OpiniePolitykaPolskaNajgorsze przed nami

Redakcja31 minut temu
Wspomoz Fundacje

Wielokrotnie na łamach „Myśli Polskiej” przestrzegaliśmy przed realnymi konsekwencjami polityki wschodniej prowadzonej przez kolejne rządy w Polsce. Nie raz mówiliśmy również o problemie masowej imigracji obywateli Ukrainy do naszego kraju.

Mówiliśmy w tym kontekście również o tym, z czym możemy zderzyć się po ewentualnym zakończeniu działań wojennych i nastąpieniu jeszcze dalej idącej dekompozycji struktur państwa ukraińskiego. Nasze ostrzeżenia uznawano za nie tyle zbyt alarmistyczne, co wręcz „prorosyjskie”, czyli powielające narracje Kremla. Tak dziś najłatwiej, uciekając od merytorycznej debaty, zdyskredytować jakiś pogląd albo odebrać wiarygodność prognozie. „Musimy być świadomi, że prędzej czy później wielu byłych żołnierzy z frontu pojawi się w Polsce, bo mają tutaj rodziny. Przyjadą również z problemami psychicznymi i psychologicznymi po przeżyciach wojennych. Nie zawsze i nie wszyscy będą mieli właściwą opiekę lekarską czy psychologiczną” – mówi o perspektywie zakończenia działań wojennych nie nasz publicysta czy niezależny ekspert, ale… komendant główny polskiej Policji gen. Marek Boroń. Dodaje też, że zorganizowane grupy przestępcze tworzone przez Ukraińców zajmować się będą u nas nie tylko handlem bronią czy przemytem narkotyków, ale również przestępstwami korupcyjnymi i praniem brudnych pieniędzy związanym z defraudacjami kolejnych transz środków przeznaczanych dla Kijowa, na przykład na odbudowę kraju ze zniszczeń wojennych.

Diagnoza jest oczywista i pochodzi od organów odpowiedzialnych za nasze bezpieczeństwo. Zapewne nie jest to gdybanie komendanta głównego, ani wyraz jego zbyt wybujałej wyobraźni. To twierdzenia w dużej mierze oparte na wiedzy operacyjnej i dotychczasowych doświadczeniach, a nie niesprecyzowana intuicja. Gen. Boroń powołuje się przy tym na podobny proces, który miał miejsce po zakończeniu wojny na Bałkanach. Tyle, że ówcześnie zjawisko to nie dotyczyło naszego bezpośredniego sąsiedztwa, a jego skala była nieporównywalnie mniejsza od rozmiarów zagrożenia z Ukrainy, które przecież naprawdę nietrudno przewidzieć.

Załóżmy jednak przez moment, że ktoś owemu zagrożeniu chce stawić czoła. Zastanawia się jak to zrobić. Na rozwiązanie najprostsze – niedopuszczenie do wieloletniej wojny – jest już za późno. Można jedynie z żalem skonstatować, że pozycja Polski na obszarze postradzieckim była i tak zbyt słaba, byśmy mogli kiedykolwiek podjąć próbę mediacji lub wesprzeć realnie pokojowe rozwiązanie istniejących sporów. Musimy jednak powiedzieć sobie wprost: to polskie rządy pomagały podpalać Anglosasom Ukrainę. To nasze władze robiły wszystko, by konflikt zbrojny w tym kraju rzeczywiście wybuchł. Jak? Choćby popierając wszelkimi możliwymi sposobami kroki prowadzące do tego, przed czym władze Rosji w sposób otwarty przestrzegają od 2007 roku: przystąpienia Ukrainy do NATO, de iure bądź tylko de facto. Pełniliśmy przez wszystkie te lata rolę instrumentu geopolitycznego twórców planu podpalenia i rozbicia kontynentu europejskiego. Sami nawarzyliśmy piwo, którego beczkę musimy teraz wypijać.

Tego już jednak nie zmienimy. Można jedynie zastanawiać się nad tym jak zminimalizować zagrożenia, o których mówi szef Policji. Skutecznej metody pewnie nie ma, ale można przecież zastanowić się nad pewnymi środkami ograniczającymi zasięg ukraińskiej przestępczości różnych rodzajów. Państwo polskie stanie przed realnym wyzwaniem, któremu nie będą w stanie stawić czoła policjanci, niegotowi do konfrontacji z uzbrojonymi, doświadczonymi w zabijaniu przestępcami. Tych przestępców po prostu nie możemy do naszego kraju wpuszczać. W tym celu już dziś odpowiedzialne władze powinny przygotowywać plan całkowitego zamknięcia i szczelnego zablokowania granicy polsko-ukraińskiej. Powinny również konsultować swe działania w tej sprawie z innymi krajami Unii Europejskiej graniczącymi z Ukrainą: Słowacją, Węgrami, Rumunią. Być może trzeba już teraz stawiać prawdziwy mur właśnie na tym odcinku naszej granicy wschodniej, a nie na granicy z Białorusią (tu wystarczy się porozumieć w sprawie nielegalnych imigrantów z władzami w Mińsku) czy Rosją (z obwodu kaliningradzkiego przyjeżdżali do nas jego mieszkańcy w celach turystycznych bądź zakupowych, zapewniając realne dochody mieszkańcom Warmii, Mazur i Pomorza).

Jeśli nie zamkniemy granicy z Ukrainą już teraz, wkrótce burzliwe, pełne bandytyzmu lata 1990. mogą nam się wydać dziecinną igraszką.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 9-10 (1-8.03.2026)

Redakcja