PolskaPublicystykaMedycyna jest jedna, zależności wiele

Redakcja9 minut temu
Wspomoz Fundacje

 „Niektórzy ze szkodą dla ojczyzny, obcym oddali swą uczoność, serce i uczucia. Słowem całą swoją osobowość” – Ignacy Pietraszewski (1796-1869), wybitny polski orientalista, dragoman, filozof.

Za około 10 lat ochrona zdrowia w Polsce będzie wymagała według AI znacznie większych nakładów finansowych niż obecnie. Niezbędna będzie nowocześniejsza infrastruktura, cyfryzacja, deinstytucjonalizacja i przeniesienie opieki z dużych szpitali do środowiska lokalnego (opieka domowa, POZ) zwłaszcza dla seniorów, osób z problemami psychicznymi, chorych przewlekle. Katastrofalna demografia, napięta sytuacja w kwestiach dotyczących kadr medycznych łącznie z ich edukacją, a oraz postępująca rzeczywista pauperyzacja społeczeństwa polskiego automatycznie stawiają pod pręgierzem rządzących, którzy byli i są odpowiedzialni za obecną i przyszłą sytuację zdrowotną narodu polskiego. AI wskazuje, na podstawie zebranych danych, że pomimo wzrostu finansowania niemożliwym będzie lub pozostanie dużym wyzwaniem zapewnienie równego i szybkiego dostępu do wszystkich świadczeń zdrowotnych.

Jeżeli nie zostaną dokonane skuteczne zmiany w systemie ochrony zdrowia, to z kolei  za 50 lat wg AI, w Polsce znacznie pogłębią się problemy związane ze zmniejszoną odpornością społeczeństwa i zwiększoną zachorowalnością, starzeniem się, a co za tym idzie finansowaniem i dostępnością świadczeń zdrowotnych. Rosnące potrzeby zdrowotne,  oczekiwania pacjentów i rozwój technologii automatycznie przetransformują system opieki zdrowotnej. Prawdopodobnie cały system będzie już silnie zdigitalizowany i spersonalizowany, z naciskiem na medycynę prewencyjną, telemedycynę i genomikę. Analiza ogromnych zbiorów danych pod kątem zdrowia publicznego i personalizacji leczenia spowoduje, że będą funkcjonowały modele, czy inaczej standardy leczenia, zorientowane na pacjenta w ten sposób, że kluczowa będzie rola prewencyjnej profilaktyki (być może przymusowej w zależności od przyjętej opcji politycznej) i szybkiej interwencji. Położony będzie duży nacisk na dane i precyzję, a postęp techniczny sprawi, że maksymalnie spersonalizowana medycyna oparta będzie na genetyce.

Nastąpi rozwój w zakresie terapii celowanych, genetyki, medycyny regeneracyjnej, badań przesiewowych.  Jednocześnie w sposób ciągły będą prowadzone kampanie edukacyjne i promowany będzie tzw. zdrowy styl życia. Normą w systemie zdrowia będą regularne telekonsultacje, a zaawansowane algorytmy AI będą wstępnie analizować objawy na podstawie telewywiadu i danych z urządzeń (np. z wszczepionych czipów) stale monitorujących stan naszego zdrowia. Dzięki tym urządzeniom możliwe będzie wczesne wykrywanie odstępstw od założonych norm, automatyczne zarządzanie danymi wrażliwymi pacjenta, planowanie i profilowanie mu leczenia przez AI. Zakłada się testowanie terapii w wirtualnym środowisku i modelowanie reakcji organizmu na zaaplikowane leczenie. Rola lekarzy zostanie poważnie zmodyfikowana, a pacjenci posiadając większy wgląd w swoje dane zdrowotne i będą mieli większy wpływ na decyzje o ile jakieś  warunki polityczne tego nie zablokują. Usługi zdrowotne, monitorowanie i rehabilitacja będą na ogół realizowane w domu pacjenta.

Taki system będzie oczywiście potrzebował ciągłego szkolenia kadr, adaptacji do nowych technologii i dbania o edukację, etykę i dobrostan tych kadr. Natomiast utrzymanie systemu ochrony zdrowia wg. obecnego bismarckowskiego modelu przy rosnących kosztach będzie oczywiście wymagało nowych sposobów finansowania i większych nakładów dla zapewnienia równego dostępu do nowoczesnych technologii i opieki w całym kraju. Tak AI prognozuje sytuację za 50 lat, co znaczy, że „walec pojedzie” w tym kierunku o ile nie zostaną dokonane gruntowne zmiany w zawalonym systemie służby zdrowia tu i teraz. Podsumowując jednak to co ma nastąpić w bliższej perspektywie, czyli za 10 lat należy podkreślić, że na skutek rozwoju technologicznego placówki medyczne będą bardziej nowoczesne i lepiej wyposażone, ale problemy kadrowe i gospodarcze będą wymagały od systemu opieki zdrowotnej nieustannych działań interwencyjnych i „gaszenia pożarów”.

Największym zagrożeniem współczesnego systemu jest i będzie brak realnego bezpieczeństwa w zakresie ochrony życia i zdrowia ludności polskiej wobec dyktatu wielkich firm informatycznych zbierających wszelkie dane, w tym dane wrażliwe. Firmy takie jak np. amerykański Palantir powiązane są przecież ze wszystkimi sektorami medycyny, gospodarki, wojskowości. Obecnie zagwarantowanie Polakom bezpieczeństwa cyfrowego i ochrona ich danych powinny być największym wyzwaniem dla rządzących. Mamy bardzo zdolnych specjalistów od systemów informatycznych, ale dla kogo oni pracują? Tymczasem widać już efekty polityki wykorzystywania danych z polskiego rynku, który jest zasadniczo odmienny np. od niemieckiego czy czeskiego. Stale zwiększana ilość szczepień u dzieci i dorosłych tych refundowanych i tych zalecanych, pojawianie się masy leków „cud-miód” i prawie nie badanych suplementów oraz nietrzymającej norm UE żywności zza morza i z Ukrainy, która zalewa polski rynek. To wszystko, jak wskazują statystyki, nie podnosi zdrowotności Polaków, lecz generuje mnóstwo nowych chorób oraz powiększające się dziury w budżetach domowych i oczywiście w budżecie państwa. W tej sytuacji pilną koniecznością jest już większy nacisk na sensowne badania profilaktyczne, urealnienie norm w badaniach laboratoryjnych i przywrócenie terapii z zakresu medycyny naturalnej do standardowych praktyk leczniczych prowadzonych przez lekarzy wyspecjalizowanych w naturoterapii.

Jak do tego doszło, że system ochrony zdrowia w Polsce jest w fatalnym stanie można wywnioskować z wcześniejszych czterech artykułów pt. „Medycyna jest jedna”. Analizując historię zmian widać bowiem wyraźnie, że od czasów PRL wydatnie spadła dostępność usług, efektywność, przy wysokich nakładach i ogólnym postępie tzw. wielkiej medycyny oraz samowystarczalność skoro nasze polskie zakłady farmaceutyczne zostały doprowadzone do ruiny i wyprzedane obcym korporacjom. Wprowadzając standaryzację leczenia i wycenę procedur medycznych miękko odebrano polskim lekarzom wolność, niezależność i zaufanie pacjentów oraz poczucie pracy w służbie i z powołania, a managerom służby zdrowia możliwość etycznego i efektywnego zarządzania publicznymi środkami. System ochrony zdrowia Polaków jest niestety przeżarty zepsuciem do szpiku kości i wielu decydentów zadbało o to, aby tak właśnie się stało, a także o to, aby większość społeczeństwa nie zdawała sobie z tego sprawy.

Problem szczepień

Rosnąca liczba szczepionek (obecnie około 60) i obowiązek szczepień dzieci już od pierwszego dnia życia nie wzięły się znikąd. Jednocześnie nikt w praktyce nie zagwarantował, że korporacje farmaceutyczne zapłacą za leczenie niepożądanych odczynów poszczepiennych/NOP i skutki epidemii chorób przewlekłych wywołanych przez obowiązkowe szczepionki. Nikt też w praktyce nie zagwarantował, że za NOP-y po dziesiątkach szczepień zalecanych zapłaci państwo, a lekarze za niewłaściwą kwalifikację do szczepień lub jej brak skoro szczepienia mogą prowadzić nawet apteki! Nic dziwnego zatem, że coraz więcej ludzi uchyla się od szczepień, a rodzice starają się chronić przed nimi swoje dzieci. Jako nieszczęście postrzegana jest BCG jako szczepionka na gruźlicę podawana noworodkom (!), która nie chroni przed zachorowaniem na gruźlicę i która w wielu krajach nie jest stosowana.

Coraz więcej rodziców preferuje porody domowe jako sposób na ukrycie się przed mackami systemu szczepień obowiązkowych tak długo jak to będzie możliwe. Inni zatroskani rodzice zaś pytają: – Co będzie jeśli ktoś niezaszczepiony zachoruje na chorobę objętą obowiązkowym programem szczepień? Trudno powiedzieć co będzie, bo to zależy od wielu czynników. Wygląda jednak na to, że dużo mniejszym obciążeniem dla całego społeczeństwa będą pojedyncze przypadki choroby niż liczne poszczepienne. Prace badawcze w medycynie trwają i można dziś osiągnąć wyleczalność nawet w przypadku groźnych chorób. Na przykład dr Frederick Klenner już kilka dekad temu skutecznie leczył choroby bakteryjne i wirusowe takie jak ospa, odra, świnka, tężec czy polio. Wielu lekarzy twierdzi, że dzieci i dorosłych należy odżywiać wartościowymi produktami i podnieść poziomy witamin do stanu wysycenia i prawidłowych norm, a dopiero wtedy będzie można porównywać zapadalność na choroby i ewentualne konsekwencje. Ministerstwo Zdrowia/MZ zgodnie z ustawą o zapobieganiu i zwalczaniu chorób zakaźnych, rozszerzając obowiązek szczepień powinno brać pod uwagę aktualną sytuację epidemiologiczną dla każdej obowiązkowej szczepionki.

Niestety tego nie robi! Dlaczego? W analizach MZ powinno wziąć pod uwagę: ryzyko zakażenia, ryzyko poważnych powikłań/zgonu i inne ryzyka, rzeczywistą skuteczność w kontrze do reklamy producenta i propagandy medialnej, skuteczne i bezpieczne metody leczenia w przypadku zachorowania, korzyści z przechorowania w odniesieniu do toksyczności kilku dawek szczepionki itd. Należy także znaleźć skuteczne narzędzie komunikacji w tych kwestiach, zmienić ustawę o funduszu kompensacyjnym oraz ułatwić dochodzenie odszkodowań od producentów szczepionek.  Dlaczego polskie MZ tego nie robi?

Tymczasem mamy istną epidemię, nie tyle chorób zakaźnych co chorób przewlekłych, a w literaturze naukowej (np.: pubmed.ncbi.nlm.nih.gov), to wiele szczepionek powiązanych jest właśnie z chorobami przewlekłymi u dzieci, np. astmą, opóźnieniami rozwoju, w tym autyzmem, ADHD, infekcjami ucha, egzemą, zapaleniem płuc, alergią, chorobami autoimmunologicznymi, padaczką/tikami nerwowymi itd. Polskie Stowarzyszenie Niezależnych Lekarzy i Naukowców, organizacja Stop NOP, Fundacja Ordo Medicus w Polsce opisują powyższe przypadki wraz z literaturą. Zagranicą, wiele prac i dowodów na ten temat przedstawia choćby Robert F. Kennedy https://stopnop.com.pl/kennedy/

„Jedno z najbardziej obiecujących badań powstało w Henry Ford Health System – jednym z największych ośrodków badawczych w USA. Przeanalizowano dane ponad 18 tysięcy dzieci, w tym prawie 2 tysiące całkowicie nieszczepionych. Wyniki były jednoznaczne, co ciekawe, w grupie nieszczepionej nie odnotowano żadnych przypadków ADHD, cukrzycy czy poważnych zaburzeń psychicznych.”         Niestety w Polsce uporczywie wprowadzane są coraz to nowe szczepienia, bez oparcia o rzetelne badania, bieżące publikacje naukowe, obserwacje z różnych źródeł i aktualizacje danych. Japonia w wyniku pogłębionych analiz podwyższyła wiek rozpoczęcia szczepień do 2 r.ż., co zlikwidowało praktycznie SIDS – zespół nagłej śmierci łóżeczkowej! W Niemczech szczepienia dla dzieci są nieobowiązkowe i jest obecnie tylko jedna obowiązkowa szczepionka na odrę przy przyjęciu dziecka do przedszkola, ale jeśli w wyniku badania stwierdzone będą przeciwciała, to i tej szczepionki się nie podaje.

U nas decydenci nabrali jednak wody w usta i oficjalnie tylko ewentualnie coś bulgoczą jak głośniki propagandowe. – Kto i dlaczego zabrania im mówić i szeroko informować społeczeństwo? – Komu służy fałszywa narracja o „straszliwych zagrożeniach”, przed którymi należy chronić siebie i dzieci wszelkimi możliwymi szczepionkami? Jednocześnie w toku kampanii propagandowych wpojono podświadomy model: Musicie zaszczepić siebie i dzieci , bo przecież może być choroba, stres, trauma, niezdolność do pracy, a praca i zarabianie pieniędzy, to przecież wasza najważniejsza misja w życiu człowieka!

Piszę to jako osoba, której zapracowani rodzice nie uchylali się od obowiązkowych szczepień ani swoich, ani u dzieci, a przez rodzinę przetoczyły się i odra, i ospa wietrzna, świnka, różyczka, szkarlatyna i inne zakaźne „potwory”. Do przedszkola chodziło się przecież min. po to, aby te infekcje złapać, przejść i nabyć odporności na dalszy czas nauki i pracy. Nawet zakażenia pasożytnicze z dzieciństwa pomagały nabyć odporności na alergie. I nabyliśmy tę naturalną odporność, jesteśmy zdrowi. I dało się! Staramy się dobrze odżywiać, żyć odpowiedzialnie nie narażając swojego życia i zdrowia na szwank, a na wypadek choroby szukamy skutecznych medykamentów i wypoczynku dla ciała i duszy, a nie „szczepionek przeciwko życiu i zdrowiu”. Wszędzie jednak obecnie widać masowo wtłaczane dzieciom i dorosłym preparaty, które nie eliminują zachorowań natomiast coraz częściej zdarza się, że eliminują zdrowie i życie, bo ich skład jest… no cóż, jest tajemnicą producenta, co było wyraźnie zauważalne podczas ostatniej akcji szczepień związanych z C-19.

Co takiego jest w naszym kraju między Bugiem a Odrą, że rząd musi kupować ogromne ilości szczepionek dla dzieci i dorosłych, a wystarczy przekroczyć granicę z Niemcami i zagrożeń jest sto razy mniej pomimo dobrowolności szczepień?  Co to za zależności?!

Zastanawiające powinno być także dla każdego, że w naszym kraju Charakterystyka Produktu Leczniczego/ChPL zawierająca pełne informacje o leku, stanowiąca podstawę do decyzji terapeutycznych, nie jest udostępniana automatycznie pacjentom. ChPL jest oficjalnym, szczegółowym dokumentem medycznym dla lekarzy i farmaceutów, zaś ulotka dla pacjentów zawiera jedynie wersję uproszczoną. Kluczowa jest informacja producenta: „zaleca się podanie preparatu po wykluczeniu wszystkich przeciwwskazań”! W takim razie:

Dlaczego wskazania producentów w ChPL są lekceważone przez lekarzy?

Otóż, takie zalecenia często nie są niestety uwzględniane, bo np. o jakim wykluczeniu przeciwwskazań może być mowa w przypadku szczepienia jednodniowego noworodka? Całościowy panel testów wykluczających dla 1 dziecka jakie lekarz powinien zlecić może kosztować nawet ponad 10 tys. złotych, bo w grę wchodzą także niektóre badania genetyczne. Producent chroni się przed roszczeniami odszkodowawczymi, ale lekarza, ani pielęgniarki nic nie chroni, a to oni podejmują ostateczne decyzje i wykonują szczepienia. Wygląda na to, że pacjent, a zwłaszcza noworodek jest traktowany tak jak przedmiot eksperymentu: „uda się albo się nie uda, ale lepiej za bardzo nikogo nie uświadamiać”. Istotne jest także to, że według ChPL zaleca się podawanie preparatów domięśniowo, tak aby nie trafiły bezpośrednio do krwi. Niestety, szacuje się, że 40% wkłuć jest nieudanych lub wykonanych nieumiejętnie, w wyniku czego toksyny zawarte w preparacie szczepionkowym pędzą wprost do mózgu i w efekcie pojawiają się liczne problemy. Jest bardzo wiele nieszczęśliwych ludzkich historii poszczepiennych, o których poszkodowani mówią, że lekarz odmówił zgłoszenia NOP-u.

Zapewne działa tu zarówno niechęć lekarzy do „papierologii” jak i strach przed kłopotami typu kontrole sanepidu, czy ostracyzm środowiska (vide izby lekarskie gnębiące uczciwych lekarzy czasu C-19 i masowych szczepień), ale najprawdopodobniej działają również inne czynniki. Do szczepień zalecanych dorosłym, a zwłaszcza wykonywanych np. w aptekach nie ma kwalifikacji lekarskiej… Standardowy model badania kwalifikacyjnego do obowiązkowych szczepień dzieci często zaś przebiega wg. znanego wszystkim schematu: „dziecko nie gorączkuje, nie kaszle, pokaż gardziołko, super, no to szczepimy”.  W efekcie rodzice dostają swoistą rosyjską ruletkę – albo „coś” będzie albo nie. Szeroki dostęp do wiedzy i wymiany informacji jaki mamy obecnie spowodował, że wielu rodziców myśli, pyta, kojarzy fakty i nie chce wystawiać swoich dzieci na ryzyko obowiązkowych szczepień i innych przymusowych działań „prozdrowotnych”. Spotykają się nierzadko z chamstwem, presją i terrorem ze strony personelu medycznego jak i otoczenia.

Część prześladowanych rodziców jest nawet skłonna zapłacić wysokie kary za uwolnienie swoich dzieci od przymusu szczepień, aby w ten sposób kupić sobie „święty spokój”, ale jest wymóg szczepień w przedszkolach… Istnieją także inne ograniczenia, później zaś mogą być wprowadzone jeszcze inne, a w końcu może być nawet odebranie praw rodzicielskich „skoro nie chcesz chronić dziecka”. Państwo stosuje przymus i kary finansowe zamiast  zadbać o przekazywanie rzetelnej wiedzy obywatelom i wprowadzić dobrowolność szczepień zwłaszcza gdy firmy farmaceutyczne z takiej odpowiedzialności są zwolnione. Jeśli będzie wybór, to w mediach państwowych powinna być rzetelna debata i pomiędzy lekarzami zarówno optującymi za szczepieniami jak i tymi przeciw. Powinna być debata, aby rodzice sami mogli wybrać, co bardziej do nich przemawia. I to byłoby sprawiedliwe. Szczepienia mogą być zalecane, ale kluczem jest dobrowolność. Natomiast logiczną konsekwencją braku zgłoszeń NOP-ów zaobserwowanych w 1 ciągu miesiąca po szczepieniu (niestety jest to jedyny okres do obserwacji, a przecież wady ujawniają się także później!) fałszuje statystyki producentów i wspiera fałszywy z gruntu przekaz medialny o całkowicie bezpiecznych szczepionkach.

Warto mówiąc o ochronie zdrowia dzieci zwrócić uwagę także na standardowy od 1880 roku zabieg Credego u noworodków wykonywany tuż po urodzeniu. Polega on na zakropleniu oczu 1% roztworem azotanu srebra (lub podaniu maści z erytromycyną). Nie jest to obojętne dla noworodka i nierzadko dochodzi do podrażnień, bo azotan srebra jest toksyczny. Robi się to jednak, aby zapobiec ewentualnym rzeżączkowym zapaleniom spojówek, czyli zakłada się, że każda rodząca kobieta ma rzeżączkę zamiast wykonać przed porodem choćby test PCR.

Może już czas najwyższy na weryfikację starych standardowych zaleceń tym bardziej, że w innych krajach już zrezygnowano z zabiegu Credego?

Współcześni politycy nie znają medycyny „od podszewki”, systemu ochrony zdrowia, ani nie czują z czym się wiąże pojęcie „służby zdrowia” choć czasem sami bywają pacjentami. W MZ pracują urzędnicy państwowi, a nie czynni zawodowo medycy. Teoretycznie wsparcie powinni im zapewnić Krajowi Konsultanci i medycy zgrupowani w niezależnych samorządach, czy też korporacjach zawodowych zwanych izbami oraz służby sanitarne. I zapewniły! – Tylko jak?

Znamienne jest, że scentralizowany system NFZ wprowadzono w miejsce zdecentralizowanego sytemu ochrony zdrowia (17 Kas Chorych + 1 branżowa) w wyniku reformy w 1999 r. W Czechach Kasy Chorych przetrwały i dziś ok. 80 % Czechów jest zadowolonych z opieki zdrowotnej. A a u nas? Znamienny jest także, czas tworzenia izb medyków: lekarska w 1989 r., pielęgniarska w 1991, aptekarska w 1991 r., diagnostów laboratoryjnych w 2002 r., fizjoterapeutów w 2016 r. Przeprowadzono odpowiednie ustawy, darowano nieruchomości z majątku państwowego i przyznano środki na ich utrzymanie i na prowadzenia rejestrów, nadano izbom uprawnienia sądownicze, przyznano decyzje do udzielania i odmawiania prawa wykonywania zawodu, także decyzje o specjalizacjach, a jednocześnie nadano prawo do prowadzenia działalności gospodarczej, do przyjmowania darowizn, spadków, dotacji i subwencji. Powiedzieć coś o korupcji przy takiej konstrukcji, to nic nie powiedzieć. Zmiany w ustawach o Izbach lub całkowita likwidacja izb wydają się zasadne w tym stanie rzeczy.

Izby powinny gospodarować wyłącznie pieniędzmi z dobrowolnych składek członkowskich skoro prawo do prowadzenia działalności gospodarczej, otrzymywania subwencji budżetowych, dotacji, prawo do przyjmowania darowizn, spadków etc. okazały się silnie korupcjogenne. Czy nieruchomości izb, będące darowiznami z majątku państwowego (czytaj naszego!) nie powinny być ponownie znacjonalizowane i ewentualnie dzierżawione? Czy błędy w sztuce i oceny etyki nie powinny podlegać zwykłemu sądownictwu, a sądy powinny mieć moc odbierania prawa wykonywania zawodu? Czy wdawanie praw wykonywania zawodu, kształcenie ustawiczne i specjalizacyjne powinny należeć wyłącznie do zadań państwowych, uniwersyteckich uczelni medycznych i klinik uniwersyteckich?

Pytania

– Czy można się dziwić że 9% składka zdrowotna w Polsce nie wystarcza zwłaszcza, że świadczeniami leczniczymi (poza kolejkami!) obdarowaliśmy także miliony Ukraińców?

– Czy można się też dziwić, że NFZ ogłosił z końcem roku bankructwo, a na pokrycie pilnych bieżących potrzeb lecznictwa przesunięto w XII 2025 r. kilka miliardów z budżetowego Funduszu Zdrowia utworzonego przecież na realizację innych celów jak np. badania naukowe? Pytań ad NFZ nasuwa się automatycznie bardzo wiele:

– Czy NFZ, instytucja biurokratyczna jest naprawdę potrzebna i bezpieczna?

– Czy NFZ przynosi zyski z zarządzania dla budżetu, dla medyków, dla społeczeństwa?

– Czy NFZ dzieli środki sprawiedliwie?

– Czy skierowania na badania i do szpitali z gabinetów prywatnych powinny być honorowane tylko w szpitalach i gabinetach państwowych, czy tylko w jednostkach prywatnych?

– Czy refundacja leków i materiałów medycznych z gabinetów prywatnych powinna być akceptowana w aptekach?

– Czy NFZ powinien zawierać kontrakty z lekarzami medycyny naturalnej?

– Czy wycena procedur medycznych jest niezbędna do leczenia uprawnionych pacjentów w jednostkach państwowej służby zdrowia?

Wygląda na to, zwłaszcza w porównaniu z lecznictwem w innych krajach, że wyjątkowo w Polsce, cały system ochrony zdrowia nie opiera się na niewiedzy tylko na złej woli popartej ogromną, ukrytą korupcją i rozbudowanym nowotworem wszelkiej prywaty rozrosłym na państwowej tkance. Może dlatego występują takie zjawiska jak: bezwzględne eliminowanie buntowników wobec systemu (np. niszczenie medycyny naturalnej, odebranie lekarzom swobody wyboru metody i środków terapii, prześladowania za brak udziału w eksperymencie medycznym jakim były szczepienia przeciwko C-19), obniżenie poziomu edukacji, czy też systemowe niszczenie zdrowia pokoleń Polaków generujące rzesze stałych klientów aptek ogólnodostępnych i szpitalnych? Na czyim celowniku tak perfidnie jest ustawiona Polska i jak z niego zejść?

Może lecząco podziałałoby wyjście Polski z WHO i deinstytucjonalizacja jak to AI określiła w prognozach na następne 10 lat? Dziś nie wiadomo „jaki Trump” w naszym kraju miałby jednak przeprowadzić owo oczyszczanie stajni Augiasza. Może obecna ekipa rządząca zdecyduje się na skopiowanie niezłego, niemieckiego systemu ochrony zdrowia i powrót do Kas Chorych? A może PiS naprawdę zrealizuje głoszony od niedawna przez prezesa plan zakazu dla medyków łączenia pracy w prywatnej i państwowej służbie zdrowia? Trudno teraz uwierzyć w szczerość intencji programowych zarówno KO jak i zwłaszcza PiS-u, który posiadając prawie stu procentową władzę przez 8 lat nie wprowadził żadnego planu naprawczego do systemu ochrony zdrowia, a tylko dramatycznie ten system pogrążył w czasie pandemii C-19, a następnie decyzjami odnośnie imigrantów z Ukrainy i nie tylko. Może uda się to Konfederacji Korony Polskiej, która prowadzi zaawansowany projekt Norymberga 2.0? Nic nie wiadomo, a drenowanie kieszeni Polaków, degrengolada i rozpad państwowej służby zdrowia postępują z dnia na dzień.

Na naszych oczach polski system ochrony zdrowia, przez prawie 40 ostatnich lat,  stopniowo jest zagrabiany przez obce wpływy i przekształcany w kolejny obszar odbierania nam podstawowych praw i wolności gwarantowanych w Konstytucji RP.

Anna Larysz-Recz

Myśl Polska, nr 7-8 (15-22.02.2026)

Redakcja