Historia„Mała Święta” – Elżbieta Krajewska

Redakcja2 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Wielki Post dla chrześcijan to czas pokuty, jałmużny i modlitwy przygotowujący człowieka do największego święta Wielkiej Nocy Zmartwychwstania Pańskiego. Na ten czas zostały przewidziane przez kościół specjalne nabożeństwa związane z rozważaniami Męki i Śmierci Chrystusa – Gorzkie Żale i Droga Krzyżowa.

Ta ostatnia ma swoje korzenie w średniowieczu. Wówczas spopularyzowali ją członkowie Zakonu Braci Mniejszych czyli Franciszkanie zwani tak od imienia swego założyciela – św. Franciszka z Asyżu. Stało się też ono źródłem powstawania różnych zbiorów rozważań w odniesieniu do poszczególnych Stacji. W tym miejscu warto przypomnieć postać Elżbiety Krajewskiej, autorki Pawiackiej Drogi Krzyżowej.

Polska młodzież, która urodziła się już w niepodległej Polsce musiała zdać najtrudniejszy egzamin – życia w latach szalonego, nieokiełznanego terroru rozpętanego przez fanatycznych hitlerowców. Był to czas pokolenia które Roman Bratny określił mianem „Kolumbowie rocznik 20”. W sytuacji zagrożenia bytu narodowego, potrzeby walki w obronie ojczyzny, walki z okupantem młodzi ludzie stanęli w zwartych szeregach różnych formacji ruchu oporu. Różne tez były formy działania: począwszy od walki z bronią w ręku po tzw. mały sabotaż i różnorodne akcje propagandowe. Jedną z nich była „Akcja N”. Polegała ona na szeregu działań dywersyjno-propagandowych prowadzonych wśród Niemców od kwietnia 1941 r. do kwietnia 1944. Był to odcinek walki psychologicznej z okupantem. Jej uczestnicy kolportowali wśród Niemców specjalne pisma i druki ulotne w języku niemieckim. Miały one charakter satyryczny lub informujący o rzeczywistości na frontach z punktu widzenia aliantów.

Jedną z uczestniczek tych działań była Elżbieta Krajewska (na zdjęciu). Młoda, niespełna 20-letnia dziewczyna, rocznik 1923. Urodzona w rodzinnym majątku w Skoraczewie koło Jarocina, pochodziła z patriotycznej rodziny Wielkopolan. Obok starannego wykształcenia ogólnego, w domu wpojono jej wartości patriotyczne i religijne. Nie bez znaczenia było tu również ukształtowanie młodej dziewczyny przez naukę w szkole prowadzonej przez Zgromadzenie Sióstr Sacre Coeur (Zgromadzenie Sióstr Najświętszego Serca Jezusa) w Nowej Wsi – dziś dzielnicy Pobiedzisk. Tam wiosną 1939 r. zdaje tzw. „małą maturę” a w perspektywie ma kontynuację nauki.

Tam też postacią, która stała się dla niej wzorem do naśladowania stała się Joanna d’Arc. Jednak dzień 1 września 1939 r. nie rozbrzmiewa dzwonkami szkolnymi obwieszczającymi początek nowego roku szkolnego. Poranek tego dnia rozbrzmiewał wystrzałami karabinowymi, salwami armatnimi, warkotem samolotów bombardujących polskie miasta i wsie. To też początek, ale tragicznej dla wielu milionów ludzi II wojny światowej… Dla rodziny Krajewskich oznaczała pozbawienie majątku rodzinnego i wysiedlenie z rodzinnego gniazda. Wielkopolska została włączona w granice III Rzeszy jako Warthegau (Kraj Warty). Elżbieta wraz z rodziną trafiła do Warszawy. Zamieszkali na Mokotowie przy ul. Kazimierzowskiej.

Warunki wojenne wymusiły potrzebę zdobywania środków do życia. I tu przydały się zdolności plastyczne Elżbiety. Zatrudniła się w modelarni letnich pantofli damskich. Ponadto zarabiała wykonując liczne obrazy, portrety, na które wówczas – o dziwo – było zapotrzebowanie. Pomimo tak licznych zajęć, znajdowała jeszcze czas na kontynuowanie nauki na tajnych kompletach w szkole pani Kulmanowej. Była wyróżniającą się uczennicą, co znalazło swoje odzwierciedlenie w opinii na temat jej pracy maturalnej wyrażonej przez dyrektora szkoły wobec ojca Elżbiety, Tadeusza Krajewskiego: „Jej praca maturalna była na poziomie uniwersyteckim”.

Zdanie matury zwanej do dziś egzaminem dojrzałości, postawiło przed Elżbietą dylemat dalszej drogi życiowej, o ile w warunkach okupacyjnych o takim wyborze możemy oczywiście mówić. Oczywiście w przypadku młodej dziewczyny, o głęboko zakorzenionym patriotyzmie, nie może dziwić, że włączyła się do działalności konspiracyjnej. Choć nie była to decyzja z rodzaju tych określanych mianem porywu serca, a wręcz przeciwnie – przemyślana decyzja zapewne w kontekście sił jakimi dysponuje, by podołać wynikającym z tego faktu obowiązkom. A że była osobą wykonującą sumiennie swoje obowiązki, starała się podejmować decyzje w sposób rozważny i odpowiedzialny, co w tamtych latach nie było rzeczą prostą i oczywistą. Jak zostało powiedziane na wstępie, należała do komórki Dywersji Propagandy Specjalnej przy Komendzie Głównej Armii Krajowej określanej kryptonimem Akcja N.

Podejmując się zadań konspiracyjnych w pełni zdawała sobie sprawę z grożącego jej niebezpieczeństwa śmierci z rąk okupanta. Jej matka, już po śmierci córki wspominała, że w książce Tomasza a Kempis „O Naśladowaniu Chrystusa”, zaznaczyła rozdział „O rozpamiętywaniu śmierci”. Czy przeczuwała, że nadchodzi tragiczny kres jej młodego życia? Nie można na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Bowiem każdy konspirator Polskiego Państwa Podziemnego i każdej innej formacji z taką alternatywą musiał się liczyć. Ale każdy miał też nadzieję przeżycia. W każdym razie w pełni zdawała sobie z tego sprawę i postanowiła przygotować na taką ewentualność zarówno siebie jak i swoich najbliższych.

6 czerwca 1943 r. wykonywała kolejne zadanie bojowe. W Warszawie na ul. Wiśniowej, na niemieckim terenie wojskowym, rozrzucała ulotki dywersyjne. Przyłapana na przysłowiowym gorącym uczynku przez Niemców, została niezwłocznie przewieziona do siedziby gestapo w Al. Szucha 25 (wówczas noszącej nazwę Strasse der Polizei). Tutaj została poddana bardzo ciężkiemu przesłuchaniu, które trwało 48 godzin. Nieprzytomną odwieziono na Pawiak, gdzie skierowana została do tamtejszego szpitala więziennego. Gdy po kilku dniach odzyskała przytomność, ponownie poddano ją ponownemu badaniu w okrytej złowrogą sławą Al. Szucha. Pomimo tak ciężkiego przesłuchania, nikogo nie wydała zachowując niezłomną postawę. I można do niej odnieść jedną z inskrypcji zachowanych w celi nr 6 – separatce, dzisiejszym Mauzoleum Walki i Męczeństwa w Al. Szucha: „Łatwo jest mówić o Polsce, trudniej dla niej pracować, jeszcze trudniej umrzeć a najtrudniej cierpieć”. Wiemy, że była w jednej z tych cel przetrzymywana w zupełnej izolacji. I może właśnie ona jest autorką tego niezwykle wymownego zapisu na ścianie celi.

W czasie kolejnych przesłuchań nikogo nie wydala nawet podczas wizji lokalnej w jej mieszkaniu. Wobec znalezionych podczas rewizji zaadresowanych kopert, przygotowanych do wysyłki materiałów propagandowych, przyznała się do ich adresowania. O jej niewzruszonej postawie świadczą zawarte w tajnych raportach meldunki z Pawiaka. Świadkowie jej pobytu w więzieniu jednoznacznie potwierdzają, że Ela Krajewska nadal zachowuje niezłomną postawę na przesłuchaniach. Przez cały czas pobytu na Pawiaku, myślała nie tylko o sobie ale również o innych. Trudno tu nie wspomnieć o podarowaniu innej więźniarce rzeźby Dzieciątka wykonanej z chleba. A przecież w obliczu permanentnego głodu, każdy kęs był bezcenny.

Ale wśród niewielu pamiątek, które pozostawiła po sobie, jest jedna niezwykle ważna, by nie rzec wręcz bezcenna. Są to rozważania Drogi Krzyżowej – „Droga Krzyżowa Polaków w więzieniach i obozach (ułożona i odprawiana w murach więzienia jesienią 1943 r.)”. Jej autorką jest właśnie Elżbieta Krajewska. Zmaltretowana, obolała, że świadomością nieuchronnej śmierci, która nad nią zawisła, znalazła siłę ducha by spisać swoje refleksje. Choć październik to nie miesiąc, w którym nabożeństwo Drogi Krzyżowej nie jest odprawiane, ale gdy w formie grypsów rozeszło się wśród więźniów, poprzez jej odprawianie, dawało im siłę i nadzieję. Nie miejsce tutaj na przytoczenie całości tekstu. Ale by oddać jego charakter, by oddać stan ducha autorki, niespełna 20-letniej dziewczyny trzeba przytoczyć tekst, który zapisała w odniesieniu do stacji XII – „Pan Jezus umiera na Krzyżu. Pan Jezus umiera po trzech godzinach męczarni zbawiających świat. Przedtem przebacza swym katom obiecując raj współwiszącemu łotrowi, żegna się z Matką i uczniem. Myśląc o tym będziemy kochali nie tylko rodzinę i przyjaciół, ale będziemy życzliwi niemiłym czy nieprzyjaznym współwięźniom, a nawet na wrogach mścić się nie będziemy, zostawiając sad Bogu i wykonawcom Jego woli, chyba, ze my najoczywiściej narzędziami Jego być mamy. A Ty, Boże, racz błogosławić sprawie, dla której gotowi jesteśmy śmierć ponieść. Módlmy się za rozstrzeliwanych i zamęczonych”.

Czym więc wyróżniają się spośród jakże wielu innych rozważań powstałych od średniowiecza do dziś te, spisane na Pawiaku? Otóż pamiętajmy, że pisała je młoda dziewczyna na progu dojrzałego życia, skatowana do nieprzytomności przez niemieckich oprawców spod znaku swastyki. Pisze je zawierając w tych zwięzłych słowach cały tragizm sytuacji więźniów nie tylko Pawiaka, ale również wszystkich innych więzień i obozów koncentracyjnych. Losu, który już wkrótce stanie się także jej udziałem. Pomimo tragizmu sytuacji, swoje rozważania pisze jakby wbrew tej sytuacji, bez jakiejkolwiek nuty nacjonalizmu czy żądzy zemsty. W taki sposób mógł postępować jedynie człowiek, ukształtowany w duchu patriotyzmu połączonego z głęboką ale w pełni uświadomioną i uformowaną religijnością. Taką która jest świadectwem chrześcijańskiego zrozumienia sedna nauki Chrystusa – nauki o Miłosierdziu i przebaczeniu.

Los Elżbiety Krajewskiej nie oszczędził również doświadczenia obozu koncentracyjnego. 5 października 1943 roku z Pawiaka do Auschwitz wyruszył transport 240 kobiet stłoczonych w dwóch bydlęcych wagonach. W jednym z nich znajdowała się Elżbieta Krajewska. Niewątpliwie czuwała nad nią Opatrzność, bowiem w tym samy transporcie znajdowała się Zofia Kossak, która tak opisuje ten fakt: „Wszystkie wokół milczały również. Tylko dziewiętnastoletnia Litka Krajewska uśmiechała się anielsko. Niedawno uczyniła ślub, że za ocalenie najdroższej dla niej osoby ofiaruje swoje własne życie. Kierunek na Oświęcim brała za dowód, ze Bóg ofiarę jej przyjął. Jej piękne, uduchowione oczy promieniały”. (Zofia Kossak, „Z otchłani”, s. 11).

W chwili przybycia do obozu, Litka stała się numerem obozowym 64424. Zmaltretowana wcześniejszymi torturami na Szucha, wygłodzona na więziennym, pawiackim wikcie, wkrótce po przybyciu do obozu zachorowała na tyfus. Osłabiony tymi przeżyciami organizm nie był w stanie obronić się przed tą straszną chorobą, która dziesiątkowała więźniów. Chora trafiła na rewir czyli do obozowego „szpitala”. Tutaj ponownie los spotyka ją z pisarką Zofią Kossak, która w swojej cytowanej już powyżej książce wspomnieniowej ponownie pisze o Elżbiecie Krajewskiej. Tym razem daje świadectwom jej odejścia, które również jak na warunki obozowej trywialności śmieci było inne:

„Gdy Litka zasnęła – [14 stycznia 1944 – przyp. A.K.] bo nie można o jej zgonie powiedzieć inaczej niż „zasnęła w Panu” – stał się prawdziwy cud na rewirze: po raz pierwszy, z własnej woli, blokowa i pflegerki nie wytaszczyły trupa za próg, lecz zmarłą, zawiniętą w prześcieradło, ułożyły na stołkach niby na katafalku. Z fałd prześcieradła-całunu wyzierało liczko prześliczne mimo wyniszczenia, pogodne i uśmiechniętej. Uśmiech anielskiego dziecka działał nawet na znieprawione lagrem prostackie umysły. Przechodząc obok ciała zniżały głos. Leżała tak do wieczora. Potem wyniesiono ją wprost na ciężarówkę”. (Z. Kossak, s. 185).

A więc w tym piekle na ziemi, gdzie „Ludzie ludziom zgotowali ten los”, by zacytować inną pisarkę, Zofię Nałkowską, byli tacy, którzy zachowali godność człowieka. Był św. Maksymilian Kolbe, była Elżbieta Krajewska, ale byli zapewne też inni, którzy potrafili przeciwstawić się złu w imię człowieczeństwa, humanizmu, Miłosierdzia, przebaczenia.

***

Wielki Post… Ten okres modlitwy, postu i jałmużny, od trzech lat jest czasem, gdy Mauzoleum Walki i Męczeństwa w Al. Szucha 25 stara się upamiętnić, przypomnieć tą postać. W zbiorach Muzeum Niepodległości, którego Mauzoleum wraz z Muzeum Więzienia Pawiak jest Oddziałem znajduje się egzemplarz okupacyjnego czyli konspiracyjnego wydania Pawiackiej Drogi Krzyżowej. Po raz pierwszy w roku 2018, w pomieszczeniach Mauzoleum na podstawie zachowanego tekstu odbyła się inscenizacja. Przygotowania tego wydarzenia podjęła się Fundacja ART. Odtwórcami głównych ról byli słuchacze Akademii Teatralnej w Warszawie.

W roku następnym, 2019, w oparciu niemal o ten sam zespół powstał film „Droga”, którego scenariusz został w całości oparty na tekście Elżbiety Krajewskiej. Rok 2020 przyniósł zupełnie inny wyraz przekazu wartości zawartych w tych tekstach. Otóż opierając się na rozważaniach Pawiackiej Drogi Krzyżowej Małgorzata Podziomek-Kotecka stworzyła obraz – ikonę, której tytuł zawiera się w łacińskiej sentencji Mors meta malorum (Śmieć kresem cierpień). I tak jak ikona w klasycznej swojej formie jest przedstawieniem wielowarstwowym, wielowątkowym, tak również wymowa ikonograficzno-teologiczna zawiera się w trzech poziomach wizji artystycznej.

Andrzej Kotecki

Myśl Polska, nr 13-14 (28.03.4.04.2021)

Redakcja