FelietonyPolacy na celowniku własnego państwa

Redakcja6 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Zatrzymanie, a następnie aresztowanie Janusza Niedźwieckiego, działacza organizacji pozarządowych zajmującego się m.in. analizowaniem zbrodni popełnionych na Ukrainie przez neobanderowców, to kolejne świadectwo narastającej paranoi i w istocie antypolskiej działalności obecnej bezpieki.

Sprawa ma kilka aspektów. Każdy z nich powinien stanowić sygnał alarmowy dla obywatela: pełzający neosanacyjny autorytaryzm staje się realnie niebezpieczny dla każdego z nas.

Po pierwsze, po raz kolejny widzimy, że Polska nie jest ani państwem prawa (tu rację mają krytycy działania polskiego wymiaru sprawiedliwości, także ci z Unii Europejskiej), ani państwem czytelnych reguł. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z precyzyjnie określonymi przepisami i ich konsekwentnym przestrzeganiem przez władze publiczne. Obywatel ma świadomość tego, co zabronione; wystarczy sięgnąć do ustawy czy kodeksu. W drugim przypadku, mamy do czynienia ze zbiorem zasad nieformalnych organizujących życie społeczne. Wówczas również jednostka zdaje sobie sprawę z reguł systemowych, których naruszenie narazić może ją na przykre konsekwencje. W Polsce budującej swój model paranoidalnego, skłonnego do lęku przed sąsiadami (szczególnie Rosją) autorytaryzmu wszystko odbywa się nie tylko „bez żadnego trybu”, ale również „bez żadnych zasad”.

Choć nie znamy treści zarzutów przedstawionych Januszowi Niedźwieckiemu, z komunikatów prokuratury dowiedzieć możemy się, że nie stanowią one przestępstwa. Mowa jest bowiem o „propagandzie”, „dezinformacji”, mających w istocie oznaczać krytykę polityki władz polskich. Oznacza to, że każdy, kto w jakikolwiek sposób sceptycznie odniesie się do obowiązującej paraideologii obozu rządzącego, może zostać w każdej chwili zatrzymany i oskarżony o jakieś nieistniejące w kodeksie przestępstwo. W oficjalnych doniesieniach mowa jest również o tym, że olsztyński aktywista „nawiązywał kontakty z politykami”. Tymczasem była to część jego codziennej działalności, prowadził bowiem firmę zajmującą się lobbingiem. Niedźwieckiemu postawiono zarzuty szpiegostwa na rzecz Federacji Rosyjskiej. Z opisu im towarzyszącego wywnioskować można jednak, że nie zajmował się działalnością dającą się w ten sposób określić. Przypomnijmy: szpiegostwo ma ściśle określoną (słownikową, naukową, prawną) definicję i polega na przekazywaniu informacji niejawnych obcym wywiadom. Tymczasem aresztowany został człowiek, w odniesieniu do którego o niczym takim nie ma mowy. Bez żadnego trybu…

Nie ma również żadnych zasad czytelnych dla obywatela. Linię polityczną bezpieki określają ludzie bujający w obłokach absurdu, jak rzecznik ministra – koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn, który ostatnio m.in. o realizowanie wytycznych Kremla oskarżał znanego i popularnego w tabloidowych mediach jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego tylko za to, że ów „przewidział”, iż w potencjalnym konflikcie zbrojnym Polska poniesie klęskę. Wszystko to sprawia wrażenie, że znaleźliśmy się w niebezpiecznej sytuacji, w której po naszym kraju biegają przysłowiowi wariaci z brzytwą. Tyle, że jest znacznie gorzej niż w owym przysłowiu; wariaci ci mają w rękach nie brzytwę, lecz rozbudowany aparat przemocy państwowej, w starciu z którym obywatel pozostaje całkowicie bezbronny.

W interesie bezpieczeństwa nas wszystkich leży jak najszybsze pozbawienie tych ludzi niebezpiecznych narzędzi. Wszelkie uwagi o tym, że jedna opcja obozu postsolidarnościowego jest jakoby lepsza i bardziej „patriotyczna” od drugiej pozbawione są znaczenia w sytuacji, gdy mamy do czynienia z przekształceniem struktur państwa w zagrożenie dla zdrowia, życia i wolności obywateli. Jakakolwiek debata o przyszłości Polski, kierunkach jej polityki, może odbywać się wyłącznie w warunkach respektowania podstawowych zasad demokracji i przestrzegania prawa. W sytuacji obecnej mamy do czynienia z kolejnymi szaleństwami autorytarnego, neosanacyjnego potworka, który wszelką dyskusję uniemożliwia. Los Janusza Niedźwieckiego jest w tym kontekście kolejnym przejawem aktywności owego tworu, państwowego, instytucjonalnego bandytyzmu uprawianego przez służby specjalne i prokuraturę, za przyzwoleniem „wolnych sądów”.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 25-26 (20-27.06.2021)

Fot. Budynek MSW przy ul. Rakowieckiej (Wikipedia Commons)

 

Redakcja