywowania straży miejskiej. Ponoć w Stalowej Woli nie można poradzić sobie z problemem wandalizmu na placach zabaw i jeszcze w kilku innych mniej lub bardziej uciążliwych sprawach. Skoro nie wiemy co robić, to powołajmy instytucję, która ma ten problem rozwiązać. To właśnie takie socjalistyczne myślenie. Osoby tak myślące nie potrafią zrozumieć, że racją istnienia takich instytucji jest nie likwidacja problemu, ale jego podtrzymywanie, ponieważ jak długo problem istnieje, tak długo mamy pracę, wynikające z tego przywileje itp. W żadnej gminie, w której działa straż miejska, ta służba żadnego problemu nie rozwiązała. Byłem jednym z pierwszych prezydentów, który miał odwagę rozwiązać straż miejską i była to decyzja jak najbardziej słuszna. Powód tego wynikał zwyczajnie ze zdrowego rozsądku. Nie ma sensu utrzymywać instytucji, której koszty utrzymania są niewspółmiernie wysokie do efektów działania.

To tylko dwa przykłady na wyrodnienie samorządów. Zdumiewa mnie to, że po tylu dobrych doświadczeniach z samorządami terytorialnymi wraca myślenie i traktowanie ich jak za PRL-u, czyli najlepiej upaństwowić co się da, za nic nie ponosić odpowiedzialności, za wszelką cenę unikać potrzebnych inicjatyw, które niosą ze sobą ryzyko, a sposobem na przedłużenie władzy są inwestycje duże, drogie -zwłaszcza w utrzymaniu – podobające się gawiedzi, ale niewiele wnoszące do trwałego rozwoju i modernizacji miast, miasteczek i wsi.  Jako radny w Sejmiku będę starał się, by powiaty stalowowolskiego nie obarczono wspomnianymi drogami, bo to moim zdaniem najgłupsze rozwiązanie z możliwych w tej sprawie.

Andrzej Szlęzak

 

Redakcja