PublicystykaŚwiatDlaczego dyplomacja nie kończy wojny na Ukrainie? (2)

Redakcja51 minut temu
Wspomoz Fundacje

Dlaczego Rosja nie może przyjąć 28-punktowego planu USA? Po pierwsze, przede wszystkim dlatego, że Trump niejednokrotnie podkreślał, że wina za wybuch konfliktu na Ukrainie leży po stronie USA.

Świat obiegły niejednokrotnie słynne słowa „gdybym ja był prezydentem, to do tej wojny nigdy by nie doszło”, wszystkiemu był winien nieudolny prezydent Joe Biden. Natomiast w zaproponowanym memorandum nie ma o tym mowy. Poza tym była kanclerz Niemiec Angela Merkel i były prezydent Francji François Hollande przyznali, że porozumienia mińskie były świadomym oszukaniem Rosji, aby przygotować Ukrainą do wojny z Rosją. Innymi słowy świadomie popełnili zbrodnię przeciwko pokojowi.

Należy przypomnieć, że zbrodnia przeciwko pokojowi była jednym z zarzutów postawionych przywódcom hitlerowskiej III Rzeszy. Zgodnie z prawem międzynarodowym zbrodnia przeciwko pokojowi nie podlega przedawnieniu. Tymczasem w 26 punkcie planu pokojowego stwierdza się: „Wszystkie strony zaangażowane w ten konflikt objęte zostaną pełną amnestią za czyny popełnione podczas wojny i zgodzą się, by nie wysuwać żadnych roszczeń ani rozpatrywać żadnych skarg w przyszłości”. „Pełna amnestia” oznacza również przejście do porządku dziennego nad ostrzałem Donbasu po 2014 roku, spaleniem ludzi w domu związków zawodowych w Odessie, mordowaniem jeńców, a także w stosunku do osób skorumpowanych w ekipie Zełenskiego i jej zbrodni. Afera korupcyjna w ekipie Zełenskiego zatacza coraz szersze kręgi, okazuje się, że korumpowali oni nawet kongresmenów w USA. Aż dziw, że jeszcze nie wpłynęły w niej nazwiska polskich najbardziej rusofobicznych polityków.

W dokumencie nic nie mówi się o działaniach dywersyjnych USA i NATO na Ukrainie i w Rosji, ewidentnie skierowanych przeciwko pokojowi.

Po drugie, 28-punktowy dokument jest napisany z perspektywy hegemonicznych interesów USA. Stany Zjednoczone występują w dokumencie nie jak jako jeden z prowodyrów i strona konfliktu, ale jako negocjator między Rosją, Ukrainą i Unią Europejską. Potwierdza to punkt 2, który mówi, że „Między Rosją, Ukrainą i Europą zostanie zawarte kompleksowe porozumienie o nieagresji. Wszystkie niejasności ostatnich 30 lat uznaje się za wyjaśnione”. Stwierdzenie, że „niejasności” uznaje si za „wyjaśnione” jest, prawdę powiedziawszy, bardzo bałamutne. Oznacza ono, że nic nie zostaje faktycznie wyjaśnione i nazwane, a wszelkie sprzeczności zostają „zamiecione pod przysłowiowy dywan” i jest tylko kwestią czasu, kiedy spod niego wyjdą ponownie ze zwiększoną siłą.

Podobnie brzmi stwierdzenie w punkcie 4, że „Rosja i NATO – za pośrednictwem USA – będą prowadzić dialog”. Z jednej strony, to tak jakby USA nie były członkiem i głównym filarem NATO. To bardzo wygodna pozycja dla USA, zawsze w przypadku sprzeciwu pozostałych państw NATO lub agresywnych działań wobec Rosji, będą mogły powiedzieć „co złego to nie my, my chcieliśmy dobrze, ale inni się nie zgodzili”. To powiedzenie między wierszami, że państwa europejskie mają wolną rękę w sprawie Ukrainy, byle płaciły dla USA za dostarczany sprzęt wojskowy. Z drugiej strony, to powiedzenie, że Stany Zjednoczone nie biorą odpowiedzialności za działania państw europejskich. A z trzeciej strony, to powiedzenie Rosji, że ma wolną rękę w działaniach przeciwko europejskim państwom NATO. Najbardziej radykalni komentatorzy uważają zaś, że jest to dowód na postępujący rozpad NATO.

Po trzecie, Stany Zjednoczone występują wobec Ukrainy jako wielki kolonizator, w zamian za „ekonomiczne gwarancje bezpieczeństwa” w punkcie 10, domagają się wypłaty „wynagrodzenia”. To wygląda jak żądanie pieniędzy przez gang uliczny od sklepikarza w zamian za „opiekę”.

W punkcie 12 zapisano m.in., że „Stany Zjednoczone będą współpracować z Ukrainą w zakresie wspólnej odbudowy, rozwoju, modernizacji i eksploatacji ukraińskiej infrastruktury gazowej, obejmującej rurociągi i obiekty magazynowe”. Oznacza to między innymi przejęcie przez USA kontroli nad rurociągami biegnącymi do Europy Południowej i Zachodniej i możliwość blokowania dostaw gazu i ropy z Rosji. Kontrola na infrastrukturą ma pozwolić USA na utrzymanie wysokich cen na rosyjskie surowce energetyczne, aby zapewnić opłacalność eksploatacji swoich trudnodostępnych złóż.

Asymetryczne traktowanie Rosji

Po czwarte, występuje w memorandum niesymetryczne traktowanie Ukrainy i Rosji. Zapisano w dokumencie, że jeśli Ukraina dokona inwazji na Rosję lub wystrzeli rakiety w stronę Moskwy lub Petersburga, to ma stracić „gwarancję bezpieczeństwa”. Ale jeśli Rosja dokona inwazji na Ukrainę, to „oprócz zdecydowanej skoordynowanej odpowiedzi militarnej, ponownie będą nałożone na nią wszystkie globalne sankcje, cofnięte zostanie uznanie nowego terytorium i wszystkie inne korzyści wynikające z tego porozumienia”. Poza tym przechodzi się do porządku dziennego nad posiadaniem przez Ukrainę rakiet dalekiego zasięgu, gotowość do rezygnacji z których deklarowała Ukraina w porozumieniach stambulskich. Z tego wynika, że Rosja będzie mogła zatrzymać zdobyte terytoria, jeśli będzie „grzeczna i posłuszna” wobec Zachodu, a jeśli nie, to wszystko straci.

Po piąte, z pozoru atrakcyjnie brzmi punkt 11 zarówno dla Unii Europejskiej i Ukrainy: „Ukraina może dołączyć do Unii Europejskiej i otrzyma krótkoterminowy preferencyjny dostęp do rynku europejskiego, dopóki ta kwestia będzie rozpatrywana”. Może to wyglądać na „kukułcze jajo” podrzucone przez USA. „Preferencyjny dostęp” Ukrainy dla rynków europejskich może okazać się niebezpieczny zwłaszcza dla rolnictwa francuskiego i polskiego. Oprócz tego, na tym „preferencyjnym dostępie” skorzystają głównie wielkie amerykańskie korporacje i fundusze inwestycyjne, które kontrolują większość rynkowej produkcji rolnej Ukrainy. Poza tym stwierdzenie, że preferencje będą trwały dopóki kwestia członkostwa „będzie rozpatrywana”, jest bardzo niebezpieczne, ponieważ proces akcesyjny, w przypadku zniszczonej Ukrainy i konieczności walki z powszechną korupcją i uzbrojoną przestępczością, może ciągnąć się od 8 do 10 lat, a nawet dłużej. Dlaczego Stany Zjednoczone nie zapewnią Ukrainie „preferencji” w dostępie do swego rynku, tylko zmuszają prawem kaduka do tego Unię Europejską?

Po szóste, w punkcie 13 mówi się, że Rosja miałaby zostać „ponownie zintegrowana ze światową gospodarką”. To oznacza, że Rosja miałaby nadal pełnić rolę surowcowego zaplecza Zachodu. Nic nie mówi się o dostępie Rosji do najnowszych technologii Zachodu. Poza tym mówi się, że „znoszenie sankcji będzie omawiane i uzgadniane etapami, w każdym przypadku indywidualnie”. A tłumacząc na język zrozumiały oznacza to, że proces znoszenia sankcji może potrwać bardzo długo, co więcej w czasie tego „uzgadniania i omawiania” będą stawiane Rosji kolejne warunki i jeśli Rosja nie zechce ich spełnić, to sankcje nie zostaną zniesione. Co to znaczy, że sankcje znoszone będą „w każdym przypadku indywidualnie”? Czy z każdym państwem Rosja będzie musiała negocjować oddzielnie? Jeśli tak, to proces znoszenia sankcji może nigdy się nie skończyć.

W tym punkcie mówi się o tym, że „Rosja będzie zaproszona z powrotem do G-8”. To obecnie po zacieśnieniu współpracy z Chinami i Indiami, a także innymi państwami BRICS i Szanghajskiej Organizacji Współpracy, wygląd raczej na próbę ratowania Zachodu przed dalszą degradacją i kolejnym kryzysem, a nie wielką łaską czynioną Rosji. Poza tym Chiny nie należą do G-7 chociaż są największą i bardzo perspektywiczną gospodarką świata, i jakoś sobie bez tego członkostwa radzą. Do G-7 nie należą też Indie, które mają większy PKB od wszystkich poszczególnych członków G-7 poza, oczywiście, USA. Zaproszenie Rosji do G-7, to żaden zaszczyt, to raczej przyznanie się do błędu jej usunięcia z tego grona, i zaproszenie do grona przegranych w celu ich ratunku. Intencje tego punktu wydają się jaśniejsze w świetle „notatki syntetycznej” Biura Bezpieczeństwa Narodowego w Warszawie na temat nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA, gdzie zapisano m.in., że „Priorytetem jest eliminacja ingerencji Chin i Rosji”.

Zamrożone pieniądze

Po siódme: Stany Zjednoczone zaplanowały w punkcie 14, że zamrożone rosyjskie środki finansowe będą wykorzystane w następujący sposób: „100 miliardów dolarów w zamrożonych rosyjskich aktywach zostanie zainwestowane w prowadzone przez USA działania na rzecz odbudowy i inwestycji na Ukrainie; – Stany Zjednoczone otrzymają 50 proc. zysków z tego przedsięwzięcia. Europa dołoży 100 miliardów dolarów, aby zwiększyć kwotę inwestycji dostępnych na odbudowę Ukrainy. Zamrożone fundusze europejskie zostaną odmrożone. Pozostała część zamrożonych funduszy rosyjskich zostanie zainwestowana w oddzielny amerykańsko-rosyjski fundusz inwestycyjny, który będzie realizował wspólne projekty w określonych obszarach. Celem tego funduszu będzie zacieśnienie stosunków i wzmocnienie wspólnych interesów, aby stworzyć silną zachętę do unikania ponownego konfliktu”. Jest to postanowienie w iście zbójeckim stylu. Ale Rosja prawdopodobnie już się pogodziła z utratą zamrożonych aktywów. Tyle tylko, że chociaż jest to korzystne dla USA i pozwoli Trumpowi przedstawić się jako zwycięzca, to jednak jest to dla Rosji rozwiązanie lepsze od najgorszego, co nie znaczy, że jest sprawiedliwe. Bo alternatywą dla przedstawionego przez Trumpa pokojowego wykorzystania zamrożonych środków finansowych Rosji, jest ich wykorzystanie przez Unię Europejską na sfinansowanie militarnej pomocy dla Ukrainy. Z dwojga złego Rosja może, z pewnymi oporami, wybrać propozycję Trumpa, tym bardziej, że podczas ostatniej wizyty Steve Witkoffa (specjalnego wysłannika Trumpa) i Jareda Kushnera (zięcia Trumpa) w Moskwie, w trakcie pięciogodzinnego spotkania, omawiano m.in. prawdopodobnie wspólne wielomiliardowe inwestycje na dalekiej północy Rosji. Tak więc ten punkt może okazać się pomocny w narracji przedstawionej przez ekipę Trumpa w nadchodzącej kampanii wyborczej w USA. I Putin być może to zaakceptuje w imię gwarancji bezpieczeństwa i współpracy z USA.

Proponowane granice

Po ósme, z pewnością trudno będzie uzyskać bezpośrednią drogą dyplomatyczną zgodę zarówno Rosji jak i Ukrainy na punkt 21: „Terytoria: – Krym, obwody ługański i doniecki będą uznane za de facto rosyjskie, w tym przez USA. – Obwody chersoński i zaporoski będą zamrożone wzdłuż linii kontaktowej, co oznaczać będzie de facto uznanie (terytorium) wzdłuż linii kontaktowej. – Rosja odstąpi od innych uzgodnionych terytoriów, które kontroluje poza tymi pięcioma regionami. – Ukraińskie siły wycofają się z części obwodu donieckiego, którą obecnie kontrolują, a strefa wycofania będzie uznana za neutralną zdemilitaryzowaną strefę buforową, uznaną na arenie międzynarodowej za terytorium należące do Federacji Rosyjskiej. Rosyjskie siły nie wkroczą do tej zdemilitaryzowanej strefy”.

Rosji chodzi o uznanie wszystkich pięciu terytoriów za rosyjskie nie tylko de facto, ale przede wszystkim de iure, i w tym kierunku Rosja działała cały czas od początku Specjalnej Operacji Wojskowej. Rosja również chce przyznania jej całego obwodu chersońskiego i zaporoskiego. Natomiast formuła, że granice będą „zamrożone wzdłuż linii kontaktowej”, może być otwartą furtką dla Rosji, gdyż działania bojowe trwają i jeśli nastąpi stosunkowo szybko przepowiadana przez wielu, klęska armii ukraińskiej, to granica „zamrożona wzdłuż linii kontaktowej” może być naciągnięta jak guma. Rosja może odstąpić inne zajęte terytoria ukraińskie, ale, jak to w życiu bywa, może się zdarzyć, może dojść do wniosku, że nie musi, bo potrzebna będzie jej strefa buforowa. Ale Rosja z pewnością nie zgodzi się, aby opuszczona przez Ukrainę część obwodu donieckiego, była „strefą buforową” i by wojska rosyjskie nie wkroczyłyby do tej zdemilitaryzowanej strefy – trudno to sobie wyobrazić jako trwałe rozstrzygnięcie. Z dużym prawdopodobieństwem ta „strefa buforowa” mogłaby się stać wolną strefą ekonomiczną, opanowaną przez amerykańskie korporacje.

Z drugiej strony, rozeszły się półoficjalne oświadczenia ukraińskich polityków wobec USA, że zgadzają się na dotychczas niemożliwe, czyli na wycofanie z Donbasu. Może wydawać się, że stanowi to przełom w ich myśleniu, ale w rzeczywistości jest to chłodna kalkulacja. Wcześniej czy później Rosja i tak zajęłaby te tereny, a tak mają nadzieję, że poświęcając tylko część Donbasu, rozpocznie się obiecany rozejm i rokowania pokojowe, a oni zachowają władzę na pozostałym terytorium Ukrainy i wpływ na przyszłe wybory.

Wydarzenia na froncie posuwają się jednak bardzo szybko i po atakach na cywilne tankowce w tureckiej strefie ekonomicznej, Putin zapowiedział, że jeśli ataki się powtórzą, to Ukraina może zostać odcięta od Morza Czarnego, a to może oznaczać bardzo wiele. Ekipa Zełenskiego i jej europejscy opiekunowie nie rozumieją, że takimi atakami na tankowce nic nie mogą zyskać, ani wywołać trudności w Rosji. Tankowce bowiem nie wiozły ropy do Rosji, ale płynęły po ropę z Rosji, więc faktycznie zaszkodzili komuś innemu. Doświadczenie historyczne wskazuje, że U-Boty w czasie II wojny światowej zatopiły ponad 2880 statków handlowych z zaopatrzeniem dla Wielkiej Brytanii, a i tak Hitler nie był w stanie zmusić jej do kapitulacji. Ataki Ukrainy na flotę cywilną to raczej ewidentny dowód jej słabości, ale i głupoty.

Dlatego zapisy o granicach bardzo szybko mogą stracić na aktualności. To sytuacja na froncie podyktuje rozstrzygnięcia dyplomatyczne w tej sprawie.

Punkt 8 jest z pewnością trudny do przełknięcia dla Emanuela Macrona, Keira Starmera i Friedricha Merza: „NATO zgadza się, by jego żołnierze nie stacjonowali na Ukrainie”. Przecież oni do tej pory robili wszystko, aby tego się dobić za wszelką cenę, bo chcą mieć jakieś korzyści z okupacji Ukrainy.

Natomiast kuriozalny jest punkt 9: „Europejskie myśliwce będą stacjonować w Polsce”. Jego realizacja oznaczałaby przekształcenie Polski w „niezatapialny lotniskowiec państw NATO” i naraziłoby Polskę na jedno z głównych uderzeń w przypadku zaostrzenia sytuacji w Europie. Postulat ten zapewne nie był konsultowany z władzami polskimi i nie uwzględnia jej interesów, a jeśli był, to ciekawe z kim i kto wraził na to zgodę? Wiadomo przeciwko komu te myśliwce miałyby być groźbą. Rosja na to nigdy się nie zgodzi.

Postulat 6, aby ograniczyć liczebność sił zbrojnych Ukrainy do 600 tys. żołnierzy, z jednej strony, oznaczałoby utrzymanie przez Ukrainę armii większej niż mają obecnie Niemcy, Francja i Anglia razem wzięte, a więc Ukraina pozostałaby nadal „anty-Rosją”. Państwa Unii Europejskiej zaproponowały dla Ukrainy nawet 800-tysięczną armię. Dla porównania armia Ukrainy przed Specjalną Operacją Wojskową mogła wynosić maksymalnie 260 tys. żołnierzy. W myśl porozumień stambulskich Ukraina miała mieć ok. 85 tys. żołnierzy. A z drugiej strony, zniszczonej Ukrainy nie stać jest na utrzymanie tak wielkiej armii, typowej bardziej dla stanu wojny niż pokoju. Powstaje więc problem, kto miałby finansować tak liczną armię i w jakim celu byłaby wykorzystana.

Postulat 25, aby Ukraina w ciągu 100 dni przeprowadziła wybory, jest nierealny. Te pośpieszne wybory mogłaby przeprowadzić tylko skorumpowana i odpowiedzialna za zbrodnie przeciwko opozycjonistom ekipa Zełenskiego, a to by oznaczało utrzymanie przy władzy obecnego neobanderowskiego i zaprzedanego międzynarodowym korporacjom układu politycznego. Opozycja musi mieć więcej czasu, aby się odrodzić i zorganizować. Skoro punkt 20 mówi m.in., że „Wszelka ideologia i działalność nazistowska muszą zostać odrzucone i zakazane” – to przed wyborami musi być czas nie tylko na ich odrzucenie, ale i wykorzenienie, odsunięcie od stanowisk zwolenników nazizmu.

Dokument milczy w sprawie propozycji, zgłoszonej swego czasu przez Putina, aby wybory odbyły się pod nadzorem komisji międzynarodowej – a to w obecnych warunkach wydaje się jedynym sprawiedliwym rozwiązaniem.

***

Dwudziestoośmiopunktowy „plan pokojowy” to próba rozpoczęcia pokojowej ofensywy USA i osobiście Donalda Trumpa, w sytuacji, gdy Europa chce kontynuacji wojny, ale nie ma na to pieniędzy. Biorąc jednak pod uwagę całokształt postulatów zawartych w memorandum USA, nic dziwnego, że przedstawiciele Rosji nie chcieli nawet dyskutować o poszczególnych zapisach tych propozycji pokojowych. Ale w czasie spotkania skorzystali zapewne z okazji, aby podyskutować możliwości sprawiedliwego rozwiązania problemów. W czasie spotkania delegacja amerykańska przedstawiła cztery dodatkowe dokumenty, których treści nie ujawniono, a to być może wyjaśniłoby wiele wątpliwości. Putin jedynie stwierdził, że są one pogrupowaniem problemów zawartych w 28-punktowym planie pokojowym.

Rosyjsko-amerykański „plan pokojowy” nie spełnia nawet formalnych wymogów „planu”, jego konkretności i spójności, a także nie wskazuje terminów realizacji. Stanowi on luźny zbiór ogólnych postulatów, których konkretna treść będzie mogła ulec zmianie stosownie do sytuacji militarnej na froncie. Propozycje te obliczone są raczej na dalszą dyskusję i przygotowywanie opinii publicznej w wielu krajach na dopiero mające nastąpić rozwiązania. Przywieźli go do Moskwy ludzie, którzy nie są zawodowymi dyplomatami, co wygląda trochę niepoważnie. Widać wyraźnie, że w zamiarze jego autorów miał on pomóc Donaldowi Trumpowi w uzyskaniu Pokojowej Nagrody Nobla. Zapewne w tym celu zaproponowano nawet w punkcie 27 utworzenie Rady Pokoju, czuwającej na wdrażaniem zawartego pokoju, na której czele miałby stanąć prezydent Donald J. Trump.

Putin raczej z zadowoleniem i ulgą przyjmie sprzeciw Zełenskiego, a także Macrona Mertza i Starmera wobec 28-punktowego planu pokojowego między Rosją i Ukrainą, gdyż nie będzie musiał iść na bardzo daleko idące kompromisy wobec Trumpa, które nie wiadomo czym mogłyby się ostatecznie dla Putina skończyć na arenie wewnętrznej. W ten sposób Putin będzie miał wolną rękę wobec czołowych państw Unii Europejskiej i Ukrainy, a także będzie miał Trumpa po swojej stronie. Nie można zapominać, że w dwóch wojnach światowych Stany Zjednoczone, jak by na to nie patrzeć, wspierały Rosję…

dr Edward Karolczuk

fot. wikipedia

Myśl Polska, nr 3-4 (18-25.01.2026)

Redakcja