PolitykaPublicystykaOrder Orła Białego dla Zełenskiego

Red.12 minut temu
Wspomoz Fundacje

Trzy lata temu ówczesny prezydent Polski Andrzej Duda odznaczył przywódcę Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego najważniejszym i najwyższym polskim odznaczeniem – Orderem Orła Białego. Tym samym prezydent Ukrainy dołączył do innych odznaczonych: Łeonida Kuczmy, Wiktora Juszczenki, Petro Poroszenki czy domniemanego współpracownika UPA Bohdana Osadczuka.

Prezydent mojego kraju odznaczył przywódcę państwa, którego część polityki historycznej jest skierowana jawnie przeciwko Polsce. Bo banderyzm jest częścią ideologii państwowej współczesnej Ukrainy. Bohaterem spoglądającym z licznych pomników i tablic na w tym państwie jest Stepan Bandera. Andrzej Duda odznaczył człowieka uznającego za bohatera, przywódcę ukraińskich szowinistów, który brał udział w 11 zamachach w II RP, kolaborował z Niemcami w czasie okupacji i stworzył wraz Dmytro Doncowem najbardziej antypolską ideologię – która spowodowała śmierć ogromnej rzeszy moich rodaków.

Andrzej Duda odznaczył najważniejszym i najwyższym polskim odznaczeniem – Orderem Orła Białego przywódcę państwa, które nie chciało i nie chce się zgodzić na powszechne i niezależne ekshumacje wymordowanych przez Ukraińców Polaków. Na dzisiejszej Ukrainie rządzonej przez Zełenskiego powszechne są ulice, place i skwery noszące nazwy nazistowskich i kolaboranckich formacji politycznych i wojskowych. Odbudowywane jest muzeum naczelnego dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii we Lwowie Romana Szuchewycza. Antypolskiego banderyzmu broni między innymi w dalszym ciągu wpływowy były szef ukraińskiego IPN-u Wołodymyr Wiatrowycz jak i lwowski arcybiskup ukraińskiego „kościoła greckokatolickiego” Ihor Woźniak. W przedszkolach i szkołach urządza się apele ku czci UPA. Na całej zachodniej Ukrainie powiewają czerwono-czarne flagi.

Polską racją stanu jest stanowisko antybanderowskie, które zresztą jest również w interesie tej części Ukraińców, którym obcy jest zbrukany krwią integralny „nacjonalizm” ukraiński. Prezydent Andrzej Duda stanął na stanowisku przeciwnym polskiej racji stanu.

Powiedzmy sobie szczerze, że Andrzej Duda nie był pierwszy i nie był ostatni. Skrajnie ukrainofilski prezydent Aleksander Kwaśniewski i równie skrajny rusofob Lech Kaczyński potępili Operację Wisła, mając świadomość, że zostanie to wykorzystane przez antypolskie żywioły na Ukrainie. Obaj byli prezydenci czyli Kwaśniewski i Kaczyński zresztą mogą posłużyć jako przykłady ukrainofilstwa wywodzącego się z dwóch fałszywych dogmatów III RP.

Aleksander Kwaśniewski stał się strażnikiem fundamentów III RP. Wywodząc sie z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR) stał się fanatykiem ideologii, które pogrzebały poprzedni ustrój. Prezydent Kwaśniewski będąc ministrem, prominentnym działaczem i beneficjentem Polski będącej w sojuszu z ówczesną Rosją (ZSRR), starał się przypodobać nowym elitom III RP. Stąd jego manifestacyjna miłość do Ukrainy i stawianie na cokołach bezkrytycznych wielbicieli Kijowa Jacka Kuronia i Bohdana Osadczuka. Częsty przypadek, przechrzty również polityczne staja się najżarliwszymi wyznawcami nowoprzyjętych idei.

Z kolei Lech Kaczyński był strażnikiem talmudycznej rusofobii. Owładnięty wyssaną z mlekiem matki manią podejrzliwości i niechęci wobec wszystkiego co rosyjskie, zupełnie bezrefleksyjnie wspierał wszelakich rusofobów, również tych co gardzili jego środowiskiem politycznym. Tylko i wyłącznie z tego powodu ustawił jako niezłomnego bohatera nieudacznego premiera Jana Olszewskiego. Postawa Lecha Kaczyńskiego jest kontynuowana przez obecnego prezydenta Karola Nawrockiego, który zdążył się już swoją rusofobią ośmieszyć w USA przemawiając na konferencji CPAC w Dallas.

Praktycznie cała klasa polityczna III RP promowała zupełnie zramociałe idee Giedroycia-Mieroszewskiego. Z biegiem czasu stały się one karykaturalne i przeszły na pozycje szowinistyczne. Po 2022 roku w Polsce wyrzucano rosyjską klasyką z teatrów, zaś książki rosyjskich autorów znikały z półek księgarni. Pierogi ruskie w knajpach głupszych właścicieli zamieniane były na ukraińskie. Urządzano nagonki na na artystów i sportowców, którzy zdaniem hunwejbinów rusofobii zbyt mało entuzjastycznie potępiali prezydenta Władimira Putina.

Tak na prawdę ukrainofilizm i rusofobia naszych elit nie szkodzą Federacji Rosyjskiej. Moskwie nie zależy na poprawnych stosunkach z Polską. To nasz kraj i nasz naród ma interes w tym, by mieć jeśli nie dobre to przynajmniej poprawne stosunki z największymi naszymi sąsiadami. W tym z Rosją i Białorusią. Bezkrytyczne podejście elit w III RP do Ukrainy też nie wynika z szczerej politycznej miłości. W znacznej mierze bezkrytyczne podejście do Ukrainy wynika z chęci szkodzenia Rosji. Zupełna aberracja i nieznajomość mentalności ludzi wschodu. Za kilka lat Ukraina może stać się najbardziej wiernym sojusznikiem Rosji. Polska zaś ze swoimi archaicznymi ideami obudzi się z ręką w nocniku. Rusofobia prowadzi nasz naród na najniebezpieczniejsze manowce, czyli pozycję insurekcyjną i prowojenną. To dla naszego narodu wielokrotnie kończył się tragicznie.

Łukasz Jastrzębski

Red.