W 1964 roku na ekrany amerykańskich kin wszedł film Grek Zorba (tytuł oryg. Zorba the Greek), amerykańsko-grecki komediodramat w reżyserii Michaela Cacoyannisa, zrealizowany na kanwie powieści Grek Zorba Nikosa Kazandzakisa.
W PRL jego premiera odbyła się w styczniu 1967 roku. Basil – spokojny Anglik, artysta rusza na Kretę, do kraju przodków. Chce uruchomić na nowo podupadłą, rodzinną kopalnię. W porcie przyczepia się do niego niejaki Alexis Zorba, Grek – ten proponuje mu, że zabierze się z nim i pomoże we wszystkim.
Gorzki Zorba
Kreteńczycy w filmie Grek Zorba jawią się niemalże jako społeczeństwo cierpiących na zaburzenie afektywne dwubiegunowe. Wpadają nieustannie ze stanów maniakalnych (wtedy nosi ich, cieszą się, mszczą, witają serdecznie gości) w stany depresyjne (wtedy przysiadają, gasną, patrzą tępym wzrokiem w nie wiadomo jaką dal). Natomiast Alexis Zorba jest kimś całkowicie wolnym, niepodległym wobec norm, żywym pomnikiem na cześć samego życia, które, gdy tylko umie się z niego czerpać, przynosi człowiekowi wiele dobrego. Do klasyki przeszły jego ekstatyczne tańce, słynne bon moty: „piękna katastrofa”, „człowiek bez odrobiny szaleństwa nie może normalnie żyć”, „bóg dał nam ręce po to, by brać”. Szczególnie słynne jest zdanie „jaka piękna katastrofa!”, które wypowiedział Anthony Quinn wcielający się w rolę Alexisa Zorby w tym filmie. Albowiem filmowy bohater wypowiada te słowa z charakterystycznym śmiechem, patrząc na zawalającą się konstrukcję kolejki linowej do transportu drewna, którą wcześniej z wielkim entuzjazmem zbudował. W gruncie rzeczy film Grek Zorba jest utworem gorzkim, przynoszącym wizję świata, w którym niezmiernie ciężko jest żyć własnym życiem.
Tysiące mieszkań Gomułki
W tym samym czasie, na przełomie 1966 i 1967 roku, w PRL, za rządów Władysława Gomułki (ps. „Wiesław”), który sprawował rządy w Polsce jako I sekretarz KC PZPR (w latach 1956–1970), rozpoczęto realizację na masową skalę programu budownictwa mieszkaniowego dla Polaków, w ramach którego na terenie Polski wybudowano dziesiątki tysięcy nowych mieszkań, przekazywanych nieodpłatnie klasie robotniczej. W Gdańsku i Elblągu wybudowano wiele bloków mieszkalnych według polskiego projektu młodych architektów i konstruktorów, który zajął pierwsze miejsce w ogólnopolskim konkursie architektonicznym, spełniając oczekiwania ludowego państwa polskiego – okresu odbudowy powojennej. Chodziło o to, aby budować dużo, szybko i tanio. Budynek (wielorodzinny blok mieszkalny) został tak zaprojektowany, że przewidywał możliwość zainstalowania z czasem windy w każdym nowo wybudowanym bloku. Ówczesnego powojennego, biednego państwa polskiego nie było stać na wyposażanie czteropiętrowych budynków w windy.
Rakotwórczy żużel
W istocie budynki te charakteryzowała prostota stylu, z zastosowaniem innowacyjnej technologii, polegającej na szybkim i niezawodnym wznoszeniu ścian nośnych. Do szalunków, w których zbrojarze umieszczali stalowe zbrojenia, wlewano płynny beton zawierający w pewnej, ściśle ustalonej proporcji rozdrobniony żużel wielkopiecowy. Z czasem okazało się też, że zawarty w betonie żużel ma właściwości radiacyjne. Właściwości radiacyjne żużla wielkopiecowego determinowane są przez obecność naturalnych radionuklidów, takich jak potas K-40, rad Ra-226 oraz tor Th-232. Jako produkt uboczny hutnictwa żelaza, żużel charakteryzuje się zazwyczaj niskim poziomem promieniotwórczości naturalnej, co pozwala na jego szerokie zastosowanie w budownictwie. Niemniej jednak potwierdzono podwyższoną zachorowalność na choroby nowotworowe u mieszkańców budynków o ścianach wykonanych z żużlobetonu. I w tym miejscu należałoby zacytować Alexisa Zorbę: „Jaka piękna katastrofa!”.
Pułapka funduszy
Zmiany ustrojowe w Polsce spowodowały drastyczny wzrost cen mieszkań. Stare gomułkowskie mieszkania w ponurych koszmarnych blokowiskach poszybowały w górę. Biedni starzy mieszkańcy, którzy nie zawsze z własnej winy popadli w zadłużenie, są z tych mieszkań eksmitowani. Przykładowo, pewna emerytka, która nie miała wiedzy jak funkcjonują fundusze inwestycyjne, zachęcona mirażem łatwych i szybkich zysków, przystąpiła do nich. Po pewnym czasie okazało się, że z uwagi na brak umownie zadeklarowanych cyklicznych wpłat jako inwestor, została zlicytowana i eksmitowana z mieszkania. Innej młodej, wykształconej kobiecie w tym samym budynku grożą podobne konsekwencje. Z tego samego tytułu – uczestnictwa w analogicznym funduszu inwestycyjnym.
Budujemy nowe windy!
W starych blokowiskach młodzi, rzutcy, kreatywni właściciele, którzy niejednokrotnie zakupili na kredyt mieszkanie, forsują modernizację budynków poprzez budowanie w nich wind osobowych. Pragnąc realizować swoje nowatorskie pomysły, angażują się z własnej woli w zarządy wspólnot mieszkaniowych. Nie byłoby w tym nic dziwnego, tylko, że ich zarządzanie niejednokrotnie ma charakter karykaturalny. Przykładowo najpierw wykonano inwestycję w postaci wybudowania windy, a następnie, po zakończeniu tej inwestycji, rozpoczęto starania o dofinansowanie (sic!), miesiącami nie dopuszczając do korzystania z windy przez mieszkańców tej wspólnoty, spłacających zaciągnięty bankowy kredyt w ich imieniu. Ponadto nie zdają sobie z tego sprawy, że podejmując się zarządzania wspólnotą mieszkaniową, przyjmują na siebie obowiązki z dobrodziejstwem zastanego inwentarza spraw zaległych do realizacji.
Niebezpieczne miejsce w zarządzie wspólnoty
W tym względzie mam osobiste doświadczenia. W 2005 roku, nie podejrzewając podstępu, nieopatrznie zgodziłem się reprezentować jednoosobowo zarząd we wspólnocie mieszkaniowej. Po niecałych trzech miesiącach zarządzania otrzymałem pismo od Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, w którym enumeratywnie wymieniono pozycje do ekspresowej realizacji remontowej pod rygorem ukarania mnie jako zarządu wspólnoty, grzywną w wysokości 50 tysięcy złotych!
Eugeniusz Zinkiewicz



