OpinieDomeredzki: Młodzież antypolska 

Redakcja58 minut temu
Wspomoz Fundacje

Przygłupia akcja i w swych konsekwencjach antypolska inicjatywa „Akcja dekomunizacja” organizowana przez młodzieżówkę partii Ruch Narodowy (nie mylić z pojęciem ruchu narodowego jako nurtu myśli i praktyki politycznej, z którym partia ta nie ma wiele wspólnego) pod nazwą Młodzież Wszechpolska (nie mylić z działającą w międzywojniu organizacją o tej samej nazwie, z którą nie ma ona wiele wspólnego). 

Tym razem celem krucjaty przeciwko komunie stał się Poznań, a mianowicie poznańska Cytadela, gdzie upamiętnieni są wyzwoliciele Poznania. 

Naród polski nieważny dla MW

Ta akcja jest szkodliwa po pierwsze dlatego, że wyraża i promuje jako coś dobrego głęboką pogardę wobec sprawy bytu narodu polskiego. Przecież żołnierze Armii Czerwonej walczyli po to, by zatrzymać Generalny Plan Wschodni, czyli zagładę narodu polskiego organizowaną przez Niemcy.  Na Cytadeli znajduje się cmentarz żołnierzy radzieckich – ci wszyscy ludzie oddali życie za to, abyśmy my mogli żyć i mówić po polsku, i za to, żeby tu był Poznań, a nie Posen. I tym ludziom należy się szacunek. Już przez sam wzgląd na doniosłość sprawy ocalenia narodu polskiego szacunek należy się tym, którzy o tę sprawę walczyli. Okazując względem nich pogardę, aktywiści MW pokazują jak niewiele dla nich znaczy przetrwanie narodu polskiego.

Naród polski tylko z Zachodem?

Drugi powód, dla którego ta akcja jest głupia, to stojąca za nią narracja o Polsce Ludowej jako drugiej okupacji, i to nie lepszej niż okupacja hitlerowska. Tymczasem, jak to kiedyś zgrabnie ujął redaktor Adam Śmiech, „najbardziej polską Polską była Polska Ludowa”. Jej ustrój społeczny oparty na silnym państwie w granicach piastowskich, szeroko zakrojonej nacjonalizacji przemysłu, inicjatywie gospodarczej państwa i reformie rolnej, jej narracja historyczna i promowane w kulturze wartości, wreszcie – jej koncepcja geopolityczna – czyniły Polskę Ludową formą polskiej państwowości najbliższą wizji większości przedwojennych polskich narodowców. Być może z perspektywy interesów pewnych grup zmiany społeczne, jakie nastąpiły po 1945 roku, były niekorzystne, być może z perspektywy klas posiadających i ludzi do nich aspirujących bardziej pożądane by było, aby Polska od razu po zakończeniu II wojny światowej znalazła się w zależności od Zachodu i od razu poszła tą drogą, jaką idzie po 1989 roku. Niemniej partykularny interes klasy kompradorów nie może być utożsamiany z interesem ogólnonarodowym. Tymczasem młodzi aktywiści zachowują się tak, jakby wyłącznie interes mniejszości tych, którzy skorzystali na obaleniu Polski Ludowej, był interesem narodowym. Co więcej, stawiają ten partykularny, klasowy interes ponad przetrwaniem narodu, uznając, że jeśli Polska nie może być kapitalistyczna i zintegrowana z Zachodem, to równie dobrze może narodu polskiego nie być wcale.

MW jako część głównego nurtu antypolskiego

Kolejna warstwa piramidalnej głupoty akcji Młodzieży Wszechpolskiej wiąże się z kontekstem niemieckiego rewizjonizmu i roszczeń niemieckich wobec Polski. Swój wandalizm uzasadniają oni tezą, jakoby Związek Radziecki nie był dla Polski wyzwolicielem, a drugim okupantem, w niczym nie lepszym od okupanta hitlerowskiego. Nie będę tu polemizować czy jest to teza fałszywa czy prawdziwa, ale skupię się na konsekwencjach przyjęcia jej za prawdziwą, które wyglądają następująco:  1) skoro narracja przeszła od „żołnierze Armii Czerwonej to wyzwoliciele” do „ZSRR to taki sam okupant jak III Rzesza”, to konsekwentne przesuwanie się narracji prowadzi do wniosku, że Sowieci byli nawet gorsi; 2) a skoro Sowieci byli gorsi, to Niemcy walcząc przeciwko nim byli mniejszym złem; 3) skoro byli mniejszym złem, to znaczy, że relatywnie byli tymi dobrymi, którzy bronili nas przed bolszewickim hordami; 4) a skoro tak, to Niemcy byli w tej wojnie ofiarami, a wypędzenie ich i przejęcie Ziem Odzyskanych i mienia poniemieckiego było zbrodnią dokonaną przez komunistycznego okupanta; 5) w związku z tym Polacy powinni, jeśli nie dokonać korekty granic zachodnich, to przynajmniej wypłacić rekompensaty za zrabowane Niemcom przez komunistów mienie, na którym się uwłaszczyli. Tak oto narracja walki z komuną wpisuje się w interesy niemieckiego rewizjonizmu historycznego. Nawet gdyby narracja postsolidarnościowego głównego nurtu, w którą stara się nadgorliwie wpisać Młodzież Wszechpolska, była zgodna z prawdą (a nie jest), to patriotycznym obowiązkiem Polaka byłoby i tak uznać ją za fałszywą w imię naszych żywotnych interesów narodowych. 

Camp Kościuszko to zagrożenie

W końcu pozostaje kwestia tego jaki ma sens walka z urojonym wrogiem? Bo jaki sens ma toczenie wojenki przeciwko ZSRR kilka dekad po jego zniknięciu? Zapewne chodzi tu jednak nie tyle o Związek Radziecki, co o zamanifestowanie wrogości w stosunku do odwołujących się do swojego radzieckiego dziedzictwa Białorusi i Rosji. Jednak i w tym przypadku należy zapytać: jaki sens ma wskazywanie na te kraje jako na wroga? Czy to one przejęły za grosz nasz przemysł? Czy to one zrobiły sobie z Polski rezerwuar taniej siły roboczej? Czy to one dławią nasz rozwój pisanymi pod siebie przepisami i mechanizmami biurokratycznymi? Czy w związku z tym to Rosja czy Białoruś ma interes gospodarczy w tym, by nam szkodzić i sabotować próby naszego gospodarczego i socjalnego podźwignięcia się jako narodu? Nie! A kto ma w tym interes? Kraje Zachodu. To nie ze wschodu, ale z zachodu może nadejść zagrożenie, które pokrzyżuje wszelkie plany na budowę silnej i nowoczesnej Polski (choć, żeby to rozważać w tych kategoriach, najpierw trzeba mieć takie ambicje, a co do tego czy ma je dziś Młodzież Wszechpolska można mieć poważne wątpliwości).  Ktoś powie teraz „ale przecież Rosja nam się odgraża, przecież rosyjskie rakiety są wycelowane w Poznań”. Ale czy ktoś się zastanowił z czego wypływa taka a nie inna postawa Rosji? Można ją wyjaśniać bajeczkami rodem z wpisów Roberta Winnickiego o 500 latach nienawiści Rosjan do Polaków, wrodzonej ich podłości, żądzy podboju i panowania nad światem, ale można zamiast tego spojrzeć na ten problem z perspektywy realistycznej, a wtedy zobaczymy, że Polska stała się pionkiem w rękach zaoceanicznego mocarstwa, które obala w szeregu krajów niewygodne dla siebie rządy, by zdobyć dostęp do ich zasobów dla swoich korporacji. W przeciągu czasu kiedy trwa sojusz polsko-amerykański, Stany Zjednoczone zaatakowały Jugosławię, Afganistan, Irak, Libię, Syrię, Ukrainę, Jemen czy ostatnio Wenezuelę. Przez większość tego czasu odgrażają się Rosji, rozmieszczając coraz bliżej jej granic swoje instalacje militarne. Także tutaj – w Poznaniu – znajdują się siły zbrojne Stanów Zjednoczonych. Powodem, dla którego Rosjanie rozważają scenariusz wystrzelenia czegokolwiek w Poznań, jest właśnie amerykańskie wojsko stacjonujące w garnizonie Camp Kościuszko, a nie na przykład Korowód Świętomarciński (jak to uroił sobie niedawno prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak).

Tchórzostwo MW

Realne zagrożenie dla Polski i Poznania w szczególności stwarza więc obecność tutaj żywych żołnierzy amerykańskich, a nie martwych od dziesięcioleci żołnierzy radzieckich. Protest przeciwko radzieckim upamiętnieniom w Polsce jest przez liberalne władze postrzegany z przychylnością i jedyną konsekwencją, jaka może kogoś za to spotkać jest lepszy start przy ubieganiu się o jakąś ciepłą posadkę w instytucjach w rodzaju IPN. Z drugiej strony sprzeciw wobec stacjonowania u nas wojsk amerykańskich, może się spotkać z szykanami, oskarżeniami o agenturalność i szpiegostwo na rzecz Rosji, pozbawieniem środków do życia i aresztowaniem przez ABW. Po prowadzonej przez partię Ruch Narodowy i jej młodzieżówkę polityce, po dokonywanych przez nie wyborach widzimy ich poziom odwagi. Nie mają odwagi zaczepiać niepodlegającego polskiemu prawu żołdaka US Army, który może Polaka bezkarnie pobić do kalectwa czy nawet zastrzelić. Odwagi starcza im jedynie na pastwienie się nad nieżyjącymi żołnierzami Armii Czerwonej, którzy z tego powodu, że nie żyją, nie są w stanie im w żaden sposób oddać. Najłatwiej przecież zajmować się walką z urojonym wrogiem, która nie wymaga żadnych poświęceń, a wręcz jest nagradzana, zamiast walką z realnym zagrożeniem, która wymaga narażania siebie i swoich bliskich. 

Degradujące młodzieżówki partyjne 

Piszę to wszystko z perspektywy człowieka w podobnym wieku co ci nieszczęśni aktywiści. Część moich kolegów działała w Młodzieży Wszechpolskiej i wiem jak szkodliwy jest wpływ tej organizacji (jak zresztą w ogóle młodzieżówek partyjnych w Polsce) na młodych ludzi. Taki człowiek albo degeneruje się tam intelektualnie, nasiąkając szkodliwymi dla Polski mitami, do których propagowania zostaje wykorzystany jego młodzieńczy zapał, albo degeneruje się moralnie, zmieniając się w cynicznego karierowicza, albo wreszcie (co zdarza się wśród jednostek najlepszych) zdegustowany tą całą degrengoladą staje się w młodym wieku całkowicie wypalony politycznie.

Fałszywe spory 

Dlatego tak ważne jest dziś, by dać młodym ludziom alternatywę wobec tego wszystkiego, w co próbuje się ich wtłoczyć. Pokazać, że można mądrze kochać Polskę i wyrażać troskę o nią, stojąc na gruncie realizmu politycznego, że myśl narodowa stoi ponad wojenką „prawica vs lewica” (która to wojenka bardziej przypomina kibolskie i międzysubkulturowe nawalanki niż spór ideowy) i wreszcie, że można działać dla samej idei lepszej Polski, a nie w imię karierowiczostwa.  Cały wysiłek intelektualny starszych pokoleń pójdzie na marne, jeśli nie uda się znaleźć formy, która pozwoliłaby te fundamentalne idee bez wypaczeń przekazać młodym. 

Apeluję też, by na przekór wszystkiemu i wszystkim odwiedzać i zostawiać kwiaty i znicze na grobach poległych za to, byśmy mogli żyć i by tu była Polska. Właśnie po to, by dać przykład i pokazać, szczególnie młodym, że pamiętamy i że to wcale nie jest wszystko jedno czy tu jest nasza – Polaków – ojczyzna czy przestrzeń życiowa dla kogoś innego.

Arkadiusz Domeredzki 

Redakcja