WywiadyWalczymy o suwerenność, przeciwko niewolnictwu – rozmowa z Aleksandrem Duginem

Redakcja3 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Czy Pański manifest jest rodzajem odpowiedzi na ostatnie książki założyciela i prezesa Światowego Forum Ekonomicznego w Davos Klausa Schwaba?

– Manifest jest odpowiedzią na zwycięstwo wyborcze Joe Bidena, a także Davos, w tym rzeczywiście również na książki Schwaba.

Na ile w głośnych wystąpieniach prezydenta Władimira Putina i przewodniczącego Xi Jinpinga podczas zimowego wirtualnego forum w Davos wybrzmiały wizje alternatywne wobec Wielkiego Resetu, i czy mają one jakieś punkty styczne z proponowanym przez Pana Wielkim Przebudzeniem?

– Putin i Xi wypowiadają się wciąż bardzo zachowawczo, jednak widać, że istota manifestu jest im bliska. W związku z faktem, że widać gołym okiem narastanie konfrontacji, używane przez nich sformułowania utrzymane w duchu Wielkiego Przebudzenia będą zapewne wybrzmiewały w sposób bardziej jednoznaczny.

Kto jest rzeczywistym adresatem Pańskiego manifestu?

– Adresatem są wszystkie te siły, kraje i cywilizacje, które mogą ponieść straty w wyniku ostatecznego zwycięstwa globalizmu. To przede wszystkim Amerykanie i Europejczycy, a następnie kraje islamskie (i tak są już gotowe na jego przyjęcie), Indie (tam manifest wywołał już burzliwą dyskusję), Ameryka Łacińska i Afryka.

A jakie są pierwsze reakcje po jego publikacji?

– Całkiem ciekawe. Toczą się na jego temat dyskusje w Rosji; zgodnie z przewidywaniami, liberałowie zareagowali na niego przeraźliwym wrzaskiem. Ciekawe jest to, że negatywnie przyjęło go wielu ludzi lewicy, widocznie czując w nim krytykę modernizmu. W wyniku oddolnych inicjatyw wielu ludzi manifest w ciągu tygodnia został przetłumaczony i opublikowany po francusku, angielsku, niemiecku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, serbsku, turecku, a teraz też po polsku. Sam ten fakt mówi wiele.

Czy wierzy Pan, że w Wielkim Przebudzeniu mogłaby uczestniczyć również Polska?

– Z Polską byłoby ciężko. Chociaż podkreślam, że Wielkie Przebudzenie nie jest nasze, rosyjskie. Jako pierwsi terminu tego zaczęli używać Amerykanie, zwolennicy Donalda Trumpa. Zresztą nie ma tu znaczenia pierwszeństwo, bo nie jest to projekt rosyjski, lecz wielobiegunowy. Wraz ze zwycięstwem globalistów również Polska przestanie istnieć. Dlatego Warszawa powinna sama zdecydować, po której stronie stanąć. Jeszcze raz podkreślam, że niekoniecznie chodzi tu o kwestię sojuszu z Rosją czy Chinami. Rzecz w oporze wobec globalizmu, Davos i Bidena. W walce o tradycyjne wartości – w tym przypadku polskie – i o suwerenność, przeciwko niewolnictwu.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 13-14 (28.03.-4.04.2021)

Redakcja