GospodarkaMajkowski: Komu służy system kaucyjny?

Red.38 minut temu
Wspomoz Fundacje

Przed wejściem w życie systemu kaucyjnego branża komunalna w Polsce apelowała do Ministerstwa Klimatu i Środowiska podnosząc wszystkie argumenty o szkodliwości proponowanych rozwiązań. Szczególnie istotnym było, aby co najmniej równolegle z systemem kaucyjnym  wprowadzić tzw. Rozszerzoną Odpowiedzialność Producenta (ROP)  czyli system,
w którym producenci są finansowo odpowiedzialni za cały cykl życia swoich produktów, w tym za ich zagospodarowanie w chwili gdy staną się odpadami.  Nieomylna tuza intelektu w postaci Pani Minister i jej zastępców pozostawała głuche na wszelkie ostrzeżenia i alarmy. System kaucyjny, z pewnym opóźnieniem wszedł w życie, bo dlaczego nie? Skoro inne kraje mają to my też musimy.

Nikt nie kwestionuje tego, że w krajach, które ów system wdrożyły kilkadziesiąt lat temu to działa. U nas jednak przez ostatnie 30 lat wykształcono inny system, dobry, efektywny, w który wpompowano miliony złotych inwestując w nowoczesne linie sortownicze, separatory, tworząc efektywny system logistyczny i wykwalifikowaną kadrę. Odzysk surowców rósł z każdym rokiem, społeczeństwo edukowano, aby zgniatało opakowania dążąc do ograniczenia wożenia „powietrza” , a tym samym minimalizacji kosztów transportu. Zwiększano sukcesywnie poziomy odzyskiwanych surowców, a efektywność sortowania ograniczana była jedynie przez możliwość przekazania surowców do recyklingu.  Komu to przeszkadzało?

Nie jest tajemnicą, że drzwi Ministerstwa Klimatu i Środowiska nie zamykają się od różnej maści lobbystów, którzy próbują przeforsować w nim wprowadzenie korzystnych dla siebie przepisów prawa co jest odczuwalne zarówno dla branży odpadowej, leśnej, rybołówstwa, myślistwa czyli niemalże wszystkich obszarach jakimi to ministerstwo się zajmuje. Czasami lobbyści noszą garnitury, czasami podarte dżinsy, ponaciągane swetry i przetłuszczone włosy. Nie ma to znaczenia. Znaczenie ma to,  na rzecz kogo lobbują!!

Najpierw wymyślono i wprowadzono w całej Unii Europejskiej nakaz przytwierdzania nakrętek do butelek PET w taki sposób, aby nie można było jej zgubić lub co gorsza wrzucić do powstających masowo na cele charytatywne czerwonych serduszek z siatki. Wielu zastanawiało się po co, a teorie spiskowe i memy pokazujące spłaszczone, tudzież zadarte nosy wcale nie miały na celu przemodelowania twarzoczaszki przeciętnego Europejczyka. Wytłumaczenie jest proste. Ta nakrętka ma o wiele większą wartość od samej butelki PET i komuś zależało, żeby ten pieniądz trafił właśnie do określonych recyklerów z pominięciem innych.

Następnie wprowadzono w życie system kaucyjny wmawiając Polakom, że dzięki temu uratują planetę (wśród wielu innych metod), że to działanie proekologiczne i dzięki temu nasza Polska będzie czystsza, a konsument odzyska kaucje którą zapłacił. Jak to wygląda w praktyce rzeczywistości z punktu widzenia przykładowego Kowalskiego? Idziemy sobie do małego osiedlowego sklepiku prowadzonego przez Panią Halinkę. Kupujemy zgrzewkę wody mineralnej o pojemności 1,5 l, która do tej pory kosztowała np. 2,70 złotych sztuka. Płacimy za tą wodę 3,20 złotych sztuka, bo Pani Halinka ma obowiązek naliczyć kaucję. Za zgrzewkę  wody zapłacimy więc 3 zł więcej.

Wypijamy w domu tą wodę i musimy znaleźć miejsce na zmagazynowanie 6 pustych, niezgniecionych butelek  po wodzie mineralnej, aby oddać je do sklepu. Zmieszczą się w dużej brezentowej torbie. Idziemy do Pani Halinki, która oznajmia nam, że niestety tych butelek nam nie przyjmie, bo nie przystąpiła do systemu kaucyjnego, bo nie ma takiego obowiązku, a jednocześnie nawet jakby chciała to na 15 m2 nie ma gdzie gromadzić  tych pustych, nie zgniecionych butelek. Zniesmaczeni idziemy więc do najbliższego marketu, który co prawda nie zamontował sobie jeszcze drogiego, niemieckiego butelkomatu i na razie zbiera butelki w kartonowych pudłach. Oddajemy tam nasze butelki i zamiast 3 złote otrzymujemy talon na zakupy w tym sklepie o wartości tych 3 złote.  Jak już jesteśmy w tym markecie to chcemy ten talon wykorzystać, a że skończyła się w domu śmietana, na kolację pasowałoby coś kupić, i przyciąga nas jeszcze jakaś promocja zostawiamy w markecie 160 złotych z satysfakcją pomniejszając rachunek do 157 złotych. Wszak mamy talon na 3 złote.

Przy kolejnych zakupach już nie idziemy na zakupy do Pani Halinki, tylko do marketu, bo tam w formie tego talonu odzyskamy przecież te 3 złote (tego rodzaju działania są niezgodne z wymogami prawnymi, gdyż powinniśmy odzyskać wyłącznie pieniążki)
Skutki? Market pozbiera czyściutki, nie zabrudzony niczym surowiec w postaci butelek PET i puszki po napojach, a Pani Halinka za kilka miesięcy zlikwiduje swój mały, osiedlowy sklepik dzięki któremu była w stanie dorobić sobie jeszcze parę groszy do niewielkiej emerytury.

Jak to wygląda z perspektywy spółki gminnej odbierającej odpady, która np. posiada jeszcze własną sortownię, wyposażoną w ostatnich latach w nowoczesną linię sortowniczą za  kilka milionów złotych?

Spółka ta przyjedzie do Was po żółty worek, w którym obecnie zabraknie stanowiącej około 40 % wagi worka butelek PET czy puszki stalowej bądź aluminiowej po napojach. W środku pozostanie sam balast w postaci często zabrudzonej folii, opakowaniach po śmietanie, jogurtach czasami po płynie do prania czy naczyń. Zdarzą się także puszki po jedzeniu dla kota tudzież konserwach mięsnych czy rybnych. Właśnie.  Czy nie zastanawia Was dlaczego te opakowania nie zostały objęte kaucją?

Taki żółty worek trafi do sortowni na taśmę i okaże się, że nie bardzo jest co z niego wyciągnąć, aby sprzedać i ograniczyć koszty funkcjonowania lokalnej sortowni. Butelka PET obecnie na rynku nie ma oszałamiającej ceny, bo zaledwie 1 000 zł za tonę transparentnej i jeszcze mniej za kolorową, ale już puszka po napojach to 7 000 zł za tonę!!. W niektórych instalacjach przychody ze sprzedaży tych dwóch frakcji pokrywały około 10% wszystkich kosztów funkcjonowania sortowni czyli zatrudnienia ludzi, kosztów energii, leasingów, kredytów itp. Ponadto linia sortownicza obliczona na konkretny strumień odpadów dostanie go z czasem o 40% mniej więc przy tych samych kosztach będzie pracowała o wiele mniej efektywnie. Spadek przychodów gdzieś sortownia będzie musiała sobie zrekompensować. Zgadnijcie gdzie? W naszych kieszeniach.  Już w tym roku wzrosły koszty zagospodarowania żółtego worka. W lutym br. już jest zauważalny odpływ z systemu gminnego surowca  w postaci butelek PET oraz puszek metalowych  po napojach.  Z każdym miesiącem  sytuacja będzie sie pogłębiać co wymusi na radach miast, gmin konieczność podwyższenia opłat dla mieszkańców za zagospodarowanie odpadów.

A jak to wygląda z perspektyw operatora systemu kaucyjnego?

Na dzień dzisiejszy w Polsce funkcjonuje 7 podmiotów reprezentujących (operatorów systemu kaucyjnego), którzy są właścicielem opakowań zebranych w ramach systemu kaucyjnego (gmina takim właścicielem nie jest pomimo, że do jej obowiązków należy tworzenie systemu gminnego odbioru i zagospodarowania odpadów komunalnych i jeszcze osiąganie poziomów recyklingu i ograniczenie poziomów składowania). Do zadań operatora należy zarządzanie logistyką zbiórki, transportem opakowań, rozliczanie kaucji ze sklepami i producentami, przekazywania opakowań do zagospodarowania  oraz edukacja ekologiczna. Dochody podmiotów reprezentujących pochodzą  głównie z opłat od producentów napojów za zarządzanie systemem,  ze sprzedaży zebranych surowców (PET, aluminium, metale) ze sprzedaży dokumentów potwierdzających recykling,. Do ich przychodów wlicza się także nieodebrane przez konsumentów kaucje (tzw. nadwyżki), które zgodnie z przepisami powinny być przeznaczane na rozwój i funkcjonowanie systemu. Czyli jak nam się nie chce iść do marketu i wyrzucimy taką butelkę do np. żółtego worka to te 50 groszy, nieodebranej kaucji również otrzyma operator. Wg Deloitte szacowany łączny koszt inwestycyjny do poniesienia w latach 2025-2034 oscyluje wokół 14,2 mld złotych !

Jak to wygląda z punktu widzenia recyklera?

Wybrany recykler otrzyma niemalże prosto od was czyściutki materiał przygotowany do rozpoczęcia procesu recyklingu. Za cały proces tworzenia systemu kaucyjnego (w tym zakup butelko/puszko-matów), logistykę zbierania butelek i puszek z rynku (czyli jeżdżenia od sklepu do sklepu, żeby przejąć opakowania), oraz administrację systemu zapłacimy wszyscy i nie usłyszymy nawet słowa dziękuję.

Co to ma wspólnego z ekologią?

Nic. Kompletnie nic, a jest to wręcz całkowite zaprzeczenie wszystkiego co do tej pory wypracowaliśmy. O ile wcześniej TIR jadący do recyklera wiózł około 14 ton butelek PET w kostkach o tyle ten sam TIR przewiezie maksymalnie 1,5 tony tego samego, nie zgniecionego materiału. Przy tych samych kosztach. Jak sądzicie? Kto za to zapłaci? . Analizy powołujące się na raporty Deloitte wskazują, że nowy system kaucyjny w Polsce może generować nawet trzykrotnie większy tzw. ślad węglowy w porównaniu do obecnych metod zbiórki (system gminny), głównie z powodu intensywnej logistyki.

Teraz zasadnicze pytanie jak w tytule. Komu służy system kaucyjny?

Systemem kaucyjnym objęto sklepy wielkopowierzchniowe powyżej 200 m 2  z możliwością dobrowolnego przystąpienia do systemu także małych polskich sklepików.  Większość z tych małych oczywiście nie przystąpi, bo nie ma miejsca na gromadzenie tych odpadów. I jeszcze trzeba spełniać wymagania p.poż jak przy magazynowaniu odpadów palnych.  Do kogo należą w Polsce sklepy wielkopowierzchniowe? Sami przecież wiecie, że do obcego kapitału.  Kto jest największym producentem napojów i jednocześnie wprowadzającym opakowania na rynek, do kogo należą wielkie koncerny?  Jeśli przynajmniej 4 na 7 operatorów działa na rzecz tychże koncernów to kto otrzyma czysty, wysortowany, gotowy do recyklingu surowiec z pominięciem polskich sortowni, za który wcześniej musiałby zapłacić nie małe pieniądze?

To prawo stworzone zostało pod wielkie koncerny, które na tym systemie zarobią krocie, jednocześnie dobijając małą i średnią przedsiębiorczość w Polsce.  System stworzony jest tak, że sami zapłacimy za cały ten proces w podwyższonych opłatach najpierw za napoje, a później za odpady.

Na koniec ciekawostka.

Reszta z tego żółtego worka, palne pozostałości ze zmieszanych odpadów komunalnych, rozdrobnione  wielkogabaryty itp.  trafia potem jako tzw. 19 – stka do instalacji termicznego przetwarzania odpadów komunalnych (ITPOK) lub do cementowni. ITPOK-ów jest za mało, bo oczywiście jak ma taki powstać to pojawiają się „ekolodzy” i protestują. Natomiast cementownie notują spadek sprzedaży cementu z uwagi na zalew polskiego rynku cementem z Ukrainy. Więc sortownie mają problem z zagospodarowaniem tej frakcji i słono płacą każdemu kto zechce ją przyjąć (gdyż magazynowanie takich odpadów w nadmiernych ilościach może się skończyć wysoką karą, składowanie takich odpadów na składowiskach jest zakazane). Stąd też odpady palne z Polski wyjeżdżają za granicę  stanowiąc paliwo dla spalarni i cementowni.  Natomiast paradoksem jest, fakt, że polskie odpady oczywiście za opłatą zagospodarowywane są w ukraińskich cementowniach, które  wytwarzają cement, którym…zalewają nasz rynek.

P.S. Założeń i projektowanych przepisów  prawa często nie tworzą Polacy, ale Polacy je przegłosowują i wprowadzają gorliwie (czasami nawet zbyt gorliwie) w życie utrudniając funkcjonowanie firmom i niszcząc własną gospodarkę. I to jest najgorsze i najbardziej bolesne.

Mirosław Majkowski

Radny Sejmiku Województwa Podkarpackiego

 

 

Red.