PublicystykaDwornik: Szuja w Pałacu Sprawiedliwości

Redakcja15 godzin temu
Wspomoz Fundacje

W marcu 2018 roku Karol Dwornik i Krisztián Kovács – niezawodny węgierski współtowarzysz w zmaganiach o godność i warunki bytowe proletariatu biurowego – uczestniczyli w odbywającej się na terenie Stoczni Gdańskiej konferencji Wolność zrzeszania czy wolność zwalniania. Czy Konstytucja rzeczywiście zapewnia wolność tworzenia i działania związków zawodowych?. 

Na zorganizowaną staraniem Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” debatę pojechali oni z trudnym doświadczeniem represji wywieranych z rozkazu amerykańskich wodzirejów finansowo-księgowej korporacji Genpact w Krakowie. Koncepcję ponawianych z zaciekłą zajadliwością szykan zaoceaniczni „businessmani” przyjęli w akcie zemsty za to, że krakowscy działacze nigdy nie dali się kupić, zastraszyć ani upodlić i niezłomnie bronili polskich matek przed bezrobociem i wynikającą zeń biedą. Sumiennie pracujące ręce tych kobiet – dodajmy dla pełniejszej wyrazistości obrazu – nigdy nie stały się „zbędne”. Cywilizowani barbarzyńcy z New York City na bruk wypędzali je po to, żeby zredukowane w Polsce etaty przenosić do wielokrotnie tańszych w sferze płacowej Indii.

Najważniejszy gość związkowców

Najważniejszy z zaproszonych do Gdańska gości – minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro – we wstępnych słowach swojego wystąpienia  podkreślił, że „ta konferencja dotyka spraw bolesnych i trudnych, pokazujących w pewnych obszarach bardzo ponury obraz polskiego państwa. Państwo powinno upominać się o prawa słabszego, a nie odwracać się do niego plecami”. Przy tej okazji wyraził on również wolę wyeliminowania bujnie rozplenionych w Polsce patologii: „Obszarów nieprawidłowości i patologii w polskim państwie jest bardzo wiele. Obszar, o którym państwo mówicie, wymaga dobrej zmiany. Musimy to razem zrobić. Dlatego dzisiaj rano rozmawiałem z Panem Przewodniczącym Piotrem Dudą i mówiliśmy o tym, że, jeśli taka będzie wola, powołamy wspólny zespół w prokuraturze i taki zespół interdyscyplinarny w ministerstwie sprawiedliwości, aby trafili tam ludzie, prawnicy, oraz osoby, które mają wiedzę na temat specyfiki tego rodzaju przestępstw […]. Chcieć to móc. Tylko trzeba mieć ludzi, mieć wolę, mamy wspólną wolę, bo musimy to razem zrobić”.

Solenne deklaracje

Ziobro oświadczył ponadto, iż zdaje sobie sprawę z bezkarności odpowiedzialnych za kryminalne czyny zatrudniających. „Zbyt wielu pracodawców – utyskiwał minister – z premedytacją dyskryminuje swoich pracowników tylko dlatego, że korzystając z konstytucyjnych praw, angażują się w działalność związkową. Robią to, bo przy bezkarności, taki proceder zwyczajnie się opłaca”. Równocześnie dawał jednoznacznie do zrozumienia, że jest zwolennikiem wzmocnienia pozycji prawnej organów przedstawicielskich zrzeszeń pracowniczych. „Prawo jest niewystarczające – dowodził – sądy i prokuratura nie doceniają szkodliwości takiego postępowania. Dlatego trzeba to zmienić. Między innymi poprzez uniemożliwienie zwolnienia osoby pod szczególną ochroną do czasu rozstrzygnięcia sprawy przed sądem”.  

Prześladowania się spotęgowały 

Zarówno czerpane z poszczególnych zakładów pracy przykłady ekscesów, jak i sformułowane na ich podstawie w trakcie konferencji Wolność zrzeszania czy wolność zwalniania? konkluzje ugruntowały pogląd, iż – przypomnijmy to raz jeszcze – „miłościwi chlebodawcy” korzystają w Polsce z nieograniczonej swobody wydalania pod najbłahszym nawet pozorem nie dość czołobitnych wobec „Wielmożnego Pana” podwładnych. Tyle pokonferencyjne słowa. A czyny? W latach, które przeszły od czasu zapadłych wtenczas ustaleń prześladowanie aktywistów z najdalej wysuniętych pozycji bojów o wydobycie roboczych mas spod jarzma wyzysku i poniżenia znacząco się nasiliło.

Sprawa Zbigniewa Zyska

Szczególnie drastyczny wymiar zaczęło one przybierać w zaciszu oszklonych ścian przedsiębiorstw w potocznym obiegu nazywanych „korporacjami” – ponadnarodowych koncernów z całkowitym udziałem kapitału zagranicznego. Najohydniejszym na rodzimym gruncie przejawem zwyrodnialstwa władców tego rodzaju geszeftów stało się wyrzucenie na bruk i pozostawienie bez środków do życia Zbigniewa Zyska – inwalidy po amputacji nogi i przewodniczącego „Solidarności” w Genpact w Krakowie. Dojmująca tragedia człowieka upadającego pod brzemieniem krzywd i rozpaczy przyczyniła się do uświadomienia części politycznie niedowidzących, iż we współczesnej Polsce – Polsce giełdziarskiej – pojęcie „demokracja” jest marnym strzępem wyrazu obdartym z pierwotnego znaczenia. Ośrodki pracownicze nie zasypiały jednak gruszek w popiele. Ożywione śmiałą, przełamującą utarte szablony myślą Karola Dwornika  – niezmożonego w wysiłkach nieustannego poszukiwania dróg wyjścia ponad wzajemnymi uprzedzeniami – zakasały rękawy i zespoliły się w brawurowej akcji o sprawiedliwszą Polskę.

Milczenie ziobrystów 

Ich wspólny trud odniósł wymierny skutek. Doprowadził onoprócz szerszego nagłośnienia najbardziej istotnych problemów do zwołania w kwietniu 2022 roku posiedzenia sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny w sprawie przyznania osobom szczególnie chronionym skuteczniejszego immunitetu przed atakami odpowiedzialnych za sobiepaństwo w miejscach wykonywanej pracy. W zebraniu tym – oprócz parlamentarzystów i pełnego spektrum reprezentantów ruchu zawodowego – uczestniczyli również przedstawiciele resortu Zbigniewa Ziobry. Karol Dwornik z NSZZ „Solidarność” w Genpact – pomysłodawca i autor projektu ustawy gwarantującej prawdziwą ochronę pracowników – zapoznał uczestników forum z pełnym katalogiem składanych przez Ziobrę na gdańskiej konferencji obietnic. Na koniec zapytał podległych mu urzędników, które z ówczesnych deklaracji zostały dotychczas spełnione. Pytanie to – zawierające w sobie gotową odpowiedź  – siłą przemożnych faktów stanowiło według wysłańców Ziobry materię nazbyt obciążającą. Przeto pełna napięcia cisza okazała się w tej mierze puentą najbardziej znamienną.

Lekceważenie

Płynące z tych faktów wnioski były niezaprzeczalne. Polityczny szwindlarz i hochsztapler łapiący wyborców o skłonnościach patriotycznych na lep chwytliwych haseł w rodzaju: „Suwerenna Polska stoi na straży narodowego interesu i praw polskich rodzin” czy też – znajdującego w tamtejszych kręgach nie mniejszy oddźwięk – „Chcemy Polski dla zwykłych Polaków, tych słabszych, pomijanych. A nie dla przestępców i wpływowych elit” w godzinie patriotycznej próby przestał mieć tak wiele do powiedzenia i od obrony najsłuszniejszych „praw polskich rodzin” opędzał się lekceważącym machnięciem ręki.

Kontury zdrady 

Kontury zdrady największej „gwiazdy” „najbardziej patriotycznego” skrzydła Zjednoczonej Prawicy jeszcze wyraźniejszą linią zarysowały się w dniu 19 lipca 2022 roku. W toku kolejnego posiedzenia Komisji Polityki Społecznej i Rodziny upust zapatrywaniom, jakie od dawna nurtować musiały Ziobrę, dała Anna Marczak – główny specjalista w departamencie Ministerstwa Sprawiedliwości – która, zwracając się do grona dyskutujących stwierdziła, iż w opinii ministerstwa obowiązujące przepisy nie wymagają żadnych poprawek. „Analiza tego problemu wskazuje – obwieściła Marczak – że w zasadzie w k.p.c. są właściwe przepisy. Szczególnie art. 755 daje pewną możliwość udzielania zabezpieczeń w tego typu sprawach […]. Co za tym idzie, wydawałoby się, że sądy mają narzędzie w postaci tego przepisu do udzielania zabezpieczeń w sprawach, o których mówimy. Czy tego nie robią, czy robią to zbyt rzadko – bo, jak rozumiem, to jest clou tego problemu – to jest jednak kwestia rozumienia wykładni przepisów i jakiejś, jak to się mówi, swobody orzeczniczej i uznania sędziowskiego. W związku z tym […] wydaje się, że jest podstawa prawna, a co za tym idzie, może nie ma na razie konieczności precyzowania czy też ustalania szczególnych reguł w tego typu sprawach”.

Rozczarowanie 

Do wydania jeszcze surowszej diagnozy posunęli się specjaliści z Biura Legislacyjnego Sejmu. Ich stanowisko w tym względzie zreferował legislator Łukasz Nykiel. „Na wstępie trzeba powiedzieć – zauważył – że obecnie obowiązujące przepisy – i tu wypada się zgodzić z ministerstwem sprawiedliwości – dają możliwość zabezpieczenia roszczenia w taki sposób, jaki sąd uzna za odpowiedni, stosownie do okoliczności, nie wyłączając sposobów przewidzianych dla zabezpieczenia roszczeń pieniężnych. Dopowiem tylko, że obecnie obowiązujące przepisy dają możliwość nałożenia na pracodawcę obowiązku dalszego zatrudniania pracownika do czasu prawomocnego zakończenia postępowania, natomiast dopiero w wyroku uznającym wypowiedzenie umowy za bezskuteczne oraz przywracającym pracownika do pracy. Zatem decyzję o tym mamy przesuniętą na moment wydania wyroku, a nie na moment wniesienia powództwa, bo zazwyczaj już z momentem wniesienia powództwa taki wniosek o zabezpieczenie jest wysuwany przez strony. Kolejna kwestia […] to generalna zasada postępowania zabezpieczającego, która jest wskazana w art. 731 k.p.c. Ona mówi, iż celem nie jest zaspokojenie roszczenia. Mamy taką sytuację zaproponowaną w projekcie, że pracownik zwraca się do sądu z pozwem o uznanie wypowiedzenia stosunku pracy za bezskuteczne, czyli został, kolokwialnie mówiąc, zwolniony z pracy. Jednocześnie wnosi o to, ażeby zabezpieczyć roszczenie poprzez nakazanie dalszego zatrudnienia przez pracodawcę do czasu prawomocnego zakończenia postępowania. Jesteśmy już więc niebezpiecznie blisko tak naprawdę zaspokojenia pełnego roszczenia, które jest w art. 731”. Ferowane z wysokości biuralistycznej katedry wyroki potwierdziły negatywny stosunek rządzących do emancypacyjnego programu społecznego ludzi pracy. I ta właśnie – wyłaniająca się z całą brutalnością – prawda poważnie zagroziła obróceniem w perzynę obiecujących w początkowej fazie rezultatów.

Koszty pracowników

Okoliczności złożyły się jednak cokolwiek inaczej. W decydującej chwili świat pracy otrzymał wsparcie parlamentarzystów z do cna zdegenerowanych, prowojennych ugrupowań, które – chociażby z uwagi na ową krwiorozlewczą pasję  – grubą linią demarkacyjną własnoręcznie odgrodziły się od formacji społecznych zasługujących na wznoszenie sztandarów ze znamionami autentycznej lewicowości. Jako pierwsza – z ramienia Nowej Lewicy – w polemiczne szranki wstąpiła Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Przyszła minister pracy udatnie rozprawiała się z tezami ministerstwa, które zgłębiwszy problematykę „od środka” można by co najwyżej skwitować – wyrażając się bez ogródek – uśmiechem politowania:  „Przedstawicielka ministerstwa sprawiedliwości mówi wprost, że ten projekt nie jest potrzebny. Zmiany nie wydają się potrzebne, dlatego że na mocy obecnych przepisów sąd może zastosować środki zabezpieczające. Szanowni państwo, ale ich nie stosuje”. Dziemianowicz-Bąk obnażyła przy tej okazji fikcję instytucji szczególnej ochrony. „W obecnym stanie prawnym – drwiłalewicowaposeł  – mamy również zapisaną czarno na białym ochronę pracowników zrzeszonych w związkach. Ta ochrona nie działa albo działa w taki sposób, że zwolniony związkowiec musi przez dwa lata dochodzić sprawiedliwości. Przez dwa lata nie ma pracy”. O starannym zgłębieniu różnorakich aspektów analizowanego zagadnienia świadczy również podniesienie przez nią pomijanej zazwyczaj kwestii sytuacji materialnej borykających się z przewlekłością procesów sądowych: „Jeszcze raz powtórzę – dwa lata braku zatrudnienia to także są konkretne koszty finansowe. Tyle tylko, że z jakiegoś dziwnego i niezrozumiałego dla mnie powodu na tej sali państwo uparcie troszczą się o koszty finansowe po stronie pracodawcy, a kompletnie nie pada tu argument kosztów po stronie pracowników”.

Antypracownicze kancelarie

Kolejny z pseudo-lewicowych mówców – poseł Maciej Konieczny z Razem – równie zgrabnie zobrazował perfidię pisowsko-rządowej koalicji. Poruszył on w tym kontekście fenomen „gwarancji prawnych” w wydaniu ministra Ziobry: „Wysoka Komisjo, usłyszeliśmy, że sprawa jest znana i państwo się nad tym pochyla od dawna. To są prawdziwe stwierdzenia, bo sprawa jest znana od dawna i państwo się nad tym pochyla od dawna. Ministerstwo sprawiedliwości pochyla się od dawna. Minister Ziobro obiecał ’Solidarności’, że rozwiąże ten problem. Jesteśmy nagle w miejscu, gdzie są ci związkowcy, którzy doświadczają represji, którzy byli zwalniani z pracy, którzy boją się, że za ich działalność związkową spotka ich zwolnienie z pracy i że nie będą mogli liczyć na sprawiedliwość. Oni dzięki temu, co się wydarzyło na poprzednich komisjach, przez chwilę uwierzyli, że tym razem będzie inaczej. Przez chwilę wyglądało na to, że naprawdę w parlamencie jest wola, żeby rozwiązać ten problem. Dzisiaj jak patrzyłem na twarze związkowców, kiedy mówili przedstawiciele ministerstwa, to zobaczyłem taką rezygnację – będzie jak zawsze, pozamiatane”. Konieczny zaakcentował następnie rolę, jaką w podważaniu zasad ustrojowych Polski odgrywają wyspecjalizowane w dławieniu demokracji pracowniczej kancelarie prawne: „Ministerstwo sprawiedliwości mówi, że problemu nie ma. Jest problem. Są konkretne kancelarie prawne, które, kiedy pracodawca chce zniszczyć związek zawodowy i się martwi, że to nielegalne, mówią mu, że to nie jest problem. To nie jest problem, że to jest nielegalne. Zwolnisz związkowca, masz problem z głowy. Być może za parę lat dojdzie sprawiedliwości w sądzie, ale na zakładzie będzie już pozamiatane. Są kancelarie prawne, które w tym się specjalizują”.

Wieczne picie ministerialnej herbatki 

Deputowany Razem wysunął też współdźwięczną z doświadczeniami społeczników z Genpact hipotezę, iż kierowana przez Jarosława Kaczyńskiego partia z premedytacją abstrahuje od ukrócenia eskalacji bezprawia i bynajmniej nie pragnie wzmocnienia pozycji prawnej determinującej miejsce i rolę związków zawodowych w polityczno-społecznym systemie kraju. Z kolei urzędnikom ministerstwa sprawiedliwości wytknął – ponownie nie bezzasadnie – obłudę i łamanie obietnic: „Mówienie dzisiaj, że problemu nie ma, albo że aktualny stan prawny zabezpiecza pracowników, jest nieprawdą. Oczywistą, szkodliwą i krzywdzącą pracowników nieprawdą. Jeżeli ministerstwo sprawiedliwości mówi coś takiego, to widać, że z tych obietnic składanych związkom zawodowym lata temu zostało już niewiele. Jeżeli słyszę, że trzeba usiąść na spokojnie, napić się herbatki, szeroko skonsultować, to widzę, że to jest próba zakopania problemu. To jest ten moment, w którym ma być jak zawsze. To znaczy za 5 lat inni związkowcy, inni posłowie spotkają się i porozmawiają o tym, że jest problem, że trzeba usiąść na spokojnie, pochylić się, skonsultować, napić się herbatki. No, nie. To jest ten moment, w którym mamy szansę to zrobić, wykorzystajmy go”.

Przyzwolenie na bezprawie

W dalszej części wywodu podkreślił on ideologiczną motywację wciąż skorych do obrony neoliberalnego status quo polityków PiS, a pod adresem obsadzonego nimi resortu wysunął nader poważny zarzut: „Zastrzeżenia legislacyjne […] miejscami sprawiały wrażenie wypowiedzi bardzo stronniczej – po prostu zabierania określonego, ideologicznego zdania w obliczu pewnego projektu […]. Dzisiaj wszystko, co się dzieje – wypowiedzi ministerstwa, ta bardzo precyzyjna recenzja ze strony Biura Legislacyjnego… Myślę, że strona społeczna, która zabierze głos po posłach, to potwierdzi. To wszystko sprawia wrażenie, że to jest ten moment, w którym rządzący zorientowali się, że coś się dzieje. Postanowili raz jeszcze zakopać projekt, który ma zabezpieczyć związkowców przed zwolnieniem, który ma sprawić, że w Polsce będzie przestrzegane prawo. To jest szczególny zarzut do ministerstwa sprawiedliwości”. Kończąc swoje przemówienie, Konieczny nawiązał raz jeszcze do bulwersującego wątku podtrzymywania przez obóz „dobrej zmiany” stanu bezprawia: „W Polsce nie jest przestrzegane prawo. Mamy ochronę związkową – ona nie jest przestrzegana. Łamane jest prawo w biały dzień. Nic z tym nie robicie. Mamy konkretne rozwiązania”.

Moloch kapitału

I tak było w istocie. Gotowe, wypracowane we współpracy z zawartym na tę okoliczność przymierzem związkowych sił rozwiązania czekały na realizację. I chociaż wprowadzona ostatecznie nowelizacja została w stosunku do zasadniczej idei lex Dwornik (bezwzględnego obowiązku zatrudniania objętych szczególną ochroną do chwili zapadnięcia prawomocnego wyroku) niemalże całkowicie wypaczona, to początkowo w fotelach „wybrańców narodu” niewielu znajdowało się chętnych do nadania jej rangi obowiązujących przepisów. W tym samym czasie przeciwpracownicze czystki dokonywane korporacyjnymi mackami globalistycznej mątwy przebiegały w trybie niezakłóconym. Ich ostentacyjna bezczelność zaczęła wywierać niesamowite zgoła wrażenie, jak gdyby odległa przeszłość rzucała głębokie cienie z złowieszczych czasów bezprawia i głodu, w których – jak w wydanej przed wojną powieści pomstował Juliusz Kaden-Bandrowski„Moloch kapitału wciąż nowe ofiary z szeregu porywał”.

Dalsze rządy bezprawia

I bez tego już wątłe zastępy bojowników o to, by dławiony głos robotnika nareszcie rozbrzmiewał donośniej, nieustannie przerzedzały się dalej. W zaledwie kilka tygodni po uprzednio cytowanych obradach Komisji PSiR władze transnarodowej spółki Nexteer Automotive Poland w Tychach po raz trzeci  – z ewidentnym naruszeniem kilku odnośnych ustaw – relegowały z zakładu pracy Grzegorza Zmudę pełniącego tam funkcję przewodniczącego NSZZ „Solidarność” i przewodniczącego Rady Pracowników. W reakcji na jeszcze jedno – tym razem wyjątkowo skandaliczne – zbrukanie wolności zrzeszania się załóg w dniu 16 września 2022 roku kilkusetosobowa delegacja zgrupowanych w „Solidarności” związkowców protestowała przed bramą Nexteer. 

PiS kontra „Solidarność”

Dominik Kolorz – przewodniczący śląsko-dąbrowskiej „Solidarności” – poinformował demonstrujących, iż w trakcie kampanii wyborczych kandydaci PiS-u przybywali do związkowców z obietnicami wsparcia w warunkach egzystencjalnego zagrożenia. Kolorz przypomniał im również, iż pośród rozsnuwających kuszące wizje nie brakowało i takich tuzów „dobrej zmiany”, jak ministrowie Zbigniew Ziobro i Michał Wójcik. „Przed wyborami – skrupulatnie wyliczał Kolorz – było tu polityków wielu. Był obecny pan minister Ziobro, był obecny pan minister Wójcik. Przed wyborami naobiecywali tutaj Grzegorzowi i tak jak mówił Piotr Duda nam wszystkim jako ’Solidarności’, że jak oni dojdą do władzy, to nigdy nie będzie tak, żeby działacz związkowy był zwolniony za działalność związkową”. Na koniec przewodniczący regionu poczynił nader trafną uwagę: „Prawie 8 lat jesteście przy władzy i co? I co? Widocznie wam to tak pasuje, żeby móc osłabiać i móc deprecjonować działaczy związkowych, a być może szczególnie działaczy ’Solidarności’. Po czym wezwał: „Apeluję z tego miejsca do tych wymienionych polityków: Wreszcie dotrzymajcie słowa”. Wydobywające się z najgłębszych odmętów PiS-owskiego zaprzaństwa wyziewy nie wskazywały jednak na to, aby posłusznych kaprysom rozpanoszonej burżuazji największego kalibru adresatów apelu Kolorza dręczyły rozterki duchowe wynikające ze świadomości wystawienia na „odstrzał” ludzi, których w partyjnej frazeologii PiS-owcy uważają za „swoich”.

Patriotyzm z jarmarcznej budy 

A jeśli do tego się zważy, iż zadeptywaniem płomienia ludowo-demokratycznego porywu zajęli się „dobrozmianowi” posłowie Janusz Śniadek i Stanisław Szwed (ówczesny sekretarz stanu w ministerstwie rodziny i polityki społecznej) i na dokładkę pamięta się o tym, iż z racji odmierzanego w dekadach członkostwa i sprawowanych funkcji zajmowali oni poczesne miejsce w „wierchuszce” „Solidarności” – to cóż więcej należałoby tu dodać? Owe – demonstrowane z prowokacyjną niemalże otwartością – przyzwolenie na tępienie ludzi, którzy nie bacząc na osobiste koszta takiego przedsięwzięcia upomnieli się o spokojny sen polskich matek i dzieci wydobyło na wierzch prawdę o wyciągniętym z jarmarcznej budy „patriotyzmie” PiS-owskich notabli i pokrewnej im zgrai potakiwaczy i cmokierów.

Trzeba bowiem wyraźnie zaznaczyć, iż upokarzający policzek wymierzony 16 milionom ludzi pracy oraz liczne koszmary rodzinnych tragedii w pierwszej kolejności obciążają moralną hipotekę Zbigniewa Ziobry. Najoddańszego ze „sług narodu ukraińskiego” i emblematycznej wręcz wizualizacji odrażających postaci zawartej w dojmujących tragicznym pięknem strofach Księgi ubogich – jednego z najwybitniejszych poetów całej Słowiańszczyzny – Jana Kasprowicza:

„Rzadko na moich wargach —

Niech dziś to warga ma wyzna —

Jawi się krwią przepojony,

Najdroższy wyraz: Ojczyzna.

Widziałem, jak się na rynkach

Gromadzą kupczykowie,

Licytujący się wzajem,

Kto Ją najgłośniej wypowie.

Widziałem, jak między ludźmi

Ten się urządza najtaniej,

Jak poklask zdobywa i rentę,

Kto krzyczy, iż żyje dla Niej.

Widziałem, jak do Jej kolan —

Wstręt dotąd serce me czuje —

Z pokłonem się cisną i radą

Najpospolitsi szuje”.

Karol Dwornik

Fot.: Krisztián Kovács

Redakcja