PublicystykaJak Zachód przegrał ze strategią żydowskiej diaspory

Redakcja24 minuty temu
Wspomoz Fundacje

Często występujące przekonanie, że Zachód oszalał brnąc w absurdalne ideologie jest brakiem racjonalnego wyjaśnienia dla istniejącej sytuacji, takiego na przykład, jakiego dostarcza Kevin MacDonald w pracy „Kultura krytyki. Ewolucjonistyczna analiza zaangażowania Żydów w XX wieczne ruchy intelektualne i polityczne” (Wyd. Aletheia, W-wa, 2019). 

MacDonald pokazuje, że Żydzi przykładem stosowania doboru grupowego jako strategii ewolucyjnej. „Ludność żydowska ma zawsze ogromny wpływ na środowiska w których żyje, dzięki dwóm kluczowo istotnym cechom żydowskiej ewolucyjnej strategii grupowej, a mianowicie wysokiej inteligencji (w tym inteligencji jako narzędzia osiągania bogactwa) i umiejętności współpracy w ramach doskonale zorganizowanych i spójnych grup. Prowadzi to ustawicznie do osiągania przez Żydów statusu grupy elitarnej i potężnej w społeczeństwie, w którym występują wystarczająco licznie, czego przykładem są tak Stany Zjednoczone i Związek Radziecki w XX wieku, jak piętnastowieczna Hiszpania lub starożytna Aleksandria” (str.103).

Strategia żydowska polega na etnocentryzmie, który oznacza obronę własnej tożsamości przy jednoczesnym osłabianiu tożsamości innych grup. Środowiska żydowskie propagują zatem uniwersalne prawa człowieka, czy liberalne przepisy imigracyjne ściśle przy tym pilnując integralności własnej grupy. Intelektualnymi przykładami takiej działalności, szeroko omawianymi przez MacDonalda na blisko siedmiuset stronach „Kultury krytyki”, jest komunizm oraz żydowska krytyka lewicowa, boasowska szkoła antropologiczna, psychoanaliza Freuda i jego następców, szkoła frankfurcka nauk społecznych, amerykański neokonserwatyzm, czy ideologia wspierania migracji: „osoby żywiące głębokie poczucie tożsamości żydowskiej stały na czele kilku bardzo istotnych prądów umysłowych, które z jednej strony uprawiały fundamentalną krytykę kultury nieżydowskiej, z drugiej dopuszcały dalsze kultywowanie tożsamości żydowskiej. Wespół prądy te konstytuują lewicę umysłową i polityczną minionego stulecia i są bezpośrednimi poprzednikami współczesnych lewicowych ruchów politycznych, w szczególności postmodernizmu i wielokulturowości” (str. 539).

Dobór grupowy jako technika bojowa

Wspomniany wyżej neokonserwatyzm reprezentują w książce sylwetki 14 postaci, których działalność amerykański autor podsumowuje następująco: „Najrozsądniejsza interpretacja głosiłaby, że neokonserwatyści uważają uniwersalizm moralny Straussa za potężną ideologię egzoteryczną. Ideologia ta silnie oddziałuje na nie-Żydów z powodu silnego zakorzeniania demokracji i egalitaryzmu w historii amerykańskiej i historii świata zachodniego, dla Żydów jest zaś atrakcyjna dlatego, że nie zawiera pierwiastka etnicznego, dzięki czemu doskonale nadaje się do torpedowania etnicznych interesów Amerykanów pochodzenia europejskiego. Pozbawiona ezoterycznego dodatku, że państwem opartym na idei musi manipulować i zarządzać niejawna elita zdominowana przez Żydów, ideologia ta jest wewnętrznie niestabilna” (str. 499).

Inaczej mówiąc MacDonald twierdzi, że ideologia neokonserwatyzmu wymaga uzupełniania o wątek sterowniczy. „Publicznie deklarowana ideologia demokracji i egalitaryzmu w najmniejszym stopniu nie narusza ich [Żydów] silnej identyfikacji etnicznej i świadomości interesów etnicznych. Podobnie deklarowane publicznie poparcie dla oświeceniowych ideałów równości i demokracji w najmniejszym stopniu nie powściąga […] głębokiego zaangażowania na rzecz najbardziej nacjonalistycznych, agresywnych i rasistowskich sił w Izraelu, a mianowicie partii Likud, ruchu osadniczego i fanatyków religijnych. W ostatecznym rozrachunku jedyną możliwością konkurencyjną w stosunku do wskazanego tutaj ukrytego między wierszami pism Straussa przesłania ezoterycznego jest oszukiwanie siebie” (str. 499). Rzeczywiście jeśli liberalizm i multikulturalizm byłyby obiektywnymi prawdami naukowymi, byłyby stosowane także w Izraelu. Fakt, że Izrael jest państwem etnocentrycznym i zamkniętym, dowodzi, że promowanie otwartości na Zachodzie jest  techniką walki, a nie dążeniem do naukowej teorii.

Żydzi nie są w tym żadnym ewenementem. Stosują po prostu konsekwentnie dobór grupowy, jako najskuteczniejszą strategię znaną homo sapiens. Człowiek jest bowiem ssakiem stadnym. Tak samo jak u innych naczelnych przewagę wśród ludzi zyskuje zbiorowisko, które rozbije swoją konkurencję. Diaspora żydowska żyjąc od wieków w środowisku kultury zachodniej nauczyła się ją skutecznie kontrolować i niszczyć. „Obecnie zjudaizowane imperium kulturowe na Zachodzie trwa dzięki propagowanej przez środki masowego przekazu wszechobecnej cenzurze myśli, która przejawia się także jako autocenzura uczonych, polityków i innych ludzi doskonale świadomych opłakanych skutków, jakie w życiu osobistym i zawodowym pociąga za sobą przekroczenie granic dopuszczalnego myślenia i mówienia o Żydach i kwestiach żydowskich. Imperium to podtrzymują gorliwie propagowane, wyrachowane i zasadniczo fałszywe teorie natury i historii narodu żydowskiego oraz natury i przyczyn antysemityzmu” (str. 103).

Udaje się to doskonale właśnie w indywidualistycznym świecie Zachodu, gdzie powstały oderwane od mas elity polityczne, co jest zjawiskiem niewystępującym poza sferą zachodnich wpływów. „Powstanie elity wyzbytej identyfikacji etnicznej raczej nie może być nieuchronnym skutkiem modernizacji ani żadnej innej znanej mi siły. Takie elity menedżerskie bez tożsamości etnicznej wyłoniły się wyłącznie w społeczeństwach europejskich lub mających lub mających korzenie europejskie. Nie znajdziemy ich nigdzie indziej w świecie, ani w krajach wysoko rozwiniętych, takich jak Japonia oraz Izrael, ani w krajach nierozwiniętych, w Afryce czy gdzie indziej” (str. 29).

Zhakowany indywidualista: mechanizm „altruistycznego karania”

Wygląda na to, że skuteczność żydowskiego etnocentryzmu odpowiada specyficzny dla zachodu indywidualizm. Dlatego „z punktu widzenia grupy kolektywistycznej takiej jak Żydzi najlepszym sposobem zniszczenia Europejczyków jest przekonanie ich, że są bankrutami moralnymi” (str. 44). Literatura darwinistyczna pełna jest spekulacji na ten przyczyn indywidualizmu. Teoria ekologiczna rozwoju społecznego przyjmuje, że kolektywizm będąc skutecznym mechanizmem rywalizacji międzygrupowej ma niewielkie znaczenie w surowym środowisku, w którym przystosowanie ukierunkowane jest bardziej na radzenie sobie z warunkami fizycznymi niż na rywalizację międzygrupową. MacDonald zwraca uwagę właśnie na tego typu różnice między unikalnymi żyjącymi głównie w rodzinach atomowych społecznościami myśliwych–zbieraczy północnej Europy a rodowymi systemami społecznymi Bliskiego Wschodu, toczącymi od wieków swe klanowe wojny.

Trudno wszakże ocenić, czy na przykład Wikingowie z powodów geograficznych i gospodarczych wytwarzali tożsamość grupową mniej skutecznie niż Żydzi. Równie sensowne wydają się wpływy kulturowe; na przykład uniwersalizujące wpływy chrześcijaństwa. Cokolwiek nie sądzić o przyczynach to eksperymenty psychologiczne ewolucjonistów potwierdzają specyficzny dla Zachodu indywidualizm. Najbardziej znane z nich to gra w ultimatum oraz altruistyczne karanie. Eksperyment ultimatum polega na obdarowaniu uczestnika (badanego) pewną kwotą (zwykle dwiema dniówkami) pod warunkiem podzielenia się pieniędzmi ze wskazaną, obcą mu osobą, która musi przystać na proponowany podział. Okazuje się, że Europejczycy mają największą na świecie skłonność do takiej współpracy a także unikalną skłonność do grania w ultimatum w sposób „obiektywny”. Jeśli bowiem ktoś oferuje nieuczciwy podział zasobów (tj. tylko znikomą cześć otrzymanej kwoty), Europejczyk odrzuci ofertę, karząc tym samym „oszusta”, nawet jeśli sam na tym straci, lub niczego nie zyska. Społeczeństwa kolektywistyczne nie wykazują natomiast ochoty do współpracy z obcymi ani nie przejawiają tendencji do altruistycznego (czyli kosztownego dla siebie) karania obcych.

Eksperymenty pokazują, że współpraca w społeczeństwach Zachodu opiera się na indywidualnej reputacji a nie identyfikacji grupowej. Stąd współpracę łatwo można zakłócić atakując reputację jednostek. „Sugeruje to fascynującą ewentualność, że najlepszą metodą, jakiej może użyć grupa pragnąca zwrócić Europejczyków przeciwko sobie, jest podrażnienie ich silnej skłonności do karania altruistycznego poprzez przekonanie, że jacyś pobratymcy są źli. Jako zagorzali indywidualiści Europejczycy skorzy są do odczuwania oburzenia moralnego w stosunku do ludzi, których uważają za żerujących na innych i tym samym niemoralnych, co jest przejawem owej silnej skłonności do karania altruistycznego, którą zaszczepiła im ewolucja w czasach, gdy byli myśliwymi-zbieraczami” (str. 43). Dlatego właśnie człowiek Zachodu będzie karał siebie oraz innych za sprzeczny z jego poczuciem moralnym „antysemityzm”, podczas gdy na przykład Arab będzie z takowego „antysemityzmu” dumny. 

Obserwacje MacDonalda zgadzają się z wywodem Emmanuela Todda z niedawno wydanej w Polsce „Klęski Zachodu”, dokładając wszakże do poglądów Francuza wyjaśnienie przyczyn: „żydowskie interesy kwitną w indywidualistycznych społeczeństwach zachodnich, a we wschodnich lub zachodnich społeczeństwach kolektywistycznych więdną […] Żydzi radzą sobie znakomicie w otwartych społeczeństwach indywidualistycznych, w których zniesiono bariery awansu społecznego, a dyskurs intelektualny nie jest krępowany przez instytucje zdominowane przez gojów, takie jak Kościół katolicki” (str. 575). Motorem tego sukcesu jest zauważenie, że partykularne interesy żydowskie możliwe są do realizacji w pooświeceniowym świecie, jeżeli tylko odpowiednio udrapuje się je w szaty postępu, nauki lub filozoficznego sceptycyzmu. „Rewolucja kontrkulturowa była w głębokim sensie posłannictwem polegającym na wpajaniu gojom, że ich zachowania adaptacyjne i identyfikacje grupowe mają naturę patologiczną, podczas gdy żydowska tożsamość grupowa, duma narodowa i rodowa ambicja i ciągłość społeczna są wartościowe psychologicznie i moralnie. Pod tym względem postępowanie żydowskich wywrotowców jest ściśle analogiczne do postępowania autorów Osobowości autorytarnej, a także wszystkich myślicieli żydowskich zaangażowanych w ruch psychoanalityczny i skrajnie lewicowe prądy polityczne w ogóle: kultura nieżydowska i strategie grupowe gojów są fundamentalnie patologiczne i muszą zostać wyklęte, dzięki czemu żydowska ewolucyjna strategia grupowa będzie się mogła rozwijać bez przeszkód. Podobnie jak w przypadku radykalizmu politycznego najwyższy poziom zdrowia psychicznego, którego ucieleśnieniem jest autentyczny liberał, osiągnąć może tylko wyrafinowana elita” (str. 433). Anegdotycznym przykładem może tu być Albert Einstein, który z twardego pacyfisty, jakim był za młodu, zmienił się w zwolennika programu atomowego i użycia broni nuklearnej, gdy tylko wojna zagroziła Żydom.

Praca Kevina MacDonalda stanowi zatem rozwinięcie tezy o asymetrii sterowniczej między zatomizowanym Zachodem a spójną informacyjnie grupą stosującą dobór grupowy, jaką stanowią Żydzi. Autor przesuwa w niej akcent z rzekomego szaleństwa Zachodu na celowość procesów informacyjnych, opierając się na wykazaniu, jak zachodni uniwersalizm staje się narzędziem żydowskiego  partykularyzmu. Strategia żydowska w ujęciu MacDonalda działa jak filtr. Przepuszcza  na zewnątrz, czyli do gojów, idee „otwarte” i „rozmywające”, jednocześnie odbijając je od wewnątrz, czyli zachowując żydowski etnocentryzm. Jeśli system A (Żydzi) zachowuje wysoką sprawność korelacji wewnętrznej, a system B (Zachód) zostaje przekonany, że każda korelacja grupowa jest patologią (na przykład osobowością autorytarną szkoły frankfurckiej, nacjonalizmem, faszyzmem, antysemityzmem etc.), to system A przejmuje funkcje sterownicze systemu B bez walki kinetycznej. Z perspektywy cybernetycznej MacDonald opisuje proces niszczenia homeostazy przeciwnika. Jednocześnie celnie punktuje dlaczego żydowskie interesy więdną w społeczeństwach kolektywistycznych, niepodatnych na taką manipulację. Doskonałym przykładem może być sytuacja na Bliskim Wschodzie, gdzie kolektywistyczne otoczenie zmusza Izrael do prowadzenia ciągłych wojen z sąsiadami a także do uprawiania ludobójstwa w Strefie Gazy, czyli do stosowania tradycyjnej strategii konkurencyjnej społeczeństw kolektywnych.

Zapomniany protokół obrony Zachodu

Kultura Zachodu, szczególnie katolicka, którą MacDonald skądinąd pomija (podobnie zresztą jak Todd), posiadała w niezhakowanej wersji tradycyjnej struktury oferujące konkurencyjną strategię grupową, dostosowaną do indywidualistycznego charakteru współpracy. Dysponowała  bowiem własną doktryną, cenzurą, hierarchią oraz protokołami izolacji błędu. Z punktu widzenia cybernetyki społecznej i teorii gier, katolicyzm przekształcił naturalne skłonności Europejczyków w wysokosprawny system sterowniczy. Unikalną skłonność do gry w sposób obiektywny, czyli do karania oszustów, nawet w obliczu własnej straty, Kościół podniósł do rangi metafizycznej zasady. Wprowadził bowiem pojęcie sumienia i sądu Bożego, gdzie jednostka odpowiada za prawdę przed Bogiem, a nie przed starszyzną rodu, czy władzą polityczną. To ostatecznie rozbiło klanowość, tworząc społeczeństwo o najwyższym na świecie zaufaniu horyzontalnym. Posłuszeństwo żon chroniło transmisję autorytetu w rodzinach nuklearnych natomiast brak oparcia w klanie zastępowała sztywność sakralna. Nierozerwalność małżeństwa dawała stabilność parametrów sterowniczych a ukierunkowany na prokreację seks akumulację energii biologicznej.  Indywidualną reputację oparta na osobistej sprawiedliwości a nie interesie klanowym, zabezpieczała procedura upomnienia braterskiego (Mt. 18, 15-17) oraz wynikające z niej instytucje ortodoksji oraz inkwizycji. Penalizacja obmowy (mówienia prawdy, niepotrzebnie szkodzącej reputacji jednostki) jako grzechu ciężkiego blokowała możliwość rozbicia grupy przez wewnętrzną krytykę. Były to procedury, które karały zło (np. herezję, niszczenie reputacji lub rozbicie rodziny), by chronić logos systemu społecznego. Kara nie była zemstą, lecz przywróceniem porządku koniecznym by indywidualizm nie zamienił się w społeczną entropię. W ten sposób system chronił swoich, dopóki swoi trzymali się systemu. MacDonald wykazuje, że kultura krytyki (szkoła frankfurcka, freudyzm itd.) skutecznie przekierowała ten mechanizm. Z chwilą przekonania zachodniego intelektualisty, że „pasożytem” i „oszustem” jest jego własna tradycja, brak oparcia w kolektywnej tożsamości społecznej dokonał reszty zniszczenia.

Spór o sukcesję: Logos przeciwko Etnosowi

Jeśli świat jest racjonalny, konflikt między katolicyzmem a judaizmem nie będzie sporem o opinie, ale fundamentalnym sporem o sukcesję. W logice judaizmu, katolicyzm jest uzurpacją. W logice katolickiej, judaizm po Chrystusie to upór w błędzie (wiarołomstwo). Jeśli katolicyzm jest wypełnieniem, to judaizm jest anachronizmem. Jeśli judaizm jest prawdą, to katolicyzm jest oszustwem. Z punktu widzenia doboru grupowego, pojawienie się katolicyzmu było zatem dla judaizmu katastrofą. Katolicyzm wziął bowiem żydowski kod (Stary Testament, pojęcie narodu wybranego, etykę) i zuniwersalizował go. Obietnice dane jednej grupie etnicznej zostały tym samym rozszerzone na całą ludzkość. Dzięki temu katolicyzm mógł asymilować dowolne ludy (Rzymian, Germanów, Słowian itd.) i stworzyć Zachód. Dla judaizmu, który opiera się na etnicznym ekskluzywizmie, uniwersalizm katolicki jest egzystencjalnym zagrożeniem. Jeśli każdy może być duchowym Izraelem, to biologiczny Izrael traci swój unikalny status.  Dlatego też katolickie ultimatum „nie do odrzucenia”: uniwersalne zbawienie pod warunkiem uznania powszechnego Logosu, zmusiło judaizm do wykształcenia skrajnie silnych mechanizmów izolacji oraz krytyki Zachodu.

 „Zjudaizowane imperium kulturowe” dąży zatem do tego, by Zachód uwierzył, że jego cywilizacja jest opresyjna. Dopóki bowiem katolik wierzy, w wypełnienie obietnicy, dopóty posiada najwyższą pewność siebie (czyli niską entropię informacyjną). Kiedy zaczyna „przepraszać za krucjaty”, czyli altruistyczne karać własną przeszłość, traci status sukcesora i staje się masą upadłościową. Przestając wierzyć w swoją wyższość doktrynalną, będzie tylko bezbronnym indywidualistą, którego MacDonald opisuje jako ofiarę doboru grupowego silniejszej, spójnej grupy. Zachód uwierzył, że po odrzuceniu Kościoła wejdzie w erę czystego rozumu. Tymczasem w miejsce odrzuconego autorytetu weszła po prostu inna, sprawniejsza strategia grupowa, która udrapowała się w szaty nauki.

Włodzimierz Kowalik

Myśl Polska, nr 9-10 (1-8.03.2026)

Redakcja